Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rimmel. Pokaż wszystkie posty

Czym malowałam paznokcie przez ostatnie 3 miesiące?

Witajcie!

Pomyślałam sobie, że taki luźny, głównie zdjęciowy post będzie ciekawy, biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy niewiele lakierowych prezentacji jest na moim blogu. Paznokcie maluję non stop, żeby nie było, nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych. Kolor jest na dłoniach cały czas, zawsze inny, odkąd maluję paznokcie może kilka razy tylko zdarzyło się, żebym pociągnęła je jakimś lakierem dwa razy pod rząd ;)
O, to jest pomysł na eksperyment - jak długo wytrzymam, malując non stop tym samym lakierem? ^^

Jeśli podglądacie mnie na Instagramie, dzisiejszy post nie będzie dla Was niczym nowym, bo wszystkie zdjęcia zostały już tam opublikowane, ale może i tak się Wam spodoba? 
Zapraszam na prezentację prawie wszystkich [ niektóre po prostu nie dostąpiły zaszczytu sfotografowania ] lakierów, które nosiłam w ciągu ostatnich +/- 3 miesięcy :)
Większość zdjęć jest bez żadnych filtrów, zastosowałam je chyba tylko przy dwóch.















Który kolor spodobał się Wam najbardziej? 

Mój codzienny makijaż ostatnich tygodni :)

Witajcie serdecznie! :)

Popadłam w makijażowy marazm i wciąż wałkuję tę samą tapetę od tygodni ;) Wiem, mało ciekawie, ale i tak Wam pokażę, co i jak :) Ostatnio stawiam na komfortowy, neutralny kolorystycznie makijaż, który pasuje do wszystkiego i jest łatwy w wykonaniu - taka wygodnicka jestem ;)



Tak to wszystko wygląda, teraz czas na opis :)
Po przygotowaniu twarzy [ serum + krem z filtrem ] nakładam na nią podkład lub krem BB. Przez pół roku używałam dzień w dzień kremu Aloe Sun BB Cream marki Skin Food, ale teraz już wygrzebuję resztki i wróciłam też do podkładu Rimmel Stay Matte w odcieniu 100 Ivory. Pod oczy nakładam ulubiony korektor Healthy Mix z Bourjois [ odcień 52 ], który świetnie radzi sobie z ukryciem wszystkich cieni i zmęczenia. Na powieki bazę pod cienie Lumene, a wszystko przypodrowuję. Puder mam niekoniecznie najlepszy, po tym jak skończył się Blot z MACa, sięgnęłam do zapasów i tak oto używam pudru Bourjois Healthy Balance [ odcień 52 Vanille ]. Jest dla mnie odrobinę za żółty, denerwuje mnie to i trzeba uważać, bo lubi tworzyć pudrową maskę. Na szczęście już się kończy i będę mogła sięgnąć po coś bardziej odpowiedniego :) Brwi podkreślam kredką z Catrice w odcieniu Date with Ashton. Lubię tę kredkę, jest łatwa w obsłudze, a kolor odpowiedni. Teraz czas na cienie do powiek. Zazwyczaj używam dwóch, w porywach do trzech. Zawsze jest to cielaczek z paletki Sleek Oh So Special od Eska, Floreska do rozjaśnienia dolnej powieki i wewnętrznych kącików oczu. Na całą powiekę nakładam ukochany matowy, jasnobury cień z Inglota o numerku 358 . Czasem w załamaniu ląduje jego ciemniejsza wersja, odcień 363. Na takie oko zawsze idzie kreska. Kreska musi być i już :) Tutaj pozwalam sobie na różnorodność, mam kilka kredek i eyeliner, czasem robię to czarnym cieniem. Na zdjęciu zobaczycie eyeliner Super Liner Perfect Slim z L'Oreal, który sobie bardzo chwalę, kredkę The Collosal Kajal z Maybelline od Agaty, ktora też jest fajna, bo ma mocny czarny kolor [ kredka, nie Agata. Agata jest blondynką ;) ], końcóweczkę brązowej kredki z Sephory [ będę płakać, jak się skończy :( ] i najnowszy nabytek - kredkę Gel Eye Pencil z Essence w ładnym, ciemnoturkusowym kolorze. Na linię wodną idzie cielaczek z Max Factora, na rzęsy przez ostatnie 2 miesiące nakładałam tusz [ nie polecam żadnego, bo już przedłużyłam rzęsy. Krótka przygoda z beznadziejnym tuszem sprawiła, że z chęcią wróciłam do bezproblemowych rzęs 1:1 :) ]. Teraz najważniejsze - róż do policzków! Bez różu nie wyjdę z domu! Mogę nie mieć pomalowanego oka, ale róż musi być i już! Już od dłuższego czasu mocno eksploatuję róż Glossy Rosewood z Glossybox'a któregoś wczesnego - zrobił go Kryolan, ma boski leko fioletowy odcień i idealnie się w nim czuję. Odświeża, trzyma się cały dzień, a efekt można stopniować. W dni, kiedy mam inny humor, sięgam po ukochany róż 006 Golden Sand Astora [ to już drugie opakowanie! ]. Idealnie się nim konturuje, nadaje twarzy świeżości i nie da się nim zrobić krzywdy ;) A usta? Na ustach niezmieniie idealna pomadka z MACa - Brave ♥ Moja miłość i w sumie na dzień dzisiejszy mogłabym mieć tylko tę szminkę :)

Z opisu wydaje się, że jest tego wszystkiego dużo, ale tak nie jest. To sprawdzony zestaw kilku kosmetyków, po które sięgam codziennie i mogę na nim polegać :) Cały makijaż zajmuje mi około 15 minut.





A na koniec jeszcze średnio obrazowa prezentacja na twarzy :)




Znacie któreś z moich kosmetyków makijażowych?
Podzielcie się ze mną tym, jak wygląda Wasz ulubiony makijaż ostatnio!

