Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szminka. Pokaż wszystkie posty

PIĄTKOWE ZAKUPY | Sephora + Rosmann

Witajcie :)

Cieszę się, że temperatury powoli spadają, w końcu zaczynam czuć się komfortowo, makijaż nie spływa mi po 3 godzinach i co najlepsze, mogę już powoli wykładać jesienne ciuchy [ chusty! ♥ ] na półki w garderobie :)

W piątek po pracy udałam się do fryzjera na podcięcie końcówek [ planowałam umówić się na jakąś fryzurę w sobotę rano, przed ślubem, na który się wybieraliśmy, ale okazało się, że nie ma już miejsc, zdecydowałam się więc po prostu na podcięcie końcówek dzień przed, żeby na ślubie moje włosy wyglądały zdrowo i świeżo. Miałam w planach pokręcić włosy na lokówce, pożyczyłam ją nawet od przyjaciółki na początku tygodnia, ale okazało się, że moje włosy są totalnie oporne na kręcenie i po kilku minutach loki rozwijają się prawie kompletnie, pokazywałam Wam to na Instagramie ] do Fryzoo w krakowskiej Plazie i przy okazji zahaczyłam, wcale nieprzypadkowo, o Sephorę i Rosmanna. 
Byłam już w Plazie kilka razy i za każdym jestem pod wrażeniem asortymentu obydwu drogerii, serio! W Rosmannie jest prawie wszystko [ no nie znalazłam cielistej kredki do oczu Max Factor, przyznaję ], półki są pełne, można znaleźć wszystkie nowości i wiele marek, które nie występują w każdym sklepie sieci. Z kolei Sephora jest naprawdę przyjazna, chyba już zawsze tam będę jeździć na zakupy. W porównaniu z Sephorami w Galerii Krakowskiej i na Floriańskiej, obsługa jest fantastyczna, Panie chętnie pomagają, są uprzejme, poświęcają czas i naprawdę dobrze doradzają, nie mierzą mnie oceniającym wzrokiem i zawsze dają próbki [ kiedy ostatnio kupowałam paletę Urban Decay Naked Basics 2 w Galerii Krakowskiej, nie dostałam nic... ] - małe rzeczy, a jednak przyciągają z powrotem.


Po tym przydługawym wstępie powiem Wam, że w sumie większa część tych nabytków była planowana, w sumie tylko peeling Isana był zachcianką. 


Potrzebowałam jakiejś szminki w ciemnej, wpadającej w wiśnię lub bordo czerwieni na wspomniany wcześniej, wczorajszy ślub. Miałam czarną sukienkę ze złotymi aplikacjami, taka czerwień pasowała więc idealnie. Pani konsultantka w Sephorze pomogła mi wybrać szminkę / lakier do ust z serii Outrageous Rouge Extreme Liquid Lipstick o numerku 09. Kolor jest idealny i czuję, że będzie moim jesiennym hitem. Trwałość też jest fenomenalna, kiedy w piątek nałożyłam szminkę na próbę, nie mogłam jej domyć, próbowałam nawet elektryczną szczoteczką do zębów ;) W sobotę na ślubie spisała się genialnie, z dwoma [ ! ] poprawkami po jedzeniu trzymała się na moich ustach [ a ja etatowy zjadacz szminek jestem! ] od 11 rano do 1 w nocy.Cena : 55 zł.


Bumble and Bumble Thickening Hairspray kupiony po to, by ujarzmić mojej krąbrne baby hair. Śmierdzi trochę alkoholem i ma go w składzie, ale... OMG, jak magicznie działa! Na razie za mną tylko jedno użycie, ale włosy są po nim grubsze, ale nie poklejone, spokojnie można je rozczesać i nie stracić efektu, a baby hair są ogarnięte aż do następnego mycia, lof lof! Cena : 59 zł.


Merci Handy - żel antybakteryjny, który wypatrzyłam przy kasie w Sphorze. Potrzebowałam żelu do torebki, więc cieszę się, że trafiłam na ten. Opakowanie jest identyczna jak u BBW, działanie w sumie też :) Bardzo ładnie pachnie.  Cena : 12 zł.

Garnier, płyn micelarny - ukochaniec, kupiony na zapas, bo była dobra promocja. Cena : 10,99 zł

Calypso, gąbki do demakijażu - również ukochane, używam ich od lat. Zmywam nimi olejek do demakijażu i żel do twarzy, świetnie usuwają też glinki i inne maseczki. Cena :  3,99 zł

Isana, peeling pod prysznic, grejfrut + rabarbar - zachcianka, ale bardzo udana :) Peeling jest w dużej, 200 ml tubie i kosztuje grosze. Nie jest to mocny zdzierak, ale fajnie masuje, drobinki są malutkie, ale ostre,zatopione w rzadkim płynie. Zapach jest baaaaardzo ładny, ja czuję obydwa owoce [ czy rabarbar jest owocem? :> ]. Wystarczy na kilka użyć, bo nie jest zbyt wydajny, ale przy cenie to żaden minus ;) Cena : 4,99 zł



To już wszystkie zakupy z piątku. Obyło się bez zbytnich szaleństw, ale ja jestem bardzo zadowolona :)

A jak tam Wasze zakupy kosmetyczne się mają ostatnio? :)

#siedemszminekwsiedemdni

Cześć! :)

Gosia z bloga Esy, Floresy, Fantasmagorie wpadła ostatnio na świetny pomysł i na Instagramie zapoczątkowała wciągającą zabawę SIEDEM SZMINEK W SIEDEM DNI. Rzecz jasna, przyłączyłam się [ zresztą nie tylko ja, popatrzcie, ile dziewcząt bawi się z Eskiem! ] i postanowiłam zabawę pokazać Wam też tutaj, na blogu. Mam nadzieję, że się Wam spodoba i być może u Was pojawi się szminkowy, siedmiodniowy post? Zapraszam Was serdecznie! :) Jeśli tylko macie ochotę, możecie do woli korzystać z poniższego obrazka, który tak na szybko zrobiłam :)


