Cześć :)
Robiąc ostatnio przegląd kolorówki wpadłam na pomysł, żeby pokazać Wam moją kolekcję różów do policzków, co Wy na to? Jesteście na tak? To zapraszam dalej :)
Róże to moja kosmetyczna słabość, muszę przyznać... Swego czasu skupiałam się na cieniach do powiek, teraz najbardziej kuszą mnie nowe róże :) Już nie wyobrażam sobie makijażu bez różu na policzkach - mogę nie mieć maskary na rzęsach i pomadki na ustach, ale róż musi być i już! Dzięki różom twarz nabiera koloru, zdrowego wyglądu, a ja czuję się ładniejsza :)
Róż wybieram według humoru danego dnia, kieruję się też kolorystyką wykonanego makijażu. Mam to szczęście, że pasują mi zarówno odcienie chłodne, jak i zimne. No dobra, nie wiem, czy mi pasują, ale i w takich i w takich czuję się dobrze, a to chyba najważniejsze, prawda? ;)
Nie przedłużając - oto moja kolekcja :)
Uzbierałam już 12 różów - dużo, mało? Pozostawiam to Wam do oceny ;)
Najbardziej lubię tradycyjne róże w kamieniu, najlepiej opanowałam technikę ich aplikacji. Oprócz tych w kamieniu mam jeden róż w kremie [ w zasadzie dwa, ale tego drugiego nie ma w zestawieniu, bo mi nie podpasował kolorem, możecie zobaczyć go w zakładce z wymianką :) ] i jeden tint.
Sleek Blush 921 Suede, 8g - mój jedyny [ jak na razie, bo podoba mi się teraz ten z kolekcji Vintage Romance ;) ] róż ze Sleeka, bardzo mocno napigmentowany, w solidnym opakowaniu. W zasadzie możnaby go zakwalifikować do brązerów, ma trochę ceglany odcień, bardzo lubię go jesienią. Na początku miałam problemy z aplikacją, bo robiłam sobie nim plamy, ale trochę ćwiczeń i bardzo się polubiliśmy. Trzeba po prostu zachować umiar ;)
Catrice Defining Blush 020 Rose Royce, 5g - całkiem niedawny nabytek, mocno napigmentowany, w kolorze lekko zgaszonej róży. Jest ze stałej kolekcji, świetnie się trzyma przez cały dzień, pokazywałam go tu - KLIK. Zaskoczył mnie tym, jak wygląda na policzkach i trwałością - tak trzymać Catrice!
Barry M Blusher BL 2, 7g - moje najnowsze różowe dziecko, dotarło do mnie wczoraj, dzięki wymiance:) Kolor jest bardziej jaskrawy niż na zdjęciu, trzeba z nim uważać, ale nakładany lekką ręką daje piękny efekt :) Po Barry M spodziewałabym się lepszego opakowania, to jest dość niedbale wykonane, z cienkiego plastiku, ale przecież liczy się wnętrze, a ono jest bardzo obiecujące :)
Catrice Multicolour Blush 01 Gone With The Wind, 8,5g - róż z limitki Catrice [ Hollywood's Fabulous 40ties ], mocno napigmentowany i wydajny, w solidnym opakowaniu. Lubię go jesienią i zimą:) Pamiętam, że mocno zastanawiałam się nad tym zakupem,ale w końcu powędrował ze mną do domu. Nie żałuję :)
Essence Blush 01 It's popul - art, 9g - róż z limitki Vintage District. Na czerwonym kwiatku była nasprejowana warstwa złotka, które zmiotłam pędzlem. Chyba najrzadziej używany przeze mnie róż, jest najbardziej pomarańczowy z całej kolekcji. Jakoś wciąż nie potrafię się do niego całkowicie przekonać...
Sephora Blush Me Twice Duo Versatile n.2 - duo różu z brązerem, kupiłam je dla brązera, różu użyłam raz i niestety to nie moja bajka, bo jest słabo napigmentowany i ma milion złotych drobinek... Nie lubię drobinkowych produktów, zwłaszcza z tak nachalnymi cząsteczkami brokatu, zawsze mam poczucie, że migrują mi po twarzy i się cała świecę ;) Za to brązer jest świetny i matowy :)
Sephora nawilżający róż do policzków Rose Petal n 08, 3.2g - mój pierwszy róż do policzków i zarazem najbardziej zużyty. Jest łatwy w obsłudze, ma neutralny kolor i nie da się nim zrobić sobie krzywdy ;) Bardzo go lubię i mam do niego sentyment.
Kryolan for Glossybox Blusher Glossy Rosewood, 2.5 g - najlepszy produkt z glossyboxów, które subskrybowałam przez ponad pół roku. Róż jest matowy, mocno napigmentowany, ma ciekawy różowy kolor, wpadający delikatnie w fiolet, bardzo się w nim lubię i często po niego sięgam. Nie wiem, co zrobię, kiedy się skończy, bo podejrzewam, że był to kolor limitowany, wyprodukowany na potrzeby pudełka.
Natural Collection Blushed Cheeks, Peach Melba - róż z linii własnej Boot'sa, bardzo neutralny i delikatny, ale potrafi ożywić twarz i dobrze się w nim czuję, kiedy noszę minimalny make - up. Znika trochę szybciej niż inne moje róże, ale robi to równomiernie, bez plam. Fajny produkt za małe pieniądze :)
Bourjois Blush 03 Brun Cuivre, 2.5g - mój jedyny róż tej marki, dostałam go na urodziny od Mamy, w zestawie z maskarą. Ma prześliczny zapach i uroczy pędzelek w zestawie. Kolor bardzo delikatny, ale po nałożeniu 2 warstw widoczny, z maleńkimi drobinkami, które pięknie odbijają światło, nie dając tandetnego efektu brokatu. Na początku byłam zawiedziona, bo myślałam, że w ogóle nie daje koloru, ale wystarczyło delikatnie zdrapać wierzchnią warstwę i wszystko jest w porządku już :)
Essence 01 Ice Bomb, 6.8 g - róż z niedawnej limitowanki Me & My Ice Cream, ma formę jakby plasteliny, jest taki kremowo pudrowy. Udało mi się go wygrać w rozdaniu i bardzo się z tego cieszę, bo sama nie zwróciłabym na niego uwagi, polując na rozświetlające kuleczki, które podobno wcale nie są takie super ;) Nakłada się bezproblemowo, świetnie rozciera pędzlem, daje świeży, dziewczęcy efekt - mocno go eksploatowałam w ciepłe dni, bo nieźle się trzymał w tych wysokich temperaturach.
Benefit, Cha Cha Tint, 4 ml - miniatura z jednego z brytyjskich magazynów [ swoją drogą, czemu w Polsce nie ma takich fajnych dodatków? :(( ], bardzo ciekawy produkt, używam go czasem do policzków i ust, trzeba pamiętać, żeby szybko go rozcierać, bo kolor wsiąka szybko w skórę. Daje ładny, naturalny jakby cień koloru. Cieszę się z miniatury, ale na pewno nie udałoby mi się zużyć pełnowymiarowego opakowania ;)
To już koniec, mam nadzieję, że przyjemnie się Wam czytało o moich różach i dotrwałyście do końca :) Obecnie zastanawiam się nad kupnem różu z najnowszej limitki Essence, bo spodobał mi się kolor, marzy mi się jeszcze jakiś róż z Bobbi Brown, ale wszystko w swoim czasie :))
Pochwalcie się, ile i jakie róże macie w swojej kolekcji?
Może pisałyście o tym u siebie? Chętnie poczytam !