Podkład Rimmel, Stay Matte

Dzień dobry! :)

W ulubieńcach grudnia i stycznia [ KLIK ] pokazałam Wam podkład Rimmel Stay Matte. Dalej używam go nieustannie i już pół tubki za mną :) Podkład udało mi się wygrać u Malowajki, oddawała go, bo Jej nie podpasował. 


Podkład znajduje się w 30 ml tubce z zakrętką. Nie jest to moje ulubione rozwiązanie, ale pasuje do konsystencji podkładu, bo wydaje mi się, że ze względu na konsystencję pompka mogłaby się zacinać. Podejrzewam, że nie obędzie się bez rozcinania tubki, żeby wydostać resztki, ale jestem już do tego przyzwyczajona, więc nie przeraża mnie to ;) Szata graficzna jest całkiem ładna i przyjemna dla oka, wszystko jest czytelne. 

Mój odcień to 100 Ivory i idealnie pasuje do mojego koloru skóry. Jest totalnie neutralnym kolorem, bez żółtych i różowych tonów, co bardzo mi odpowiada. Może sprawiać na początku wrażenia odrobinę ziemistego, ale szybciutko dopasowuje się do koloru skóry i w ciągu dnia nie ciemnieje na twarzy.


Od producenta:  podkład Rimmel Stay Matte zapobiega świeceniu się cery, a dzięki zastosowaniu mikrosferycznych pudrów skóra jest jedwabiście gładka i miękka. Lekka, kremowa formuła podkładu wyjątkowo łatwo rozprowadza się na skórze, a w połączeniu z emulgatorami żelowymi płynnie i równomiernie łączy się ze skórą bez rolowania się i efektu maski. Matowe wykończenie zawdzięcza opatentowanej japońskiej formule żelu pielęgnacyjnego. Zawarty w podkładzie kaolin zapewnia matową, lecz promienną cerę. Zawiera bardzo lekki matujący puder, wszystko po to, by stworzyć nieskazitelne, jedwabne, wolne od błyszczenia się wykończenie makijażu, które utrzymuje się cały dzień, pozostawiając skórę świeżą i naturalnie matową. [ źródło ]

Podkład Rimmel Stay Matte bez problemu kupimy w każdej drogerii z szafą Rimmela, cenowo także jest bardzo przystępny, bo w promocji kosztuje około 14 zł, czyli naprawdę niewiele :) Jest kilka odcieni do wyboru, widziałam też wiele testerów, więc można sobie na spokojnie sprawdzić kolor przez zakupem.


Podkład rzeczywiście jest mocno matujący i kryjący. Powiedziałabym nawet, że krycie jest lepsze niż w przypadku Revlon Color Stay. U mnie sprawdza się znakomicie, bo bardzo lubię efekt zmatowienia cery, a ostatnio mam trochę do ukrycia [ zabawę sponsorował Redermic R ] ;) Podkład jest bardzo gęstym musem i wystarczy niewielka ilość, żeby pokryć całą twarz. Optymalna ilość dla mnie to tyle, ile na zdjęciu poniżej. 

Najpierw nakładam podkład palcami w kilka miejsc na twarzy, potem rozcieram pędzelkiem [ flat top Hakuro H50S ] - taki sposób aplikacji nie zostawia żadnych smug, a całość jest dobrze i równomiernie roztarta. Efekt matu jest mocny, ale nie tępy, a podkład nie tworzy maski [ oczywiście nałożony w rozsądnej ilości ]. Ja potem przypodrowuję jedynie strefę T oraz obszar pod oczami, żeby utrwalić tam korektor. 

Podkład Rimmel Stay Matte utrzymuje się na mojej twarzy optymalnie, czyli zazwyczaj jest to około 7 / 8 godzin, w zależności od humorów mojej skóry [ czasem ma spoko dzień, a czasem zamienia się w fabrykę połysku ;) ] ściera się z nosa. Czasem trochę bardziej podkreśla pory, ale to zależy od stanu mojej kapryśnej skóry, więc mu to wybaczam. Czytałam o tym, że lubi podkreślać suche skórki, ale że ich nie posiadam, nie wypowiem się w temacie. Wiele osób pisało też, że jest tępy i bardzo widoczny na twarzy. Wiadomo, wszystko zależy od upodobań w kwestii podkładów i wykończenia oraz od sposobu i ilości nakładanego produktu. U mnie nałożony w niewielkiej ilości sprawdza się doskonale i wpasowuje w obecne potrzeby makijażowe :)

Przez swoją matującą i pudrową formułę może podkreślać zmarszczki i zbierać się w załamaniach skóry, ja na szczęście nie mam jeszcze z tym większych problemów, więc nie narzekam. 

Co do zapychania [ w tym temacie nic nie pobije Redermica R ;) ], to zauważyłam, że jeśli przez kilka dni pod rząd używam podkładu, to rzeczywiście powstaje trochę niedoskonałości, ale wystarczy zrobić np. weekendową przerwę w stosowaniu podkładu i potem wszystko jest okej, więc po prostu nie używam go dzień w dzień, zresztą lubię różnorodność :)


Jestem z podkładu bardzo zadowolona, świetnie się u mnie spisuje i myślę, że sięgnę jeszcze po niego po wykończeniu obecnej tubki, bo doskonale się u mnie sprawdza. 

Znacie podkład Rimmel Stay Matte?
Jaka jest Wasza o nim opinia?

HexxBOX – Poznaj i testuj z 1001pasji ! Rimmel Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal | 013 Purple i 005 Nude

Cześć, cześć! :)


Kiedy na początku grudnia okazało się, że Hexx wyróżniła w swoim konkursie moją pracę, bardzo się ucieszyłam. Z wyróżnieniem wiązała się też przemiła nagroda, na którą składały się 3 kosmetyki do makijażu. Dziś będzie o dwóch z tej trójki, czyli o kredkach do oczu Rimmel Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal w odcieniach 013 Purple i 005 Nude.