No to teraz prezentacja szminek, które załapały się do zabawy. Uwielbiam wszelkie mazidła do ust i mam ich całkiem sporo. Co chwilę mówię sobie, że już wystarczy tych pomadkowych zakupów, że przecież nie zużyję tego do końca życia, ale same wiecie, jak jest ;) Nie musiałam się więc martwić, że nie uzbieram 7 szminek, co to, to nie! Myślę, że jeszcze na jakieś dwa tygodnie zabawy bez powtórek by mi wystarczyło ;)
Ach, od razu uprzedzam - zdjęcia są z telefonu, więc nie porażają jakością ;)



DZIEŃ 1
Clinique, Chubby Stick, Plumped Up Pink - postanowiłam ją pokazać jako pierwszą, bo darzę ją sympatią - to prezent od Eska, Floreska ♥ Świetny, błyszczykowy sztyft, który zostawia delikatny różowy kolor - efekt można stopniować. To edycja specjalna, nie ma tego koloru w normalnej sprzedaży. Nie wysusza ust, jak standardowe Chubby Sticki i jest naprawdę wielkim ulubieńcem, nie raz i nie dwa występował już na blogu.


DZIEŃ 2
MAC, szminka Brave - ukochana szminka, wykończenie Satin. Jeśli musiałabym wybrać jedną jedyną szminkę na całe życie, byłaby to Brave. Wiecie o tym, więc jej obecność w szminkowym wyzwaniu nikogo nie powinna dziwić ;) Z Brave na ustach mi najlepiej, to zdjęcie, które podoba mi się najbardziej ze wszystkich siedmiu ^^


DZIEŃ 3
Essence, Come to Town, 01 Is That You, Santa? - szminka ze świątecznej edycji limitowanej Essence. To bardzo przyjemna koralowa czerwień, w której jednak jest jakby domieszka niebieskości, nie umiem tego opisać ;) Niemniej dobrze czuję się w tym kolorze, a przez to, że pomadka jest mocno kremowa, komfortowo się ją nosi przez wiele godzin. Szminka świetnie prezentowała się na ustach przez 14 godzin [ oczywiście, co kilka godzin robiłam poprawki, ale ogólnie cały czas wyglądała, jakbym ją nałożyła przed chwilą :) ]


DZIEŃ 4
Virtual, Creamy Lipstick, 164 Alice - fajna, brzoskwiniowo różowa pomadka, niesamowicie kremowa. Lubię ją za to, że nawet jak się ściera, na ustach pozostaje kolor, bo zawiera w sobie delikatny tint. Dostałam ją dawno temu, chyba na spotkaniu blogerek i pozytywnie mnie zaskoczyła :) Wiosenny kolor :)


DZIEŃ 5
Manhattan, Soft Mat Lipcream, 56K - moja pierwsza pomadka w macie. Kocham ją niezmiennie i bardzo często po nią sięgam. Pudrowy, zgaszony róż idealnie pasuje dosłownie do każdej sytuacji :) Nie wysusza ust,spokojnie można ją nosić cały dzień.


DZIEŃ 6
Golden Rose, Velvet Matte, 07 - śliczny róż, który w opakowaniu wygląda prawie identycznie, jak powyższy Manhattan, jednak na moich ustach okazuje się być barbiowym różem. Nie przeszkadza mi to, bo na wiosnę fajnie to będzie wyglądać :D Zresztą każda z nas ma taką wewnętrzną Barbie, prawda? ^^ To ostatni nabytek z serii matowych pomadek GR, mam jeszcze dwie inne, polubiłam je! Na poniższe zdjęcie patrzcie z przymrużeniem oka - miałam dzień paszteta i oprócz szminki na twarzy nie mam nic ;)


DZIEŃ 7
Bourjois, Color Boost, 01 Red Sunrise - to pomadka w kredce, którą kupiłam z kaprysu, bo spodobał mi się kolor, chyba była też jakaś promocja [ bo cóż to za kupowanie bez promocji?! ;) ]. Nie noszę jej zbyt często, bo to naprawdę oczojebny kolor, a ja zawsze mam paranoję, że rozmażę go sobie na twarzy i muszę mieć pod ręką lusterko ;) Niemniej dobrze się w nim czuję i myślę, że z okazji cieplejszej pogody [ która mam nadzieję nadejdzie za chwilę, po Świętach Bożego Narodzenia , tfu - Wielkanocy ;) ] będę po niego sięgała częściej :)


No i siedem dni szminkowych za nami :) Ja bawiłam się przednio, Gosia zmotywowała mnie do różnorodności na ustach i trochę odważniejszych wyborów na co dzień. Niby nic, ale wyrywa z rutyny :D Mam nadzieję, że i Wam zabawa się spodoba i jeśli jeszcze nie dołączyłyście, to szybko to zrobicie! :) Poniżej jeszcze słocze na ręce, gdybyście chciały się przyjrzeć danemu kolorowi bliżej. Ponumerowane wg dni noszenia, można więc łatwo zidentyfikować poszczególne szminki.



Koniecznie dajcie znać, który kolor podoba się Wam najbardziej! :)

Mój codzienny makijaż ostatnich tygodni :)

Witajcie serdecznie! :)

Popadłam w makijażowy marazm i wciąż wałkuję tę samą tapetę od tygodni ;) Wiem, mało ciekawie, ale i tak Wam pokażę, co i jak :) Ostatnio stawiam na komfortowy, neutralny kolorystycznie makijaż, który pasuje do wszystkiego i jest łatwy w wykonaniu - taka wygodnicka jestem ;)



