Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon do włosów. Pokaż wszystkie posty

Po taniości - ISANA

Cześć!

Isany przedstawiać nie trzeba, założę się, że każda osoba, która czyta tego posta, ma choć jeden kosmetyk tej marki w swojej łazience. Mam rację? 
U mnie ostatnio namnożyło się ich i wymyśliłam, że je Wam pokażę i opiszę, bo tanie, a przy tym dobre kosmetyki są zawsze spoko!


Jak widzicie, mam obecnie siedem różnych kosmetyków tej marki, a skupiłam się na kategorii włosy i prysznic, mało różnorodna jestem ;) Jeśli macie sprawdzone Isanowe rzeczy na przykład do pielęgnacji ciała, dajcie znać w komentarzach!
Najdroższa rzecz z Isany, którą tu zobaczycie, kosztowała 10 złotych i z tego, co mi wiadomo, jest to z reguły górna granica cenowa tych kosmetyków, najtańsze są żele pod prysznic, które w promocji można złapać już za 2,50zł.


Moja ukochana seria do włosów ♥ Odżywki zużyłam już tyle opakowań, że straciłam rachubę. To od niej zaczęła się moja miłość do tej serii. Potem kupiłam kurację, a ostatnio, po raz pierwszy, szampon. Moje włosy są po użyciu gładkie, świeże i sypkie. Wystarczy odrobina szamponu, aż byłam zdziwiona, jak niewiele, żeby dokładnie oczyścić skórę głowy, dodatkowo pieni się jak szalony ;) Odżywki na moje długie włosy nakładam mniej więcej tyle, co łyżka stołowa, kuracji o połowę mniej. Mówię Wam, te kosmetyki są takiej jakości, że równie dobrze mogłyby być sprzedawane po 30zł / sztuka! Jeśli jeszcze ich nie znacie - shame, shame, shame! Mam nadzieję, że Isana prędko nie wycofa tej serii, bo jest naprawdę mega! A jak pachnie!


Żele pod prysznic Isany [ na zdjęciu to te dwa w tylnym rzędzie ] są, niezależnie od wariantu zapachowego, bardzo dobre. Świetnie się pienią, są wydajne i tanie, nie można im nic zarzucić. Lubię ich limitowane edycje, bo można trafić na naprawdę piękne zapachy. Tak było tutaj z żelem Hello Spring, który nazwą nijak się ma do obecnej pory roku, ale nic to ;) Genialnie pachnie brzoskwiniami, przypomina mi zapachem ukochany brzoskwiniowy żel z The Body Shop i momentalnie poprawia humor pod prysznicem. Wersja Keep Cool z uroczym misiem, niestety pachnie dla mnie sztucznie, takimi bylejakimi lizakami, które  dawno temu sprzedawano w kwadratowych papierkach, kojarzycie? Te żele to taka ruletka, ale za 2,50 zł jakoś mi nie żal, jak trafię na gorszą sztukę ;)
Olejek pod prysznic jest super! Bardzo mi pomógł, kiedy po powrocie z wakacji swędziała mnie cała skóra i nie mogłam jej uspokoić. Kilka dni używania tego olejku i bogatego masła do ciała pomogło, wiem, że na tym olejku można polegać. Przyjemnie się rozprowadza, delikatnie myje i naprawdę nie wysusza skóry. Jest mało wydajny, fakt, ale za 6 złotych spokojnie można przymknąć na to oko :)
Ostatni kosmetyk, olejek do włosów. Kupiłam go, kiedy tylko się pojawił, bo po prostu mnie zaciekawił :) Używam go na zmianę z moim Mythic Oil z L'Oreal i jest całkiem okej. Jest bardzo gęsty [ w porównaniu do Mythic Oil ], ale nie obciąża ani nie strąkuje włosów. Chroni przed wysoką temperaturą, przyjemnie pachnie i jest całkiem wydajny, ja daję dwie pompki na całe włosy.


To tyle w ramach krótkiego, Isanowego przeglądu :)
Dajcie znać, czy znacie te kosmetyki i napiszcie, co z Isany jest Waszym pewniakiem :)

BIOLAVEN | szampon, płyn micelarny i żel myjący do twarzy


Cześć :)

Tak jakoś się złożyło, że w mniej więcej podobnym czasie pojawiły się u mnie trzy kosmetyki z serii Biolaven, która jest, jak każdy wie, częścią Sylveco. Na początku na nie ochoty nie miałam, bo zapach lawendy niekoniecznie jest moim faworytem, ale potem przeczytałam, że to nie do końca lawenda, a bardziej winogrono i zdanie zmieniłam - zachciało mi się Biolavenu :) No i przyznaję - szata graficzna mnie urzekła, udało im się to!

Najpierw kupiłam żel myjący do twarzy i szybko powąchawszy [ musiałam sprawdzić zapach! Zresztą kosmetyk powąchany to nie kosmetyk otwarty :> ] schowałam do szafki z zapasami. Następnie dzięki blogerskiemu spotkaniu pod Lublinem oraz firmie Naturalmente [ swoją drogą mają fajowy asortyment, wypatrzyłam tam rozmarynowy szampon do włosów Lilla Mai, kocham rozmarynnnnn ♥ ] w moje ręce trafił szampon do włosów, a płyn micelarny kupiłam już sama, po tym jak Mazgoo go chwaliła u siebie. 


Z dzisiejszej trójki dwa opakowania są już puste, czas więc najwyższy na opis moich wrażeń :)
Aha - wszystkie składy i opisy znajdziecie tutaj, na stronie producenta, nie będę się bawić w przeklejanie. 

