Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sally Hansen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sally Hansen. Pokaż wszystkie posty

Czym malowałam paznokcie przez ostatnie 3 miesiące?

Witajcie!

Pomyślałam sobie, że taki luźny, głównie zdjęciowy post będzie ciekawy, biorąc pod uwagę, że ostatnimi czasy niewiele lakierowych prezentacji jest na moim blogu. Paznokcie maluję non stop, żeby nie było, nie wyobrażam sobie nie mieć pomalowanych. Kolor jest na dłoniach cały czas, zawsze inny, odkąd maluję paznokcie może kilka razy tylko zdarzyło się, żebym pociągnęła je jakimś lakierem dwa razy pod rząd ;)
O, to jest pomysł na eksperyment - jak długo wytrzymam, malując non stop tym samym lakierem? ^^

Jeśli podglądacie mnie na Instagramie, dzisiejszy post nie będzie dla Was niczym nowym, bo wszystkie zdjęcia zostały już tam opublikowane, ale może i tak się Wam spodoba? 
Zapraszam na prezentację prawie wszystkich [ niektóre po prostu nie dostąpiły zaszczytu sfotografowania ] lakierów, które nosiłam w ciągu ostatnich +/- 3 miesięcy :)
Większość zdjęć jest bez żadnych filtrów, zastosowałam je chyba tylko przy dwóch.















Który kolor spodobał się Wam najbardziej? 

Namiastka wakacji - jaskrawe paznokcie :) | Essie, Lights + Sally Hansen, Pacific Blue

Witajcie w niedzielny wieczór! :)

Niedawno wróciliśmy z krótkiego wypadu za miasto. Pojechaliśmy do domku na wsi, gdzie zresetowaliśmy / zrestartowaliśmy akumulatory i spędziliśmy czas na dogadzaniu sobie i psu. Był slow food [ Narzeczony ponad godzinę piekł kiełbaski na grillu, więc to przecież slow food, prawda? :D ], leżing na tarasie, huśting na ogrodowej huśtawce i ogólny nicnierobiening ;) Zabraliśmy piesło nad rzekę i smarowaliśmy filtrami [ Narzeczony jakoś to przeżył, ale krzywił się bardzo, zwłaszcza, kiedy paciałam go białą mazią po twarzy ;) ]. Dajcie znać - chcielibyście weekendowy post zdjęciowy? :) 

Żeby nie było, nie obijałam się tak całkowicie - zabrałam ze sobą całe mnóstwo kosmetyków i urządziłam im sesję zdjęciową. Dziś pierwsza tura wyjazdowych zdjęć - paznokcie. 


Zabrałam ze sobą dwa kolory - Essie w odcieniu Lights i Sally Hansen, Pacific Blue, bo nie umiałam w domu wybrać jednego. Koniec końców postawiłam na połączenie tych dwóch, wydaje mi się, że całkiem nieźle to wyszło.


Essie Lights to prawdziwa bomba kolorystyczna - intensywna, żarówiasta i do tego barbiowa! Nie wyobrażam sobie innego różu, który lepiej oddawałby osobowość i styl najsłynniejszej lalki świata ;) Kolor ten mam już od zeszłego lata i dotąd, wliczając dzisiejszą prezentację, użyłam go dwa razy. Na ten kolor po prostu trzeba mieć nastrój! ;)


Pacific Blue od Sally Hansen to z kolei iście smerfny kolor [ coś za bardzo bajkami mi zalatuje ten manicure, nie macie wrażenia? ;) ], który uwielbiam na paznokciach o każdej porze roku. Rozweselający, super kryjący już po pierwszej warstwie - kolor idealny :)


Całość jak zawsze na bazie z Bell Bio2 Vitamin Booster i przykryta warstewką ulubionego Seche Vite. Liczę, że przetrwa spokojnie do 5 dni!




Soczyste połączenie kolorystyczne idealnie pasowało mi do wolnego i słonecznego weekendu! Mam nadzieję, że wniesie ze sobą trochę słonka w rozpoczynający się tydzień i tak szybko nie zapomnę o wspaniałym relaksie na wsi :)


Co sądzicie o takim połączeniu? Wakacyjnie?
Co u Was gości aktualnie na paznokciach?