Tak to wszystko wygląda, teraz czas na opis :)
Po przygotowaniu twarzy [ serum + krem z filtrem ] nakładam na nią podkład lub krem BB. Przez pół roku używałam dzień w dzień kremu Aloe Sun BB Cream marki Skin Food, ale teraz już wygrzebuję resztki i wróciłam też do podkładu Rimmel Stay Matte w odcieniu 100 Ivory. Pod oczy nakładam ulubiony korektor Healthy Mix z Bourjois [ odcień 52 ], który świetnie radzi sobie z ukryciem wszystkich cieni i zmęczenia. Na powieki bazę pod cienie Lumene, a wszystko przypodrowuję. Puder mam niekoniecznie najlepszy, po tym jak skończył się Blot z MACa, sięgnęłam do zapasów i tak oto używam pudru Bourjois Healthy Balance [ odcień 52 Vanille ]. Jest dla mnie odrobinę za żółty, denerwuje mnie to i trzeba uważać, bo lubi tworzyć pudrową maskę. Na szczęście już się kończy i będę mogła sięgnąć po coś bardziej odpowiedniego :) Brwi podkreślam kredką z Catrice w odcieniu Date with Ashton. Lubię tę kredkę, jest łatwa w obsłudze, a kolor odpowiedni. Teraz czas na cienie do powiek. Zazwyczaj używam dwóch, w porywach do trzech. Zawsze jest to cielaczek z paletki Sleek Oh So Special od Eska, Floreska do rozjaśnienia dolnej powieki i wewnętrznych kącików oczu. Na całą powiekę nakładam ukochany matowy, jasnobury cień z Inglota o numerku 358 . Czasem w załamaniu ląduje jego ciemniejsza wersja, odcień 363. Na takie oko zawsze idzie kreska. Kreska musi być i już :) Tutaj pozwalam sobie na różnorodność, mam kilka kredek i eyeliner, czasem robię to czarnym cieniem. Na zdjęciu zobaczycie eyeliner Super Liner Perfect Slim z L'Oreal, który sobie bardzo chwalę, kredkę The Collosal Kajal z Maybelline od Agaty, ktora też jest fajna, bo ma mocny czarny kolor [ kredka, nie Agata. Agata jest blondynką ;) ], końcóweczkę brązowej kredki z Sephory [ będę płakać, jak się skończy :( ] i najnowszy nabytek - kredkę Gel Eye Pencil z Essence w ładnym, ciemnoturkusowym kolorze. Na linię wodną idzie cielaczek z Max Factora, na rzęsy przez ostatnie 2 miesiące nakładałam tusz [ nie polecam żadnego, bo już przedłużyłam rzęsy. Krótka przygoda z beznadziejnym tuszem sprawiła, że z chęcią wróciłam do bezproblemowych rzęs 1:1 :) ]. Teraz najważniejsze - róż do policzków! Bez różu nie wyjdę z domu! Mogę nie mieć pomalowanego oka, ale róż musi być i już! Już od dłuższego czasu mocno eksploatuję róż Glossy Rosewood z Glossybox'a któregoś wczesnego - zrobił go Kryolan, ma boski leko fioletowy odcień i idealnie się w nim czuję. Odświeża, trzyma się cały dzień, a efekt można stopniować. W dni, kiedy mam inny humor, sięgam po ukochany róż 006 Golden Sand Astora [ to już drugie opakowanie! ]. Idealnie się nim konturuje, nadaje twarzy świeżości i nie da się nim zrobić krzywdy ;) A usta? Na ustach niezmieniie idealna pomadka z MACa - Brave ♥ Moja miłość i w sumie na dzień dzisiejszy mogłabym mieć tylko tę szminkę :)

Z opisu wydaje się, że jest tego wszystkiego dużo, ale tak nie jest. To sprawdzony zestaw kilku kosmetyków, po które sięgam codziennie i mogę na nim polegać :) Cały makijaż zajmuje mi około 15 minut.





A na koniec jeszcze średnio obrazowa prezentacja na twarzy :)




Znacie któreś z moich kosmetyków makijażowych?
Podzielcie się ze mną tym, jak wygląda Wasz ulubiony makijaż ostatnio!

Ulubieńcy LIPIEC + SIERPIEŃ

Witajcie! :)

Piszę do Was z łóżka, bo choroba mnie dopadła :( Rano byłam w pracy, ale tuż po powrocie Narzeczony zarządził prysznic i wylegiwanie się w ciepełku, nie polemizuję więc i cieszę się donoszoną herbatą, laptopem na kolanach i książką. W międzyczasie piszę post, bo stęskniłam się za blogowaniem! Gorączka mi już spadła, zrobiłam więc szybciutko [ żeby Narzeczony się nie skapnął ^^ ] zdjęcia kilku kosmetykom i oto piszę do Was! :D
Myślałam nad postem o zużytych kosmetykach, ale ich ilość mnie przerosła - fotografowałabym to chyba do nocy! Wybrałam w tej sytuacji ulubieńców, a że miałam sprecyzowane produkty, poszło szybko i przyjemnie :)


W ulubieńcach ostatnich dwóch miesięcy znalazły się produkty, które dzielnie służyły mi prawie każdego dnia, a dzięki ich działaniu odnotowałam znaczącą różnicę w wyglądzie skóry, włosów, makijażu i zapachu :) Zapraszam Was na szczegółową prezentację tych 7 produktów [ 7 - jak to się szczęśliwie składa :) ].


Clarisonic, Mia 2 - soniczną szczoteczkę do twarzy dostałam od Narzeczonego na urodziny. Od tamtej pory używam nieprzerwanie, wieczorem co drugi dzień - tak jest dla mojej skóry optymalnie. Nie dość, że uzależniłam się od odprężających wibracji Mii, to jeszcze zauważyłam, że skóra jest czystsza [ nie to, że na szczoteczce zostaje makijaż, bo wcześniej zawsze oczyszczam twarz micelem i olejkiem do demakijażu, chodzi mi bardziej o to, że powstaje mniej zaskórników ], gładsza, a działanie kremów, olejków i wszelkich twarzowych mazideł jest wyostrzone, wzmocnione [ chyba złe słowo wybrałam - ogólnie chodzi o to, że jest lepiej ;) ]. Uzależniający gadżet :)

John Masters Organics, Rosemary & Peppermint Detangler - odżywka do włosów, którą upolowałam na Truskawce za 43 zł, czyli połowę normalnej ceny. Warto? Jak najbardziej! Wystarczy niewielka ilość, żeby włosy odżywić [ zużycie, które widzicie na zdjęciu, to wynik 12 zastosowań na moje włosy o długości za łopatki ], a miły i świeży zapach mięty [ wcale nie takiej, jak zazwyczaj w miętowych kosmetykach! ] orzeźwia i delikatnie chłodzi skórę głowy - na upały jak znalazł! Włosy są wygładzone i ładnie się układają. 