Z kredkami do oczu Rimmel'a nie miałam dotąd styczności, więc z radością zabrałam się za testowanie od razu po otrzymaniu paczuszki. Pierwsze testy przebiegły pomyślnie, byłam zaskoczona trwałością i pigmentacją tych kredek. Omówię je Wam każdą z osobna.



Rimmel Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal 013 Purple - ciemny, matowy fiolet. Kolor bardzo mocno napigmentowany, wystarczy jedno przejechanie kredką po skórze, żeby zostawić wyraźną linię. Po nałożeniu dość łatwo się rozciera, bo kredka jest miękka, można nadbudować warstwy dla jeszcze intensywniejszego efektu. Kredka przypadła mi do gustu jako eyeliner - używam jej za każdym razem do robienia kreski na górnej powiece. Świetnie wygląda, bo nieoczywisty [ w sensie, że nie czarny ;) ] kolor ładnie podkreśla kolor mojej tęczówki. Nie byłam dotąd przekonana do fioletów w makijażu oczu, wciąż mam opory przed za bardzo fioletowym makijażem, ale sama kreska w tym kolorze bardzo ładnie się komponuje. Preferuję mocniejsze, grusze kreski na powiece, a ta kredką świetnie się je maluje. Jeśli jednak jesteście fankami bardzo cienkich kresek, może to nie być kredka dla Was.

Rimmel Scandaleyes Waterproof Kohl Kajal 005 Nude - matowy, kremowy nudziak. Widziałam w tej kredce zastępcę mojej ukochanej kredki do linii wodnej z Max Factora, niestety nie stała się nim. W zasadzie kredce nie mam nic do zarzucenia, bo pigmentacja jest fenomenalna, jak i w przypadku fioletu, maślana miękkość pozwala na swobodne malowanie, trwałość również na plus. Jedyne, co mi w niej przeszkadza, to kolor... Jak na mój odcień skóry, kredka jest po prostu zbyt żółta, wpada w pomarańczowe tony i choć z daleka tego nie widać, z bliska i na zdjęciach wygląda na oku co najmniej dziwnie... Sięgam po nią sporadycznie, wyłącznie w te dni, kiedy mam na nosie okulary i nie można się przyjrzeć makijażowi z bliska ;) Owszem, otwiera oko i ładnie wygląda na linii wodnej, niwelując zmęczenie, niestety odcień nie do końca mi pasuje... Na jednym ze zdjęć zobaczycie porównanie z moją ukochaną kredką Max Factor i zobaczycie różnicę w kolorze.



Obydwie kredki przez swoją naprawdę miękką, maślaną konsystencję, bardzo ciężko się strugają - przy każdym temperowaniu tracę minimum centymetr produktu, bo rysik [ no wiecie, środek ;) ] wciąż się łamie. Przez to nie jestem też w stanie zatemperować kredek "na ostro", a tym samym namalować cienkich kresek, jednak to akurat mi nie przeszkadza. Myślę, że zdecydowanie lepszym rozwiązaniem byłyby automatyczne, wysuwane opakowania - nie traciłoby się tyle produktu...

Teraz czas na prezentację naoczną :)





Do makijażu oka oprócz kredek Rimmel użyłam: cień 467  Inglota na całą powiekę, cień 363 w załamaniu i Maybelline Color Tattoo Permanent Taupe do podkreślenia brwi.


Pomimo pewnych wad, które wskazałam wyżej, kredki są bardzo przyjemne w użytkowaniu i często po nie sięgam [ zwłaszcza po fiolet ;) ], bo przy malowaniu są naprawdę bezproblemowe i dają gwarancję, że w ciągu dnia nic się nie rozmaże / zetrze. Nie wiem, czy moje odcienie są dostępne stacjonarnie w Polsce, wydaje mi się, że 005 Nude raczej nie, ale jeśli zastanawiacie się nad jakimś wariantem kolorystycznym, to mogę je Wam spokojnie polecić :) Ja sama mam ochotę sprawdzić jeszcze jeden odcień - Taupe, który na swatchach [ tutaj możecie zobaczyć swatche odcieni dostępnych w Anglii ] wygląda cudnie :) Cena takiej kredki to około 19 złotych. 

Tutaj jeszcze zdjęcie z porównaniem kolorystycznym, o którym wspominałam wyżej:



Hexxana kilka miesięcy temu zrobiła filmik z testem trwałości tych kredek, nawet tych samych odcieni, które dostałam ja, zobaczcie! Prawie niezniszczalne są, skurczybyki ;)


Bardzo dziękuję Hexx za możliwość przetestowania kredek w ramach HexxBOXa i przekonanie się, że fiolet wcale nie taki straszny, jak go malują ;)




P.S. Jeśli jesteście z Krakowa i nie wiecie, co zrobić ze sobą w najbliższy weekend, pędźcie na oddawajkę biletową do PodróżoweLove! :)

Winna czerwień na paznokciach: Rimmel, Salon Pro - 391 Celebrity Bash

Hej, hej! :)

O ile czerwieni na ustach nie preferuję, bo zwyczajnie beznadziejnie w niej wyglądam [ o wiele lepiej mi w różach i fuksjach ], to na paznokciach ją bardzo lubię. Lakierów, które różnorakimi są wariacjami na temat czerwieni mam kilka [ okej, kilkanaście - pobieżne przeliczenie ujawniło 13 buteleczek ;) ] i często po nie sięgam. 