Szampon do włosów - ma według opisu na butelce wzmacniać i wygładzać, delikatnie oczyszczać, jest przeznaczony do każdego rodzaju włosów. No cóż, najwyraźniej nie do moich ;) Niestety, ten szampon mnie rozczarował i to mocno. Konsystencja jest tak wodnista, że najlepiej nalewać produkt od razu na głowę, bo przez palce przecieka. Trzeba go dość dużo nałożyć, żeby zaczął się pienić. Oczyszcza owszem, dobrze, radzi sobie z olejami, ale efekt końcowy jest zawsze niezadowalający. Bez znaczenia jest, czego użyję po szamponie - czy mocnej maski, czy lekkiej odżywki [ uwierzcie, próbowałam już chyba z 6 różnymi... ], włosy są po umyciu sianowate i niemiłosiernie się puszą. Baby hair odstają na wszystkie strony świata. Nie planuję nim już myć włosów, zastanawiam się, czy przeznaczyć go do mycia pędzli, czy może zużyć jako żel pod prysznic. Niemniej, nie polecam, jeśli szukacie dobrego szamponu w podobnej cenie, zdecydowanie lepiej kupić aloesową Equilibrę. Jestem mocno rozczarowana, bo wiem, że moje włosy bardzo lubią olej z pestek winogron, który jest tutaj na 5 miejscu w składzie i oczekiwałam świetnych efektów...

Płyn micelarny - to zdecydowanie najlepszy produkt z tej trójki! Micel świetnie zmywa makijaż, radzi sobie z każdym cementem i cieniami do powiek. Nie zauważyłam podrażniania oczu, ale też musicie wiedzieć, że jestem bardzo ostrożna przy demakijażu oczu [ mam przedłużane rzęsy i oczy zmywam patyczkami kosmetycznymi nasączonymi w micelu ], więc mogłam po prostu nie wlać płynu do oka ;) Polubiłam go za działanie i piękny zapach i czasem, w ramach przerwy od różowego Garniera, będę po niego sięgać. Przyczepię się tylko jednego - na etykiecie z przodu jest napisane o oleju z pestek winogron, a w składzie go nie ma ;) Używałam go troszkę ponad miesiąc.

Żel do mycia twarzy - tutaj nie mam jednoznacznej opinii, to raczej średni produkt. Nie podobała mi się wodnista konsystencja [ to chyba minus całej serii ] i przez to dość mała wydajność [ 4 tygodnie codziennego używania ] oraz za krótka rurka w środku - pod koniec musiałam odkręcać pompkę i wylewać płyn bezpośrednio z opakowania. Żelu używałam jako końcowy etap demakijażu wieczornego i dobrze się w tej roli sprawdził. Nie umiem stwierdzić, jak radzi sobie z makijażem, bo użycie żelu zawsze poprzedzał micel i olejek myjący. Nie ściągał skóry, delikatnie się pienił, można było używać z Clarisoniciem. 


Jak widzicie, zbytniego zachwytu nie ma z mojej strony, szampon mnie bardzo rozczarował, a żel to przeciętnieczek. Jedynie micel okazał się przyjemny i do niego będę czasem wracać. Z tej serii interesuje mnie jeszcze balsam do ciała, głównie ze względu na zapach, który naprawdę bardzo mi się podoba.


Macie doświadczenie z Biolavenem? Polubiłyście te kosmetyki? Piszcie! :)

Francuski duet | Le Petite Olivier - szampon + odżywka

Hej, hej! :)

Kiedy kilka lat temu spędziłam pewien czas we Francji, dopiero zaczynałam interesować się bardziej kosmetykami. Dlatego też kilka kosmetyków z Francji zapadło mi w pamięć, również ze względów sentymentalnych - między innymi marka własna Sephory czy żele pod prysznic Bourjois. Miałam też styczność z marką Le Petit Olivier, kiedy więc zobaczyłam ich produkty na półce w krakowskiej drogerii Mediq, od razu zdecydowałam się na zakup. Zachęcała również cena - około 14 złotych za sztukę.



Zdecydowałam się na linię z brzoskwinią i kwiatem winorośli, do włosów normalnych, głównie dla zapachu, po którym oczekiwałam wiele [ nauczona wspaniałą serią brzoskwiniową z The Body Shop ]. Okazało się, że się nie zawiodłam, bo zapach jest śliczny - świeży, lekki i mocno brzoskwiniowy, wcale nie chemiczny.

A same produkty? Też niczego sobie! To naprawdę dobry, drogeryjny duet :) Szampon ma lekką konsystencję, znakomicie się pieni już przy pierwszym myciu [ często nawet nie myję już drugi raz ] i delikatnie oczyszcza włosy. Daje radę nawet olejom. Włosy po umyciu nie są szorstkie i nie plączą się, mam wrażenie, że są wręcz trochę nawilżone i dzięki temu nie potrzeba wiele odżywki. Butelka szamponu jest standardowa, wygodnie się ją trzyma i nie ma problemu z nalaniem odpowiedniej ilości płynu na dłoń.


Odżywka znajduje się w miękkiej tubie, bardzo lubię takie stojące na głowie rozwiązania :) Nie jest zbyt gęsta, w sam raz do codziennego używania. Należy jednak wziąć pod uwagę, że może obciążać włosy, dlatego też trzeba pamiętać o oszczędnym dozowaniu. Ja zawsze mam z tym problem, bo lubię na bogato ;) Na moje długie już włosy wystarczy ilość wielkości średniej śliwki [ zawsze mam problem z porównywaniem ;) ], raczej nie więcej, bo wtedy włosy mogą być oklapnięte. Trzymam zawsze kilka minut, żeby odzywka mogła choć trochę zadziałać. Pozostawia włosy gładkie i pachnące, bardzo ładnie się błyszczą w słońcu.



Polubiłam tę dwójkę do codziennej pielęgnacji włosów. Nie są to produkty, które diametralnie poprawią stan włosów, ale są na tyle lekkie i przyjemne w używaniu, że bardzo lubię po nie sięgać porankami. Podoba mi się ten doraźny efekt, który dają - włosy sypkie, błyszczące, a baby hair ujarzmione.




Jeśli macie dostęp do włosowych kosmetyków LPO, zachęcam do spróbowania, zawsze to jakaś odmiana :) Mi w oko wpadło jeszcze różane mydło w kostce i jaśminowa mgiełka do ciała, będę polować na te kosmetyki :)

Tołpa x 4

Hej!