The Body Shop, Passion Fruit Body Butter - masło do ciała, które kupiłam podczas świetnego weekendu w Warszawie [ Esku, Agatko - buziaki! ]. Przywodzi na myśl miłe chwile i fantastycznie pachnie - marakuja to obok rozmarynu mój ostatni bzik zapachowy ;) Zużyłam już ponad połowę masła, które rzeczywiście zasługuje na to miano - jest gęste, zbite i treściwe. Na naprawdę długo nawilża skórę, zostawiając ją gładką i miękką w dotyku. Całkiem fajny skład i przyjemna promocyjna cena [ 39 zł ] - ja jestem zadowolona!

Garnier, Płyn Micelarny 3w1 - kupiłam z ciekawości, kiedy mój ulubiony dotąd BeBeauty zaczął podrażniać mi oczy, a L'Oreal się nie sprawdził. Świetny, mega wydajny płyn, który doskonale wszystko zmywa. Widzicie na zdjęciu już [ niestety ] pustą butelkę, ale lada dzień zaopatrzę się w nową! 

MAC, pomadka w odcieniu Brave - MIŁOŚĆ, proszę Państwa, MIŁOŚĆ! Dziś śmiało mogę to napisać - uzależniłam się od tej pomadki. Już nawet nie wiem, jak mogłam się wahać przy zakupie! Idealny dla mnie odcień, satynowe wykończenie i fakt, że pasuje do wszystkiego, składają się na moją idealną szminkę. Już nawet nie mam ochoty szukać innej i próbować innych odcieni, serio ;) [ btw, pomadka była również w czerwowych ulubieńcach, teraz dopiero zdałam sobie z tego sprawę ;) ]

Caudalie, Polyphenol [ C15 ], Overnight Detox Oil - no przecież nie mogłoby zabraknąć Caudalie w ulubieńcach, prawda? ;) Ten olejek dostałam jako upominek przy dermokonsultacjach, zaczęłam używać jakieś 3 miesiące temu. Długo nie widziałam efektów, ale po jakimś czasie przy regularnym używaniu [ co 2 dzień na noc ] pokazał swoją moc. Jestem zachwycona, skóra jest wypoczęta, nawilżona i taka zwarta [ nie wiem, jak to wyrazić, ale wiecie, o czym piszę? ], zauważyłam też rozjaśnienie  - po prostu zdrowo wygląda. Nawet teraz, kiedy jestem przeziębiona, w ogóle tego nie widać na mojej twarzy. Olejek to mieszanka 5 olejków eterycznych [ piżmo, lawenda, neroli, drzewo sandałowe i marchewka ] i 3 roślinnych [ różany, winogronowy i migdałowy  ], która regeneruje skórę, przyspiesza jej procesy odnowy i usuwa zmęczenie. Potwierdzam! Dodatkowo to antyoksydacyjne cudo jest super wydajne - używam co drugi dzień od trzech miesięcy, a zużyłam dopiero 1/3 buteleczki o pojemności 30 ml. Na jedno użycie wystarcza niecałe pół pipety [ która działa bez zarzutu i świetnie dozuje słomkowy olejek ]

Calvin Klein - Eternity - perfumy, które są moimi ulubionymi od lat. Pisałam już o nich w poście o tym, czym pachnę - widziałyście? Ukochany zapach, którym otulałam się dzień w dzień przez ostatnie tygodnie ♥


Mam nadzieję, że spodobali się Wam moi ulubieńcy?
Znacie te kosmetyki?
Podzielcie się ze mną w komentarzach tym, co ostatnio skradło Wasze serce! :)

Ulubione w czerwcu :)

Cześć! :)

Czerwiec był miesiącem kosmetycznego zadowolenia. Oprócz felernej aloesowej odżywki do włosów z Garnier Ultra Doux nie miałam żadnych zawodów pielęgnacyjnych i makijażowych, wręcz odwrotnie - na nowo polubiłam kilka kosmetyków, które po krótszej lub dłuższej nieobecności powróciły do mojej łazienki i odkryłam kilka zupełnie wcześniej nieznanych, a godnych uwagi, produktów :) Te, które zyskały moje największe uznanie w czerwcu, zobaczycie w dzisiejszym poście :)

Z niekosmetycznych ulubieńców jest jedna rzecz, a w zasadzie wydarzenie - wyjazd do Warszawy! Magiczne spotkanie z Eskiem, Floreskiem i Smarującą Agatą na długo zapadnie mi w pamięć! ♥


La Roche Posay, Effaclar, żel do mycia twarzy. Postanowiłam do niego wrócić po latach używania i to był świetny pomysł! W duecie z kremem do twarzy Effaclar Duo moja cera już prawie wróciła do siebie po straszliwej przygodzie z Redermikiem R :) Żel świetnie oczyszcza, ściąga pory i ujarzmia tłuste partie mojej mieszanej skóry. Dodatkowo jest niesamowicie wydajny - to, co widzicie na zdjęciu, to zużycie z prawie półtora miesiąca! :)

Mgiełka do ciała z Bath & Body Works o zapachu Sweet Pea. Podobno najlepiej sprzedający się zapach marki. Ja się nie dziwię, jest świetny - świeży, energetyzujący i bardzo pozytywny :) Psikam się nim co rano, odkąd wróciłam z Warszawy! Kupiłam w sklepie firmowym za 37 złotych.

