Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sleek. Pokaż wszystkie posty

Zużycia czerwcowe

Witajcie :)

Już nawet nie będę próbowała tłumaczyć tego opóźnienia blogowego - po prostu życie czasem bardzo niespodziewanie weryfikuje nasze plany. Z racji tego, że przez ostatnie kilka tygodni podjęłam dodatkowe role społeczne i mam na głowie 100% domowo rodzinnych obowiązków, doba drastycznie mi się skurczyła i nawet na sen nie mam więcej niż 5 godzin dziennie, a co dopiero na bloga ;) Wygospodarowałam jednak wczoraj trochę czasu przed północą i oto przychodzę do Was z kosmetycznymi śmieciami czerwca.



Rosyjski duet włosowy - szampon i odżywka na kwiatowym propolisie to moje sprawdzone włosowe kosmetyki. Na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę, jak to już bywało. Szampon Balea mango + aloes to mój święty graal, mam jeszcze w zapasie 3 opakowania [ dzięki Agata! ♥ ]. Suchy Batiste to również ulubieniec od dawna, ente opakowanie. Odżywka Petal Fresh świetnie się sprawdziła, była recenzja, polecam :)


Żel do mycia twarzy Effaclar służył mi codziennie przez, uwaga - 13 miesięcy! Świetny, wieloletni już ulubieniec, jeden z najwydajniejszych produktów, jakich używałam, bardzo dobry do mieszanej i tłustej cery. Cetaphil średnio się u mnie spisywał i w końcu przeterminował, nie żałuję. Żel Clarins służył mi przy podróżach, był bardzo przyjemny i skutecznie oczyszczał cerę. Peeling do ust Bomb Cosmetics był okej, ale dość sztucznie pachniał i ogólnie wolę Sylveco ;)


Kulka Nivea to coś, bez czego nie ma zużyć. Różany żel por prysznic Lirene był świetny, planuję powrót. Żel antybakteryjny BBW - uwielbiam, na pewno zaopatrzę się w kolejne duże opakowanie, żeby uzupełniać te torebkowe.Grejfrutowe masło TBS - kocham za zapach i lekką, ale nawilżającą konsystencję. No i żel do higieny intymnej Tołpa - kolejny ulubieniec, który regularnie pojawia się w łazience.


Wyrzutki i próbki - paleta Sleek Ultra Matts - lubiłam ją bardzo, ale ostatnio cienie zaczęły się mocno osypywać, czas się rozstać. Ogryzek cielistej kredki Max Factor - już planuję ponowny zakup. Płatki pod oczy Sesderma - cudo! ♥ Polecam wyjęte z lodówki, nic lepiej nie ożywia oczu po niewystarczającej ilości snu. Pasta do zębów Blanx okazała się fajna, kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Olejek do demakijażu MAC był okej, ale porównywalny do innych, tańszych olejków. 

To już wszystko, teraz trzymajcie kciuki, żebym w miarę szybko ogarnęła lipcowe zużycia ;)

Ulubieńcy | MARZEC + KWIECIEŃ

Witajcie weekendowo! :)

Ostatnio mnie trochę tu mniej, musicie mi wybaczyć. Niestety zmagam się już od tygodnia z bólem wyrastającej krzywo ósemki i przez to [ również przez środki przeciwbólowe ] chodzę non stop nieprzytomna i przymulona... W poniedziałek mam już wizytę u dentysty, mam nadzieję, że coś zaradzi! 
A tymczasem przychodzę do Was z postem o ulubieńcach kosmetycznych minionych dwóch miesięcy. Marzec nie obfitował w ulubione produkty, ale za to kwiecień to nadrobił ;) Razem jest tutaj przed Wami 10 kosmetyków, które spodobały mi się na tyle, żeby używać ich regularnie i nadać miano ulubionych. 


Pierwsza trójka to pielęgnacja. 
Peeling do ciała Lumene  z serii Arctic Spa przypadł mi do gustu, bo jest dobrym zdzierakiem, powiedziałabym, że o średnim poziomie ścierania martwego naskórka. W sam raz do częstego użytkowania. Ma bardzo dużo malutkich drobinek, co przekłada się na skuteczność oraz miły, kwiatowy [ podobno piwonia ] zapach.

OPI Avojuice, balsam do rąk i ciała. Ten na zdjęciu ma zapach mango, posiadam również wersję z kwiatem hibiskusa [ pokazywałam je w poście o zakupach z targów kosmetycznych, klik ], ale została w pracy i tym samym nie załapała się na sesję ;) Balsamy są świetne pod względem zapachów - te utrzymują się długo i są naprawdę ładne. Dodatkowo dłonie są po aplikacji widocznie odżywione - gładkie i miękkie, a tłustej warstwy tu nie uświadczysz. Nie podoba mi się jedynie cena, za jedną, 30ml buteleczkę zapłaciłam na targach 9 zł, już w promocji.