Tołpa jakoś nigdy mnie do siebie bardzo nie przekonywała, sporadycznie kupowałam i testowałam jakieś produkty. Owszem, z niektórych byłam zadowolona [ przykładowo peeling maska do ciała albo odżywczy balsam - miód do ust z serii Czarna Róża, który fajnie działał, tylko zapach miał średni ], ale mimo wszystko nie ciągnęło mnie jakoś do poszerzania zbiorów ;) Tym bardziej, że zaliczyłam przygodę z ich kremem do twarzy, który mnie mocno uczulił i z jakimś antycellulitowym żelem, który był tragiczną galaretą ;) Ostatnio jednak zauważyłam, że w łazience mam 4 opakowania kosmetyków z Tołpy i pomyślałam, że je Wam zbiorczo opiszę. 


Podobają mi się opakowania z miękkiego, ale porządnego plastiku, wygodne dozowniki i czytelna, nienachalna i prosta szata graficzna. Pamiętam pierwsze zetknięcie się z Tołpą, wiele lat temu [ może byłam w liceum? nie pamiętam ;) ], kiedy nawet nie interesowałam się jeszcze kosmetykami. Podczas ferii zimowych, w pijalni wody mineralnej w Krynicy Zdroju było niepozorne stoisko i Tata kupił tam borowinową sól do kąpieli właśnie z Tołpy :) 

W tym tekście poczytacie o moich odczuciach i wrażeniach, po obietnice producenta można udać się na jego stronę, skądinąd całkiem przyjemną.



linia Dermo Intima, regenerujący płyn do higieny intymnej - to mój ulubieniec w tej gromadce. Zużyłam już kilka opakowań, chętnie do niego powracam. Płyn jest bardzo delikatny, łagodzi podrażnienia, nie wywołuje pieczenia i koi skórę tam na dole :) Jest przy tym bardzo wydajny, na jedno użycie wystarczają mi dwie pompki, a cała butelka to około 3 miesięcy codziennego używania. Ma bardzo mocny, intensywnie ziołowy zapach [ na opakowaniu mowa o białej herbacie, skrzypie, morszczynie, żeń - szeniu i rumianku ] i do niego trzeba się przekonać. Ja teraz za nim przepadam, ale na początku musiałam się przyzwyczaić. Kosztuje około 16 zł, ja zazwyczaj kupuję go w promocji za około 13 zł, polecam Hebe, gdzie nawet bez promocji jest tańszy niż w Rosmannie o złotówkę.

linia Botanic,białe kwiaty, delikatny płyn micelarny - kupiłam, bo skończył mi się ukochany micel z Garniera i akurat nie było na niego promocji, taka sknera ze mnie ;) No i się przejechałam na tym, bo ten micel z Tołpy mojego serca nie porwał. Po pierwsze, ma dość mocny, kwiatowy zapach, powiedziałabym nawet, że woń jest trochę dusząca. O ile zazwyczaj mocny zapach mi nie przeszkadza, tutaj było to dość męczące. Było, bo płyn jest niestety dość niewydajny. Używałam tyle, co zawsze, a wystarczył na niecały miesiąc, słabo... Zmywał dobrze, nie piekł w oczy, ale to po prostu nie jest to ;) Kupiłam go za 13 zł na promocji w Hebe.

linia Green, normalizujący szampon do włosów tłustych - szukałam mocniejszego oczyszczacza do włosów i na półce zobaczyłam Tołpę w ładnej szacie graficznej, to wzięłam :) Szampon kosztował 16 zł, bez promocji.Tak, jak zakładałam, mocno oczyszcza i to mi się w nim podoba, włosy aż piszczą po jego użyciu. Jest naprawdę bardzo gęsty i przy pierwszym myciu nie pieni się zbyt chętnie, trzeba go dokładać, więc żeby nie zużyć pół butelki na jeden raz, do pierwszego mycia używam jakiegoś innego produktu [ np. Facelle ], a Tołpy do mycia drugiego i wtedy sprawdza się bardzo dobrze - wystarczy niewiele, żeby włosy się zapieniły. Piana mnie cieszy [ wiem, dziwna jestem ;) ], bo jest taka puchata i kremowa, mam uczucie, jakbym na głowie miała bitą śmietanę, a nie pianę z szamponu ;) Zapach jest trochę sztuczny, wyczuwam jabłko, choć w składzie go nie ma ;) Nie zauważyłam, żeby przedłużał świeżość włosów. Dobry, ale chyba nie będę wracać.

linia Dermo Body, odnawiające mleczko regenerujące - ten kosmetyk przeleżał w zapasach naprawdę długo, chyba ponad rok ;) Ale w końcu doczekał się premiery, więc nie ma tego złego. Lubię kosmetyki z pompką, więc już na wstępie dostał plusa. Lubię też, kiedy mogę kontrolować zużycie, a dzięki przezroczystemu plastikowi jest to łatwe - kolejny plus. Właściwości pielęgnacyjne są więcej niż zadowalające - po użyciu mleczka skóra jest naprawdę gładka i miła w dotyku, jakby aksamitna. Nie spotkałam się do tej pory z takim przyjemnym efektem. Mleczko szybciutko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy, no nie mam się czego przyczepić ;) Zapach mógłby być ładniejszy, bo ten kojarzy mi się z jakimś lekarstwem, odrobinę chyba z maścią, którą się smarowało klatkę piersiową przy przeziębieniach, kojarzycie?

Jak widzicie, Tołpa robi całkiem niezłe kosmetyki, oprócz opisanego płynu micelarnego, pozostałe są całkiem dobre. Regularnie zaopatrywać się będę w płyn do higieny intymnej, to pewne. Ale czy inne kosmetyki ponownie znajdą się w mojej łazience? Raczej w to wątpię, bo nie podbiły szczególnie mojego kosmetycznego serca.

Jak jest u Was? 
Macie kosmetyki Tołpy? 
Może są wśród nich jacyś ulubieńcy?

Zużyte w styczniu

Witajcie!

