Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skin Food. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skin Food. Pokaż wszystkie posty

Wielkie zużycia końcoworoczne | część II | pielęgnacja twarzy + próbki

Witam Was w drugiej części grudniowych zużyć! :)

Gratuluję Wam wytrwałości, jeśli przeczytałyście pierwszą część, a jeśli nie, to polecam nadrobić :)
Dzisiaj pokażę Wam to, co skończyło się z kategorii pielęgnacji twarzy i trochę próbek. 



Skin Food, Black Sugar Cleansing Oil - bardzo dobry i mega wydajny azjatycki olejek do demakijażu. Świetnie radził sobie z każdym makijażem, przyjemnie pachniał cytryną [ ale nie taką chemiczną z płynu do mycia naczyń ;) ]

Uriage, woda termalna - dostałam ją swego czasu od Eska, Floreska i chętnie przystąpiłam do testów. No nie jest to Caudalie, do której już wróciłam, ale nie jest też zła. Dobrze, że nie trzeba jej osuszać. Zauważyłam, że trochę matuje cerę, podoba mi się to, jednak wolę wodę winogronową, bo lepiej koi skórę i delikatnie ją nawilża.

B.Pure, płyn micelarny, który dostałam od Irenki. Byłam go bardzo ciekawa, bo to marka dla mnie nieznana, z tego, co kojarzę, to własna linia sieci drogerii Boots, poprawcie mnie, jeśli się mylę. Płyn niestety mnie nie zachwycił, podrażniał oczy, a u mnie micele służą głównie do oczu... No i nie był zbyt wydajny.

Woda różana od Kasi, którą przysłała mi ze swoich wojaży indyjskich [ była i etykieta, ale niestety ją zdarłam przy otwieraniu ;) ]. Zużyłam do maseczek, ale nie do końca odpowiadał mi dość chemiczny zapach.


Himalaya Herbals, Sparkly White, pasta do zębów - ulubiona i ukochana, zawsze do niej wracam :) Obecnie używam pasty Signal z Joyboxa, ale jak się skończy, na pewno pobiegnę po następne opakowanie Himalaya.

L'Oreal, UV Perfect, matujący krem z filtrem. O ile wersja zwykła, niematująca spisywała się u mnie świetnie, tak ta jest porażką na całej linii - krem w ogóle się nie wchłaniał, bielił jak nienormalny i rujnował każdy makijaż. Nie zużyłam do końca...

Synchroline Aknicare, krem do skóry trądzikowej. Kupiłam zamiast Effaclaru Duo, przemawiała za nim większa pojemność, niższa cena i zachwalania konsultantki. Krem dobrze radził sobie z niedoskonałościami, trochę je podsuszał, ale nie wysuszał całej skóry przy tym, polubiłam go. Na początku używania okazało się, że ma w sobie alkohol denaturowany i rozważałam wywalenie go do kosza, bo unikam tego składnika zazwyczaj [ a przy zakupie miałam zaćmienie, bo nie przeczytałam składu ], ale potem okazało się, że jakimś cudem skład jest tak skomponowany, że ten alkohol krzywdy mi nie robi i przez to przebolałam nawet jego mocny procentowy zapach ;) Moim zdaniem to naprawdę godny przeciwnik dla Effaclaru, a w promocji bardzo się opłaca.

olejek z drzewa herbacianego to moje niedawne odkrycie i na dniach będę kupować kolejną buteleczkę. Dodaję 3 krople do porcji żelu do mycia twarzy i jestem baaardzo zadowolona z efektów, dozuję też trochę do prania ręczników i pościeli, podobno świetnie zabija roztocza :)

Sylveco, pomadka z peelingiem do ust - uwielbiam! Mega wygodna aplikacja, duża moc zdzierania i fajne właściwości natłuszczające

krem pod oczy Dermedic Hydrain to jakaś porażka, pisałam o nim już dawno temu, u mnie w ogóle się nie spisał. Chciałam zużyć go do skórek przy paznokciach, ale okazało się, że się wziął i rozwarstwił, taaaka szkoda ;)

Gliceryna i cień Maybelline Permanent Taupe to wyrzutki, przeterminowane i w przypadku cienia, zaschnięte. Płaczu nie będzie.

Maseczka tonizująca do twarzy Bania Agafii była całkiem okej, ale nie na zimę. Ma bardzo odczuwalny efekt chłodzący, co sprawdzało się w lecie :) Większych efektów nie zauważyłam.


A tutaj garść próbek. Zachwycona jestem algowymi maseczkami z Bielendy i kiedyś na pewno kupię sobie duży słój, na razie mam w zanadrzu jeszcze kilka saszetek:) Polubiłam bardzo krem do rąk Eveline z arganem i wanilią i jeśli trafię na niego w sklepie, chętnie przygarnę. Ritualsy jak zwykle zachwycają i chlipię, że nie są dostępne u nas... 


To już koniec moich grudniowych śmieci i od razu Wam powiem w tajemnicy, że styczniowe będą dość skromne ;)

Miłej niedzieli! :)

Empties #22 | Na tle aloesu śmieci prezentują się całkiem fajnie ^^

Hej! :)


Wybiegałam się [ no dobra, nie biegałam, ale szliśmy żwawym krokiem ] jak szalona z Kebabem na niedzielnym spacerze [ zdjęciowy dowód jest ! ], to teraz zasłużyłam na blogową dawkę przyjemności, prawda?