Empties #15

Hej, hej!  :)


Czas na zużycia maja. Taaak, ociągałam się, ale wiecie co? Jakoś nie miałam siły zabrać się za śmieci ;) Wyszło ich całkiem sporo [ naliczyłam 24 produkty pełnowymiarowe! ] i jak myślałam, że muszę każdy z osobna opisać, to przechodziła mi ochota ;) Udało się jednak i teraz przed Wami pokaźny zbiorek pustych opakowań - zapraszam :)


Batiste w wersji Oriental pachniał ładnie, ale spodziewałam się czegoś więcej po zapachu. Działał jak to Batiste - nie mogę mu nic zarzucić. Natura Siberica Szampon Rokitnikowy z Efektem Laminowania do włosów osłabionych i zniszczonych służył mi dzielnie od końca lutego. Miał obłędny i mocny zapach rokitnika, który mnie w sobie rozkochał. Sam szampon działał bardzo dobrze - nie miał problemów ze zmywaniem olejów, trochę wygładzał włosy, ale nie obciążał, no i był bardzo wydajny. Mrs. Potters balsam z aloesem i jedwabiem to moja ukochana odżywka za grosze - sprawdza się zawsze i wiem, że mogę na niej polegać, to już kolejne opakowanie. Moim ostatnim odkryciem jest to, że wyśmienicie sprawdza się przy olejowaniu na odżywkę - moje włosy dzięki zmianie sposobu olejowania wskoczyły na wyższy poziom :) Ecospa, ekologiczny olej awokado zimnotłoczony - używałam do olejowania włosów, w duecie z wyżej opisaną odżywką działał cuda :) Moje włosy były po nim mięsiste, ujarzmione i po prostu dobrze wyglądały :) Kilka razy użyłam na noc do twarzy i również dobrze się sprawdził, pozostawiając skórę miękką i nawilżoną. Davines, Nou Nou maska do włosów - otrzymałam sporą odlewkę od Extension Beauty. Maska bardzo dobrze nawilżała i dyscyplinowała moje włosy, nie potrzeba było dużo, żeby pokryć całe włosy, miała ładny kwiatowy zapach i być może kiedyś ją kupię. L'Biotica Biovax, intensywnie regenerująca maseczka do włosów farbowanych w saszetce. Sczerze? Nawet nie pamiętam już, jak działała, więc musiała być mocno przeciętna ;)



Cattier, glinka żółta - fenomenalna glinka, która jak jeszcze żadna przed nią widocznie poprawia stan mojej cery - skóra jest ujednolicona kolorystycznie, pory ściągnięte, a produkcja sebum spowolniona. Uwielbiam! Zwłaszcza, jak dodamy cenę na doz.pl - 4,19 zł ;) Próbki filtrów Vichy i La Roche Posay były poprawne, wciąż szykuję się do zakupu emulsji matującej z Vichy. It's Skin GF Effector dobrze nawilżał, stosowałam co rano przed właściwym kremem, byłam zadowolona. Caudalie, woda winogronowa - mój totalny must have, już nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez tej wody, serio! :) Rose of Bulgaria, woda różana - służyła mi jako baza do glinek i do psikania, kiedy glinki miałam na twarzy. Buteleczkę sobie zostawię i wleję tam jakiś hydrolat, bo psikacz był bardzo dobry i robił dobrą mgiełkę :) Sok z aloesu rózniwż zużyłam do maseczek z glinki, jako bazę - świetnie się sprawdzał i pewnie kupię go jeszcze niejeden raz :) Lancome, Dream Tone - próbka kremu do twarzy, któa wystarczyła na ponad tydzień używania. Krem dobrze nawilżał i wygładzał skórę, ale zapach był chemiczny.


Nivea, Dry Comfort - ulubiony dezodorant w kulce :) The Body Shop, Vineyard Peach żel pod prysznic - cudo, które dostałam już jakiś czas temu od Agaty. Zakochałam się totalnie w zapachu i z chęcią kupię jakiś inny produkt z tej linii [ na żele pod prysznic mam zakaz ;) ]. Yves Rocher, Jardins du Monde, owoc granatu z Hiszpanii, żel pod prysznic - kupiłam zachęcona zapachem i nie żałuję - miło się używało, a nieprzesłodzony zapach nie znudził mi się w ogóle. Ecospa, olejek różany [ 5% w jojobie ] zużyłam do peelingów DIY - przepiękny zapach ♥ Lumene, Arctic Spa - peeling i masło do ciała. Dwa bardzo przyjemne produkty z nowej linii Lumene, które naprawdę polubiłam i zużyłam do ostatniej kropli [ widzicie rozcięte opakowania? ] Przybliżyłam je w poście o całej serii.