Ziaja, 25+ krem nawilżający matujący. Długo czekał w szufladzie z zapasami na swój debiut. Używam go od początku kwietnia i jestem bardzo zadowolona - nawilża twarz wystarczająco, ma ładny zapach, szybko się wchłania, doskonale się sprawdza pod makijaż, nie podrażnia skóry i nie powoduje wysypu. Dodatkowo jest całkiem wydajny [ szacuję, że słoiczek z 50 ml kremu zużyję w ok 3 miesiące ], co przy cenie około 10 zł tworzy bardzo kuszący kosmetyk :)


Sleek, paletka Oh So Special. Prezent od kochanej Gosi z bloga Esy, Floresy, Fantasmagorie. Idealnie dobrana kolorystycznie paletka, która odkąd ją otrzymałam, codziennie uczestniczy w makijażu. Lubię w niej to, że są cienie podstawowe [ 2 cieliste kolory, taupe i czerń - wszystkie matowe ] i bardziej szalone [ pudrowy róż i brzoskwinia oraz kilka brokatów ] - dzięki temu można nią wykonać cały makijaż :) Mam w niej już 2 ukochane odcienie. Esku - dziękuję :*

Zoya, Pixie Dust, Carter. Pisakowy lakier do paznokci. Piękny, trwały, zaskakujący. Zachwycam się nim nieprzerwanie od dnia zakupu! ♥

Catrice, Multicolour Blush, C01 Punk Up The Royals. Róż do policzków z limitowanej edycji Catrice - Rocking Royals. Bardzo mocny róż [ bardziej nasycony niż na zdjęciu ], składający się z dwóch odcieni - bordowej czerwieni i fuksjowego fioletu, które po zmieszaniu wyglądają cudnie na policzku. Oczywiście umiar w aplikacji jest tu najważniejszy i nieocenionym pomocnikiem w tej kwestii jest Blush Brush z RT. Róż gościł na mojej twarzy przez większą część ostatnich dwóch miesięcy.

Orly, Pure Porcelain. Lakier, który wisiał na mojej liście już wiele miesięcy. Dorwałam go na targach kosmetycznych za 26 zł i nie żałuję ani jednej złotówki. Jest niesamowicie elegancki, super trwały, a dodatkowo daje efekt czystych dłoni [ określenie via egri.hempe :) ]. Uwielbiam!


Revlon, podkład ColorStay. Mój jest w odcieniu 150 Buff, do cery mieszanej i tłustej. Podkład, po który sięgałam ostatnio najczęściej. Najlepiej ze wszystkich tuszował moją kapryśną cerę i jej fochy, i utrzymywał się najdłużej. Już niewiele pozostało go w buteleczce. Lubię go za bardzo dobre krycie i idealnie dopasowany kolor.

Equilibra, olejek nabłyszczający do włosów. Używam go od końca grudnia [ widzicie zużycie?! ] po każdym myciu włosów, czyli co dwa dni, jako zabezpieczenie końcówek. Świetnie się spisuje - lekko nabłyszcza włosy i chroni końcówki przed zniszczeniami. Ma ładny, świeży aloesowy zapach i jest niesamowicie wydajny, aplikator również jest przydatny. Wystarczy jedna pompka.

Bell, Bio2 Vitamin Booster. Odżywka, której używam jako bazy pod lakier do paznokci. Super wydajna, mam ją już od  4 miesięcy, a jeszcze 1/3 buteleczki mi została. Ma być wzmacniającym serum do słabych paznokci i tak właśnie jest, a co najważniejsze, przedłuża trwałość lakieru na moich paznokciach :) Bardzo dobrze utwardza płytkę i dzięki niej mogę zapuścić dłuższe paznokcie niż do tej pory. Polecam, bo i cena jest przystępna, około 12 zł. Swoją odżywkę kupiłam w Naturze.


To już wszyscy moi ulubieńcy marca i kwietnia. Produkty, które towarzyszą mi od kilku już miesięcy, ale także nowości, które przebojem wdarły się w mój kosmetyczny świat. 

