Cześć :)
Dzisiaj będzie o ochronie przeciwsłonecznej. Jest ona dla mnie bardzo ważna, z racji tego, że jestem bladziochem z mnóstwem pieprzyków i piegów, na które muszę uważać [ dzięki, Tato! ]. Nie opalam się w ogóle, zawsze na dłuższą słoneczną ekspozycję reaguję czerwoną, spaloną skórą, która potem się łuszczy, o brązowej opaleniźnie mogę pomarzyć ;) Ale nie ma tego złego, nie lubię leżeć plackiem na słońcu ;) Niemniej muszę odpowiednio zabezpieczać skórę codziennie, w tym też skórę twarzy. Tutaj jeszcze z innych względów - przede wszystkim, żeby ograniczyć starzenie się skóry i być zawsze piękną i młodą [ hłe, hłe, mówiłam Wam, że znalazłam u siebie w czerwcu aż 5 siwych włosów? Memento mori..... ], a także zapobiegać przebarwieniom. Od czerwca stosuję przepisany przez dermatolog krem na trądzik [ Epiduo, na pewno kojarzycie ] i przy nim obowiązkowa jest mocna ochrona przeciwsłoneczna. W związku z powyższym, bohater dzisiejszego posta idealnie wpasowuje się w moje letnie potrzeby :)
Mowa o kremie z filtrem Synchroline. Ach, zanim przejdę do właściwej recenzji - kosmetyk ten pochodzi ze współpracy z marką, czyli #dostaneniekupione. Zdecydowałam się na współpracę, bo oferta marki mnie interesuje, a kontakt z firmą od początku był na poziomie [ żadnego walenia na Ty, szeregu wymagań na dzieńdobry ]. Ale bez bulwersu proszę, opinia jest jak najbardziej niezawisła :)
Krem przychodzi zapakowany w kartonik, wszystko jest na nim ładnie opisane. W środku poręczna, smukła tubka, wygodny aplikator, a opakowanie na tyle miękkie, że nie ma problemu z wyciśnięciem produktu. Wadą jest jednak to, że praktycznie nie da się postawić tubki na zakrętce, bo jest lekko półokrągła.
Krem ma lekką, ale treściwą konsystencję i wyraźny, biały kolor. W porównaniu z innymi filtrami, których już używałam, dość mocno bieli i pozostawia uczucie lepkości. Bielenie zanika po kilku minutach od nałożenia, lepkość też się zmniejsza. W sumie nawet nie mogę się przyczepić do tego delikatnego klejenia się, bo zauważyłam, że lepiej aplikuje mi się podkład mineralny na taką skórę.
W kwestiach makijażowych, bo to przecież ważne - krem naprawdę mocno się świeci i to niestety nie znika po odczekaniu chwili, a nawet dwóch. Zazwyczaj przed nałożeniem podkładu, "osuszam" jeszcze twarz bibułkami matującymi i dopiero wtedy aplikuję podkład. Wtedy świecenie się trochę ogranicza, ale wciąż przebłyskuje. Po podkładzie mineralnym i pudrze prep+prime z MACa jest dobrze, nic się już nie świeci. Niestety po jakichś 5 godzinach konieczne jest przypudrowanie twarzy. Skąd wiem, że to wina tego kremu? Sprawdziłam, kilka razy używając innego filtra - problem nie pojawił się. Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jestem przyzwyczajona do poprawek, ale warto o tym wspomnieć. No i przez to świecenie nie zdecydowałabym się chodzić wyłącznie z filtrem na twarzy w dni bez makijażu.
Krem nakładam na uprzednio nawilżoną serum [ obecnie Caudalie z serii Polyphenol C15, to już moje drugie opakowanie, kocham tę serię ♥ ] skórę. Zrezygnowałam z kremu na dzień, zresztą mojej skórze tego wcale nie brakuje, bo czuję, że serum + filtr to wystarczająca dawka pielęgnacji na rano.
Co do ochrony, to naprawdę muszę go pochwalić. Jest wysoka i bardzo dobra. Zresztą, jeśli już sięgać po filtry, to od razu po najwyższe - takie jest moje zdanie. Obawiałam się, że przy używaniu Epiduo, które jednak jest bardzo mocnym chemicznym niszczycielem [ wiem, że wiele dziewczyn obawia się używanie tego kremu w lecie, ale moja dermatolog zapewniła mnie, że przy odpowiedniej ochronie przeciwsłonecznej nie ma się czego bać ], na skórze pojawią się przebarwienia albo inne stwory. Krem Synchroline do tego nie dopuścił, do tego wciąż jestem blada jakbym przez ostatnie miesiące w bunkrze siedziała ;) Zresztą od kilku lat nie opalam twarzy, bo uważam za nieekonomiczne posiadanie kilku odcieni podkładów, haha ;)
Co ważne [ bo wiem z autopsji, że z tym przy filtrach jest różnie ], krem nie zapycha, nie powoduje podrażnień i nie wysusza skóry - plus!
Wydajność jest moim zdaniem przeciętna, wiadomo, że kosmetyku z filtrem trzeba jednak nałożyć trochę więcej niż standardowego kremu do twarzy. Krem Synchroline służy mi dzielnie od 27 maja, codziennie, z pojedynczymi wyjątkami. Szacuję, że wystarczy jeszcze na około tydzień używania.
Poniżej kilka informacji producenta o całej linii Thiospot i moim kremie:
Wydajność jest moim zdaniem przeciętna, wiadomo, że kosmetyku z filtrem trzeba jednak nałożyć trochę więcej niż standardowego kremu do twarzy. Krem Synchroline służy mi dzielnie od 27 maja, codziennie, z pojedynczymi wyjątkami. Szacuję, że wystarczy jeszcze na około tydzień używania.
Poniżej kilka informacji producenta o całej linii Thiospot i moim kremie:
Krem przypadł mi do gustu, bardzo dobrze spisuje się na mojej skórze i chroni ją podczas ekspozycji słonecznych. Drobne niedogodności typu świecenie można spokojnie zniwelować, więc jeśli szukacie dobrego filtra na lato, spokojnie możecie sięgnąć po Synchroline [ do znalezienia np w Superpharmach, ostatnio kilka razy widziałam ich produkty w promocji ] :)
A jak jest z Waszą ochroną przeciwsłoneczną?