Czas na post podsumowujący moje kosmetyczne zmagania we wrześniu. Na ośmiu aloesowych [ jeszcze żyje! ] zdjęciach zobaczycie kilkanaście kosmetyków, z którymi się żegnam. Z niektórymi na zawsze, z niektórymi nie - już nawet mają zastępstwo w postaci sobowtóra :)


Aussie, 3 minute Miracle Reconstructor
Wiązałam z tą odżywką duże nadzieje, ale rozczarowała mnie haniebnie. Obciążała włosy, szybciej się przetłuszczały i strąkowały. Zużyłam do golenia nóg. Jedyny plus to świetny zapach. Pisałam o niej.

Bioderma, Node Fluide - delikatny szampon do codziennego stosowania
Kupiłam w promocji Super - Pharm'u za 13,99 zł. Szampon o przedziwnej konsystencji wody wystarczył mi na 8 [ słownie: osiem ] użyć. Ciężko było go zaaplikować na włosy, dużo się wylewało i spływało z rąk przez konsystencję. Sam szampon nawet nieźle się pienił i bardzo dobrze oczyszczał włosy, ale zostawiał je mocno splątane, więc konieczne było użycie po nim jakiejś regenerującej maski. Nie był zły, ale też nie zawojował jakoś szamponowej sfery mojego życia.

Sesa
Miałam ochotę na ten olejek od dłuższego czasu, więc bardzo się ucieszyłam, kiedy udało mi się go dorwać. Niestety, spotkało mnie rozczarowanie. Olejek bardzo mocno pachnie kadzidlanymi perfumami [ zdarzało się, że zapach pozostawał na włosach nawet po ich umyciu ] i nie zauważyłam, żeby w jakikolwiek sposób poprawił stan moich włosów. Nakładałam czasem na skórę głowy i długość, czasem wyłącznie na skórę głowy, ale mam wrażenie, że nie robił nic. Baaardzo wydajny, na moje nieszczęście ;)


Intra, Fiore di Arancio, balsam do ciała
Bardzo dobry nawilżacz, dodatkowo ma ładny skład, ale naprawdę nie umiałam się przekonać do gorzkiego, cierpkiego zapachu.... Poświęciłam mu osobny post.

Dove, jedwabiście odżywiający krem do ciała
Tutaj zupełnie na odwrót - przemiła niespodzianka :) Krem okazał się świetnym codziennym nawilżaczem, pięknie pachniał, szybko się wchłaniał i był całkiem wydajny. Polecam serdecznie i sama będę chętnie wracała do niego, a jeśli chcecie poczytać więcej, zapraszam do wpisu.

Lumene, Arctic Spa, Body Butter
Bogate i gęste masło do ciała, które przez kilka miesięcy służyło mi do nawilżania dłoni i łokci przed snem. Całej serii kosmetyków Arctic Spa dostał się własny post, czytaliście?


Nuxe, Huile Prodiieuse, suchy olejek
Ten egzemplarz dostałam od Kasi Śmietasi [ cmok :* ] i zużyłam z wielką przyjemnością. Olejek świetnie u mnie sprawdza się w pielęgnacji całego ciała, twarzy i również włosów. Bardzo polecam, a łaknących więcej informacji zapraszam do wpisu o olejku.

Nuxe, Reve de Miel, krem do rąk
Prześwietny nawilżacz do dłoni, który pachnie swoim olejkowym sąsiadem ze zdjęcia, czyli bosko! Uwielbiam ten zapach i kiedy w Warszawie pożyczyłam kremu od Eska, Floreska, wiedziałam, że muszę go mieć. Szczęśliwym trafem dzień później natrafiłyśmy na niego w promocji i cóż... musiałam kupić ;) Bardzo się cieszę, że dzięki wygranej u Geometry of Nature [ chwaliłam się nią tutaj ] mam kolejne opakowanie w zapasie :)

Nivea, Dry Comfort, dezodorant w kulce
Czy ja w ogóle muszę cokolwiek pisać? ;)


Caudalie, The Vignes - woda toaletowa
Polubiłam ten ciepły, nieoczywisty zapach, piękną buteleczkę i z żalem wypsikałam ostatnie krople. Szerzej opisywałam ten i inne moje pachnidła w poście o tym, czym pachnę.

Clinique, Take The Day Off Cleansing Balm
Balsam do demakijażu, nad którym intensywnie myślałam przez wiele miesięcy i moje rozterki rozwiązała kochana Pani Eskowa, która podarowała mi swój prawie pełny egzemplarz, bo nie spełniał jej potrzeb. U mnie balsam sprawdzał się świetnie, dokładnie oczyszczał skórę z makijażu [ oczy również, ale lubił je zamglić, zresztą rzadko go do oczu używałam, bo przez większość czasu noszę przedłużane rzęsy ] i był naprawdę bardzo wydajny - używałam go codziennie od czerwca. Miał trochę woskowy zapach, co wraz z ceną jest dla mnie minusem. Nakładany na sucho, potem zwilżany, tworzył kremową emulsję, która rozpuszczała cały makijaż. Świetny wstępny krok do demakijażu twarzy. Niemniej cenę uważam za wygórowaną, bo balsam właściwości pielęgnacyjnych nie posiada, więc jeśli najdzie mnie jeszcze kiedyś ochota na podobny produkt, zainwestuję w balsam z TBS, który jest o ponad połowę tańszy :) A, balsam oczyszczający nie zapchał mojej cery i nie powodował uczuleń, nie ściągał skóry.