Znacie którąś pozycję z mojej ulubionej dziesiątki?
Jacy są Wasi ulubieńcy ostatniego okresu? :)

Róże do policzków - moja kolekcja

Cześć :)

Robiąc ostatnio przegląd kolorówki wpadłam na pomysł, żeby pokazać Wam moją kolekcję różów do policzków, co Wy na to? Jesteście na tak? To zapraszam dalej :)

Róże to moja kosmetyczna słabość, muszę przyznać... Swego czasu skupiałam się na cieniach do powiek, teraz najbardziej kuszą mnie nowe róże :) Już nie wyobrażam sobie makijażu bez różu na policzkach - mogę nie mieć maskary na rzęsach i pomadki na ustach, ale róż musi być i już! Dzięki różom twarz nabiera koloru, zdrowego wyglądu, a ja czuję się ładniejsza :)

Róż wybieram według humoru danego dnia, kieruję się też kolorystyką wykonanego makijażu. Mam to szczęście, że pasują mi zarówno odcienie chłodne, jak i zimne. No dobra, nie wiem, czy mi pasują, ale i w takich i w takich czuję się dobrze, a to chyba najważniejsze, prawda? ;)
Nie przedłużając - oto moja kolekcja :)



Uzbierałam już 12 różów - dużo, mało? Pozostawiam to Wam do oceny ;) 
Najbardziej lubię tradycyjne róże w kamieniu, najlepiej opanowałam technikę ich aplikacji. Oprócz tych w kamieniu mam jeden róż w kremie [ w zasadzie dwa, ale tego drugiego nie ma w zestawieniu, bo mi nie podpasował kolorem, możecie zobaczyć go w zakładce z wymianką :) ] i jeden tint. 


Sleek Blush 921 Suede, 8g - mój jedyny [ jak na razie, bo podoba mi się teraz ten  z kolekcji Vintage Romance ;) ] róż ze Sleeka, bardzo mocno napigmentowany, w solidnym opakowaniu. W zasadzie możnaby go zakwalifikować do brązerów, ma trochę ceglany odcień, bardzo lubię go jesienią. Na początku miałam problemy z aplikacją, bo robiłam sobie nim plamy, ale trochę ćwiczeń i bardzo się polubiliśmy. Trzeba po prostu zachować umiar ;)

Catrice Defining Blush 020 Rose Royce, 5g - całkiem niedawny nabytek, mocno napigmentowany, w kolorze lekko zgaszonej róży. Jest ze stałej kolekcji, świetnie się trzyma przez cały dzień, pokazywałam go tu - KLIK. Zaskoczył mnie tym, jak wygląda na policzkach i trwałością - tak trzymać Catrice!


Barry M Blusher BL 2, 7g - moje najnowsze różowe dziecko, dotarło do mnie wczoraj, dzięki wymiance:) Kolor jest bardziej jaskrawy niż na zdjęciu, trzeba z nim uważać, ale nakładany lekką ręką daje piękny efekt :) Po Barry M spodziewałabym się lepszego opakowania, to jest dość niedbale wykonane, z cienkiego plastiku, ale przecież liczy się wnętrze, a ono jest bardzo obiecujące :)

Catrice Multicolour Blush 01 Gone With The Wind, 8,5g - róż z limitki Catrice [ Hollywood's Fabulous 40ties ], mocno napigmentowany i wydajny, w solidnym opakowaniu. Lubię go jesienią i zimą:) Pamiętam, że mocno zastanawiałam się nad tym zakupem,ale w końcu powędrował ze mną do domu. Nie żałuję :)


Essence Blush 01 It's popul - art, 9g - róż z limitki Vintage District. Na czerwonym kwiatku była nasprejowana warstwa złotka, które zmiotłam pędzlem. Chyba najrzadziej używany przeze mnie róż, jest najbardziej pomarańczowy z całej kolekcji. Jakoś wciąż nie potrafię się do niego całkowicie przekonać...

Sephora Blush Me Twice Duo Versatile n.2 - duo różu z brązerem, kupiłam je dla brązera, różu użyłam raz i niestety to nie moja bajka, bo jest słabo napigmentowany i ma milion złotych drobinek... Nie lubię drobinkowych produktów, zwłaszcza z tak nachalnymi cząsteczkami brokatu, zawsze mam poczucie, że migrują mi po twarzy i się cała świecę ;) Za to brązer jest świetny i matowy :)


Sephora nawilżający róż do policzków Rose Petal n 08, 3.2g - mój pierwszy róż do policzków i zarazem najbardziej zużyty. Jest łatwy w obsłudze, ma neutralny kolor i nie da się nim zrobić sobie krzywdy ;) Bardzo go lubię i mam do niego sentyment.

Kryolan for Glossybox Blusher Glossy Rosewood, 2.5 g - najlepszy produkt z glossyboxów, które subskrybowałam przez ponad pół roku. Róż jest matowy, mocno napigmentowany, ma ciekawy różowy kolor, wpadający delikatnie w fiolet, bardzo się w nim lubię i często po niego sięgam. Nie wiem, co zrobię, kiedy się skończy, bo podejrzewam, że był to kolor limitowany, wyprodukowany na potrzeby pudełka.