Vichy, Capital Soleil, emulsja matująca z SPF 50. Dwa słowa - ukochany filtr! Sprawdza się fenomenalnie, nie bieli, nie zostawia tłustej warstwy, rzeczywiście matuje, a moje skóra go kocha :) Recenzowałam go już w zeszłym roku, wtedy używałam wersji SPF 30. Obecny egzemplarz kupiłam w SuperPharm w promocji za 44,24 zł.

Nuxe, Reve de Miel, krem do rąk. W Warszawie moja skóra, zwłaszcza dłoni, bardzo źle zareagowała na tamtejszą wodę - dłonie zaczęły mi się nieestetycznie łuszczyć :( Z pomocą przyszła mi Agata, która użyczyła mi kremu do rąk z Nuxe. Użyłam raz i przepadłam, jako, że jestem zwolenniczką zapachu suchego olejku firmy, a krem do rąk jest z tej samej linii i pachnie i d e n t y c z n i e ! :) Szczęśliwym trafem był na promocji w SuperPharm'ie [ 29,90 zł ] i kupiłam go bez wahania. Krem świetnie nawilża, wystarczy odrobina i nie pozostawia tłustej warstwy. Lof, lof!


Essie w odcieniu Watermelon, który wygrałam już kilka miesięcy temu u Anne Mademoiselle, zdecydowanie umilał mi czas w czerwcu. To żywy, mocny i naprawdę wakacyjny odcień! Miałam go na paznokciach w kończącym się miesiącu dwa razy, a dziś wieczorem planuję nałożyć kolejny :)

Lefrosch, Pilarix mini, krem mocznikowy. Cudo! Krem dostałam podczas bocheńskiego spotkania blogerek i prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam, jak go ugryźć ;) Ale potem poczytałam ulotkę i doszłam do wniosku, że skoro jest do suchych partii ciała, w tym stóp, to może tam go spróbuję? I to był strzał w dziesiątkę, bo po kilku aplikacjach moja słoniowa skóra na stopach zaczęła przypominać ludzką :D Nie jest idealnie i pewnie nigdy nie będzie, ale ten krem zrobił więcej, niż niejeden drogi specyfik do stóp. Z pewnością będę do niego wracać :)

L'Oreal, Mythic Oil. To wspaniały olejek do włosów, który podarowała mi jakiś miesiąc temu Lipstick And Kids. Stosuję go na mokre, osuszone ręcznikiem włosy. Aplikuję pompkę na końce [ od ucha w dół ] i czasem drugą pompkę na grzywkę i górne partie włosów. Nie przetłuszcza, nie strąkuje włosów. Wygładza je pięknie, baby hair mniej odstają, włosy są mięciutkie, same się układają tak, jak lubię, a dodatkowym bonusem jest przyspieszenie wysychania! Nakładam Mythic Oil na włosy i chodzę z nim kilkanaście minut zanim zacznę suszyć suszarką i do tego czasu włosy mam już prawie wyschnięte, a to niezły wyczyn, bo moje włosy same schną do dwóch godzin! :) Jestem zachwycona i na razie nie przewiduję zmian w tym obszarze ;)

MAC, pomadka w odcieniu Brave. Namówiły mnie na nią w Warszawie Dziewczyny [ Agata i Esek ] i nie żałuję! Uwielbiam ją szaleńczo i zawsze przy sobie [ na sobie, w sensie -  na ustach, też! ] noszę! Genialny odcień, w którym czuję się świetnie ♥


Ulubieńcy czerwca bardzo pielęgnacyjni, ale w sumie w makijażu niewiele się ostatnio zmienia, wciąż używam tych samych produktów. Jak jest u Was?
Podzielcie się ze mną swoimi ulubieńcami w komentarzach!

Siedmiu wspaniałych | USTA

Cześć! :)

Pomysł na dzisiejszy wpis podsunęła mi Black Raspberry [ Nie znacie? Wstyd! ], kiedy opublikowała u siebie post ze swoim top 5 z ustnej kategorii :) Ja nie umiałam się ograniczyć do pięciu pozycji, więc znajdziecie ich tutaj siedem. Siódemka to szczęśliwa liczba, dodatkowo na tyle duża, że nie musiałam się jakoś mocno ograniczać przy wyborze bohaterów dzisiejszego wpisu ;)

Usta nie są moim najmocniejszym punktem [ nic nie jest - oh well, życie ;) ] i dodatkowo często są wysuszone i popękane [ ave alergie przez cały rok! ], ale i tak lubię je podkreślać [ czy jest na sali ktoś, kto zrozumie kobietę? ;> ]. Staram się o nie dbać, jak mogę, stąd w arsenale mam całkiem niezły zbiorek pielęgnacyjnych specjałów dedykowanych ustom. Obok pielęgnacji trochę mazideł kolorowych, bo ich odmówić sobie nie potrafię i nie chcę - każdemu należy się coś od życia :)


Nuxe, Reve de Miel, Lip Balm. W eleganckim, 15 g słoiczku ze szkła, ukryty jest cudowny kosmetyk, który regeneruje, dogłębnie nawilża i zmiękcza usta. Pachnie cytryną i miodem, nałożony grubszą warstwą na noc działa cuda. Ratował mnie w zimie, ratuje i teraz, kiedy mam spękane usta od oddychania buzią. Naturalny skład, wysoka wydajność [ używam już pół roku albo i dłużej, a dopiero doszłam do połowy opakowania! ] i zauważalna już po pierwszym użyciu skuteczność - czego chcieć więcej? 15g / ok. 40 zł

