Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty

Zużycia majowe

Cześć :)

Nadszedł czas na podzielenie się z Wami pustymi opakowaniami z maja. Nie nazbierałam tego bardzo dużo, więc przynajmniej nie zanudzę Was masą zdjęć i opisów ;)


Anida, emulsja micelarna do mycia twarzy - naprawdę polubiłam ten kosmetyk. Był delikatny dla skóry, zmywał z twarzy pozostałości po nocy, w żaden sposób nie podrażniał i był bardzo tani. 

Sephora, masło do demakijażu - tutaj nie ma co się rozwodzić, bo produkt już wycofany [ why, Sephora, why?! ]... Za to pozostawia wspaniałe wspomnienia...

Uriage, woda termalna - dobra i nie mam jej nic do zarzucenia, ale nie dorównuje mojej ukochanej wodzie z Caudalie. 



Garnier, różowy micel - nie wiem, które już opakowanie, na pewno będą następne. Ulubione, sprawdza się wyśmienicie, jest niedrogi i wydajny. Lof!

Neutrogena, krem do twarzy Multi - Defense - nie wiem, co z nim było nie tak, ale niesamowicie mnie zapchał, a makijaż na nim nie chciał się w ogóle trzymać. Użyłam trzy razy i koniec, wędruje do kosza. 

Caudalie, Polyphenol [ C15 ] krem do twarzy przeciwzmarszczkowy, SPF 20 - cudo! ♥ Tego kremu używałam chyba ponad pół roku, tak mi się zdaje - był i był! Delikatna i lekka konsystencja znakomicie współgrały z moją skórą, krem ograniczał przetłuszczanie się skóry, był doskonałą bazą pod makijaż. Szalenie wydajny, zostawiał skórę nawilżoną i miękką na cały dzień. Powrót gwarantowany!


Yves Rocher, Rose Fraiche - tę wodę toaletową dostałam od Agatki. Trafiła zapachem w sedno, tę różę nosiłam na sobie non stop ♥

Apis, ultra odżywcze masło do ciała - kosmetyk z Joyboxa, całkiem dobrze się sprawował, wystarczająco nawilżał, łagodził podrażnienia po goleniu nóg, a co śmieszne, miał w sobie maciupeńki brokat, który wypatrzyłam dopiero po połowie opakowania ;) Nie wrócę jednak do niego, bo nie do końca odpowiadał mi lekko błotny zapach. No i wydaje mi się, że na etykiecie jest błąd, ultraodżywcze chyba powinno być pisane razem?

Nivea, kulka Dry Comfort - no words necessary ;)


Van der Hoog, Crazy Cranberry, maseczka do twarzy - prezent od Kasi Śmietasi, przyjemnie pachnąca maseczka z glinką, polubiłam się z nią :)

Regenerum, serum do paznokci - któreś już opakowanie, moje skórki uwielbiają ten olejek, a ja uwielbiam opakowanie. Powrót gwarantowany!

Caudalie, pomadka do ust - jedna z lepszych pomadek, jakie w życiu stosowałam, serio! Tak kojąco i nawilżająco wpływa na usta, że mogłabym się nią smarować non stop. Niestety dla mnie minusem jest naprawdę niska wydajność, dlatego też nie używam jej cały czas, kupuję jedynie co kilka miesięcy.

Burt's Bees, pomadka o zapachu mango - prezent od Irenki, który niesamowicie polubiłam :) Pomadka wystarczyła mi na wiele miesięcy, była naprawdę wydajna, do tego prześlicznie pachniała i bardzo dobrze nawilżała usta.

Purederm, krem do rąk z miodem - kupiłam z ciekawości, leżał przy Kasie w Hebe. Nie polecam, zapach był nijaki, właściwości bardzo przeciętne, a do tego się kleił...


Próbki, próbeczki... Najbardziej spodobał mi się olejek Kiehl's, ale uważam, że działanie jest tożsame z olejkiem Detox z Caudalie, więc nie ma co przepłacać. Maska do włosów Mythos również zwróciła moją uwagę, może zdecyduję się na pełnowymiarowy zakup.

To już wszystkie majowe zużycia, w czerwcu szykuje się nieco więcej, a u Was? :)

Lepiej późno niż wcale, czyli zużycia marca ^^

Hej!

Tak, dobrze widzicie - dziś zużycia marca. Zastanawiałam się, czy nie połączyć ich z kwietniowymi, ale byłoby tego za dużo jak na jeden raz ;) Nie przedłużając, zapraszam do poczytania krótkich [ albo i nie ] opisów kosmetyków, które wyzionęły ducha w marcu.


Standardowo, zacznijmy od włosów. Henna Khadi w odcieniu ciemnego brązu już po raz kolejny pojawia się w zużyciach - polubiłam tę ziołową farbę, moje włosy również. Szampon Tołpa do włosów tłustych był w porządku, ale powrotów nie planuję, za bardzo plątał moje włosy. Odżywka Garnier Oleo Repair była dużym zaskoczeniem - sprawdzała się świetnie, włosy ją pokochały, na pewno będzie powrót, Wam też polecam :) Olejek wzmacniający Ikarov to również kolejne opakowanie, jeśli borykacie się z wypadaniem włosów, polecam zapoznać się z tym cudeńkiem :) Spora odlewka olejku do włosów Syoss od Extension Beauty spisała się bardzo dobrze, zastanawiam się właśnie nad zakupem pełnowymiarowego opakowania. Olejek jojoba służył mi do olejowania włosów.


Woda winogronowa Cudalie chyba nikogo już nie dziwi, jestem od niej uzależniona! Tonik nawilżająca - oczyszczający z Lirene to kolejny z powrotów, bardzo lubię ten kosmetyk. Oczyszczająca pianka do mycia twarzy Natura Siberica nie spodobała mi się zbytnio, denerwował mnie chemiczny, cytrynowy zapach. Dwufazowy koncentrat rewitalizujący Annemarie Borlind był bardzo miłym produktem, używałam go przez ponad miesiąc. zarówno rano, jak i wieczorem jako serum. Puder Smasxbox Photo Set Finishing Powder był świetny, wystarczył mi na pół roku, matował genialnie, być może jeszcze kiedyś go kupię, na razie cieszę się Prep + Prime z MACa. Masło do demakijażu The Body Shop to kolejny świetny kosmetyk, używałam go z wielką przyjemnością przez prawie 4 miesiące. Idealnie radził sobie z makijażem, nie zapychał i był delikatny dla skóry. Na pewno go jeszcze kupię, na razie mam inne olejki i masła w zapasach ;) I próbeczka znakomitego kremu do twarzy Caudalie z serii Polyphenol.