Czas na pokazanie tego, co udało mi się zużyć w styczniu. Nazbierałam kilkanaście opakowań, wynik całkiem niezły, zwłaszcza po wielkim końcoworocznym napełnianiu śmietnika :) Dołączyłam także cichaczem do akcji zużywania próbek, którą zorganizowała Balbina, ale o tym będzie w osobnym poście, żebyście mi tu nie pozasypiały przed ekranem ;) 


Serical, Crema al Latte - dobra maska, ale bardzo nie odpowiadał mi zapach i pół opakowania stało u mnie w łazience od prawie dwóch lat. Nadszedł czas pożegnania, bo naprawdę nie mogłam zmusić się do jej używania, zwłaszcza, że tuż obok stał bananowy Kallos ;)

Batiste, suchy szampon do włosów, wersja Original - kupiłam podczas pamiętnej promocji w Biedronce :) To była jedyna wersja, jaka została, wzięłam więc z braku laku. Przeciętna, denerwowała mnie biała warstwa, którą ciężko było usunąć, a żeby zawartość nadawała się do użytku, praktycznie cały czas trzeba było przy aplikacji potrząsać puszką. Nie wrócę na pewno.

Isana Med, szampon do włosów Urea 5% - kupiłam go z czystej ciekawości, kiedy był w promocji za niecałe 3 zł. Tak, dobrze widzicie, 3 zł ;) Bardzo dobry szampon oczyszczający, radzi sobie wspaniale ze wszystkim, co nałożymy na włosy. Plącze włosy, dlatego warto po nim użyć jakiejś bardziej treściwej odżywki lub maski, ale dla mnie to żaden problem. Na pewno kupię jeszcze niejedną butelkę.

Balea mango + aloes, odżywka do włosów - o ile szampon z tej serii kocham miłością niezmienną i właśnie uzupełniłam jego zapasy, tak odżywka wielkiego wrażenia na mnie nie zrobiła, ot przeciętny, lekki produkt. Powrotów nie planuję, zwłaszcza, że ta linia jest wycofywana.


Beaute Marrakech, czasne mydło - męczyłam to mydło chyba ponad rok, używając, jak mi się przypomniało ;) To nie to, że czarnego mydła nie lubię, bo to super kosmetyk, ale wolę, kiedy ma zapach. Do dziś miło wspominam różaną wersję i to do niej pewnie kiedyś wrócę.

Galenic, krem odżywczo - regenerujący do rąk i paznokci -  dostałam od Eska Floreska i bardzo polubiłam. Treściwy, gęsty krem, który szybko się wchłaniał, bez tłustego filmu. Bardzo dobrze radził sobie z przemarzniętymi dłońmi.

Elkos, żel pod prysznic mango i ananas - kupiłam w sklepie z chemią niemiecką [ niestety Balea to rzadki gość u nich, raz tylko dorwałam mydło do rąk :( ] i nie żałuję. Za jakieś 5 zł dostałam butlę dobrego żelu, który mocno się pienił, nie wysuszał skóry i smakowicie pachniał ananasem :)

Yves Rocher, mydło do rąk, czerwone owoce - przywędrowało do mnie w prezencie od Agatki. Mydło jak mydło, nie do końca mi ten zapach pasował i szybko się skończyło. Niemniej ładnie się prezentowało na umywalce ;)


Garnier, płyn micelarny - ulubieniec, po prostu :) Jednak butelka wystarcza mi na trochę ponad półtora miesiąca, świetnie wszystko zmywa, nie podrażnia oczu. Na pewno będą powroty, na razie kupiłam jego nowszą, zieloną odmianę :)

Maxmedical, roll on pod oczy ze świetlikiem - pisałam o nim w poście o pielęgnacji okolic oczu. Przyjemny produkt, który dzięki metalowej kulce i delikatnemu żelowi pomagał trochę z poranną opuchlizną. 

It's Skin, Pure Moisture Cream - dostałam i sporadycznie używałam, ale jakoś mi nie pasował do końca. Ostatecznie o nim zapomniałam i niedawno wygrzebałam z czeluści szuflady, okazało się, że zmienił konsystencję, żegnamy się więc bez żalu.

Wise, pomadka ochronna do ust - fantastyczna! Używałam jej codziennie po kilka razy od kwietnia! Wtedy to wygrałam ją w rozdaniu u Ekocentryczki. Mega wydajna, dawała świetne nawilżenie i natłuszczenie i rzeczywiście pielęgnowała usta. Jak zużyję to, co mam, planuję powrót :)

Caudalie, Polyphenol C15, serum przeciwzmarszczkowe - ogólnie ta zielona seria jest godna uwagi, tak tylko informuję :) Serum polubiłam, świetnie się spisywało zarówno rano, jak i wieczorem. Delikatnie wygładzało skórę, nawilżało ją i stanowiło świetny podkład pod krem lub olejek. Wydajne, bo wystarczyło mi na ponad 3 miesiące codziennego używania czasem po dwa razy, w pięknym szklanym opakowaniu, z wygodnym dozownikiem pipetką. Serum nie było tłuste, minimalnie się kleiło przy aplikacji, ale po kilku sekundach to uczucie znikało. Skóra była jaśniejsza i po prostu wypoczęta.

Garnier, dezodorant w kulce - zabrakło mojej kulki Nivea i musiałam kupić to. Opakowanie mnie wnerwiało, zapach też, a sam dezodorant chyba średnio działał, albo to już moja paranoja [ bo wiecie, jak nie mam Nivea pod ręką, panikuję ;) ]

Eucerin, Hyaluron Filler, krem pod oczy - kolejny produkt, o którym już pisałam w poście o pielęgnacji okolic oczu i po recenzję odsyłam właśnie tam, bo poświęciłam mu sporo miejsca. W kilku słowach - treściwy, skuteczny, wydajny, nie podrażnia i warto spróbować :)


To już wszystkie styczniowe zużycia, będzie jeszcze post o zużyciach saszetkowych, zapraszam na dniach :)
Piszcie, jak u Was poszło denkowanie? :)

Idzie nowe! | Zmiany we włosowych produktach Balea

Dzień dobry :)

Dziś post informacyjny. Kochana Karo, wiedząc, że uwielbiam szampon z mango i aloesem z Balei, podesłała mi wczoraj informację, że mają go wycofać! W zamian będzie inny wariant [ brzoskwinia + kokos ], a ogólnie cały włosowy asortyment zmienia szatę graficzną i w niektórych przypadkach [ jak z moim ukochanym szamponem :( whyyyyy? ] także skład.