Natural Collection Blushed Cheeks, Peach Melba - róż z linii własnej Boot'sa, bardzo neutralny i delikatny, ale potrafi ożywić twarz i dobrze się w nim czuję, kiedy noszę minimalny make - up. Znika trochę szybciej niż inne moje róże, ale robi to równomiernie, bez plam. Fajny produkt za małe pieniądze :)

Bourjois Blush 03 Brun Cuivre, 2.5g - mój jedyny róż tej marki, dostałam go na urodziny od Mamy, w zestawie z maskarą. Ma prześliczny zapach i uroczy pędzelek w zestawie. Kolor bardzo delikatny, ale po nałożeniu 2 warstw widoczny, z maleńkimi drobinkami, które pięknie odbijają światło, nie dając tandetnego efektu brokatu. Na początku byłam zawiedziona, bo myślałam, że w ogóle nie daje koloru, ale wystarczyło delikatnie zdrapać wierzchnią warstwę i wszystko jest w porządku już :)


Essence 01 Ice Bomb, 6.8 g - róż z niedawnej limitowanki Me & My Ice Cream, ma formę jakby plasteliny, jest taki kremowo pudrowy. Udało mi się go wygrać w rozdaniu i bardzo się z tego cieszę, bo sama nie zwróciłabym na niego uwagi, polując na rozświetlające kuleczki, które podobno wcale nie są takie super ;) Nakłada się bezproblemowo, świetnie rozciera pędzlem, daje świeży, dziewczęcy efekt - mocno go eksploatowałam w ciepłe dni, bo nieźle się trzymał w tych wysokich temperaturach.

Benefit, Cha Cha Tint, 4 ml - miniatura z jednego z brytyjskich magazynów [ swoją drogą, czemu w Polsce nie ma takich fajnych dodatków? :(( ], bardzo ciekawy produkt, używam go czasem do policzków i ust, trzeba pamiętać, żeby szybko go rozcierać, bo kolor wsiąka szybko w skórę. Daje ładny, naturalny jakby cień koloru. Cieszę się z miniatury, ale na pewno nie udałoby mi się zużyć pełnowymiarowego opakowania ;)


To już koniec, mam nadzieję, że przyjemnie się Wam czytało o moich różach i dotrwałyście do końca :) Obecnie zastanawiam się nad kupnem różu z najnowszej limitki Essence, bo spodobał mi się kolor, marzy mi się jeszcze jakiś róż z Bobbi Brown, ale wszystko w swoim czasie :))


Pochwalcie się, ile i jakie róże macie w swojej kolekcji?
Może pisałyście o tym u siebie? Chętnie poczytam !

Zieleń, która miała być miętą, czyli mój makijaż smokey :)

Cześć :)

Jako, że codziennie się maluję, a od czasu do czasu nawet mi to wyjdzie, a jeszcze rzadziej uda mi się to uchwycić aparatem z zadowalającym skutkiem, dziś prezentuję Wam makijaż. Całkiem znośny moim zdaniem, jak na moje umiejętności. No i podobał się, bo dostałam kilka komplementów - tak, też byłam w szoku ;)
Tak więc nie przedłużając, oto moje luźno zinterpretowane smokey :)


Pierwsze pomalowane oczko możecie zobaczyć tutaj:

Niebieski makijaż dla niebieskich oczu - tak czy nie?



Miało być miętowo, w tym celu zakupiłam cień z nowej linii Sensique, ale okazało się, że niestety nie jest tak napigmentowany, jakby sobie tego życzyła, więc musiałam go nawalić w wielkich ilościach na powieki, żeby choć przypominał jakiś odcień zieleni ;) Mowa o cieniu Sensique Velvet Touch 141. Całość na górnej powiece roztarłam czarnym matowym cieniem z paletki Sleek'a Darks i cielistym Inglotem, dodatkowo malując czarną kreskę ala eyeliner tym samym czarnym cieniem. Na dolnej powiece fioletowy matowy cień ze wspomnianej paletki Sleek'a, mocno roztarty cielaczkiem z Inglota. Na linii wodnej cielista kredka Max Factor. Na rzęsach dziad, także od Max Factora - Clump Defy, o którym nawet nie chce mi się pisać, bo kompletnie na to nie zasługuje - raz ma dobre dni, a raz takie z PMSem - odstawia fochy na całego. Pożegnamy się, bo wystarczy, że ja fochowa jestem ;) Na brwiach odrobina kredki do bwi z Essence. Na policzkach róż z lodowej limitowanki Essence - absolutnie boski, choć kolor oczywiście nie wyszedł na zdjęciach ;) Podkład to mieszanka Tony Moly Cotton BB Cream i Chanel Vitalumiere Aqua, korektor pod oczami to Collection 2000.