Tołpa Botanic, Czarna róża, odżywczy balsam - miód do ust. Produkt w teorii podobny do opisanego wyżej Nuxe'a. W okrągłym plastikowym pudełeczku znajduje się delikatny, bardzo masełkowaty balsam o kwiatowym zapachu. Niestety, zapach mi nie podszedł, jest trochę cierpki i sztuczny, jak na mój gust. Działanie jednak rekompensuje ten minus - balsam bardzo nawilża usta i nadaje im zdrowy, naturalny błysk. O ile Nuxe trzymam zawsze przy łóżku, Tołpa mieszka na stałe w łazience i sięgam po nią kilka razy w ciągu dnia. Polubiłam nakładać ten balsam cienką warstewką na usta, a na niego kłaść kolorową szminkę - uzyskuję wtedy ładny, półtransparentny i błyszczący efekt zadbanych ust. Jestem ciekawa, czy uda mi się zużyć produkt przed końcem daty ważności, która wynosi jedynie 3 miesiące... 8g / ok. 17 zł

Wise, Lip Balm. To pomadka ochronna, którą udało mi się wygrać w rozdaniu u Ekocentryczki. Wise to szwedzka firma produkująca kosmetyki ekologiczne - muszę przyznać, że wcześniej o niej nie słyszałam, a Wy? Pomadka ma bajeczny skład, spójrzcie: olej jojoba, wosk pszczeli, masło kakaowe, masło shea, witamina E. Pomadkę noszę ze sobą codziennie do pracy i używam wedle potrzeby. Świetnie i na długo pozostawia usta odżywione, miękkie, nie ma potrzeby reaplikacji co 5 minut jak to czasami bywa. Jestem z niej bardzo zadowolona, spisuje się znakomicie :) 4,5 g / ok. 30 zł

Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem. Najnowszy dodatek do pielęgnacji ust, a już zdążyłam go pokochać. Bardzo podoba mi się pomysł na peeling w sztyfcie, jest to super wygodne - nie trzeba niczego nabierać, rozcierać - wystarczy przejechać kilka razy sztyftem po ustach i voila! :) Sylveco wpadło na świetny pomysł i jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to dość byle jakie opakowanie [ ale w końcu liczy się wnętrze, czyż nie? ]. Cukier trzcinowy, który jest drobno zmielony, bardzo skutecznie peelinguje usta. Siłę tarcia ustalamy indywidualnie, dociskając pomadkę. Na ustach po aplikacji zostaje trochę kryształków cukru, ale pocierając ustami, rozpuszczają się szybko, pozostawiając delikatną skórę naprawdę gładką i pod ochronną warstewką różnych olejków [ w składzie znajdziemy sojowy, z wiesiołka, z gorzkich migdałów, masło kakaowe ] i wosków [ pszczelego i carnauba ]. Polecam każdemu! 4,6 g / 8 zł

Clinique, Chubby Stick, Plumped Up Pink. Teraz kolorowe mazidła :) Uwielbiony, ukochany, najlepszy i najpiękniejszy. Jeśli ktoś kazałby mi [ szalony! ] wybrać jedno kolorowe mazidło na całe życie, postawiłabym na ten Chubby Stick, serio! Kolor, w którym się świetnie czuję, doskonała formuła i poręczne opakowanie = miłość. Żałuję jedynie, że mój odcień był limitowany ;( Rozpływałam się już nad tą kredką niejeden raz, również w osobnym, dedykowanym jej poście. 3 g / 79 zł

MAC, szminka, Plumful. Najnowszy kolorowy nabytek do ust, ale już uplasował sobie miejsce w ścisłej czołówce. Genialny, pudrowy i wcale nie jesienny odcień gości na moich ustach bardzo często, a świetne wykończenia [ lustre ] nie wysusza ust i nadaje im zdrowego błysku. Kolor można stopniować, co bardzo lubię. Prezentacja blogowa miała już miejsce, widziałyście? Jestem nią zachwycona! ♥ 3 g / 86 zł

Manhattan, Soft Mat, Lipcream, 56K. Mój pierwszy i najukochańszy matowy produkt do ust. Ma już chyba półtora roku i wciąż spisuje się znakomicie. Uwielbiam w nim to, że długo utrzymuje się na ustach, nie podkreśla nadmiernie suchych skórek i nie wchodzi zbytnio w załamania ust, jak to maty lubią robić. Kolor pomadki w kremie jest piękny i bardzo mój, świetnie się w nim czuję. Zjada się równomiernie. Ma wygodny, błyszczykowy aplikator i całkiem ładne, poręczne opakowanie. 6,5 ml / ok. 15 zł




Znacie któregoś z moich siedmiu wspaniałych? 
A może macie własnych ulubieńców, którymi chcecie się podzielić? 
Piszcie koniecznie! :)

M·A·C, szminka | Plumful

Dzień dobry! :)

Już dawno nie byłam na tyle zachwycona produktem do makijażu, żeby chcieć go Wam jak najszybciej pokazać. Tym razem jednak mam taką potrzebę! Otóż za sprawą Dobrego Duszka [ Lipstick And Kids :* ] w me ręce wpadło 6 pustych opakowań po produktach MACa. W ramach akcji Back to MAC można zanieść stare opakowania i wymienić je na jedną szminkę.

Zastanawiałam się nad kolorami, oglądałam kilka szminek na blogach, ale żadna jakoś specjalnie nie zapadła mi w pamięć. Myślałam, że postawię na jakiegoś nudziaka, któego mogłabym używać na co dzień, bo szalonych kolorów mam kilka i za często nie eksploatuję, a szkoda by było, żeby szminka prawie za stówę leżała nieruszana miesiącami, prawda? ;)


Odwiedziłam dwa tygodnie temu salon MAC'a w Galerii Krakowskiej i poprosiłam panią o pomoc w doborze koloru. Ustaliłyśmy, że nie chcę nic krzykliwego, czerwienie i odważne różofuksje odpadają, idziemy raczej w pudrowy róż, ewentualnie coś przydymionego. No i nie chciałam wysuszającej usta konsystencji, bo nieustannie borykam się z suchymi skórkami. Oglądnęłam kilka kolorów, nawet mi się spodobały, a potem przypomniałam sobie o odcieniu Plumful, który widziałam już dawno temu u Nissiax, She - Wolf oraz u Czarnej Ines. No i to był strzał w 10!