Mleczko do ciała Tołpy było całkiem niezłe, jedyne co mnie wkurzyło, to fakt, że nie mogłam zużyć go do końca, nawet wytrząsanie nie pomogło. Zmywacz do paznokci z Euro Fashion był jednym z lepszych, jakie miałam i jeśli będę miała możliwość, chętnie znów go kupię. Żel pod prysznic Isana to tanioszek, ale pięknie pachnący - jeśli jeszcze go napotkacie, kupujcie! Kulka Nivea jak zawsze. Ostatnia rzecz to woda toaletowa Yves Rocher o zapachu karmelizowanej gruszki, którą dostałam od Agaty - uwielbiałam ten zapach! ♥


To już całe zaległe denko marcowe, uff, w końcu mogę wyrzucić te puste opakowania ;)
Miłej soboty!

Zużycia | LUTY

Witajcie :)

W końcu udało mi się zmobilizować do zrobienia zdjęć pustym opakowaniom i mogę się z nimi spokojnie pożegnać. W ramach tego pożegnania poświęcam im parę linijek tekstu tu, na blogu. Luty niby najkrótszym miesiącem w roku, a wyjątkowo dużo kosmetyków się skończyło. Ale to dobrze, zapasu stopniowo, baaardzo powoli się zmniejszają :)


Szampon Balea w wersji mango + aloes to mój niekwestionowany ulubieniec, mam już kolejne dwie butelki w zapasie. Maska bananowa Kallos sprawdza się na moich włosach świetnie, zarówno jako lekka odżywka na minutę, jak i maska na minut kilkanaście. Dodatkowo świetny, smakowity zapach, który przypomina mi kwaśne śmiejżelki ♥ Maska miodowa do włosów z Bomb Cosmetics nie wyłamuje się z tego zdjęcia - byłam z niej także zadowolona, bardzo dobrze odżywiała moje włosy i żałuję jedynie, że w opakowaniu było jej tak mało :)


Olejek Detox na noc od Caudalie to moje objawienie. Używałam go przez ponad pół roku, taki jest wydajny i rzeczywiście działał. Poświęciłam mu osobny, bardzo obszerny post, więc jeśli się zastanawiacie - idźcie poczytać :) Tonik oczyszczający Natura Siberica był przeciętny - całkiem przyjemnie pachniał i nie ściągał skóry po użyciu, ale powrotu nie planuję. Płyn micelarny Tołpa z serii Białe Kwiaty to mały koszmarek, nie polubiliśmy się, oj nie... Na koniec peptydowe serum pod oczy z Bielendy - zakup poczyniony na targach kosmetycznych w listopadzie, dzielnie służył mi przez 3 miesiące i jeszcze zostało go trochę w opakowaniu, ale data ważności od otwarcia to 2 miesiące i nie chciałam ryzykować. Bardzo byłam z niego zadowolona i nie wykluczam ponownego spotkania :)


Pasta do zębów Signal z grudniowego Joyboxa była taka sobie, ale wkurzała mnie bardzo tym, że wszystko, od szczoteczki po umywalkę, barwiła na niebiesko... Płyn do demakijażu Sisley nie podbił mojego serca, bo miał trudności ze zmyciem maskary z oczu, a to dla mnie niedopuszczalne. Żel pod oczy Flos - Lek - miły powrót. Kiedyś używałam tych żeli non stop :) Świetna opcja na dzień! Maskara My Secret jest całkiem dobra, zaryzykowałabym stwierdzenie, że sprawdzała się u mnie lepiej niż ta złoto fioletowa z L'Oreal ;)


Caudalie, brzoskwiniowy żel pod prysznic. Z tymi żelami to jest tak, że akurat jakimś cudem świata nie są. Nie mam super wrażliwej skóry, żeby zauważyć różnicę, myjąc się tak delikatnym myjadłem. Więc w tym przypadku, jak kocham Caudalie, to jestem na nie - żel słabo się pieni, jest galaretowaty i niewydajny. Zapach śliczny :) Peeling różano migdałowy z The Secret Soap Store to prezent od Eska, Floreska. Peeling był super, bardzo mocno zdzierał, tak jak lubię i pachniał przy tym różą ♥ Organique, peelingująca pianka pod prysznic w wersji Ice Tea pachniała bosko i miło się jej używało.To gadżet, nie na co dzień, ale fajnie od czasu do czasu sięgnąć po coś innego. U mnie najlepiej sprawdzało się używanie jej na suche ciało, a potem masowanie zwilżonymi dłońmi - masaż pierwsza klasa! Myślę, że kiedyś jeszcze sprawię sobie taką przyjemność :) Nuxe, Reve de Miel, balsam do ust to kultowy już produkt. Swojego słoiczka używałam chyba ponad rok, taka wydajna bestia z niego. Genialnie pielęgnuje usta nocą. Kupujcie! :)


Kulka Nivea nikogo nie dziwi, prawda? ;) Mleczko do ciała Yves Rocher z limitowanej edycji o zapachu karmelizowanej gruszki było nie lada gratką - fantastyczny zapach, przyjemna, lekka konsystencja. Kto nie załapał się na gruszkę, niech żałuje! Facelle po raz enty, do wszystkiego :) Balsam do ciała Lumene z serii Angry Birds rozczarował mnie mdłym zapachem, nie polubiłam go i dlatego nawet nie rozcięłam opakowania pod koniec ;) Płatki ze zmywaczem Ebelin też mnie wkurzyły, tłuste są niemiłosiernie. Balsam do ciała w kostce z Orientany miał przepiękny zapach, uwielbiałam go i rekompensował mi nawet to, że kostka była dość twarda i ciężko się rozpuszczała. 


Kontynuowałam w lutym zużywanie próbek i poszło mi całkiem nieżle, Zużyłam kilka sztuk rekonstruktora do włosów JMO, lubię ten produkt :)


Nauczona doświadczeniem z poprzedniego miesiąca, nie ładowałam na twarz miliona różnych próbek. Z tych tutaj na uwagę zasługuje krem pod oczy Eternal Gold z Organique, który kiedyś na pewno kupię, bo to już nie pierwsza jego próbka, którą miałam. 