↑ Nie patrzymy na włosy - miały cięzki dzień ;P



↑ Widzicie ten boski róż na policzkach? ♥



↑ Clump Defy strzela fochy na rzęsach...

↑ Zdjęcie pokazujące rzeczywisty kolor moich włosów ^^


Jak się Wam podoba taki makijaż?
Jak poprzednio, chętnie poznam Wasze uwagi i sugestie :)

Niebieski makijaż dla niebieskich oczu - tak czy nie?

Cześć :)
 Na dniach pojawi się post o zużyciach czerwcowych, ale dziś nie miałam siły robić zdjęć śmieciom, więc wybrałam focenie makijażu ;)

Niestety wielkich umiejętności makijażowych nie posiadam, czasem uda mi się coś w miarę ładnego zmalować i się cieszę :) Tak jest dziś - naszło mnie na niebieski  makijaż oczu i nawet wyszło ;)
Mam niebieskie oczy i teoretycznie nie powinnam używać niebieskich cieni, ale kto mi zabroni? ;)
Nie jest idealnie i na pewno dałoby się lepiej, mam nadzieję, że kiedyś się nauczę - jeśli macie dla mnie jakieś porady, wskazówki piszcie proszę śmiało!


↑ prawe oko


↑ lewe oko


Na całą powiekę nałożyłam jasny cień oznaczony gwiazdką z palety Sleek'a Darks, to pokryłam warstwą cienia Everyday Minerals w odcieniu Free Wheelin' Denim, zrobiłam kreskę niebieską kredką z Sephory w odcieniu Shimmer Navy 19, w wewnętrznych kącikach oczu nałożyłam jasny niebieski cień  z YSL o numerku 9, a w załamaniu powieki rozratłam niewielką ilość matowego granatu z paletki Sleek'a - oznaczony gwiazdką. Na linii wodnej wylądowała standardowo cielista kredka Max Factor'a, brwi podkreślone kredką z Essence, a na rzęsach Clump Defy Max Factor.

Na twarzy mam podkład Chanel Vitalumiere Aqua, bronzer z duo Sephory, korektor Collection 2000 i na policzkach Cha Cha Tint z Benefitu.


Całość prezentuje się tak :) 
Ja jestem całkiem zadowolona :)

Jak Wam się podoba?
I co sądzicie o używaniu cieni do powiek w kolorze oczu? 

Mój czerwcowy plan makijażowy :)

Cześć :)

Wpadłam ostatnio na pomysł urozmaicenia mojej rutyny makijażowej. 
Zazwyczaj każdego dnia wedle uznania wybierałam sobie z moich pudełeczek jakiś podkład, cienie, róż i tym się malowałam. 

Jednak zauwazyłam, że czasem faworyzuję niektóre kosmetyki, nie wiadomo czemu odrzucając równie fajne, które zostawały porzucone w pudełku na długie tygodnie ;)

Postanowiłam to zmienić i co tydzień w niedzielę wybierać sobie zestaw, skłądający się z podkładu, korektora, różu do policzków, bronzera, cieni do powiek i pudru

W ten sposób przez tydzień, malując się tym zestawem, poznam poszczególne kosmetyki, nauczę się je ze sobą łączyć i tworzyć np z jednej paletki kilka wariantów makijażu  :)
Niedawno dopiero zaczęłam swoją przygodę z bronzerami i chcę się podszkolić z konturowania twarzy, a codzienne używanie mam nadzieję mi w tym pomoże - wiadomo - praktyka czyni mistrza :)

Przedstawiam Wam zatem mój pierwszy tygodniowy zestaw do makijażu, który zmienię 9 czerwca :)


↑ Tak oto prezentuje się cała moja tegotygodniowa gromadka :)


- podkład to Rimmel Match Perfection w odcieniu 101 Classic Ivory, który wręcz idealnie pasuje do mojego koloru skóry. Leżał biedaczek zapomniany, od kiedy kupiłam azjatyckie kremy BB ;)
- korektor Collection 2000 w odcieniu Light 2, świetny produkt od mojej przyjaciółki :)
- puder w kamieniu Manhattan w odcieniu Sable 2, nadaje twarzy bardzo naturalny mat


- bronzer z duo Sephory o nazwie Duo Versatile n.2, świeżutki, kilkudniowy nabytek z promocji  - świetny matowy bronzer, ale muszę się go nauczyć porządnie obsługiwać ;)
- róż z Catrice z limitowanki Hollywood's Fabulous 40ties - C01 Gone with The Wind - mieszanka różu prasowanego z wypiekanym, genialny kolor, cieszę się, że do niego wracam :)