Kilka tygodni temu moje czerwone zbiory zasilił kolejny egzemplarz - lakier Rimmel z serii Salon Pro [ swoją drogą ja wolałam poprzednie buteleczki i wygląd tej serii, a Wy?  ] w odcieniu 391 Celebrity Bash. Czas więc go zaprezentować szerszej publiczności, bo całkiem ładny on :)



Na zdjęciach widzicie 3 dniowy lakier, utrwalony Seche Vite, standardowo :) Celebrity Bash to kolor ciemnego, czerwonego wina albo czereśni - tych, które są już tak dojrzałe, że prawie czarne :) Takiej czerwieni jeszcze u siebie nie miałam. Lakier kryje po dwóch konkretnych warstwach, nie zostawia prześwitów, maluje się nim równomiernie. 

Pędzelek jest szeroki, ja takie bardzo lubię. Nie do końca jestem przekonana do tej dużej nakrętki, chyba wolę jednak te smuklejsze, mam wrażenie, że wygodniej się je trzyma, jednak nie miałam większych problemów przy malowaniu.



Lakier, w zależności od światła, raz jest dość żywym kolorem, a raz takim ciemnym prawiebordem [ niech żyje koślawe słowotwórstwo! ;) ]. W każdym wydaniu jednak bardzo mi się podoba. Co do trwałości, to u mnie dzielnie trzymał się 5 dni, potem zmyłam, bo miałam ochotę na zmianę. Końcówki były starte w minimalnym stopniu, podobnie, jak na zdjęciach.


A Wy? Co sądzicie o Celebrity Bash? :)

P.S. Dziękuję za Wasze wsparcie i miłe słowa pod wczorajszym postem o podróbce Clarisonic Mia oraz na Facebook'u! Dziś napisałam maila bezpośrednio do sprzedawcy szczoteczki, bo oczywiście Citeam umywa ręce... Mam madzieję, że sprawa się szybko rozwiąże :)


Ulubione w grudniu i styczniu :)

Hej Hej! :)

Dziś przedstawię Wam ulubieńców z ostatnich dwóch miesięcy. W grudniu taki post nie powstał, bo mało miałam rzeczy, które przypadły mi do gustu w szczególny sposób, więc nie chciałam Was nudzić ;) Teraz zebrałam produkty z dwóch miesięcy. Też nie ma ich dużo, ale może coś Was zainteresuje. Zresztą zauważyłam ostatnio, że odkąd przywiązuję większą uwagę do tego, co gości w mojej łazience, coraz rzadziej zdarzają mi się produkty nieodpowiednie i niesprawdzające się. Cieszę się z tego :)


Moje włosy bardzo polubiły maskę Kallos Keratin. Mam ją już od ponad pół roku, jednak nie używałam dotąd regularnie. Zużyłam już 2/3 litrowej pojemności. Ma ładny, perfumowany zapach, lekką konsystencję, więc można przesadzić z ilością, a włosy nie będą obciążone, świetnie wygładza i nabłyszcza włosy. Używam jej raz w tygodniu i taka częstotliwość najlepiej się u mnie sprawdza. Pistacjowe [ !!! ] masło do ciała Nip+Fab  to moja wielka zapachowa miłość ♥  Przywiozła mi je z Anglii przyjaciółka, kosztuje w przeliczeniu około 20 zł. Ze względu na zerową dostępność i obecność parafiny na 3 miejscu w składzie, używam masła raz w tygodniu, z rzadka dwa. Wtedy moja skóra nie buntuje się na parafinę, a ja mam cudowny pistacjowy relaks :) Pasta do zębów Himalaya Herbals Sparkly White to nowość w mojej łazience. Po wielu postach o szkodliwości fluoru postanowiłam i ja z niego zrezygnować i kupiłam tę pastę. To już moja druga tubka. Podoba mi się jej nieco ziołowy, ale wciąż miętowy zapach i to, że efekt odświeżenia w ustach utrzymuje się dłużej niż przy zwykłej paście.


Olejek do demakijażu Missha Fresh Cleansing Oil przebojem wdarł się do mojej cowieczornej sekwencji demakijażowej. Świetnie rozpuszcza cały makijaż, a ja mam pewność, że wszystko jest w 100% zmyte. Pisałam o nim już na blogu - tutaj. Olejek wzmacniający do włosów Ikarov to świetny produkt, który rzeczywiście wzmocnił moje włosy i przysporzył  się do wzrostu nowych baby hair :) Lubię go za wszystko, w tym mocno ziołowy zapach - za niedługo pojawi się szersza recenzja [ muszę tylko pstryknąć zdjęcia włosów, co nie jest wcale łatwe! ;) ]. Olej z pestek winogron to również włosowy cudotwórca - wygładza i zmiękcza włosy, redukuje puszenie się i świetnie je nawilża. Maska nawilżająca Caudalie to mój wybawca. Obecnie na twarz nakładam krem z retinolem i krem z kwasami, więc skóra chce się przesuszać. Wtedy aplikuję tę maseczkę na całą noc [ świetnie też działa pod oczy :) ] i rano skóra jest mięciutka, nawilżona i nie pamięta już o tym, że chciała się przesuszyć ;)


Podkład Rimmel Stay Matte dostałam od Malowajki i bardzo się cieszę, bo sama pewnie nie sięgnęłabym po niego. To w zasadzie jedyny podkład, który teraz utrzymuje się, dobrze przy tym wyglądając, na mojej skórze :) Lubię go za świetne krycie i matowienie, w zasadzie nie widzę większych wad oprócz tego, że okazjonalnie podkreśla pory skóry, ale kładę to na karb kuracji retinolem i kwasami. Super Liner Perfect Slim od L'Oreal to świetny eyeliner w pisaku. Kupiłam go na początku grudnia [ czy może to był koniec listopada? ;) ] na promocji -40% w Hebe i od tamtej pory często po niego sięgam. Łatwo zrobić kreskę, precyzyjna końcówka pozwala na swobodne rysowanie jaskółki i wypełnianie między rzęsami. Astor Pure Color Perfect Blush w odcieniu 006 Golden Sand to moja totalna miłość ostatnich tygodni! Przywędrował do mnie od Agaty, co smaruje, wciera i maluje :* U mnie róż służy jako bronzer. Ma genialny kolor i drobinki, które na skórze nie są specjalnie widoczne. Nie da się z nim przesadzić, więc można sobie nawalić [ to najlepsze określenie na to, jak ja go stosuję - zupełnie bez umiaru ;) ] dowolną ilość na twarz i wygląda się super! Ja jestem zachwycona do tego stopnia, że po inny róż sięgnęłam raz, a w opakowaniu wczoraj zaczęło prześwitywać srebrne denko, chyba nie muszę więcej pisać? ;> Ostatni ulubieniec to niezawodna kredka do oczu z Sephory, już wycofana, ale są podobne w ofercie. Moja ma kolor 03 Keep Brown i jest kawowym brązem z miedzianymi drobinkami, fenomenalnie się rozciera i aplikuje.