Tak oto prezentują się moje zużycia lutego w kwestii kosmetyków. Jak na moje oko, całkiem dużo tego nazbierałam i cieszę się, że zużywanie idzie mi w miarę płynnie :)

Do zobaczenia / napisania następnym razem! :)

Zużyte w styczniu

Witajcie!

Czas na pokazanie tego, co udało mi się zużyć w styczniu. Nazbierałam kilkanaście opakowań, wynik całkiem niezły, zwłaszcza po wielkim końcoworocznym napełnianiu śmietnika :) Dołączyłam także cichaczem do akcji zużywania próbek, którą zorganizowała Balbina, ale o tym będzie w osobnym poście, żebyście mi tu nie pozasypiały przed ekranem ;) 


Serical, Crema al Latte - dobra maska, ale bardzo nie odpowiadał mi zapach i pół opakowania stało u mnie w łazience od prawie dwóch lat. Nadszedł czas pożegnania, bo naprawdę nie mogłam zmusić się do jej używania, zwłaszcza, że tuż obok stał bananowy Kallos ;)

Batiste, suchy szampon do włosów, wersja Original - kupiłam podczas pamiętnej promocji w Biedronce :) To była jedyna wersja, jaka została, wzięłam więc z braku laku. Przeciętna, denerwowała mnie biała warstwa, którą ciężko było usunąć, a żeby zawartość nadawała się do użytku, praktycznie cały czas trzeba było przy aplikacji potrząsać puszką. Nie wrócę na pewno.

Isana Med, szampon do włosów Urea 5% - kupiłam go z czystej ciekawości, kiedy był w promocji za niecałe 3 zł. Tak, dobrze widzicie, 3 zł ;) Bardzo dobry szampon oczyszczający, radzi sobie wspaniale ze wszystkim, co nałożymy na włosy. Plącze włosy, dlatego warto po nim użyć jakiejś bardziej treściwej odżywki lub maski, ale dla mnie to żaden problem. Na pewno kupię jeszcze niejedną butelkę.

Balea mango + aloes, odżywka do włosów - o ile szampon z tej serii kocham miłością niezmienną i właśnie uzupełniłam jego zapasy, tak odżywka wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła, ot przeciętny, lekki produkt. Powrotów nie planuję, zwłaszcza, że ta linia jest wycofywana.


Beaute Marrakech, czasne mydło - męczyłam to mydło chyba ponad rok, używając, jak mi się przypomniało ;) To nie to, że czarnego mydła nie lubię, bo to super kosmetyk, ale wolę, kiedy ma zapach. Do dziś miło wspominam różaną wersję i to do niej pewnie kiedyś wrócę.

Galenic, krem odżywczo - regenerujący do rąk i paznokci -  dostałam od Eska Floreska i bardzo polubiłam. Treściwy, gęsty krem, który szybko się wchłaniał, bez tłustego filmu. Bardzo dobrze radził sobie z przemarzniętymi dłońmi.

Elkos, żel pod prysznic mango i ananas - kupiłam w sklepie z chemią niemiecką [ niestety Balea to rzadki gość u nich, raz tylko dorwałam mydło do rąk :( ] i nie żałuję. Za jakieś 5 zł dostałam butlę dobrego żelu, który mocno się pienił, nie wysuszał skóry i smakowicie pachniał ananasem :)

Yves Rocher, mydło do rąk, czerwone owoce - przywędrowało do mnie w prezencie od Agatki. Mydło jak mydło, nie do końca mi ten zapach pasował i szybko się skończyło. Niemniej ładnie się prezentowało na umywalce ;)


Garnier, płyn micelarny - ulubieniec, po prostu :) Jednak butelka wystarcza mi na trochę ponad półtora miesiąca, świetnie wszystko zmywa, nie podrażnia oczu. Na pewno będą powroty, na razie kupiłam jego nowszą, zieloną odmianę :)

Maxmedical, roll on pod oczy ze świetlikiem - pisałam o nim w poście o pielęgnacji okolic oczu. Przyjemny produkt, który dzięki metalowej kulce i delikatnemu żelowi pomagał trochę z poranną opuchlizną. 

It's Skin, Pure Moisture Cream - dostałam i sporadycznie używałam, ale jakoś mi nie pasował do końca. Ostatecznie o nim zapomniałam i niedawno wygrzebałam z czeluści szuflady, okazało się, że zmienił konsystencję, żegnamy się więc bez żalu.

Wise, pomadka ochronna do ust - fantastyczna! Używałam jej codziennie po kilka razy od kwietnia! Wtedy to wygrałam ją w rozdaniu u Ekocentryczki. Mega wydajna, dawała świetne nawilżenie i natłuszczenie i rzeczywiście pielęgnowała usta. Jak zużyję to, co mam, planuję powrót :)

Caudalie, Polyphenol C15, serum przeciwzmarszczkowe - ogólnie ta zielona seria jest godna uwagi, tak tylko informuję :) Serum polubiłam, świetnie się spisywało zarówno rano, jak i wieczorem. Delikatnie wygładzało skórę, nawilżało ją i stanowiło świetny podkład pod krem lub olejek. Wydajne, bo wystarczyło mi na ponad 3 miesiące codziennego używania czasem po dwa razy, w pięknym szklanym opakowaniu, z wygodnym dozownikiem pipetką. Serum nie było tłuste, minimalnie się kleiło przy aplikacji, ale po kilku sekundach to uczucie znikało. Skóra była jaśniejsza i po prostu wypoczęta.