- tusz do rzęs Clump Defy od Max'a Factora - nabytek z pustoszącej portfele promocji Rossmannowej.
- baza pod cienie Cashmere - to, razem z tuszem, będzie stały element, bo nie posiadam zamienników ;)
- paletka cieni Sleek Darks, genialne zestawienie matowych ciemnych cieni do powiek, w którym się zakochałam od pierwszego wejrzenia :) Niestety, co zresztą widać po zużyciu, dotąd skupiałam się na kolorach bezpiecznych i znanych - czerni, brązie, oberżynie i cielaczkach, a inne matowe śliczności się kurzyły ;) W tym tygodniu będę właśnie z nimi eksperymentować :)
- cielisty cień z Inglota, który chyba nigdy się nie skończy, Matte 330, niezastąpiony do blendowania ciemniejszych kolorów i wyrównywania kolorytu powieki przed nakłądaniem innych cieni :)
- cielista kredka idealna, Max Factor, więcej o niej TUTAJ
- wodoodporna kredka z Sephory w kolorze 19 Shimmer Navy - uwielbiam kredki z tej serii [ świetnie się nakładają, mają intensywne kolory, wysuwane, z gąbeczką na końcu i schowaną temperówką ], miałam już czarną i brązową, ta niebieska urzekła mnie kolorem :)

Mam nadzieję, że ta gromadka sprawdzi się, a ja na nowo zachwycę się niektórymi produktami, zamiast wciąż kupować nowe :)

Co sądzicie o moim planie?

I jak jest u Was? Też używacie non stop tego samego, czy staracie się często zmieniać produkty? Jestem bardzo ciekawa, jak to u Was wygląda :)

Ulubieńcy kwietnia :)

Cześć :)
W kwietniu miałam kilka produktów, do których chętnie wracałam i które dosłownie ratowały mi skórę. 
Końcówka remontu i ciągłe po nim sprzątanie dały się we znaki moim rękom, zmiana wody źle wpłynęła na moją skórę twarzy i ciała, a i włosy pokryte unoszącym się pyłem też nie wyglądały najlepiej.

Oto, co mi pomogło:


1. Krem do rąk Anida wosk pszczeli i olej makadamia - tani krem o genialnym składzie [ olej makadamia już na 2 miejscy w składzie! ] i działaniu - ratował moje łąpki codziennie! Zamawiałam go na DOZie, ale teraz znalazłam i w Naturze.

2. Odżywka lniana do włosów Herbal Care Farmona - mój hit od bardzo dawna, napisałam o niej tu --> KLIK

3. Żel + oliwka pod prysznic bawełniana Lirene - żel pod prysznic o przepięknym, delikatnym zapachu bawełny,  nie wysusza skóry, ładnie się pieni, na pewno nie jest to ostatnie opakowanie.

4. Maska i odżywka do włosów Oilmedica - mieszanka oleju kokosowego z 8 innymi, działa cuda na moich włosach, znakomicie je odżywia i regeneruje, szykuję dłuższą recenzję, a póki co polecam! :)

5. Olejek łopianowy ze skrzypem polnym Green Pharmacy - całkiem niezły olejek przeciwko wypadaniu włosów, stosowałam z przerwami cały kwiecień, jeszcze mi trochę go zostało, faktycznie zahamował wypadanie.

6. Paletka cieni Darks Sleek'a - w codziennym szybkim makijażu stawiam głównie na kreski na oczach malowane kredką i poprawiane ciemnym cieniem - paletka dawała mi możliwość wyboru ciekawych kolorów i można nią wykonać cały makijaż oczu :)

7. Rybki A+E, keratynowe, pod oczy i z koenzymem Q10 od GAL - moja skóra po przeprowadzce zwariowała, stosowałam Effaclar Duo na zmiany, który dość wysuszył mi skórę i zaczęła być tak sucha, jak nigdy. Przez tydzień codziennie stosowałam po 2 rybki A+E na twarz i teraz już widzę poprawę, choć skóra dalej nie wróciła do siebie...Keratynowe rybki nakładam na rzęsy pędzelkiem spiralką, czerwone czasem pod oczy, a pomarańczowe z Q10 na szyję. Przełożyłam jez blistrów do słoiczka.


A jak Wasi ulubieńcy?

What's in my makeup bag? Czyli czego używam do codziennego makijażu

Hej :)
Byłam na Święta u Rodziców i zauważyłam, że na wyjazdy zawsze biorę małą kosmetyczkę z produktami do makijażu, której zawartość od kilku [ nastu? ] miesięcy pozostaje praktycznie bez większych zmian :) Na co dzień, kiedy nie mam zbytnich chęci do eksperymentowania z makijażem, też zazwyczaj korzystam z tych rzeczy.