Le'Maadr, woda micelarna do demakijażu
Kupiłam na promocji w SP za 6.99 zł, bo Esek polecała. Niestety, płyn średnio się u mnie sprawdził, bo kiepsko zmywał makijaż oczu, a ja oczy zmywam zawsze micelem. Oprócz tego nie podszedł mi zapach, więc już się nie spotkamy ;)


Bielenda, dwufazowy płyn do demakijażu oczu
Niby okej, ale ja jednak nie lubię dwufazówek, więc nie zużyłam do końca. Czasem robił pandę i generalnie spowodował [ on + kiepski tusz ] powrót do przedłużanych rzęs - co za wygoda! :) Więcej o bielendowym płynie już czytałyście.

Cattier, glinka żółta
Fantastyczna glinka, chyba moja ulubiona. Świetnie oczyszcza twarz, zmniejsza pory, wygładza skórę i reguluje wydzielanie sebum. Mogłabym ją nakładać codziennie :) Szczerze polecam, tym bardziej, że na doz.pl jest w cenie 4,19 zł :)

Himalaya, Sparkly White, pasta do zębów
Nudna jestem, ale w kategorii past nic się nie zmienia od wielu miesięcy i zmian nie planuję ;)


Biały Jeleń, Probiotic, emulsja do higieny intymnej
Jestem na nie. Wodnista konsystencja i nijakie działanie. Jakoś z Białym Jeleniem się nie lubię, miałam już kiedyś żel do twarzy i również było to rozczarowanie... Z radością wróciłam do regenerującego płynu z Tołpy.

Nuxe, kremowy żel pod prysznic
Dorwałam go razem z kremem do rąk, który widzieliście wyżej, na promocji w warszawskim SP. Świetny, super wydajny żel pod prysznic o relaksującym, delikatnym zapachu. Nie wysusza skóry w żaden sposób, świetnie się pieni i przyznam się, że często po nim opuszczałam balsamowanie ;) Polecam, ja dzięki wygranej, o której pisałam Wam wyżej, cieszę się kolejną tubką tego wspaniałego kosmetyku :)


Skin Food, Aloe Sun BB Cream
Azjatycki krem BB, którego używałam przez ostatnie kilka miesięcy praktycznie codziennie. Bardzo wydajny, świetnie dobrany jasny kolor, nie ciemniał na skórze, nie zapychał i wyglądał super naturalnie, kryjąc przy tym wszystko, co tego wymagało :) Znakomicie sprawdzał się w upały, a puder i róż lub bronzer trzymały się na nim bez zarzutu, miał świeży zapach. Być może kiedyś jeszcze do niego wrócę.

Bath and Body Works, żele antybakteryjne
Zużyłam dwie wersje: Sweet Tangerines i Sweet Pea. Obydwa zapachy bardzo polubiłam, żele zresztą też - są wydajne, poręczne i nie kleją rąk, czego chcieć więcej? :) Sweet Pea uzupełnię, bo kupiłam duże opakowanie, więc buteleczki nie wyrzucam.

Bobbi Brown, bibułki matujące
Poleciła mi je Megdil i jestem jej za to bardzo wdzięczna. Bibułki to fajny gadżet, którego nie używam codziennie, jednak pod ręką lubię mieć. Zwłaszcza od kiedy wpadłam na to, żeby matowić nimi cerę przed nałożeniem podkładu - ściągam ze skóry ewentualną tłustą warstewkę po kremie do twarzy i podkład / krem BB trzyma się znacznie lepiej. Sprawdzają się też na powiekach przed nałożeniem bazy - wtedy makijaż oka na moich tłustych powiekach jest pancerny :) Na pewno odkupię, mam je nawet na liście zakupowej na ten miesiąc :)


Botanical Choice, Nose Pore Strips
Płatki oczyszczające na nos, które dostałam od Kasi Śmietasi już dawno temu :) Bardzo je polubiłam, zawsze co nieco wyciągały z nosa. Wrócę do nich, zwłaszcza, że chyba są dostępne w Hebe :)

Clarins, maseczka do okolic oczu
Tę maseczkę w próbkowej wersji 5 ml wygrałam wraz z innymi ciekawymi kosmetykami u Addicted To Makeup. Wystarczyła mi na ponad miesiąc, ale nie używałam jej jako maseczki, a kremu na noc, bo wyczytałam, że tak też można. Fajnie napinała skóę pod oczami i mocno ją nawilżała.

Gąbka Konjac i Calypso
Konjac służy mi codziennie rano, w duecie z pianką do twarzy świetnie ją oczyszcza i delikatnie masuje, uwielbiam od wieeeelu miesięcy i nie planuję zmiany w tym temacie - już mam nową. Calypso również na stałe wpisała się do mojego dbania o twarz  -znakomicie zmywa się nią maseczki, żel do mycia twarzy i wszelkie peelingi.

Sampar, Lierac i Locherber
Próbki, które mnie niczym nie zachwyciły.