Garnier, dezodorant w kulce - zabrakło mojej kulki Nivea i musiałam kupić to. Opakowanie mnie wnerwiało, zapach też, a sam dezodorant chyba średnio działał, albo to już moja paranoja [ bo wiecie, jak nie mam Nivea pod ręką, panikuję ;) ]

Eucerin, Hyaluron Filler, krem pod oczy - kolejny produkt, o którym już pisałam w poście o pielęgnacji okolic oczu i po recenzję odsyłam właśnie tam, bo poświęciłam mu sporo miejsca. W kilku słowach - treściwy, skuteczny, wydajny, nie podrażnia i warto spróbować :)


To już wszystkie styczniowe zużycia, będzie jeszcze post o zużyciach saszetkowych, zapraszam na dniach :)
Piszcie, jak u Was poszło denkowanie? :)

Ulubieni w grudniu :)

Witajcie :)

Grudzień minął mi szybko, pod znakiem pracy i ogólnego zmęczenia materiału. W ogóle nie poczułam atmosfery Świąt, nawet nie zdążyłam zamontować u nas w domu choinki i żadnych ozdób... Ale koniec z narzekaniem, ma być o tym, co się sprawdziło :D

Kosmetycznie trzymałam się raczej sprawdzonych produktów, niewiele nowości wprowadziłam do użytku, stąd też grono ulubieńców jest dość liche, to tylko 4 produkty. Za to warte uwagi, więc czytajcie!:)


Yves Rocher, mleczko do ciała karmelizowana gruszka - gdyby nie post Smarującej Agaty o świątecznych nowościach z YR, nie zwróciłabym uwagi na tę limitkę. Także dzięki Agatko! :* Poszłam do salonu, powąchałam tester i od razu capnęłam butelkę mleczka do ciała dla siebie. Teraz dumam jeszcze nad wodą perfumowaną z tej serii :) Mleczko przyjemnie się rozprowadza, szybko wchłania, a zapach utrzymuje się na skórze przez jakąś godzinę - lubię to. Karmelizowana gruszka rzeczywiście pachnie gruszką, ma lekko kwaskowatą nutkę, ale ogólnie jest słodka. Co tu dużo mówić - lećcie powąchać do salonu, póki możecie! :) Ja już zaopatrzyłam się w świeczkę z tej serii i prawie całą wypaliłam^^. Mleczko kosztuje bez promocji 19,99 zł. Ma 400 ml i niestety jest bez pompki, podobno można ją dokupić osobno, ale sory, bez pompki też da się żyć ;)

Bourjois, 123 Perfect CC Cream - kupiłam jakieś dwa albo trzy miesiące temu i od tamtej pory często po niego sięgałam, a już w grudniu praktycznie nieprzerwanie. Świetny, blady kolor [ 31 Ivory ], naprawdę mocne krycie i fakt, że nie podkreśla suchych skórek [ a tych mam dużo, bo się kwaszę ] jak szalony, czynią z niego ulubieńca :) Odpowiednio zagruntowany [ w sensie przypudrowany ;) ] utrzymuje się cały dzień, czasem jedynie z nosa się ściera szybciej. Kupiłam za 26 zł w promocji w Super Pharm.

Isana Med, Urea Shampoo - kupiłam z czystej ciekawości i z powodu ceny - kosztował 2,99 zł. Okazało się, że to bardzo przyjemny szampon oczyszczający! Nie ma silikonów, zawiera mocznik, świetnie radzi sobie ze zmywaniem olejów i oczyszczaniem włosów. Lubi splątać kosmyki, ale od czego są dobre odżywki? Dla mnie to świetny i tani szampon, na pewno będę do niego wracać.

Kiehl's, Ultra Facial Moisturazer - emulsja nawilżająca, którą znalazłam w świątecznej paczce od Irenki. Marka Kiehl's od dawna mnie interesowała, z chęcią więc zaczęłam używać tego produktu. Potrzebowałam czegoś, co będzie w stanie poradzić sobie z "wierzchnią" suchością mojej skóry, która pojawia się przy stosowaniu kwasów i okazało się, że ta emulsja świetnie się spisuje. Używam jej na noc po zastosowaniu toniku z kwasem i rano zamiast kremu. Konsystencją przypomina mi Cetaphil, ale wchłania się dużo szybciej. Zużyłam już ponad pół buteleczki [ 30ml ], mam nadzieję, że wystarczy na kolejny miesiąc :)

Wpadło Wam coś w oko?
A może znacie te kosmetyki? :)

Empties #15

Hej, hej!  :)


Czas na zużycia maja. Taaak, ociągałam się, ale wiecie co? Jakoś nie miałam siły zabrać się za śmieci ;) Wyszło ich całkiem sporo [ naliczyłam 24 produkty pełnowymiarowe! ] i jak myślałam, że muszę każdy z osobna opisać, to przechodziła mi ochota ;) Udało się jednak i teraz przed Wami pokaźny zbiorek pustych opakowań - zapraszam :)


Batiste w wersji Oriental pachniał ładnie, ale spodziewałam się czegoś więcej po zapachu. Działał jak to Batiste - nie mogę mu nic zarzucić. Natura Siberica Szampon Rokitnikowy z Efektem Laminowania do włosów osłabionych i zniszczonych służył mi dzielnie od końca lutego. Miał obłędny i mocny zapach rokitnika, który mnie w sobie rozkochał. Sam szampon działał bardzo dobrze - nie miał problemów ze zmywaniem olejów, trochę wygładzał włosy, ale nie obciążał, no i był bardzo wydajny. Mrs. Potters balsam z aloesem i jedwabiem to moja ukochana odżywka za grosze - sprawdza się zawsze i wiem, że mogę na niej polegać, to już kolejne opakowanie. Moim ostatnim odkryciem jest to, że wyśmienicie sprawdza się przy olejowaniu na odżywkę - moje włosy dzięki zmianie sposobu olejowania wskoczyły na wyższy poziom :) Ecospa, ekologiczny olej awokado zimnotłoczony - używałam do olejowania włosów, w duecie z wyżej opisaną odżywką działał cuda :) Moje włosy były po nim mięsiste, ujarzmione i po prostu dobrze wyglądały :) Kilka razy użyłam na noc do twarzy i również dobrze się sprawdził, pozostawiając skórę miękką i nawilżoną. Davines, Nou Nou maska do włosów - otrzymałam sporą odlewkę od Extension Beauty. Maska bardzo dobrze nawilżała i dyscyplinowała moje włosy, nie potrzeba było dużo, żeby pokryć całe włosy, miała ładny kwiatowy zapach i być może kiedyś ją kupię. L'Biotica Biovax, intensywnie regenerująca maseczka do włosów farbowanych w saszetce. Sczerze? Nawet nie pamiętam już, jak działała, więc musiała być mocno przeciętna ;)