Oto one, podzielone sekcjami: twarz, oczy, policzki, wykończenie + kilka słów o każdym  :


1. Krem BB Missha Perfect Cover No.21 - mój pierwszy azjatycki krem BB, który okazał się strzałem w 10! Znakomicie stapia się z moim odcieniem skóry, krycie ma porównywalne do Max Factora Facefinity 3 w 1, czyli bardzo duże, nie zapycha i trzyma się idealnie do 10 h. Używam go nawet jako korektor pod oczy, wklepując w tamte okolice drugą, cieńszą warstwę. Żałuję, że kupiłam mniejsze, 20 ml opakowanie, na pewno zainwestuję w większe :)

2. Kryolan Concealer Circle No. 5 - zestaw kamuflaży w 6 kolorach, ja używam głównie 2 najjaśniejszych. Dobrze kryją wszelkie niespodzianki, sporadycznie używam też pod oczy, kiedy potrzebuję tam większego krycia.


3. Baza pod cienie Cashmere z Dax'a - bardzo wydajna baza w wygodnym pojemniczku, nieźle utrwala cienie do powiek. Była dodatkiem do GB któregoś.

4. Matowy cielisty cień Inglot Matte 330  - wyrównuję nim kolor powieki przed nakładaniem innych cieni. bardzo dobrze się do tego sprawdza, jest niesamowicie wydajny. Czasem używam go do rozblendowania ciemniejszych cieni, żeby trochę straciły na intensywności.

5. Kredka do oczu freshMinerals w kolorze Dark Brown - bardzo miękka, łatwa w nakładaniu, maluję nią kreski na oczach, które potem poprawiam brązowym cieniem. Ma w sobie drobinki, niewodoczne jednak na oku, dość wydajna pomimo miękkiego wkładu. Też z GB.

6. Kredka do oczu Max Factor 090 Natural Glaze - idealna kredka cielista do linii wodnej, pisałam o niej tu ---> KLIK


7. Cień Sephora Coffee Brown n.18 - miniatura, która była gratisem do zakupów. Mam ją już bardzo długo, bo używam głównie do poprawienia / roztarcia kreski, którą wczesniej zrobiłam na powiece brązową kredką.

8.Paletka Sephora Brunette Eyes n.8 - poręczna mała paletka, w której jest 5 uzupełniających się odcieni. Ja najbardziej lubię brzoskwinkę i jasny brąz - jak widać po zużyciu ;) z fioletami czasem próbuję, ale jakoś nie mogę się do nich przekonać.

9. Cień brzoskwiniowy Inglot, brak numerka - kupiony w ostatnie wakacje, bo szukałam włąśnie takiego koloru. Chciałam matowy, ale nie było, a jak zobaczyłam jak obłędnie ten wygląda na ręce w salonie, musiałam go wziąć :) Jak widać, często używany - czasem na całą powiekę, czasem w ramach ożywiającego akcentu w zewnętrznym kąciku. Pigmentacja i trwałość doskonała.


10. Delia Onyx, baza pod tusz do rzęs - kupiłam ten biały specyfik pod wpływem recenzji i zdjęć Sleeping mode: ON [ KLIK ] i jak na razie jestem zadowolona - fajnie podrubia i trochę podkręca rzęsy.

11. Tusz do rzęs Gosh Amazing Lenght'n Build - całkiem niezły tusz wydłużający, ja żałuję tylko, że nie pogrubia rzęs, ale nie ma tego w nazwie, więc nie mogę się czepiać ;)

12 i 13. Kredka Sephora 03 Brun Perfect i Essence 04 Blonde - mój duet do rzęs - używam rzadko, bo zazwyczaj grzywka zasłania mi całkowicie rzęsy, ale kiedy już idą w ruch, spisują się całkiem nieźle.


14. Róż Sleek Suede 921- śliczna matowa cegiełka z zaskakującą pigmentacją, więc umiar wskazany przy aplikacji ;) nie sądziłam, że polubię się z tym kolorem, ale stało się inaczej i często przebywamy ze sobą, tym bardziej, że wolno się ściera. Był w ulubieńcach marca KLIK.

15. Róż Sephora Petale Givre n.08 - mój pierwszy ever róż, w bardzo żywym kolorze. Mam do niego sentyment i do tego naprawdę dobrze wygląda u mnie, więc jak widać, sporo go już ubyło. Można stopniować efekt zaróżowienia, więc jest łatwy w obsłudze, bez żadnych drobinek, daje satynowy efekt.