To już wszystkie moje zużycia kosmetyczne ubiegłego miesiąca.
Poszło całkiem nieźle, nie narzekam :)
A jak u Was?
Pozbyłyście się wielu śmieci? ;)

P.S. Zapraszam do zakładki wyprzedażowej, pojawiła się tam mała aktualizacja :)

Mój codzienny makijaż ostatnich tygodni :)

Witajcie serdecznie! :)

Popadłam w makijażowy marazm i wciąż wałkuję tę samą tapetę od tygodni ;) Wiem, mało ciekawie, ale i tak Wam pokażę, co i jak :) Ostatnio stawiam na komfortowy, neutralny kolorystycznie makijaż, który pasuje do wszystkiego i jest łatwy w wykonaniu - taka wygodnicka jestem ;)



Tak to wszystko wygląda, teraz czas na opis :)
Po przygotowaniu twarzy [ serum + krem z filtrem ] nakładam na nią podkład lub krem BB. Przez pół roku używałam dzień w dzień kremu Aloe Sun BB Cream marki Skin Food, ale teraz już wygrzebuję resztki i wróciłam też do podkładu Rimmel Stay Matte w odcieniu 100 Ivory. Pod oczy nakładam ulubiony korektor Healthy Mix z Bourjois [ odcień 52 ], który świetnie radzi sobie z ukryciem wszystkich cieni i zmęczenia. Na powieki bazę pod cienie Lumene, a wszystko przypodrowuję. Puder mam niekoniecznie najlepszy, po tym jak skończył się Blot z MACa, sięgnęłam do zapasów i tak oto używam pudru Bourjois Healthy Balance [ odcień 52 Vanille ]. Jest dla mnie odrobinę za żółty, denerwuje mnie to i trzeba uważać, bo lubi tworzyć pudrową maskę. Na szczęście już się kończy i będę mogła sięgnąć po coś bardziej odpowiedniego :) Brwi podkreślam kredką z Catrice w odcieniu Date with Ashton. Lubię tę kredkę, jest łatwa w obsłudze, a kolor odpowiedni. Teraz czas na cienie do powiek. Zazwyczaj używam dwóch, w porywach do trzech. Zawsze jest to cielaczek z paletki Sleek Oh So Special od Eska, Floreska do rozjaśnienia dolnej powieki i wewnętrznych kącików oczu. Na całą powiekę nakładam ukochany matowy, jasnobury cień z Inglota o numerku 358 . Czasem w załamaniu ląduje jego ciemniejsza wersja, odcień 363. Na takie oko zawsze idzie kreska. Kreska musi być i już :) Tutaj pozwalam sobie na różnorodność, mam kilka kredek i eyeliner, czasem robię to czarnym cieniem. Na zdjęciu zobaczycie eyeliner Super Liner Perfect Slim z L'Oreal, który sobie bardzo chwalę, kredkę The Collosal Kajal z Maybelline od Agaty, ktora też jest fajna, bo ma mocny czarny kolor [ kredka, nie Agata. Agata jest blondynką ;) ], końcóweczkę brązowej kredki z Sephory [ będę płakać, jak się skończy :( ] i najnowszy nabytek - kredkę Gel Eye Pencil z Essence w ładnym, ciemnoturkusowym kolorze. Na linię wodną idzie cielaczek z Max Factora, na rzęsy przez ostatnie 2 miesiące nakładałam tusz [ nie polecam żadnego, bo już przedłużyłam rzęsy. Krótka przygoda z beznadziejnym tuszem sprawiła, że z chęcią wróciłam do bezproblemowych rzęs 1:1 :) ]. Teraz najważniejsze - róż do policzków! Bez różu nie wyjdę z domu! Mogę nie mieć pomalowanego oka, ale róż musi być i już! Już od dłuższego czasu mocno eksploatuję róż Glossy Rosewood z Glossybox'a któregoś wczesnego - zrobił go Kryolan, ma boski leko fioletowy odcień i idealnie się w nim czuję. Odświeża, trzyma się cały dzień, a efekt można stopniować. W dni, kiedy mam inny humor, sięgam po ukochany róż 006 Golden Sand Astora [ to już drugie opakowanie! ]. Idealnie się nim konturuje, nadaje twarzy świeżości i nie da się nim zrobić krzywdy ;) A usta? Na ustach niezmieniie idealna pomadka z MACa - Brave ♥ Moja miłość i w sumie na dzień dzisiejszy mogłabym mieć tylko tę szminkę :)

Z opisu wydaje się, że jest tego wszystkiego dużo, ale tak nie jest. To sprawdzony zestaw kilku kosmetyków, po które sięgam codziennie i mogę na nim polegać :) Cały makijaż zajmuje mi około 15 minut.





A na koniec jeszcze średnio obrazowa prezentacja na twarzy :)




Znacie któreś z moich kosmetyków makijażowych?
Podzielcie się ze mną tym, jak wygląda Wasz ulubiony makijaż ostatnio!

Ulubieńcy | MAJ '14

Dobry wieczór wszystkim :)

Końcem każdego miesiąca nastaje czas podsumowań, nie zabraknie ich i u mnie. Zacznę od przedstawienia Wam kosmetycznych ulubieńców kończącego się już maja.