To już wszyscy ulubieńcy ostatnich dwóch miesięcy. 11 produktów z różnych kategorii, które u mnie spisują się ostatnio świetnie. 

Znacie te produkty?
Podzielcie się swoimi ulubieńcami! :)


Takie przeceny to ja lubię!

Witajcie ! :)

Szał wyprzedaży nie udzielił mi się jakoś specjalnie w tym roku - odwiedziłam kilka sklepów, nie nie zwróciło mojej większej uwagi, zarówno ciuchowo, jak i kosmetycznie. Odkładam zresztą skrupulatnie pieniądze na wymarzoną szczoteczkę Clarisonic Mia 2 [ tutaj wielkie podziękowania dla Bogusi, która swoim postem o wydatkach kosmetycznych zmotywowała mnie do odkładania! :) ], więc wiecie - przyświeca mi wyższy cel ;) Z kosmetycznych zakupów coś tam poczyniłam, ale były to bardziej podstawowe rzeczy, które pewnie zsumuję na koniec miesiąca i Wam pokażę, obyło się jak dotąd bez szaleństw :) 

To, co dziś zobaczycie, również do kategorii szaleństw się nie zalicza, bo nie wydałam na przedstawione rzeczy nawet 10 zł! :)

Wstąpiłam wczoraj do Natury celem nabycia olłejsów i przy kasie zauważyłam pudełeczka z przecenami. Zaciekawiona, podeszłam i zerknęłam, co tam wrzucili. I bardzo dobrze zrobiłam! Udało mi się złapać kilka świetnych kąsków, znacznie przecenionych! :) Nie wiem, jak opłaca się wyprzedawać rzeczy za taką cenę, nie wnikam, nie interesuje mnie to - ja dzięki tej promocji mam kilka ślicznych kosmetyków :D

Patrzcie i podziwiajcie! :) Nadmienię jeszcze, że wszystko kupiłam niemacane! Jupi! :)


  • Brązer Catrice z limitowanki Cucuba - ma bardzo ładny, delikatny odcień bez grama pomarańczu, z małymi rozświetlającymi drobinkami [ nie złotymi! ], coś czuję, że się polubimy. Jest wielki - ma 23 g! W cenie regularnej kosztował 18,99 zł, zapłaciłam za niego 1,99 zł.
  • 2 róże do policzków Catrice 030 Pink Grapefruit Shake - podwójny jasny róż z mniejszą częścią z mnóstwem srebrnych drobinek, której będę używać jako rozświetlacza. Nazwa rzeczywiście adekwatna, bo kolory przypominają mi miąższ grejfruta :) W regularnej cenie róż kosztował 16,99 zł, zapłaciłam za jeden 1,99 zł.
  • Szminka Rimmel Lasting Finish 206 Nude Pink - jasny róż z perłowym połyskiem. Będzie dla mojej Mamy, bo ona lubi takie klimaty :) W cenie regularnej kosztowała 16,99 zł, zapłaciłam za nią 1,99 zł.
  • Podwójny lakier do paznokci Essence Nail Colour 3 w wersji 03 Kiss On Top Of The Rock - mam już go w swojej kolekcji, ale za taką cenę żal było nie wziąć biedaczka ;) Podaruję go komuś. W cenie regularnej kosztował 11,49 zł, zapłaciłam za niego 0,50 zł.

Tak więc no.... Za wszystkie te rzeczy zapłaciłam 8,46 zł. [ w cenach regularnych wyszłoby 64,46 zł. ]


A jak u Was z wyprzedażami?
Szalejecie? :)


Nowości ostatnich tygodni :)

Hej hej! :)


Dziś będzie o moich zdobyczach i darach losu ostatnich tygodni. Promocje czyhały na nas z każdej strony, nie sposób było nie ulec ;) Udało mi się zrealizować prawie całą listopadową listę zakupową, jestem z tego bardzo zadowolona :) Tak a propos  - grudniowa, nawet już w części zrealizowana, wisi w pasku bocznym bloga :)

Na sam początek pielęgnacja:


Krem do rąk The Secret Soap Store Pomarańcza to zakup dzięki próbce, którą znalazłam w Mikołajkowej paczce od Naomi. Bardzo spodobał mi się świąteczny zapach suszonych pomarańczy, krem już w użyciu, kosztował 20 zł. Cetaphil krem intensywnie nawilżający kupiłam do kuracji kremem z retinolem, kosztował 30 zł. Nuxe, Reve de Miel to kultowe już masełko w słoiczku, jest ze mną dopiero kilka dni, ale już rozumiem jego fenomen :) Koszt to 37 zł.


Corine de Farme tonik odświeżający to zakup z Hebe, Hexx polecała mi tonik oczyszczający, ale ja się musiałam pomylić i kupić ten ;) Przyjdzie i na niego pora, kosztował ok 13 zł. Żel pod prysznic Luksji to mała zachciewajka - spodobała mi się próbka kiedyś i kupiłam go, kiedy był na promocji w Naturze za ok 5 zł. It's Skin VC Effector krem wodny był na mojej liście od długiego czasu, w końcu zdecydowałam się na zamówienie. Używam już od prawie dwóch tygodni, jestem bardzo zadowolona. Koszt to ok 35 zł na ebay'u.