Cattier, glinka żółta - fenomenalna glinka, która jak jeszcze żadna przed nią widocznie poprawia stan mojej cery - skóra jest ujednolicona kolorystycznie, pory ściągnięte, a produkcja sebum spowolniona. Uwielbiam! Zwłaszcza, jak dodamy cenę na doz.pl - 4,19 zł ;) Próbki filtrów Vichy i La Roche Posay były poprawne, wciąż szykuję się do zakupu emulsji matującej z Vichy. It's Skin GF Effector dobrze nawilżał, stosowałam co rano przed właściwym kremem, byłam zadowolona. Caudalie, woda winogronowa - mój totalny must have, już nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez tej wody, serio! :) Rose of Bulgaria, woda różana - służyła mi jako baza do glinek i do psikania, kiedy glinki miałam na twarzy. Buteleczkę sobie zostawię i wleję tam jakiś hydrolat, bo psikacz był bardzo dobry i robił dobrą mgiełkę :) Sok z aloesu rózniwż zużyłam do maseczek z glinki, jako bazę - świetnie się sprawdzał i pewnie kupię go jeszcze niejeden raz :) Lancome, Dream Tone - próbka kremu do twarzy, któa wystarczyła na ponad tydzień używania. Krem dobrze nawilżał i wygładzał skórę, ale zapach był chemiczny.


Nivea, Dry Comfort - ulubiony dezodorant w kulce :) The Body Shop, Vineyard Peach żel pod prysznic - cudo, które dostałam już jakiś czas temu od Agaty. Zakochałam się totalnie w zapachu i z chęcią kupię jakiś inny produkt z tej linii [ na żele pod prysznic mam zakaz ;) ]. Yves Rocher, Jardins du Monde, owoc granatu z Hiszpanii, żel pod prysznic - kupiłam zachęcona zapachem i nie żałuję - miło się używało, a nieprzesłodzony zapach nie znudził mi się w ogóle. Ecospa, olejek różany [ 5% w jojobie ] zużyłam do peelingów DIY - przepiękny zapach ♥ Lumene, Arctic Spa - peeling i masło do ciała. Dwa bardzo przyjemne produkty z nowej linii Lumene, które naprawdę polubiłam i zużyłam do ostatniej kropli [ widzicie rozcięte opakowania? ] Przybliżyłam je w poście o całej serii.


Saly Hansen, nawilżający zmywacz do paznokci - był całkiem okej, ale standardowa cena skutecznie mnie odstrasza... The Body Shop, kokosowy antybakteryjny żel do rąk - kolejny z prezentów od Agaty. Miał obłędny zapach, ale działanie było gorsze od żeli z BBW [ miałam uczucie klejących się dłoni ], więc raczej już nie powrócę do niego. OPI, Avojuice, balsam do rąk o zapachu mango - uwielbiałam go za działanie i zapach, występował nawet w ulubieńcach marca i kwietnia. Bell, Bio Vitamin Booster -  moja ulubiona odżywka do paznokci, któą maltretowałam od grudnia [ serio, ponad pół roku przy każdym malowaniu! ]. Wystarczy chybe, jak napiszę, że kolejne opakowanie już u mnie? :) Laura Conti, preparat do odbudowy paznokci - dostałam na bocheńskim spotkaniu blogerek i myślałam, że zastąpi mi bazę Bell, głupia ja! Niestety, po pierwszym użyciu jako bazy [ producent deklaruje, że może służyć jako baza, żeby nie było! ], następnego dnia w pracy okazało się, że cały manicure dosłownie odchodzi płatami :( Drugiej szansy nie było, ląduje w koszu! Max Factor, 2000 Calorie, Curved Brush - moja ulubiona maskara, która już niestety wyschła, bo ostatnio wciąż chodzę w przedłużanych rzęsach :) Sephora, automatyczna kredka w odcieniu 19 shimmer navy. Kochałam ją bardzo i w zasadzie jest jedną z niewielu kredek, którą sumiennie wykończyłam i było mi smutno, kiedy już nic więcej się nie wysunęło... Używałam jej bardzo często, na blogu też miała okazję się już pojawić :) Z chęcią ją kiedyś odkupię.


Cleanic, patyczki do korekty makijażu i demakijażu - moje odkrycie :) Z jednej strony są spiczasto zakończone, co naprawdę świetnie sprawdza się przy demakijażu oczu, kiedy nie chcemy wlać sobie micela do oka, albo niepotrzebnie trzeć delikatnej skóry. Nadgryziona zębem [ bynajmniej nie czasu, if you know what I mean ;) ] gąbeczka Calypso i kilka próbek, z których jedynie krem Sante zwrócił moją uwagę - bardzo dobrze odżywiał cerę i nadawał się pod makijaż.

Ręka w górę, kto przeczytał wszystko? Podziwiam! ;)
A jak u Was ze zużuciami w zeszłym miesiącu?

Ulubieńcy listopada :)

Hej! :)

Co tam, że prawie w połowie miesiąca, ważne, że są :) Przed Wami ulubieńcy listopada, czyli kosmetyki zarówno do pielęgnacji, jak i makijażu, po które najchętniej i najczęściej sięgałam.
Czasem mam tak, że tygodnie mijają mi bez konkretnych ulubionych produktów i wtedy łączę ulubieńców z np. dwóch miesięcy, w listopadzie jednak było kilka produktów, które wyjątkowo polubiłam - oto one :)


Tutaj gromadnie, 7 wspaniałych listopada :) Za tło robi nasza nowa choinka 2D, która jest najlepszą choinką, jaką mogliśmy mieć! Choinka to nic innego jak zasłona [ Ikea się kłania ] z nadrukowanym rysunkiem choinki :) Agrafkami poprzyczepiałam kilkanaście baniek i voila! :) Jak się Wam podoba?