Siódemka ostatnio patronuje moim postom [ pamiętacie siedmiu wspaniałych z kategorii usta? ], ale o ile w poprzednim poście była to liczba zamierzona, tak dziś zadecydował o niej przypadek ;) 

Pierwszym ulubieńcem jest płyn micelarny z Bourjois, po który w maju sięgnęłam pierwszy raz. Micel pozytywnie mnie zaskoczył, wyśmienicie się sprawuje i zmywa z twarzy wszystko, nie podrażniając skóry i nie pieniąc się na niej. Woda toaletowa Caudalie w wariancie The des Vignes [ białe piżmo + neroli + imbir ] całkowicie podbiła moje serce i używam jej codziennie od dnia zakupu. Zapach jest mocny i świeży, nawet Narzeczonemu się podoba [ a to nie lada wyzwanie! ] Aloe Sun BB Cream od Skin Food towarzyszył mi przez cały maj - świetny odcień, wystarczające krycie, ładny zapach i filtr SPF 20 PA+ składają się na bardzo dobry produkt i nie żałuję, że po zużyciu kilku próbek skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie :) Effaclar Duo + to powrót po latach. Produkt tak skuteczny, jakim go zapamiętałam, zauważalnie poprawia stan mojej cery. Nie widzę różnic w działaniu przy tym nowym, podobno ulepszonym składzie, więc bez obaw. Teraz zaskoczenie miesiąca: Ziaja, jaśmin w kremie, krem pod oczy 50+ [ bynajmniej nie SPF ;) ]. Krem poleciła mi Egri.Hempe i z ciekawości kupiłam go, nie było mi żal, bo to tylko 10 zł. Stosuję go grubą warstwą na noc i jestem bardzo zadowolona - dobrze nawilża, jest treściwy i nie podrażnia oczu. Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco szturmem wdarła się w moją pielęgnację ust i szybko z niej nie zrezygnuję - dzięki niej mogę nosić mocne kolory na ustach bez zamartwiania się o ich wygląd. Na koniec powtórka [ serio, nie zrobiłam tego celowo! ] z rozrywki, czyli produkt, który pojawił się w poprzednich ulubieńcach - to chyba o czymś świadczy? Mowa o różu do policzków Catrice z edycji limitowanej Rocking Royals, w którym po prostu świetnie się czuję :)

Znacie moich ulubieńców? 
Coś zachęciło Was do bliższego poznania? 
A może u Was któryś z mojej siódemki się nie sprawdził? 
Napiszcie w komentarzach! :)

Łazienka pęka w szwach! | zakupy kosmetyczne kwietnia

Witajcie czwartkowo! :)

Kwiecień upłynął w blogowym świecie pod znakiem wielkich promocji, okazji i dzikiego szału. Były targi kosmetyczne, no i nie było chyba drogerii, która nie zaproponowałaby na coś przynajmniej -40% ;) Przez to pewnie plany zakupowe większości z nas legły w gruzach, albo choć trochę się posypały, jak moje. Cóż, życie ;)

Jak zawsze, przeważa w moich nowościach pielęgnacja, kolorówki jest mniej. Niektóre rzeczy [ jak zobaczycie na pierwszym zdjęciu ;) ] kupiłam na zapas, inne z potrzeby [ dezodorant, półprodukty do peelingu, itp. ].


Żele pod prysznic... Myślę, że moje aktualne zapasy żeli wystarczą co najmniej na rok ;) Przyznaję, to moje małe uzależnienie. Do wesołej gromadki dołączyły w kwietniu: rokitnikowy żel pod prysznic Planeta Organica [ 360 ml! ], żel Luksja grejfrut + granat [ 375 ml, boski zapach i cena 3,99 zł :D ] oraz nowość na rynku - żel Le Petit Marseiliais o zapachu mandarynki i limonki.


Zmywacz do paznokci ważna rzecz, w ten nawilżający od Sally Hansen zaopatrzyłam się na targach kosmetycznych na początku miesiąca.Kupiłam też wtedy dwa malutkie kremy do rąk z OPI, ale zapomniałam o nich przy robieniu zdjęć, możecie je zobaczyć w mojej relacji z targów :) W małej drogerii znalazłam duży asortyment Mariona i wzięłam Spray regenerujący włosy z octem z malin oraz dwie podwójne saszetki zabiegu laminowania [ pół już zużyłam ]. Spray na razie mnie nie zachwycił, ale dam mu jeszcze szansę.


Tutaj trochę kolorówki. Z Bourjois na pierwszej promocji w Rossmanie zgarnęłam puder Healthy Balance w odcieniu 52 Vanille oraz korektor Healthy Mix w odcieniu 52 Medium Radiance. Puder wciąż czeka na swoją kolej, ale korektor już stał się moim ulubieńcem. Za obydwa produkty w promocji zapłaciłam około 21 zł, więc było warto :) Aloe Sun BB Cream z firmy Skin Food zdążyłam już poznać dzięki próbkom, więc wiedziałam, że będzie to udany zakup. Krem spisuje się świetnie, nie ma różowych ani żółtych tonów, a przy tym nie wygląda trupio na twarzy, dopasowuje się do odcienia skóry. Jest lekki, ale zadowalająco kryje. Kupiłam, jak zwykle, na ebay'u za około 30 zł. Kolejny produkt ze Skin Food'a to olejek do demakijażu Black Sugar Cleansing Oil o ślicznym, cytrynowo słodkim zapachu, również z ebay'a.