Standardowo, uzupełnienie zapasów Caudalie - kupiłam tonik, a piankę dostałam gratis. Niestety nie było w aptece większych butelek, przygarnęłam więc te 100 ml. Koszt toniku to 36 zł. Żel pod prysznic z YR to zachcianka, o pięknym, naprawdę wiernie oddanym zapachu granatu - ok 9 zł.


Lakiery! :) Część już widzieliście, tutaj zebrałam je razem. Golden Rose Rich Color o numerkach 103 [ prezentowałam go już - tutaj ], 112 i 111, każdy po 5,90 zł. Z tyłu top i baza w jednym z Revlonu - dość nietrafiony produkt, ale od biedy może służyć jako baza, kupiony na promocji -40% w Hebe, za 12 zł. Rimmel 440 Sun Downer, kupiony pod wpływem Hexx i jej prezentacji, szaraczek 188 z Wibo [ był bazą do zgłoszenia konkursowego do Hexx - tutaj ]. Ostatnie dwa lakiery to łupy z wyprzedaży blogowej: mini Orly Faint of Heart [ 5 zł ] i China Glaze Foie Gras [ 10 zł ].


Kolorówka: od góry maskary: na -40% w Rosmannie zdobyłam w końcu Pump Up z Lovely [ o dziwo, trafiłam na nieotwierany egzemplarz! :D ], a w Firlicie na Floriańskiej w Krakowie upolowałam ulubioną wersję 2000 Calories od Max Factora, z podkręconą szczoteczką [ 17,99 zł ]. Korektor z Maybelline to Affinitone, poniżej Perfect Match z L'Oreal, oba kupione w Hebe na -40%, za około 14 i 19 zł. Naszła mnie ochota na robienie kresek eyelinerem w pisaku, sięgnęłam więc po SuperLiner z L'Oreal, również w Hebe, kosztował ok 20 zł na promocji :) Na koniec: pomadka matowa w płynie z NYX - łup z nowej krakowskiej Galerii Bronowice - piękny, ale chyba wybrałam za jasny kolor... Kosztowała 29 zł.

 

Róż z nowej limitowanej kolekcji Rocking Royals Catrice kusił mnie już na zdjęciach promocyjnych, na żywo wyglądał zupełnie inaczej, ale i tak mi się spodobał. Jest mega mocno napigmentowany, trzeba szalenie z nim uważać ;) Kosztował 17,99 zł. Podkład z MF Facefinity był planowanym zakupem na promocji -40% w Hebe [ 36 zł ], zeszłej jesieni bardzo go polubiłam i postanowiłam, że znów się spotkamy :) Najbardziej dumna jestem z zakupu wody toaletowej Davidoff Cool Water Wave - udało mi się skorzystać z promocji w Superpharmie -50% na wybrane przecenione zapachy i wyszłam z tym, płacąc za niego 60 zł [ pierwotna cena to 247 zł :D ]. Podoba mi się w niej wszystko od zapachu po ombre buteleczkę :) I nawet Narzeczony nie ma na nią alergii - win win ;)


Na koniec jeszcze wspaniałe dary pielęgnacyjne, na które chętkę miałam już od długiego czasu :) Wszystkie są od Lipstic and Kids i cieszą mnie niesamowicie! Redermic R już od miesiąca ląduje na mojej twarzy, reszta czeka jeszcze na debiut. Malwinko - dziękuję raz jeszcze! :*** Przy okazji zapraszam Was serdecznie do Lipstick and Kids - świetny, nowy blog młodej i pięknej [ zazdrość! ] Mamy - na temat, z humorem i pełen ciekawostek :)

Jak się Wam podobają moje zdobycze?
Co u Was pojawiło się nowego?
:))


P.S. Jutro wyniki rozdania z Caudalie - ja już znam Zwyciężczynię :D
P.S. 2 Czekam jeszcze na dostarczenie ostatnich rzeczy z Dnia Darmowej Dostawy i pochwalę się Wam, co zamówiłam, chcecie?

Moi czerwcowi ulubieńcy :)

Cześć :)
Jak Wam mija piątek?
Planujecie już weekend ? :)

Ja dziś chciałam Wam przedstawić moich ulubieńców zeszłego miesiąca, bo uważam, że są to  bardzo fajne produkty na tak ciepłą pogodę, jak ostatnio.
Kosmetyki, które mi towarzyszyły bardzo często - niektóre z nich to nowości, a niektóre są już ze mną od dłuższego czasu.

Cała gromadka prezentuje się tak:


Nie jest tego sporo, regularnie wracałam tylko do kilku rzeczy, właśnie z powyższego obrazka, bo w upały jakoś nikt chyba nie ma ochoty nakładać na siebie tony kosmetyków ;)
Na temat każdego z nich napiszę kilka słów, mam nadzieję, że wpadnie Wam coś w oko :)

PIELĘGNACJA:

- Fruttini Body Spay Coco Banana, 200 ml - świetna mgiełka zapachowa, ja czuję w niej tylko kokos. Zapach jest delikatny, nie duszący i utrzymuje się do 2 h na ciele, więc całkiem nieźle, jak na mgiełkę. Psika fajną, rozposzoną chmurką, a włożona do lodówki, dodatkowo zimną ;) Muszę przyznać, że bardzo lubię efekt odświeżenia, który daje skórze na kilka chwil :) Kupiłam ją pod wpływem impulsu, po powąchaniu testera, za 10 zł. Buteleczka jest z mlecznego, półprzezroczystego plastiku, więc widać, ile jeszcze mamy płynu w środku.