16. Benefit, Cha Cha Tint - miniatura dołączana kiedyś do brytyjskiego magazynu, u mnie dzięki uprzejmości przyjaciółki stamtąd. Fluorescencyjna marchewka w płynie - ja rozprowadzam ją na szczytach kości policzkowych nakłądając 3 kropki i szybko je rozcierając - efekt subtelny i chyba dlatego rzadko używam. Można też zabarwić nim usta.

17. Rozświetlacz Essence Wild Craft - pierwszy i jak dotąd jedyny mój rozświetlacz. Ma zimny odcień i małe drobinki. Używam codziennie w kąciku oka i na policzki. Niestety dość szybko znika z twarzy.


18. Do wykończenia i utrwalenia wszystkich powyżej wymienionych cudów używam zawsze pudru matującego. Obecnie jest to Rimmel Stay Matte 003 Peach Glow - trzyma się dzielnie kilka godzin, po ok 5h wymaga poprawki, ale to norma przy mojej tłustej cerze. Do jego nakładania używam pędzla duo fibre z Hakuro [ choć może to być podróbka, bo gubi włosie jak szalony:(  ], który kompletnie nie sprawdził się do podkładów [ a takie było jego pierwotne przeznaczenie ] , ale do pudru pasuje świetnie ;)


Przedstawione kosmetyki to taki mój bezpieczny zestaw - mam do wyboru kilka cieni, kredek i róży w zależności od tego, jakiego efektu danego dnia potrzebuję. Wszystko w jednym miejscu, bez potrzeby grzebania w zapasach ;)

A Wy ilu produktów używacie do dziennego makijażu?
Znacie coś z mojej listy? 



P.S Dziękuję za 3000 wyświetleń :D

Ulubieńcy marca '13

Cześć :)
Były już zużycia [ KLIK ], teraz czas na ulubieńców :)
Dziś na szybko post z kilkoma produktami, które były zdecydowanie faworyzowane w marcu.


 - Płyn micelarny Be Beauty - temat wałkowany ciągle i wszędzie, to moja 2 buteleczka i na pewno nie ostatnia :) pisałam o nim tutaj ---> KLIK

- Brokatowy lakier W7 Cosmic Mauve [ nazwy nie jestem w 100% pewna, bo nie ma jej na buteleczce, wytropiłam ją w sieci ;) ] - jeden z najpiękniejszych brokatów, z jakimi miałam do czynienia :) na moich paznokciach w marcy wulądował ok 4 razy, co na mnie, osobę nie lubiącą zbytnich wydziwień, jest niezłym wynikiem :) mogłyście go zobaczyć tu ---> KLIK i jeszcze na pewno się pojawi, obiecuję :)

- Lakier Revlon 607 Hazy - marcowa zdobycz, idealny szary kolor, kremowy i po prostu boski! Włąśnie mam go na łapkach po raz 3 w tym miesiącu, a takie powtórki u mnie rzadko się zdarzają ;)

- Krem BB Missha Perfect Cover No.21 - moja nowa wielka miłość - odkąd odebrałam ją z poczty, upiększa moją twarz każdego dnia. Lekka konsystencja, idealne krycie i twałość. Na pewno napiszę o niej więcej :)

- Macadamia Healing Oil - świetny olejek, ja używam go na końcówki, czasem też do wygładzenia długości - świetnie chroni włosy, wygładza je i pięknie pachnie. Dodatkowo bardzo wydajny, używam go od 3 tygodni po każdym codziennym myciu, a zużyłam go tylko do wysokości etykiety :)

- Woda toaletowa Zara Woman Floral - świeży, kwiatowy zapach, którym w tym miesiącu przywołuję wiosnę. Niestety, nieskutecznie, ale zapach wciąż daje nadzieję :)
Nie utrzymuje się cały dzień, ale to tylko woda toaletowa, nie wymagajmy wiele ;)

- Róż Sleek Suede 921 - to moje totalne zaskoczenie marca :) kupiłam go na blogowej wyprzedaży za zaporową kwotę 3 zł :) Jest to matowa cegiełka, ale oswoiłam się z tym kolorem i w marcu niepodzielnie ożywiał moją trupiobladą twarz :) mocno napigmentowany i trzeba ostrożnie nakładać, również ze względu na kolor ;) mam ochotę na inne odcienie!

- Pomadka Neutrogena - mój pomocnik naustny. Doskonale nawilża [pierwszy w składzie jest olejek rycynowy] i chroni usta na długi czas. Jesteśmy ostatnio nierozłączne ;)


A co Wy zaliczacie do swoich ulubieńców w tym miesiącu?

P.S. Nie dajcie się zmoczyć! Ani nabrać dziś ;)