Lakierowo całkiem skromnie, przygarnęłam tylko Orly w wymarzonym odcieniu Pure Porcelain oraz OPI w kolorze My Boyfriend Scales Walls. Dodatkowo na spróbowanie wzięłam miniaturki top coat'u i Rapidry z OPI. Wszystko na wspomnianych już targach :)


Rokitnikowy krem do rąk Planeta Organica kupiłam w komplecie z pokazanym wyżej żelem pod prysznic - bardzo spodobał mi się ten zapach :) W EcoSpa uzupełniłam zapasy, kupiłam również różany susz do peelingów. A dezodorant Nivea Dry Comfort to już standard ;)


No i ostatnie już zdjęcie. W tylnym rzędzie nabytki targowe ze stoiska Cattier - W tubce maseczka z glinki zielonej z rozmarynem i miętą, a w pudełeczkach glinka żółta i różówa. Żółtą już kończę i jestem zachwycona jej działaniem, na pewno napiszę więcej :)
W pierwszym rzędzie olejki z EcoSpa. Zdecydowałam się na wspaniale pachnący olejek różany [ drogie było to maleństwo 5 ml! ], i trzy oleje o pojemnościach 50 ml: jojoba, awokado [ obecnie w użyciu do włosów i twarzy - bardzo dobrze się spisuje ] oraz z pestek moreli. W EcoSpa zamówiłam również pojemniki na peelingi, ale nie mam już żadnego, żeby Wam pokazać ;)

To już wszystkie kosmetyczne grzechy, które popełniłam w kwietniu ;) 

Znacie te produkty?
A jak u Was? Dałyście się ponieść fali promocji? :)

Czerwcowy plan makijażowy #3

Hej :)

Mam nadzieję, że weekend minął Wam miło - mi świetnie, ale tym pochwalę się Wam jutro, bo przygotowałam kilka zdjęć z naszego rodzinnego [ my i pies ] wypadu :)
Wczoraj, jak co tydzień, wymieniłam swój zestaw makijażowych kosmetyków.
W tym tygodniu towarzyszyć mi będzie takie oto grono:


Jest tego trochę, bo na ten tydzień wybrałam kilka rzeczy więcej: bazę pod tusz do rzęs, dodatkowy cień do powiek, kredkę do brwi i rozświetlacz. 


Jako podkład przez najbliższy tydzień będzie mi służył krem Dear Me Petite Cotton BB Cream od Tony Moly, który niesamowicie polubiłam, jako korektor posłuży mi wielka odlewka Salmon Dark Circle Concealer Cream 1 od Skin Food'a, którą dostałam od mojej przyjaciólki. Baza pod cienie niezmiennie Cashmere, ale chyba za niedługo ją zmienię, bo przestaje się dobrze nakładać, a puder to nabytek z rossmanowej promocji - Manhattan w odcieniu Sable 2.


Do oczu: Maskara Clump Defy Max Factor, do której dołączyłam bazę pod tusz do rzęs z Delii, w nadziei, że w takim duecie Clump Defy będzie mniej fochował ;) Na dole kredki: freshMinerals w odcieniu Dark Brown, cielisty Max Factor i kredka do brwi [ podcięłam grzywkę i teraz widać brwi - czas je popodkreślać ;) ] Essence 04. Cienie do powiek to: paletka z H&M Pink Nudes, matowy cielisty cień z Inglota, brzoskwiniowy cień z Inglota.


I przybliżenie na cienie. Jak widać, paletka z H&M ma wszystkie cienie z drobinkami, ale przez dość słabą pigmentację nie wyglądają nachalnie na oku :) Matowy cielisty cień z Inglota już dogorywa, ale znając jego wydajność, posłużu mi pewnie jeszcze z miesiąc ;) Brzoskwinka to typowo letni kolor, więc zdecydowałam się do niej wrócić :)


Dodatki: Bronzer Natual Collection w odcieniu Sun Shine, z drobinkami. Nie jest tak pomarańczowy jak na zdjęciu, choć wpada w takie tony, to na twarzy, odpowiednio roztarty, wygląda bardzo ciekawie :)
Rozświetlacz Essence z limitowanki Wild Craft - bez złotych tonów, zimny, czyli taki, jak lubię - idealnie nadaje się na szczyty kości policzkowych. Róż - dołączony do któregoś GB, matowy, mocno napimentowany róż z firmy Kryolan - uwielbiam go :)


Jak się Wam podoba mój zestaw na rozpoczynający się tydzień? :)






P.S. Przypominam też o moim rozdaniu :)
Wystarczy kliknąć w zdjęcie.

Empties #1

Dziś moje zużycia! 
Bardzo się cieszyłam za każdym razem, kiedy jakiś produkt się kończył i mogłam go zastąpić nowym :D Dodatkowo fakt, że zbieram te puściaki, żeby je tutaj pokazać, motywował mnie do częstszego sięgania po różne produkty i wykańczania ich :D
Tak więc dziś przestawiam Wam moje zużycia, zbierane od połowy lutego :)

Mała legenda:
Produkty, które zaznaczam na czerwono, są moim zdaniem kompletnymi niewypałami, te na zielono przekonały mnie do siebie, a te na niebiesko są przyjemnymi produktami, które mogę polecić, ale ja do nich nie wrócę :)


-Wella, Shockwaves - krem puszenie pod kontrolą, 100 ml - zużywałam go przez ponad półtora roku [ ! ], produkt ładnie pachniał, rzeczywiście ogarniał puszące się włosy, ale nie miał szans z wilgotnym powietrzem i obciążał nieładnie włosy, jeśli nałożyło się go za dużo. NIE KUPIĘ