Tutaj taka mała dygresja - co oni wszyscy ostatnio mają z wycofywaniam świetnych kosmetyków?! Najpierw okazało się, że mój ukochany różobronzer z Astora jest już wycofany [ kupiłam 2 opakowania na zapas ], potem gruchnęła informacja, że najlepsze na świecie odżywki do paznokci Bell Bio2 Vitamin Booster znikają z drogerii [ szperałam, szperałam i w końcu udało mi się w Hebe kupić 3 sztuki ], a teraz jeszcze mój ulubiony szampon :( To kosmetyczne fatum jakieś! Ciekawe, co będzie następne?

Z nowości wchodzi seria do intensywnej pielęgnacji włosów z wanilią i olejem migdałowym. Jestem jej ciekawa i z pewnością kupię [ a już na pewno maskę do włosów w słoiku ], tym bardziej, że żółte opakowania są bardzo radosne :) Seria ma pielęgnować i regenerować, czyli coś w sam raz dla włosów zmęczonych zimnem, czapkami i szalikami.

Dobrze, nie rozpisuję się już więcej [ tym bardziej, że niemieckiego nie znam, a tłumacz google jaki jest, każdy wie ;) ]. Pooglądajcie sobie nowości!










I jak się Wam podobają zmiany? Wycofują jakichś Waszych ulubieńców? 
Będziecie, jak ja, zaopatrywać się w zapasy? ;) 
No i jeszcze jedno mnie ciekawi, czy Wam też ostatnio wycofują ulubione produkty, czy tylko ja mam takie nieszczęście? :( 

A na pocieszenie pieskowo herbaciany obrazek, który ostatnio tapetuje sobie na moim pulpicie :)



Wielkie zużycia końcoworoczne | część I | włosy + pielęgnacja ciała

Dzień dobry wszystkim!

To, że czytacie dziś o moich grudniowych zużyciach, to istny cud - tyle razy już prawie wywalałam całe pudło do kosza, że naprawdę nie wiem, jak udało mi się zmobilizować, żeby jednak to uwiecznić na zdjęciach i jeszcze opisać ;) Wiedziałam, że w grudniu pokończyło mi się naprawdę bardzo wiele kosmetyków, ale żeby aż tak? Ma to przynajmniej taki plus, że w 2015 rok weszłam z mniejszym zapasem kosmetyków [ zużyłam w grudniu ponad 30 opakowań, a przybyło mi 12 kosmetyków, więc bilans nie jest zły ]. Od razu uprzedzam, że post zużycia podzieliłam na dwie części, dziś pierwsza, a w niej kosmetyki do włosów i pielęgnacji ciała. W następnym poście pokażę Wam kosmetyki do pielęgnacji twarzy oraz próbki.
No to do dzieła! :)


Planeta Organica, Macadamia Oil Hair Shampoo - szampon był częścią wygranej u Marty [ mogłam sama wybrać sobie dowolne rosyjskie kosmetyki w kwocie 150 zł :) ] i byłam go bardzo ciekawa. Świetnie się pienił i ładnie pachniał, dobrze oczyszczał włosy, ale przez to, że ma działanie nawilżające [ to znaczy ja tak przypuszczam ;) ], powodował u mnie szybsze przetłuszczanie się włosów. Niemniej polubiłam go, bo włosy nim wymyte wyglądały świetnie, ale już raczej nie wrócę. 

Batiste, dark and deep brown - moja ukochana wersja suchego szamponu Batiste. Wracam do niej regularnie i trochę panikuję, kiedy nie mam zapasu [ spokojnie, kilka dni temu uzupełniłam braki ]. Nie rozumiem tylko, dlaczego jest droższa od innych - czy to przez to, że psika na brązowo?

Khadi, henna Dark Brown - w końcu dojrzałam do henny i nie żałuję. Z pomocą Doroty wybrałam kolor i jestem naprawdę zadowolona, chociaż odrosty wciąż są jaśniejsze. Henna odżywiła mi włosy i nadała ich kolorowi trójwymiarowości, lubię to! Mam przygotowany post o hennie, potrzebuję jeszcze kogoś, kto zrobi zdjęcie poglądowe moim włosom, stąd opóźnienie ;)


Dove, Advanced Hair Series, Pure Care Dry Oil, szampon i odżywka - duet, który nie do końca się u mnie sprawdził i już do niego nie wrócę. Obstawiam, że to przez olej kokosowy w składzie. Opisywałam to duo na blogu.

Balea, szampon do włosów Mango + Aloe Vera - jeden z moich ulubionych szamponów ever! Mam już kolejną butelkę w użyciu i na pewno nie ostatnią. Nie dość, że szampon pięknie pachnie, świetnie się pieni, to jeszcze jest bardzo wydajny, nie obciąża włosów i porządnie oczyszcza :)


Loton, Oil Therapy, Macadamia Oil - ulubieniec, mam kolejną butelkę w zanadrzu :) Najczęściej używałam do włosów, kilka razy do ciała. Bardzo dobrze nawilża włosy i moim zdaniem pachnie różą :)

L'Oreal, Mythic Oil - olejek do zabezpieczania końcówek,który służył mi od czerwca, czyli równe pół roku. Świetny! Jego recenzja jest na blogu, więc zachęcam do przeczytania.

Joico, K-PAK, olejek do końcówek - również świetny olejek, którego używałam przez Mythic Oil, ale niestety rozlał mi się w szufladzie :( Ostatnio wygrzebałam buteleczkę i okazało się, że było w niej jeszcze kilka kropli, które wystarczyły na parę aplikacji.



Dove, żel pod prysznic Purely Pampering - bardzo polubiłam ten żel, bo nie wysuszał skóry, miał miłą kremową konsystencję i naprawdę super zapach, taki ciepły i otulający.

Kamill, żel pod prysznic wanilia i marakuja - mocno średni żel, niewydajny i zapach niestety był mdły. Nie polecam i nie wrócę do niego.

Bath and Body Works, żel pod prysznic Paris Amour - nie polubiłam się z tą linią zapachową BBW, jest dla mnie duszący i sztuczny. Żelu próbowałam używać pod prysznicem, ale mnie drażnił, skończył więc jako mydło w płynie w tych piankowych dozownikach z BBW w łazience i kuchni :)



Tołpa, dermo intima, regenerujący płyn do higieny intymnej - mój ulubiony płyn, zużyłam już kilka butelek i na pewno będą kolejne. Kupuję zamiennie z Facelle, ale z tych dwóch wolę Tołpę, bo u mnie lepiej działa i jest bardziej wydajna.