- Vichy Capital Soleil, emulsja matująca, SPF 30, 50 ml - mój codzienny filtr na twarz. Emulsja sprawdza się u mnie świetnie, o czym pisałam już w tym poście. Matuje, nie powoduje powstawania niedoskonałości, nie bieli i chroni twarz przed słońcem. Nie zawsze aplikuję zalecaną ilość łyżeczki od herbaty, ale mimo tego sprawdza się świetnie w codziennym użytkowaniu. Jeśli szukacie dobrego filtra do skóry mieszanej lub tłustej, polecam właśnie ten :)

- NUXE Huile Prodigieuse, suchy olejek, 50 ml - zakochałam się w tym olejku po zużyciu 2 ml próbki w saszetce i 10 ml buteleczki. Wersję przedstawiona na zdjęciu dostałam pod koniec miesiąca, na urodziny, ale to ona pozuje, bo 10 ml buteleczka, której używałam namiętnie w czerwcu, sięgnęła dna ;) Olejek zachwycił mnie najpierw zapachem [ jeden z tych, których nie zapomina się nigdy, ciepły, a zarazem świeży i pięknie otulający skórę ], następnie działaniem. Uzywałam go do twarzy na noc zamiast kremu ok 2 razy w tygodniu, na włosy do ujarzmienia moich licznych baby hairków, a raz do całego ciała zamiast balsamu. Nawilża, koi skórę [ przez noc zmniejszał mi zaczerwieniania na skórze twarzy - czerwony nos po alergii i podrapania po ugryzieniach komarów ] i zostawia na niej boski zapach. Kocham!

- Equilibra, Aloe Shampoo, 250 ml - polecany przez Anwen, a teraz i przeze mnie. Szampon, który zawiera 20% aloesu i pięknie czyści i odświeża włosy. Bardzo łatwo się pieni, nie potrzeba dużej ilości, żeby porządnie wyczyścić włosy, ma delikatny świeży zapach.Używam go do codziennego mycia włosów. Świetnie zmywa oleje, nie wysusza włosów, nie obciąża włosów. Ja kupuję go w aptece Ziko [ można także online ] zawsze w promocji, za ok 13 zł, czyli w bardzo przystępnej cenie. Kończę jedno opakowanie, drugie już czeka w kolejce :)

MAKIJAŻ:

- Tony Moly, Dear Me BB Petite Cotton Cream, 30g - mój ulubiony krem BB od kilku miesięcy. Jest bardzo jasny, ma kremową nietłustą konsystencję i przyzwoite średnie krycie, które mi teraz najbardziej odpowiada. Nie obciąża skóry, rozprowadza się świetnie zarówno pędzlem, jak i palcami. Trzeba odczekać kilka minut, żeby na skórze dopasował się kolorystycznie, ale jak już to zrobi, wygląda jak druga skóra. Duża pojemność w przystępnej cenie [ na ebay do 30 zł z darmową przesyłką ]. W czerwcu lubiłam go mieszać w połowie z podkładem Chanel - razem dają zjawoskowy efekt :)

- Collection 2000, korektor 2 Light - jeden z lepszych korektorów, jakie miałam. Zdobyłam dzięki mojej przyjaciółce, któa mieszka w Anglii :) Odcień 2 Light idealnie pasuje do mojego koloru skóry, ładnie się rozprowadza, nie roluje i znakomicie zakrywa cienie pod oczami. 

- Sephora, Blush Me Twice, Duo Versatile No 2 - kupiłam to duo ze względu na bronzer, który ma w środku. Jest to bronzer idealny dla mojego koloru skóry - nie mocno brązowy, nie wpadający w pomarańcz i totalnie matowy. Przez to, że nie jest ciemny, mogę spokojnie konturować twarz, dokładając produkt. Dopiero niedawno zaczęłam przygodę z bronzerami i wciąż czasem źle go nałożę - ten łatwo wtedy rozetrzeć, więc często mnie to ratuje ;) Trzyma się cały dzień i wygląda naprawde nieźle.

- Chanel Vitalumiere Aqua, 20 Beige, 30 ml - najlepszy podkład, jaki kiedykolwiem miałam. Daje przepiękny efekt na twarzy, po prostu ją upiększa :) Zachwycałam się nim w tej notce. Luksusowy zapach dalej uwielbiam ♥ W czerwcu dla lekkiego rozjaśnienia chanelka, łączyłam go z kremem BB Tony Moly - świetnie się ze sobą komponowały.

- Rimmel, Lasting Finish by Kate 16, 4 g - szminka w genialnym kolorze różu jakby pudrowego, a jednak neonowego. Zachwyciła mnie od pierwszego pomalowania i w czerwcu często gościła na moich ustach. Przepięknie wygląda nałożona konkretną warstwą [ nie podkreśla sychych skórek, rozprowadza się równomiernie i jest stosunkowo trwała ], jak i lekko wklepana opuszkiem palca.

To tyle :)
Ja badzo lubię czytać posty o ulubieńcach, mam nadzieję, że i moi przypadną Wam do gustu.
Zainteresował Was któryś z moich ulubionych kosmetyków?

Empties #4

Cześć :)
Dziś pustaki z czerwca :)



Udało mi się zużyć 26 kosmetyków pełnowymiarowych i garść próbek - no jestem z siebie dumna, bo nie spodziewałam się, że zużyję 5 rzeczy, a co dopiero 26 ;)
Wiadomo, większości rzeczy nie zyżyłam w samym czerwcu, ale i tak jestem z siebie zadowolona.