Kolor ciemnej śliwki pomieszanej z bardzo dojrzałą maliną, tak bym go określiła. Idealnie mi pasuje i wcale nie uważam, że jest jesienny. Najbardziej podoba mi się w Plumful to, że nie jest kryjąca, jest jakby półtransparentna, więc nie da się nią zrobić sobie krzywdy. Można spokojnie reaplikować ją kilka razy, aż do uzyskania mocniejszego efektu, albo delikatnie przejechać po ustach i wklepać palcem, dla delikatniejszego wyglądu. Podoba mi się jednakowo w obu wersjach, a ta uniwersalność też u mnie punktuje :)

Musicie wybaczyć ogrom zdjęć, ale nie mogłam się zdecydować ;)





Na poniższym zdjęciu możecie zobaczyć, jak wygląda Plumful po dwóch godzinach noszenia:


Szminka Plumful ma wykończenie lustre, co znaczy, że jest błyszcząca na ustach. Jest też odrobinę pielęgnująca i nie odczuwam potrzeby nakładania pod nią balsamu ochronnego. Zjada się bardzo równomiernie po około dwóch godzinach, nie muszę się obawiać, kolor po prostu blednia na ustach, ale nawet taki wyblakły świetnie wygląda [ w ogóle ta szminka to "my lips but better" :) ]


Ja jestem z niej niesamowicie zadowolona i odkąd ją kupiłam, najczęściej używam do makijażu ust :)

Znacie Plumful?

Róż i już! Czyli moje zakupy z przecen Catrice :)

Witajcie w ten słoneczny dzień! :)

Wczoraj musiałam wybrać się do drogerii po artykuły higieniczne [ wiecie, "te" dni itp. ;)], a że żadnej palącej potrzeby kosmetycznej nie odczuwałam wtedy [ pewnie wina PMS, bo to normalne nie jest, żeby kosmetykoholiczka nic nie chciała z drogerii... ], byłam z siebie przedwcześnie dumna, że wyjdę tylko z tym, co konieczne do przetrwania. Ale ja jestem głupia, nie? ;P Tak więc rzeczywistość brutalnie zrewidowała moje plany i zgasiła dumę w zarodku, bo w szafie Catrice były przeceny...
I to całkiem fajne przeceny, dodam!
Stałam jak cielę przy tej nieszczęsnej szafie, grzebiąc, wybierając i macając testery, i w końcu wybrałam 3 rzeczy, które przypadkiem pasują do siebie jak ulał :) No więc same rozumiecie, że nie mogłam ich nie wziąć, poza tym logika kobiety sama w sobie jest tajemniczym procesem, nie mówiąc już o tym, jak działa, kiedy kobieta jest przed "tymi" dniami ;) Tyle gwoli wyjaśnień. 
Teraz prezentacja!


Zdecydowałam się na: 
  • konturówkę od ust, która idealnie pasuje od mojego naturalnego koloru. Precision Lip Liner w odcieniu 030 Lost In The Rose Wood kupiłam za 3,99 zł, przecenioną z 9,99 zł. Będzie mi pomagać ogarnąć równy kontur ust przed nałożeniem ciemniejszych szminek.
  • matową szminkę do ust, która zachwyciła mnie kolorem i wykończeniem - cudo! Ultimate Colour w odcieniu 250 Matt About Pink kupiłam za 6,99 zł, przecenioną z 16,99 zł. Nigdy wcześniej nie sięgałam po szminki z Catrice i to był błąd - ta matowa jest fenomenalna!
  • róż do policzków w stonowanym odcieniu przybrudzonego jasnego różu. Defining Blush w odcieniu 020 Rose Royce kosztował 6,99 zł, przeceniony, podobnie jak szminka, z 16,99 zł. Jeśli jeszcze nie wiecie, mam słabość do różów do policzków [ Megdil, high five! ], ten zdobył mnie kolorem, ceną i mocnym napigmentowaniem.


Tak prezentują się produkty na ręce, od lewej konturówka, szminka i róż. Kolory na zdjęciu są wiernie oddane :) Bardzo podoba mi się to, że moje zdobycze są z jednej gamy kolorystycznej i w makijażu świetnie ze sobą współgrają i się uzupełniają. A ich fajowe nazwy dodatkowo umilają malowanie ;)

Dziś oczywiście zabrałam się za testowanie, nie mogłam już wytrzymać, żeby się nie pomazać, same rozumiecie ;) Oto rezultaty:


Na twarzy mam:
  • podkład Chanel Vitalumiere Aqua, 20 Beige
  • korektor Collection 2000, 2 Light
  • puder L'Oreal Lumi Magique, 02 Rose Radieux
  • konturówkę do ust Catrice030 Lost In The Rose Wood
  • szminkę Catrice, 250 Matt About Pink
  • róż Catrice, 020 Rose Royce



Zauważyłam, że całkiem nieźle czuję się w różowym kolorze na ustach, nawet tym mocnym. O ile w czerwieniach w ogóle nie czuję się komfortowo, wszelkie odcienie różu bardzo przypadły mi do gustu!



Jak się Wam podobają moje wyprzedażowe łupy?
Bardzo jestem ciekawa, czy Wam udało się znaleźć swój komfortowy kolor szminki?
Piszcie koniecznie! :)

Ulubieńcy sierpnia :)

Hej hej! :)

Wiem, wiem, że spóźniona jestem z tymi ulubieńcami ;) W zasadzie miałam ich sobie nawet odpuścić, ale doszłam do wniosku, że polubiłam się z naprawdę fajnymi kosmetykami, więc warto je Wam przedstawić.


1. L'Orient, Savon Noir  z różą damasceńską - moje odkrycie! Znakomicie oczyszcza skórę, zmniejsza pory i poprawia koloryt. Czarne mydło na pewno będzie stałym bywalcem w mojej łazience! Pisałam o nim więcej tutaj.