Z pielęgnacji w listopadzie najczęściej używałam orzeźwiającego peelingu - maski z Tołpy, który polubiłam za niespotykany zapach i miłe nawilżenie ciała, które pozwalało mi opuścić balsamowanie ;) Peeling już dla Was recenzowałam, tutaj. Moja skóra twarzy stała się bardzo wrażliwa, odkąd zaczęłam kurację kremem z retinolem [ La Roche Posay, Redermic R ] i woda winogronowa Caudalie stała się nieodłączną częścią porannej i wieczornej pielęgnacji - znakomicie koi skórę, minimalizuje wszelkie podrażnienia i nawilża. Wodę opisywałam Wam już, o tutaj. Czas pod prysznicem umila mi konwaliowy żel pod prysznic z Yves Rocher, który dzięki swojej gęstej konsystencji jest bardzo wydajny, a dzięki zapachowi przenosi mnie niezmiennie do wspomnień z dzieciństwa, kiedy to w ogrodzie zbierałam z Mamą konwalie :) Pachnie, jakby ktoś po prostu wepchał do butelki bukiet konwalii! Ostatnim produktem pielęgnacyjnym z ulubionej listopadowej gromadki jest tonik Clarins Daily Energizer Wake - Up Booster, który już prawie dwa miesiące towarzyszy mi w porannej pielęgnacji. Dostałam go od Megdil i jestem zachwycona - pobudzającym, owocowym zapachem, niesamowitą wydajnością [ od Megdil dostałam połowę butelki, szacuję, że to, co widzicie w buteleczce, wystarczy mi jeszcze spokojnie na 2 miesiące ], kojącym działaniem na skórę, wodno - żelową konsystencją, no wszystkim! :) Na pewno zagości jeszcze nie raz u mnie.


Z kolorówki niewiele, bo jakoś ostatnio nie szaleję z makijażem ;) Lakier OPI Eurso Euro uwielbiam, jest idealnym granatem, który lądował na moich paznokciach w listopadzie ze 3 razy, co jest ewenementem ;) Pokazywałam Wam go już solo, o tutaj oraz z brokatowym dodatkiem - tutaj.  Matowa pomadka w kremie 56K z Manhattanu jest już ze mną rok i chyba nigdy się nie skończy ;) Maltretowałam ją w listopadzie naustnie non stop, uwielbiam za piękny, dziewczęcy różowy kolor, matowe wykończenie, które nie podkreśla przesadnie niedoskonałości ust i trwałość. Maskara z Lovely Pump Up była nieuniknionym zakupem, który uskuteczniłam podczas promocji w Rosmannie, wcześniej nie mogłam na nią trafić. Rzeczywiście bardzo ładnie rozdziela i podkręca rzęsy, jestem na tak :)



Znacie któregoś z moich ulubieńców?
Co u Was królowało w listopadzie? :)

Nowości ostatnich tygodni :)

Hej hej! :)


Dziś będzie o moich zdobyczach i darach losu ostatnich tygodni. Promocje czyhały na nas z każdej strony, nie sposób było nie ulec ;) Udało mi się zrealizować prawie całą listopadową listę zakupową, jestem z tego bardzo zadowolona :) Tak a propos  - grudniowa, nawet już w części zrealizowana, wisi w pasku bocznym bloga :)

Na sam początek pielęgnacja:


Krem do rąk The Secret Soap Store Pomarańcza to zakup dzięki próbce, którą znalazłam w Mikołajkowej paczce od Naomi. Bardzo spodobał mi się świąteczny zapach suszonych pomarańczy, krem już w użyciu, kosztował 20 zł. Cetaphil krem intensywnie nawilżający kupiłam do kuracji kremem z retinolem, kosztował 30 zł. Nuxe, Reve de Miel to kultowe już masełko w słoiczku, jest ze mną dopiero kilka dni, ale już rozumiem jego fenomen :) Koszt to 37 zł.


Corine de Farme tonik odświeżający to zakup z Hebe, Hexx polecała mi tonik oczyszczający, ale ja się musiałam pomylić i kupić ten ;) Przyjdzie i na niego pora, kosztował ok 13 zł. Żel pod prysznic Luksji to mała zachciewajka - spodobała mi się próbka kiedyś i kupiłam go, kiedy był na promocji w Naturze za ok 5 zł. It's Skin VC Effector krem wodny był na mojej liście od długiego czasu, w końcu zdecydowałam się na zamówienie. Używam już od prawie dwóch tygodni, jestem bardzo zadowolona. Koszt to ok 35 zł na ebay'u.


Standardowo, uzupełnienie zapasów Caudalie - kupiłam tonik, a piankę dostałam gratis. Niestety nie było w aptece większych butelek, przygarnęłam więc te 100 ml. Koszt toniku to 36 zł. Żel pod prysznic z YR to zachcianka, o pięknym, naprawdę wiernie oddanym zapachu granatu - ok 9 zł.


Lakiery! :) Część już widzieliście, tutaj zebrałam je razem. Golden Rose Rich Color o numerkach 103 [ prezentowałam go już - tutaj ], 112 i 111, każdy po 5,90 zł. Z tyłu top i baza w jednym z Revlonu - dość nietrafiony produkt, ale od biedy może służyć jako baza, kupiony na promocji -40% w Hebe, za 12 zł. Rimmel 440 Sun Downer, kupiony pod wpływem Hexx i jej prezentacji, szaraczek 188 z Wibo [ był bazą do zgłoszenia konkursowego do Hexx - tutaj ]. Ostatnie dwa lakiery to łupy z wyprzedaży blogowej: mini Orly Faint of Heart [ 5 zł ] i China Glaze Foie Gras [ 10 zł ].


Kolorówka: od góry maskary: na -40% w Rosmannie zdobyłam w końcu Pump Up z Lovely [ o dziwo, trafiłam na nieotwierany egzemplarz! :D ], a w Firlicie na Floriańskiej w Krakowie upolowałam ulubioną wersję 2000 Calories od Max Factora, z podkręconą szczoteczką [ 17,99 zł ]. Korektor z Maybelline to Affinitone, poniżej Perfect Match z L'Oreal, oba kupione w Hebe na -40%, za około 14 i 19 zł. Naszła mnie ochota na robienie kresek eyelinerem w pisaku, sięgnęłam więc po SuperLiner z L'Oreal, również w Hebe, kosztował ok 20 zł na promocji :) Na koniec: pomadka matowa w płynie z NYX - łup z nowej krakowskiej Galerii Bronowice - piękny, ale chyba wybrałam za jasny kolor... Kosztowała 29 zł.