Love2Mix Organic, Tropikalny peeling do ciała mangostan i marakuja - peeling, którego podstawową wadą jest opakowanie - tragiczne! Kto zamyka peeling w tubce z maleńkim otworkiem? Nie dość, że od początku ciężko wydobyć go z opakowania, to jeszcze nie jest jakimś wybitnym zdzierakiem, więc nie podbił mojego serca. Cieszę się, że ląduje w koszu.

Nivea, dry comfort, dezodorant - ulubiony od zawsze :)


Dove, Purely Pampering, balsam do ciała - z tej samej serii, co żel, który pokazywałam wyżej, bardzo miło się go używało. Balsam był całkiem gęsty i wydajny, dobrze się wchłaniał, nie mazał na skórze. Chętnie kiedyś powrócę :)

Caudalie, Divine Oil - fantastyczny produkt mojej ukochanej marki. Suchy olejek, którego można używać wszędzie i wszędzie spisze się wspaniale. Używałam go do twarzy, włosów, na całe ciało i jako perfumy. Świetne właściwości pielęgnacyjne i boski zapach sprawiają, że mam ochotę kąpać się w tym olejku, oczywiście mam już kolejną butelkę :)

Alverde, masło do ciała owoce jagodowe - masło przesłała mi Esy, Floresy, bo jej nie podeszło. U mnie niestety też negatywna opinia - masło ma kwaśny, nieprzyjemny zapach, a na skórze bardzo się maże, zostawia białe smugi i prawie się nie wchłania.

Bania Agafii, fitotermalna maska do ciała - porażka na całej linii, dawno nie miałam tak niemiłej przygody z jakimś kosmetykiem :/ Opisałam swoje wrażenia w poście, więc zainteresowanych tam odsyłam. No i nie polecam!


W dzisiejszej, pierwszej części zużyć grudniowych pokazałam Wam 20 pustych opakowań, w kolejnej będzie reszta, czyli pielęgnacja twarzy i próbki. Napiszcie, czy używałyście któregoś z tych kosmetyków, a może macie na nie ochotę? Jak Wasze zużywanie w grudniu? :)

Ulubieni w grudniu :)

Witajcie :)

Grudzień minął mi szybko, pod znakiem pracy i ogólnego zmęczenia materiału. W ogóle nie poczułam atmosfery Świąt, nawet nie zdążyłam zamontować u nas w domu choinki i żadnych ozdób... Ale koniec z narzekaniem, ma być o tym, co się sprawdziło :D

Kosmetycznie trzymałam się raczej sprawdzonych produktów, niewiele nowości wprowadziłam do użytku, stąd też grono ulubieńców jest dość liche, to tylko 4 produkty. Za to warte uwagi, więc czytajcie!:)


Yves Rocher, mleczko do ciała karmelizowana gruszka - gdyby nie post Smarującej Agaty o świątecznych nowościach z YR, nie zwróciłabym uwagi na tę limitkę. Także dzięki Agatko! :* Poszłam do salonu, powąchałam tester i od razu capnęłam butelkę mleczka do ciała dla siebie. Teraz dumam jeszcze nad wodą perfumowaną z tej serii :) Mleczko przyjemnie się rozprowadza, szybko wchłania, a zapach utrzymuje się na skórze przez jakąś godzinę - lubię to. Karmelizowana gruszka rzeczywiście pachnie gruszką, ma lekko kwaskowatą nutkę, ale ogólnie jest słodka. Co tu dużo mówić - lećcie powąchać do salonu, póki możecie! :) Ja już zaopatrzyłam się w świeczkę z tej serii i prawie całą wypaliłam^^. Mleczko kosztuje bez promocji 19,99 zł. Ma 400 ml i niestety jest bez pompki, podobno można ją dokupić osobno, ale sory, bez pompki też da się żyć ;)

Bourjois, 123 Perfect CC Cream - kupiłam jakieś dwa albo trzy miesiące temu i od tamtej pory często po niego sięgałam, a już w grudniu praktycznie nieprzerwanie. Świetny, blady kolor [ 31 Ivory ], naprawdę mocne krycie i fakt, że nie podkreśla suchych skórek [ a tych mam dużo, bo się kwaszę ] jak szalony, czynią z niego ulubieńca :) Odpowiednio zagruntowany [ w sensie przypudrowany ;) ] utrzymuje się cały dzień, czasem jedynie z nosa się ściera szybciej. Kupiłam za 26 zł w promocji w Super Pharm.

Isana Med, Urea Shampoo - kupiłam z czystej ciekawości i z powodu ceny - kosztował 2,99 zł. Okazało się, że to bardzo przyjemny szampon oczyszczający! Nie ma silikonów, zawiera mocznik, świetnie radzi sobie ze zmywaniem olejów i oczyszczaniem włosów. Lubi splątać kosmyki, ale od czego są dobre odżywki? Dla mnie to świetny i tani szampon, na pewno będę do niego wracać.

Kiehl's, Ultra Facial Moisturazer - emulsja nawilżająca, którą znalazłam w świątecznej paczce od Irenki. Marka Kiehl's od dawna mnie interesowała, z chęcią więc zaczęłam używać tego produktu. Potrzebowałam czegoś, co będzie w stanie poradzić sobie z "wierzchnią" suchością mojej skóry, która pojawia się przy stosowaniu kwasów i okazało się, że ta emulsja świetnie się spisuje. Używam jej na noc po zastosowaniu toniku z kwasem i rano zamiast kremu. Konsystencją przypomina mi Cetaphil, ale wchłania się dużo szybciej. Zużyłam już ponad pół buteleczki [ 30ml ], mam nadzieję, że wystarczy na kolejny miesiąc :)

Wpadło Wam coś w oko?
A może znacie te kosmetyki? :)

Duet Dove Advanced Hair Series | szampon i odżywka Pure Care Dry Oil

Hej :)

Długo zastanawiałam się, czy pisać ten post, bo sama do końca nie wiem, co sądzę o tych włosowych kosmetykach, ale postanowiłam się podzielić z Wami moimi rozterkami, może komuś jakoś pomogą w wyborze ;)