- Aussie, Miracle Moist Shampoo - szampon nawilżający z olejem macadamia i aloesem, 300 ml - napakowany silikonami i wszystkimi możliwymi SLSami, ale bardzo go lubiłam ze względu na zapach i to, jakie włosy były miękkie i lejące po jego użyciu. Używałam go raz w tygodniu wraz z odżywką z tej samej serii, która miała mniejszą pojemność i skończyła się wcześniej. Niestety produkt niedostępny w PL, miałam go dzięki mojej przyjaciółce z UK. Myślę, że jeśli będę miała okazję, KUPIĘ PONOWNIE

- L'Oreal High Shine Conditioner - odżywka dołączana do mojej farby, 54 ml - gorszej odżywki w życiu nie miałam, zużyłam ją na 2 razy, chociaz na opakowaniu jest napisane, że starcza na 6 cotygodniowych kuracji, co jest raczej nieporozumieniem przy tej pojemności ;) Obciążała włosy niesamowicie, nie miały żadnego połysku i przetłuszczały się po kilku godzinach . NIE KUPIĘ !!!

- Fitomed, odżywka ekstraziołowa do włosów koloryzowanych, 200 ml - kupiłam ją w zielarskim sklepie za ok 10 zł. Starczyła mi na 4 [ !!! ] użycia przy moich włosach o długości do obojczyków... Bardzo fajna, pachniała zdecydowanie herbatą, którą ma w składzie, odżywiała włosy - były po niej gładkie i łatwo się rozczesywały. Niestety, ze względu na wydajność, . NIE KUPIĘ jej ponownie :(


- Be Beauty, micelarny żel do mycia i demakijażu, 150 ml - jeden z moich ostatnio ulubionych produktów, pisałam o nim tu ---> KLIK  KUPIĘ PONOWNIE

- Be Beauty, płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu, 200 ml - uwielbiam go! Pisałam o nim tu ---> KLIK , a w użyciu mam już następną buteleczkę :)  KUPIĘ PONOWNIE

- Lierac, Wodny żel oczyszczający do demakijażu twarzy i oczu, 200 ml - całkiem miły w używaniu żel myjący, miał lekką, trochę wodnistą konsystencję, ja zmywałam nim twarz, nie oczy. Trochę przeszkadzała mi rzadka konsystencja, do mycia twarzy zużywałam kilka pompek, ale generalnie sprawował się dobrze. Kupiłam go na promocji za ok 30 zł, normalna cena to ok 70 zł. Znam dużo lepsze i tańsze żele do tego celu [ patrz wyżej ;) ]  NIE KUPIĘ


- Alterra, serum Orchidea. Skóra dojrzała i wymagająca, 30 ml - totalny zawód... Produkt z wydawałoby się wygodnym dozownikiem w postaci pompki, niestety moja była zepsuta i ciągle się blokowała, dodatkowo dozowała za dużo produktu i przez to skończył mi się po niecałych 3 tygodniach używania. Zapach, niby spójny z innymi zapachami tej serii, był tak mocny i odrzucający, że nie uprzyjemniał wcale aplikacji. Konsystencja żelowa, spływająca po dłoniach, utrudniała maksymalnie nałożenie serum [ haha ] na twarz. W połowie buteleczki zrezygnowałam z nakładania na twarz i aplikowałam tylko na szyję. Efektów jakichkolwiek brak - przynajmniej nie zaszkodził  NIE KUPIĘ

- Yves Rocher, Culture Bio tonik na dobranoc, 200 ml - przyjemny produkt z Eco Certem z ekstraktami z 7 organicznych roślin . Stosowałam go z jedną ponadmiesięczną przerwą, bo ma jedną wadę - mocny zapach, który mi się po prostu nudził, bo wydajność tego toniku była niesamowita - miałam go ok 5 miesięcy. Fajnie oczyszczał i koił skórę przed nałożeniem kremu. Rozpylacz świetny, myślę, że zostawię go na jakieś spray'e do włosów, bo naprawdę psika bardzo delikatną, rozproszoną mgiełką. Kiedyś, jak już odpocznę od zapachu,  KUPIĘ PONOWNIE

- Yes To Blueberries, chusteczki rozświetlające do twarzy, 30 szt. - bardzo przyjemny produkt, używałam go zamiast toniku przy porannej pielęgnacji. Spodobało mi się zamknięcie chusteczek - jest to plastikowa klapka na zatrzask, która zapewnia nas o szczelnym zamknięciu. Same chusteczki ładnie tonizowały skórę, delikatnie ją nawilżały, nie zauważyłam rozjaśnienia cery. Teraz używam równie dobrych chusteczek z Alterry, które cenowo prezentują się o niebo lepiej, więc  NIE KUPIĘ


- Hipp, oliwka pielęgnacyjna z olejkiem migdałowym, 200 ml - moja pierwsza oliwka do ciała i na pewno nie ostatnia. Ta ma genialny zapach, bardzo dobrze się aplikuje na mokre ciało, naprawdę odżywia i zmiękcza skórę, rano jest tak gładka jak po żadnym balsamie.  KUPIĘ PONOWNIE

- Anatomicals, żel pod prysznic różano - jaśminowy, 300 ml - mój ukochany w tym roku żel pod prysznic o najpiękniejszym zapachu, pisałam o nim kilka dni temu ---> KLIK , jak tylko skończę obecne zapasy, KUPIĘ PONOWNIE