 

Róż z nowej limitowanej kolekcji Rocking Royals Catrice kusił mnie już na zdjęciach promocyjnych, na żywo wyglądał zupełnie inaczej, ale i tak mi się spodobał. Jest mega mocno napigmentowany, trzeba szalenie z nim uważać ;) Kosztował 17,99 zł. Podkład z MF Facefinity był planowanym zakupem na promocji -40% w Hebe [ 36 zł ], zeszłej jesieni bardzo go polubiłam i postanowiłam, że znów się spotkamy :) Najbardziej dumna jestem z zakupu wody toaletowej Davidoff Cool Water Wave - udało mi się skorzystać z promocji w Superpharmie -50% na wybrane przecenione zapachy i wyszłam z tym, płacąc za niego 60 zł [ pierwotna cena to 247 zł :D ]. Podoba mi się w niej wszystko od zapachu po ombre buteleczkę :) I nawet Narzeczony nie ma na nią alergii - win win ;)


Na koniec jeszcze wspaniałe dary pielęgnacyjne, na które chętkę miałam już od długiego czasu :) Wszystkie są od Lipstic and Kids i cieszą mnie niesamowicie! Redermic R już od miesiąca ląduje na mojej twarzy, reszta czeka jeszcze na debiut. Malwinko - dziękuję raz jeszcze! :*** Przy okazji zapraszam Was serdecznie do Lipstick and Kids - świetny, nowy blog młodej i pięknej [ zazdrość! ] Mamy - na temat, z humorem i pełen ciekawostek :)

Jak się Wam podobają moje zdobycze?
Co u Was pojawiło się nowego?
:))


P.S. Jutro wyniki rozdania z Caudalie - ja już znam Zwyciężczynię :D
P.S. 2 Czekam jeszcze na dostarczenie ostatnich rzeczy z Dnia Darmowej Dostawy i pochwalę się Wam, co zamówiłam, chcecie?

Empties #8

Witajcie :)

Dziś postraszę Was pustymi opakowaniami! :)
Co miesiąc mam naprawdę niezłą frajdę, kiedy zaglądam do pudła ze zużyciami i fotografuję wykończone produkty. Mam wtedy wrażenie, że jest jakaś płynność w moich kosmetycznych zapasach i pomimo tego, że wciąż kupuję, coś także wyrzucam ;)


1. Equilibra, szampon aloesowy - włosowy ulubieniec, już zaopatrzyłam się w kolejne opakowania :) KLIK
2. Facelle - jeden z podstawowych produktów w mojej łazience, służy wg celu i do włosów
3. Facelle w piance - nowość, oczywiście musiałam spróbować, nie byłabym sobą ;) Jestem na nie, męczyło mnie wielokrotne naciskanie pompki, żeby wydobyć odpowiednią ilość produktu. Do mycia twarzy powinien być fajny, ale ja go do tego nie używam.
4. Be Beauty, płyn micelarny. Standardowo już ;) KLIK


5. Yves Rocher, żel pod prysznic Retropical - miły w użytku produkt o ładnym, świeżym zapachu. Było nam razem przyjemnie pod prysznicem ;)
6. Anida, krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia - ulubiony krem, mam go zawsze w domu, ostatnio w samym salonie naliczyłam 3 rozpoczęte tubki ;) To chyba o czymś świadczy? :) KLIK
7. Marks& Spencer, mydło do rąk różane - zapach miało śliczny, ale wszystko inne bez szału, ot mydło w płynie. Bardzo szybko się skończyło - 200 ml wystarczyło na niecałe 2 tygodnie.
8. Nivea, antyperspirant w kulce Fresh Natural - nie było mojej ulubionej wersji Dry Comfort, wzięłam więc tę. Nigdy więcej ;) Pachniała męsko, ale brzydko i bardzo się ucieszyłam, kiedy się skończyła.


9. Donegal, zmywacz do paznokci w żelu - moje odkrycie sprzed 2 miesięcy. Świetny zmywacz, który nie śmierdzi, czuć nawet to reklamowane mango. Musiałam nauczyć się go obsługiwać - trzeba chwilkę przytrzymać palec na waciku ze zmywaczem. Zmywa wszystko, jest wydajny i zdecydowanie uprzyjemnia proces zmywania lakieru. Kolejna butelka już w użyciu :)
10. Iwostin, woda termalna. Męczyłam te 50 ml chyba przez pół roku. Używałam do zwilżania glinki na twarzy. Woda wręcz pluła mocno kroplami, aplikacja była nieprzyjemna. Nigdy więcej... Bye bye, Iwostin!
11. Klorane, szampon na bazie wosku z magnolii. Próbka 100 ml wystarczyła na kilka użyć, nie był zbyt wydajny. Dobrze się pienił, nie zauważyłam nic specjalnego.
12. La Roche Posay, fizjologiczna pianka do mycia twarzy. Kupiona za grosze na allegro, służyła mi do porannego oczyszczania twarzy. Dobrze myła, ale nie była zbyt wydajna i nie podobał mi się zapach. Wróciłam już do mojej ulubionej pianki Caudalie.


 Biotherm Biosource, tonik do twarzy. Próbka 30 ml. Bez rewelacji, miał alkoholowy zapach.
13. Baza kremowa ze sklepu z półproduktami - dostałam ją kiedyś jako gratis do zakupów, nie wiedziałam, co to i zużyłam do peelingu ;)
14. Chanel, Vitalumiere Aqua, podkład o magicznych właściwościach, było mi autentycznie smutno, kiedy się skończył :( KLIK
15. Decubal, krem pod oczy. Zwykły nawilżacz, nic szczególnego. KLIK


Tutaj próbki - maska oczyszczająca Caudalie, w której się totalnie zakochałam po tej próbce i pełnowymiarowe opakowanie jest już u mnie, krem do rąk Caudalie, który genialnie sprawdza się w pielęgnacji skórek, też mam już pełnowymiarowe opakowanie. Ostatnia próbka to ujędrniający żel pod oczy z JMO - dzięki Megdil, która wiedziała, że rozważam zakup, mogłam wypróbować ten żel, niestety nie przypadł mi do gustu.Próbka 1 ml wystarczyła mi na 4 dni używania rano i wieczorem. Bardzo szybko się wchłaniał, odczuwałam potrzebę nałożenia jeszcze czegoś, nieprzyjemnie ściągał skórę wokół oczu, na pewno się na niego nie zdecyduję.