Kiedy widzę w drogerii nowe produkty do włosów, jestem bardzo zainteresowana, zazwyczaj oglądam opakowania, czytam wszystkie informacje, ale odkładam potem na półkę - jakoś mnie niezbyt jarają Syoss'y, L'Oreale i inne Shaumy ;) Tym razem było inaczej - rzuciły mi się w oczy nowe produkty od Dove, a że miło mi się używało balsamu do ciała z tej firmy [ jedwabiście odżywiający krem do ciała ], zdecydowałam się przygarnąć szampon i odżywkę z nowej linii Pure Care Dry Oil. Wydała mi się ciekawa, bo ma oczyszczać i wygładzać matowe, suche włosy, które po użyciu tych kosmetyków mają stać się do 5x bardziej jedwabiste Opakowania są bardzo fajne, podoba mi się pomysł z miękką tubą - to bardzo poręczne i wygodne :) Dodatkowo graficznie wypadają nieźle - podoba mi się dobór kolorów i jasne tubki.


Byłam mocno zaciekawiona działaniem, więc od razu odstawiłam na bok inne szampony i odżywki, chciałam przez jakiś czas używać tylko Dove, żeby móc ten duet porządnie zrecenzować - ale poświęcenie! ;) Po pierwszym myciu byłam zadowolona, włosy wyglądały ładnie, były miłe w dotyku. Niestety z każdym następnym myciem nie było już tak różowo, bo włosy stawały się sianowate, plątały się mocno, odżywka jakby nie działała, a po wysuszeniu były w dotyku trochę szorstkie i spuszone. Jedyne, co od początku mi się podobało, to, że włosy dłużej były świeże - nie wydłużył się mój czas pomiędzy myciem [ myję co 2 dzień ], ale tego drugiego dnia włosy wyglądały zdecydowanie lepiej. Po ponad tygodniu doszłam do wniosku, że nie ma sensu niszczyć sobie włosów szamponem i odżywką, wróciłam więc do odstawionych wcześniej rzeczy [ szampon Isana Med, Balea mango + aloes, odżywka Balea mango + aloes, maski do włosów Kallos Banana i Bomb Cosmetics ], a Dove postanowiłam używać od czasu do czasu. I to była świetna decyzja. Kiedy zaczęłam używać duetu Dove raz na jakieś półtora tygodnia, okazało się, że całkiem nieźle się zazwyczaj spisuje - włosy są podniesione u nasady, ładnie się układają po wysuszeniu, nie plączą się nadmiernie. Szampon [ nie jest lejący, ma całkiem gęstą konsystencję ] bardzo dobrze radzi sobie z olejami. Zostawia na włosach delikatny film, ale nie obciąża to potem kosmyków. Odżywka jest średnio gęsta, na tyle, żeby nie spływać z palców i włosów. Seria pachnie odrobinę korzennie, podoba mi się.  Czasem jednak zdarza się, że po zastosowaniu Dove włosy się buntują i są obciążone, spuszone - nie wiem, skąd to wynika, ale denerwuje mnie to... Przecież zawsze myję włosy tak samo, starannie spłukuję z nich wszystko, no po prostu nie ogarniam ;) Przypuszczam, że to wina oleju kokosowego w składzie, który u mnie nie robi furory, ale żeby efekt za każdym razem był inny? Sama nie wiem...



Przy właściwym, w moim przypadku nie za częstym stosowaniu, duet włosowy Dove sprawdza się bardzo dobrze, niestety jego nieprzewidywalność co do efektów trochę mnie odstrasza i już raczej nie kupię ponownie... Mam mieszane uczucia i w zasadzie ani Wam nie polecam, ani nie odradzam, może akurat na Waszych włosach sprawdzi się wyśmienicie, jak u Kasi Śmietasi? :)
Aha, kupiłam to duo na promocji, płacąc 14,99 zł za jedną tubkę. 

Znacie ten duet? 
A może inne serie Dove są lepsze, powinnam spróbować?

Joico K-PAK Reconstruct, szampon do włosów

Cześć! :)

O włosy dbam nieprzerwanie od kilkunastu już miesięcy, wciąż próbuję nowych produktów, bo chcę, żeby wyglądały coraz lepiej i dłużej ;) Szampon to niby nic ważnego, wiele osób uważa, że myć włosy można byle czym, a dopiero odżywka jest ważna. Dla mnie tak nie jest i staram się, aby każdy włosowy kosmetyk był dopasowany do moich potrzeb i jak najlepiej działał na kosmyki - od szamponu począwszy. Dlatego też dziś omówię szampon, który bardzo przypadł mi do gustu w tym roku.



Będzie o Joico K-PAK Reconstruct. Szampon ten dostałam na ostatnią Gwiazdkę od Lipstick And Kids. Bardzo się ucieszyłam, bo zawsze produkty Joico były w kręgu moich zainteresowań, a testowałam ich jak dotąd mało. Szampon jest polecany do włosów zniszczonych obróbką termiczną, środkami chemicznymi i szkodliwymi wpływami środowiska. Dla włosów zmęczonych, łamliwych i delikatnychDo codziennego użycia, pierwszy krok procesu odbudowy włosa, unikalna konsystencja kremu, delikatnie myje włosy, uzupełnia ubytki aminokwasów w strukturze włosa, nie zmywa koloru, pH: 4.5 - 5.5. W efekcie wzmocnione włosy stają się elastyczne i błyszczące. Seria K-Pak odżywia włosy i przywraca im naturalną rozciągliwość i siłę. Dzięki niej włosy stają się bardziej sprężyste i podatne na układanie[ wizaż ]

Szampon znajduje się w poręcznej, charakterystycznej dla wszystkich produktów firmy Joico, butelce zamykanej na zatrzaskującą się klapkę - wygodnie, nie trzeba niczego odkręcać, stawiać obok, itd. Podoba mi się także to, że z łatwością można produkt postawić "na głowie". W opakowaniu znajduje się 300 ml, czyli trochę więcej niż standardowa pojemność tego typu produktów. Koszt takiej butelki to około 60 zł.