1. Tołpa, wyszczuplający krem - żel antycellulitowy. Nie robił nic, miał nieprzyjemną konsystencję, nie chciał się wchłaniać. Bardzo wydajny, nie mogłam go skończyć ;)
2. Tołpa, wygładzający balsam odżywczy do ciała. Niby fajny balsam, całkiem nieźle mi się go używało, szybko się wchłaniał, delikatnie pachniał, ale nie kupię go więcej ze względu na parafinę na samym początku składu...
3. Balea, basam do ciała Brazil Mango - świetny lekki balsam na ciepłe dni o boskim zapachu, pisałam o nim więcej TUTAJ. Szybko się wchłaniał i delikatnie nawilżał, chętnie bym go ponownie zakupiła :)
4. Balea, żel pod prysznic Fiji Passionfruit - genialny zapach żelu, dla mnie jak sok multiwitamina. Wydajny, fajnie się pienił i sprawiał frajdę zapachem, więcej o nim TUTAJ.


5. Organique, balsam do ciała z masłem shea - całkiem przyjemny produkt, choć do ciała użyłam go tylko kilka razy, bo bardzo długo się wchłaniał i zostawiał tłustą warstewkę. W dużej części zużyłam go jako dodatek do peelingów homemade :)
6. ZSK, korund mikrodermabrazja - moja alternatywa dla peelingów sklepowych do twarzy. Niesamowicie wydajny, to opakownaie używałam przez ponad rok [ !! ], uwielbiam :)
7. ZSK, peeling z nasion malin - fajny, używałam czasem do twarzy, ale miał za duże drobinki, więc głównie dodawałam go do peelingów homemade.


8. Lirene, żel + oliwka pod prysznic, bardzo fajny żel o ślicznym, świeżym zapachu bawełny, pisałam o nim TUTAJ
9. Facelle, płyn do higieny intymnej - świetny uniwersalny kosmetyk, ja używałam go zgodnie z przeznaczeniem oraz do wstępnego mycia włosów - uwielbiam, kolejna butelka już z użyciu :)


10. Anatomicals, mydło do rąk mandarynkowo grejfrutowe - zwykłe mydło do rąk w płynie o bajecznym zapachu prawdziwych mandarynek i grejfruta, miałam 2 opakowania i na pewno powrócę do tego zapachu!
11. Be Beauty, delikatny krem myjący - bardzo przyjemny żel do twarzy, podobała mi się jego kremowa konsystencja i zapach, lubię tak samo jak wersję micelarną, którą już opisywałam.
12. Avon, Foot Works, dezodorant do stóp - cudów nie było, męczyłam się z nim od zeszłego lata...
13. Nivea, dezodorant w kulce Stress Protect - całkiem fajny, ale nie odpowiadał mi zapach, wróciłam już do ukochanej wersji Dry Comfort :)
14. Essence, zmywacz do paznokci, ten fioletowy - ulubieniec od wielu miesięcy, co miesiąc kończę jedną buteleczkę :)


15. Isana, krem do ciała kakaowy- ulubieniec do kremowania włosów, to już chyba  zużyte opakowanie. Jedno takie starcza mi na ok 6-7 aplikacji na całe włosy.
16. Biooil, Olej kokosowy - świetny, jak to olej kokosowy ;) ten pachniał prawdziwymi kokosami, a zapach zostawał na skórze. Dodawałam go także do peelingów homemade :)


17. Tołpa, Dermo face Hydrativ - krem do twarzy nawilżający. Niestety podrażnił mnie na twarzy, więc stosowałam go do szyi i stóp. Na pewno nie kupię.
18. Anida, krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia - ulubiony krem do rąk, mam już kolejne opakowania - jedno w zapasie, jedno w użyciu :) Ja kupuję je w mojej Naturze.
19. Anatomicals, krem do twarzy - zupełnie mi nie podszedł, miał parafinę i inne złe rzeczy w składzie, wykończyłam go do szyi.
20. Carea, płatki kosmetyczne - ulubione, bo tanie, z Biedronki ;)
21. Colgate, Max White, pasta do zębów - częsty zakup, na pewno do niej wrócę.
22. Alterra, chusteczki odświeżające- moje ulubione, do tonizowania twarzy, kolejne opakowanie mam już w zapasie :)


23. Palmers, Line Smoothing Eye Cream - naprawdę świetny krem pod oczy, wydajny [ miałam go prawie 3 miesiące ] i warty uwagi, więcej o nim pisałam TUTAJ

Próbki: zapach Diora, Dior Addict Delice, nie mój, próbka olejku suchego z NUXE, któa przekonała mnie do siebie i mam już duże opakowanie, mus do mycia twarzy z Biothermu, nie polubiła, się z nim, miniatura żelu pod prysznic z Lieraca - spodobała mi się, może kupię duże opakowanie i odzywka do włosów z Phyto - bez szału.


24. Bioderma, Sensibio H2O, płyn micelarny - kultowy już produkt, porównywałam go z Biedronkowym TUTAJ
25. La Roche Posay, Effaclar Duo - uwielbiam od lat, zawsze pomaga na niedoskonałości, na penwo kupiękolejną tubkę.
26. Rimmel, Stay Matte, puder - badzo wydajny i trwały puder matujący.

Próbki: zestaw 3 kroki Clinique [ 4 próbki żelu, 4 toniku i 4 kremu ], pojedyncze saszetki, z których nic mnie nie zachwyciło na tyle, żeby rozważać pełnowymierowy produkt.


Podsumowując:
Po 3 nieprzyjemnych spotkaniach z Tołpą raczej nie będę kontynuować znajomości, bardzo mnie te produkty wykończone w czerwcy zraziły do marki...
Bardzo cieszę się, że odkryłam suchy olejek NUXE, ostatnio bardzo odpowiada mi ta forma kosmetyku :)
Balea zdecydowanie uprzyjemniała moje łazienkowe pobyty, na pewno chcę jeszcze :)


Ufff, uporałam się z tym!
Jestem w tym miesiącu bardzo zadowolona ze swoich zużyć, dajcie znać, jak u Was poszło.
Znacie, używacie coś z wymienionych powyżej?