2. Maybelline, pomadka Color Whisper w odcieniu Lust For Blush - idealna pomadka na co dzień, o delikatnym kolorze różu, świetnie się rozprowadza na ustach, ma miłą konsystencję i w drugiej połowie sierpnia najczęściej lądowała na ustach :) Pokazywałam Wam ją w akcji tutaj.

3. Lirene, tonik nawilżająco - oczyszczający - na fali pozytywnych recenzji postanowiłam po ten tonik sięgnąć i ja. Nie zawiodłam się. Ma świetny zapach [ ogórek + coś, czego nie potrafię zidentyfikować ] i działanie - ładnie tonizuje skórę twarzy, nie zostawia lepkiej warstwy, mam wrażenie, że delikatnie nawilża za sprawą aloesu wysoko w składzie. Na pewno będę do niego wracać :)

4. Joursna, pędzel do makijażu - to jajeczko kupiłam na ebay'u za niecałe 10 zł. Zdziwiło mnie swoim całkiem porządnym wykonaniem - ma naprawdę bardzo zbite włoski, mięciutkie w dotyku i u mnie znakomicie sprawdza się do pudrowania obszaru pod oczami i skrzydełek nosa - pędzelek świetnie tam, dzięki swojej wielkości, dociera :) Bardzo udany zakup.

5. Isana Med, żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym - świetny żel o soczystym owocowym zapachu, który znakomicie umila każdy prysznic :) Dobrze się pieni, nie wysusza skóry i jest taniutki. Pisałam o nim więcej tutaj.

6. Carmex, Moisture Plus Pink - koloryzujący balsam do ust dotarł do mnie z fejsbuczkowego rozdania u Eska i bardzo się z tego cieszę, bo sama, po nieudanej przygodzie z Carmexem w tubce, na pewno bym po niego nie sięgnęła. Balsam w sztyfcie jest bardzo cieniutki i smukły, sprawnie się wykręca i aplikuje - nie potrzeba do tego lusterka. Nadaje ustom delikatny kolor i pozostawia przyjemne uczucia jakby chłodzenia. W sierpniu zużyłam pół opakowania, to chyba o czymś świadczy? ;)


Tak przedstawiają się moi ulubieńcy sierpniowy.
Znacie któryś produkt?

Maybelline Color Whisper - 220 Lust For Blush

Hej :)

Tytułem wstępu kilka słów o mnie i szminkach ;) Ja nie jestem szminkową panną, unikam mocnych odcieni na ustach, bo po prostu ich się boję i nie czuję komfortowo, kiedy mam takie kolory na ustach. Staram się oswajać czerwień, ale myślę, że ten proces jeszcze chwilę potrwa ;) W międzyczasie stawiam na raczej bezpieczne, ale widoczne odcienie. Lubię korale, róże mocniejsze, jak i zgaszone. 


Dziś własnie o takim zgaszonym, pudrowym różu od Maybelline - 220 Lust For Blush
O nowych szminkach z Maybelline jest ostatnio dość głośno. Czytałam wiele postów na innych blogach o tych szminkach, wszyscy je zachwalali, ale jakoś mnie nie porwały te szminki ;) Do czasu, kiedy Fraise26 pokazała u siebie na ustach dwa odcienie. Przepadłam i wiedziałam, że muszę kupić przynajmniej jeden :) Padło na taki sam, który zobaczyłam u Fraise26, czyli tytułowy Lust For Blush.


Na stronie Maybelline widnieje taki opis szminek z serii Coolor Whisper: Color Whisper to seksowna przezroczystość koloru na Twoich ustach. Dzięki lekkiej, żelowej formule, światło swobodnie przepływa krawędzią ust nadając im kuszącego blasku.  Kolor frywolny, delikatny i zrazem intensywny, jak tajemnica szeptana na ucho. Odważ się, czasami szept znaczy więcej niż krzyk.



W ofercie jest 12 odcieni, więc każdy może sobie wybrać ten najbardziej pasujący. Szkoda, że w Polsce nie ma całej oferty szminek, bo oryginalnie kolorów jest 20 [ można je zobaczyć tutaj ] .Ja swoją uwagę skierowałam na te najjaśniejsze i bardzo chciałam wypróbować Bare To Be Bold, ale obawiałam się, że jest zbyt jasna i nie będzie jej w ogóle widać na moich ustach. Wybrałam więc piękny, jasny, pudrowy, zgaszony róż. Wydaje mi się, że doskonale współgra z moim kolorem ust i skóry - nie wyróżnia się bardzo, ale jest widoczny. Nie skupia na sobie całej uwagi w makijażu, ale delikatnie wszystko scala i ładnie podkreśla.  



Eleganckie, półprzezroczyste opakowanie zawiera 3,3 grama produktu. Swój egzemplarz kupiłam za niecałe 22 zł z Rosmannie, ale standardowa cena to ok 28 zł. Sztyft wygodnie się wysuwa i aplikuje. Nie rozpuszcza się przy wysokich temperaturach. Aplikacja jest zupełnie bezproblemowa, nie potrzeba do tego nawet lusterka - szminka sunie gładko po ustach jak pomadka ochronna :) 
W składzie [ nadrukowanym maleńkimi, maciupcimi litereczkami... ] rzeczywiście jest olej jojoba i masło shea, ale niestety dość daleko. Z drugiej strony, od szminek raczej nie oczekujemy działania pielęgnacyjnego, prawda? 


Szminka Maybelline Color Whisper nie wysusza ust. Po nałożeniu mam uczucie delikatnego zmiękczenia warg, bardzo przyjemne :) Nie podkreśla suchych skórek, ale wiadomo, łądniej wygląda na wypielęgnowanych ustach. Kolor utrzymuje się ponad godzinę, potem równo schodzi z ust, ale ponowna aplikacja nie sprawia żadnego problemu :)



Bardzo lubię uzupełniać tą szminką swój codzienny makijaż, albo nakładać ją samą, kiedy szybko muszę wyjść. W obydwu przypadkach sprawdza się świetnie :)


Znacie Color Whisper'y? Macie już jakieś w swojej szminkowej kolekcji?