Szampon Joico K-PAK Reconstruct jest gęsty, kremowy i ma biały kolor. Pachnie bardzo zachęcająco, luksusowo, a ta miła, słodka woń towarzyszy mi przez cały proces mycia włosów i utrzymuje się na włosach również potem, jeśli nie użyję odżywki / maski o wyraźniejszym zapachu. Wystarczy dosłownie odrobina, żeby z łatwością wymyć całe włosy [ moje są półdługie, sięgają już łopatek ]. W dni, kiedy olejuję włosy, myję je następnie dwa razy szamponem, ale kiedy tego nie robię, jedno umycie jest w zupełności wystarczające, aby dokładnie oczyścić włosy. Warto również wspomnieć o świetnej wydajności szamponu Joico - używam go zamiennie z innym od stycznia tego roku, a on wciąż jest i mi służy. Biorąc pod uwagę, że włosy myję co 2 dzień, jest to naprawdę dobry wynik.

Szampon obficie się pieni na zwilżonych włosach, piana jest gęsta i puchata, ma prawie konsystencję ubitych jaj [ wiem, że słabe porównanie, ale naprawdę tak jest - piana mocno trzyma się włosów, nie spływa i jest zbita ;) ], świetnie oczyszcza włosy, także z olejów. Po spłukaniu szamponu, na wciąż mokrych włosach, wyraźnie da się wyczuć, że są one jakby grubsze, wypełnione, jest ich po prostu więcej. Pierwszy raz spotkałam się z takim efektem, na początku byłam mocno zdziwiona i myślałam, że szampon oblepił / obciążył mi włosy, ale tak nie było. Włosy po wysuszeniu są świeże, sypkie i lśniące [ oczywiście po każdym myciu używam także odżywki, więc to nie zasługa samego szamponu ] i rzeczywiście grubsze, jakby szampon je dogłębnie odżywił


Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide Mea, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Peg-3 Distearate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoamphoacetate, Hydrolyzed Keratin, Cocodimonium Hedroxypropyl Hydrolized Keratin, Hydrolyzed Keratin Pg-Propyl Methylsilanediol, Thioctic Acid, Psidium Guajava Fruit Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Aleurites Moluccana Seed Oil, Glycolipidis, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Jiuce, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Benzophenone-4, Hyaluronic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Disodium Edta, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Tricetylmonium Chloride, Trisodium Sulfosuccinate, C11-15 Pareth - 7, Trideceth-6, Propoxytetramethyl Piperdinyl Dimethicone, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Methylparaben, Benzyl Salicylate, Citronellol, Limonene, Hydroxycitronellal, Buthylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.

Po dłuższym używaniu [ to już prawie 4 miesiące ] mogę stwierdzić z całą pewnością, że moje włosy są bardziej mięsiste, elastyczne i milsze w dotyku dzięki temu szamponowi. Bardzo go polubiłam i ubolewam nad tym, że w butelce zostało go już tylko na kilka użyć. Z całą pewnością będę na niego polować w jakiejś okazyjnej cenie, czasem na Truskawce pojawiają się produkty Joico w bardzo przystępnych cenach :)



Używałyście szamponu do włosów Joico K-PAK Reconstruct?
A może znacie inne szampony, które mają podobne działanie? :)

Mini recenzja mini saszetki - odżywczy szampon do włosów Bania Agafii :)

Witajcie serdecznie! :)

Dziś czas na kolejną saszetkową mini recenzję. Pisałam już o saszetkowym ziołowym peelingu do ciała [ KLIK ], a dziś będzie o odżywczym szamponie do włosów. Jak wiecie, bardzo lubię dbać o swoje włosy i z ciekawości wciąż próbuję nowych kosmetyków. Tak jest również w kwestii szamponów - bo chociaż znalazłam już swojego ulubieńca w tej kwestii [ aloesowy szampon Equilibrii ], to lubię poznawać inne dostępne pozycje.


Szampon odżywczy do włosów Bania Agafii przeznaczony jest do włosów suchych i osłabionych. Zawiera olejek amarantowy, olejek z nasion żurawiny błotnej,olejek z pierwiosnka, żeń - szenia, olejek cedrowy i z białego syberyjskiego lnu. Za 100 ml saszetkę zapłaciłam w sklepie internetowym Kalina 3,30 zł.

Szampon jako jedyny z całej gromadki źle zniósł podróż do mnie - saszetka z jednej strony była nieszczelna i trochę produktu się rozlało. Nie przeszkadza mi to jednak w aplikacji, a szampon dzięki temu mankamentowi poszedł od razu w ruch :)



Pachnie bardzo delikatnie, odrobinę mydlano, zapach nie utrzymuje się na włosach. Jest bardzo rzadki i to chyba jego jedyny minus. Świetnie się pieni już przy pierwszym myciu - ja zawsze myję włosy dwa razy, zaskoczyło mnie to. Piana jest puchata i jest jej bardzo dużo. Już po pierwszym myciu można poczuć, że włosy są bardziej miękkie. Po wymyciu i spłukaniu całej piany włosy są bardzo czyste, aż skrzypią, uczucie miękkości nadal się utrzymuje, a kosmyki nie są splątane. Standardowo używam odżywki. Włosy są świeże 2 dni, nie są klapnięte i dobrze się układają.



Szampon doskonale radzi sobie z olejami - za każdym razem miałam je na głowie przed myciem i nie miał najmniejszych problemów ze zmyciem olejowej warstewki.


Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate ,Organic Amaranthus Caudatus Seed Oil, Organic Oxycoccus Palustris Seed Oil , Coco-Glucoside (and) Glyceryl Oleate, Sorbitane Caprylate, Organic Primula Vulgaris Oil, Organic Panax Ginseng Oil, Organic Pulmonaria Officinalis Oil , Organic Pinus Palustris Oil , Organic Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil , Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Benzyl Alcohol, Citric Acid, Parfum.

Szamponu użyłam już 3 razy i wystarczy mi go jeszcze na jedno użycie. Bardzo spodobał mi się ten produkt i myślę, że będę do niego wracać, zwłaszcza, że cena jest śmieszna ;)

Miałyście do czynienia z tym saszetkowym szamponem?
Może macie swojego rosyjskiego ulubieńca do mycia włosów?

Zapraszam na Facebook'a! :)