Próbki z It's Skin - kremy wodne. Bardzo miło używało mi się tych kremów, używałam ich jako serum po toniku, jedna saszetka wystarczała na 5 dni porannego stosowania. Zdecydowałam  już, że jedno z nich zagości w mojej łazience za niedługo :) Próbka serum nawilżającego z Lieraca też była niczego sobie, ale produkt był dość wodnisty, więc raczej nie zdecyduję się na zakup.


Ostatnia garść próbek, z tej gromadki nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Shiseido to były płatki pod oczy nasączone retinolem, użyłam ich w wieczór przed obroną, skóra wokół oczy była przyjemnie nawilżona :) 



Uff, to już wszystko. Choć nie ma tego tak dużo, jak poprzednio, ja jestem zadowolona :)
Jak Wam poszło w tym miesiącu?

Empties #6

Hej :)

Sierpniowe zużycia są całkiem niezłe, muszę przyznać :) Na początku opornie mi szło, ale okazało się, że jest nieźle i jednak zrobiło się trochę miejsca na nowe kosmetyki :)
Zyżyłam łącznie 24 kosmetyki :)

Jeśli pisałam o danym kosmetyku na blogu, kliknięcie w jego nazwę przeniesie Was do odpowiedniego wpisu :)


1. Mrs. Potters - Balsam aloes+jedwab był świetną odżywką do codziennego stosowania - gęstą, wydajną i naprawdę opłacalną - za 500 ml odżywki płacimy niecałe 10 zł. Zdecydowanie ulubieniec :)
2. Balea, odżywka kokos+tiare jeszcze z majowego niemieckiego zamówienia - nie przypadł mi do gustu zapach tej serii, odżywka trochę obciążała włosy, za to ładnie radziła sobie z opanowaniem baby hair na mojej głowie.
3. Balea, szampon kokos+tiare, również z majowego zamówienia - w duecie z odżywką niestety dość obciążał mi włosy, ale całkiem ładnie się pienił i był wydajny - chętnie wypróbuję inne szampony Balei :)


4.Anatomicals,żel pod prysznic różano - jaśminowy- jeden z moich ulubionych żeli, kocham go za zapach i pewnie jeszcze się spotkamy :)
5 i 6 - Facelle - do wszystkiego, jak zawsze :)
7.Organique, Pianka do mycia ciała Pomarańcza - moje bardzo pozytywne odkrycie - pianka jest nieprzeciętna, ma genialny zapach i świetnie myje - polecam przeczytać recenzję :)
8. Equilibra, modelujący peeling do ciała - kolejny świetny produkt, z mojej ostatnio ulubionej firmy, zdzierak jakich mało, pozostawia na skórze miłą natłuszczającą warstewkę, mam już kolejno opakowanie!


9. Yves Rocher, suchy olejek do ciała Monoi de Tahiti - olejek o boskim zapachu wakacji i beztroski, u mnie się fajnie sprawował, jedyne co jest w nim nietrafione, to opakowanie.
10. Green Pharmacy, masło do ciała Olej arganowy i Figi - świetny zakup, bardzo polubiłam się z tym masłem o niebanalnym zapachu. Nie ma parafiny i widocznie nawilża skórę :)
11. Equilibra, aloesowy balsam do ciała - miły i lekki balsam do ciała, łądnie pachniał i szybko się wchłaniał, bez parafiny. Łagodził podrażnienia po goleniu.
12. Nivea, dezodorant w kulce Dry Comfort - ulubiony od wielu miesięcy, kolejny już w użyciu.


13. Nuxe, krem pod oczy Prodigieux - krem o lekkiej konsystencji o cudownym zapachu słynnego suchego olejku. Świetnie nawilżał skórę pod oczami i łagodził podrażnienia.
14. Palmer's, żel do mycia twarzy - bardzo wydajny żel w wygodnym opakowaniu, dobrze mył, ale niestety podrażniał oczy.
15. Alterra, chusteczki oczyszczające z aloesem - moje ulubione, stosowane zamiast toniku o porankach.
16. Be Beauty, płyn micelarny - ulubiony, wiadomo :)


17. Vichy, emulsja matująca z filtrem - ulubiony letni filtr, świetnie chronił cerę i ją matowił.
18. Chloe, perfumy - cudo! Mam nadzieję, że kiedyś do nich wrócę :)
19. Essence, zmywacz do paznokci, jak co miesiąc ten sam :)
20. olej rycynowy - dodawany do masek włosowych i samorobionych peelingów


21. Inglot, cień do powiek 330 matte, idealny cielisty cień, używałam go codziennie do makijażu, wystarczył chyba na rok ;)
22. Poshe, top coat wysuszający, świetny produkt do szybkiego wysuszania paznokci, wystarczył mi na ponad pół roku [ maluję paznokcie średnio 2 razy w tygodniu ], potem zgęstniał i nawet Seche Restore nie pomogło ;) Myślę, że jeszcze do siebie wrócimy :)
23. Caudalie, pomadka ochronna - świetny produkt do ust o naturalnym składzie, genialnie odżywiający usta. Jedyny minus to totalna niewydajność - opakowanie starcza na miesiąc :(
24. Yes to Blueberries, roll on rozświetlający pod oczy - produkt GENIALNY! Używałam go codziennie przez równy rok, bardzo zmniejszył moje cienie pod oczami i codziennie rano budził moje oczy metalową kuleczką. Jesli znajdę go jeszcze na promo w Sephorze, na pewno kupię :)




Próbki: kremy z Caudalie jak zwykle na plus, ale ich krem koloryzujący nie jest dla mnie - robi mi totalną marchewkę na twarzy... Zachwyciła mnie maska do twarzy nawilżająca od NUXE'a. Czaję się na jej pełnowymiarowe opakowanie, bo naprawdę mnie zaskoczyła tym, jak poradziłą sobie z podrażnieniem skóry twarzy po błocie z Morza Martwego [ tak, znów mnie uczuliło... ] Vichy wypadło bardzo przeciętnie - przez pół miesiąca używałam Idealii rano, a Aqualii na noc - nie zauważyłam żadnej zmiany, przynajmniej mnie po nich nie wysypało ;)


Jak tam Wasze denko?
Znacie coś z moich zużyć?


P.S. Dziś udało mi się odpisać na Wasze komentarze spod trzech ostatnich notek, więc jeśli chcecie, zapaszam do dalszej rozmowy pod tamtymi postami :)