- Green Pharmacy, pianka do higieny intymnej, 150 ml - przyjemny produkt bez parabenów, z ekstraktem z akacji i zielonej herbaty. Herbatę wyczuwałam, pianka rzeczywiście była delikatna, nie podrażniała, ale denerwowała mnie aplikacja - pompka ciężko chodziła, zwłaszcza naciskana mokrymi rękami pod prysznicem ;) jednak pomysł fajny, a produkt przyjemny, więc mogę go polecić.  NIE KUPIĘ


- Choisee, żel do mycia twarzy róża i miód, 150 ml - nie ma co się nad nim rozwodzić, zaczęłam go używać jako mydło w płynie do rąk, po przeczytaniu o decyzji Sanepidu w sprawie tej firmy od razu powędrował do zużyć.  NIE KUPIĘ !!!

- Nivea, dezodorant w kulce Dry Comfort, 50 ml - mój ulubiony, używam go nieprzerwanie od kilku lat, nie podrażnia, świetnie chroni, czego chcieć więcej? :) KUPIĘ PONOWNIE

- Sensique, cukrowy 2- fazowy peeling do rąk drobnoziarnisty o zapachu pomarańczy, 100 ml - skuteczny peeling, lubię cukrowe, bo wiem, jak długo trzeć ręce - dopóki cukier się nie rozpuści ;) mój miał pachnieć pomarańczą, ale chyba pomylili się przy etykietowaniu, bo miałam czekoladowy, a tego zapachu nie lubię. Otwieranie typu press też nie było wygodne, bo cukier się w nim klinował.   NIE KUPIĘ


- Max Factor, Facefinity, podkład 3 w 1, 30 ml - świetny kryjący podkład, sprawdzał się u mnie idealnie w okresie zimowym, nie ścierał się, idealnie zakrywał niespodzianki, trochę matowił cerę, nie zapychał. Miałam problem z wydobyciem resztki, więc postawiłam go "na głowie" - stąd ubrudzona zakrętka ;) wolałabym, żeby był w plastikowej tubce, którą mogłabym rozciąć i wykorzystać wszystko w 100%. Z racji tego, że zaczęłam przygodę z azjatyckimi kremami BB,  NIE KUPIĘ  go ponownie. Muszę sprawdzić, czy jego pompka będzie pasowałą do Revlona CS [ nie pasuje :( ] .

- Carmex, nawilżająca pomadka do ust o zapachu jaśminu i zielonej herbaty, 10 g - niestety u mnie zupełnie się nie sprawdził. Zapach był obłędny, ale strasznie wysuszał mi usta. Podobno wersja klasyczna w słoiczku jest zupełnie inna, ale jakoś po tym egzamplarzu nie mam zamiaru tego sprawdzać ;) NIE KUPIĘ

- Estee Lauder, Sumptous Extreme, maskara pogrubiająca, 8 ml - świetna czarna maskara, używałam jej przez ponad 7 miesięcy i zawsze efekt byłzachwycający - rzęsy wydłużone, pogrubione, bez sklejania i  zostawiania grudek. Niestety zdecydowanie za droga...    NIE KUPIĘ 

- Max Factor, 2000 Calorie, maskara objętość i podkręcenie,  9 ml - wersja z podkręconą szczoteczką, idealnie rozczesuje rzęsy trochę je podnosi. Używałam ok 3 - 4 miesięcy, szukam promocji, żeby kupić następną [ można ją znaleźć w okolicach 20 zł, więc warto czekać na promocje - zazwyczaj kosztuje ponad 30 zł ] ;) KUPIĘ PONOWNIE


- La Roche - Posay, krem nawilżający do wrażliwej skóry, Hydreane Legere, 2 ml - przyjemny, lekki krem pod makijaż, ładnie pachnie.

 - Iwostin, Hydratia - fizjologiczny krem z ceramidami, 2 ml - użyty 2 razy pod makijaż, miał miłą konsystencję, nie smużył pod podkładem

- Skin Food, Aloe Sun BB Cream, 1 ml - jedna próbka wystarczyła na 3 użycia! Świetnie wyrównuje koloryt skóry, wtapia się idealnie, ma śliczny zapach. KUPIĘ PONOWNIE

- L'Occitane, krem do stóp, 10 ml - krem nawilżający z 15% masła shea. Niestety, miał bardzo mocny, lawendowy zapach, którego nie mogłam znieść i to go dyskwalifikuje kompletnie. NIE KUPIĘ

- Celestin, krem do rąg - argan & zioła, 3 ml - przyjemny kremik z miłym składem [ na 2 miejscy masło shea, potem olej avocado, arganowy już trochę dalej ;) ], ale mam obecnie zapasy, więc nie sięgnę po niego.

- Scottish Fine Soaps, mleczko do ciała, 30 ml - starczyło na ok 3 użycia, strasznie spodobał mi się zapach i konsystencja. Z tego względu, kiedy wypatrzyłam w TkMaxxie zestaw żel pod prysznic i masło do ciała, od razu kupiłam. Niestety normalne ceny są za wysokie i składy dość nieciekawe. Jednak dla zapachu i jeśli trafię na promocję, KUPIĘ PONOWNIE.

Przeczytałyście wszystko? Jestem z Was dumna ;)
A jak Wasze zużycia?
Znacie coś z moich puściaków? ;)


Wesołych Świąt!!!