Saly Hansen, nawilżający zmywacz do paznokci - był całkiem okej, ale standardowa cena skutecznie mnie odstrasza... The Body Shop, kokosowy antybakteryjny żel do rąk - kolejny z prezentów od Agaty. Miał obłędny zapach, ale działanie było gorsze od żeli z BBW [ miałam uczucie klejących się dłoni ], więc raczej już nie powrócę do niego. OPI, Avojuice, balsam do rąk o zapachu mango - uwielbiałam go za działanie i zapach, występował nawet w ulubieńcach marca i kwietnia. Bell, Bio Vitamin Booster -  moja ulubiona odżywka do paznokci, któą maltretowałam od grudnia [ serio, ponad pół roku przy każdym malowaniu! ]. Wystarczy chybe, jak napiszę, że kolejne opakowanie już u mnie? :) Laura Conti, preparat do odbudowy paznokci - dostałam na bocheńskim spotkaniu blogerek i myślałam, że zastąpi mi bazę Bell, głupia ja! Niestety, po pierwszym użyciu jako bazy [ producent deklaruje, że może służyć jako baza, żeby nie było! ], następnego dnia w pracy okazało się, że cały manicure dosłownie odchodzi płatami :( Drugiej szansy nie było, ląduje w koszu! Max Factor, 2000 Calorie, Curved Brush - moja ulubiona maskara, która już niestety wyschła, bo ostatnio wciąż chodzę w przedłużanych rzęsach :) Sephora, automatyczna kredka w odcieniu 19 shimmer navy. Kochałam ją bardzo i w zasadzie jest jedną z niewielu kredek, którą sumiennie wykończyłam i było mi smutno, kiedy już nic więcej się nie wysunęło... Używałam jej bardzo często, na blogu też miała okazję się już pojawić :) Z chęcią ją kiedyś odkupię.


Cleanic, patyczki do korekty makijażu i demakijażu - moje odkrycie :) Z jednej strony są spiczasto zakończone, co naprawdę świetnie sprawdza się przy demakijażu oczu, kiedy nie chcemy wlać sobie micela do oka, albo niepotrzebnie trzeć delikatnej skóry. Nadgryziona zębem [ bynajmniej nie czasu, if you know what I mean ;) ] gąbeczka Calypso i kilka próbek, z których jedynie krem Sante zwrócił moją uwagę - bardzo dobrze odżywiał cerę i nadawał się pod makijaż.

Ręka w górę, kto przeczytał wszystko? Podziwiam! ;)
A jak u Was ze zużuciami w zeszłym miesiącu?

Jestem mistrzynią promocji ! | zakupy kosmetyczne maja

Hej, hej! :)

Jak co miesiąc, pokażę Wam moje zakupy kosmetyczne. W zeszłym miesiącu zakupy w większości były przemyślane i zaplanowane, a szczęśliwie złożyło się tak, że i te niezaplanowane są udane. Nie żałuję ani jednego zakupu i wiem, że każdy kosmetyk wykorzystam. Cieszy mnie to :) Z zakupowej listy udało mi się wykreślić wszystkie pozycje oprócz jednej, ponieważ nie mogłam w żadnym sklepie internetowym znaleźć próbek rekonstruktora do włosów z JMO. Może kiedyś. 

Tymczasem zapraszam Was na zdjęciową prezentację moich nowych skarbów :) W maju udało mi się dorwać wiele kosmetyków w świetnych cenach, płacąc za nie naprawdę niewiele w porównaniu do standardowych cen.

A, od razu uprzedzam, że w czerwcu to dopiero będzie się działo! Planuję odwiedzić Warszawę, a co za tym idzie - konkretnie roztrwonić majątek ;)


John Masters Organics Rosemary & Peppermint Detangler, odżywka do włosów z rozmarynem i miętą to zakup pod wpływem chwili [ czytaj: promocji ]i zainteresowania marką. W dziennej promocji na Truskawce kosztowała 40,50 zł  [ normalna cena to 68 zł ]. Szampon Joico K -PAK do włosów zniszczonych to również skutek śledzenia promocji na Truskawce - zapłaciłam za niego 29,50 zł, nieźle, prawda? Regularna cena szamponu to 57 zł. Bardzo go polubiłam i z miłą chęcią powrócę do używania :) Miesiąc bez nowego zakupu z Caudalie miesiącem straconym! Żartuję, rzecz jasna, ale i w maju nie obyło się bez odwiedzenia ulubionej apteki. Uczestniczyłam po raz kolejny w dermokonsultacjach marki i kupiłam zapach, który "chodził za mną" już od dawna - Caudalie, The des Vignes. Kosztował ok 100 zł. Zachwycił mnie tak bardzo, że wylądował od razu w ulubieńcach maja.


Clarins, Daily Energizer Wake - Up Booster to poranny tonik, w którym zakochałam się dzięki Megdil i wiedziałam, że kupię go na nowo. Recenzowałam już to cudo na początku roku. Obecny egzemplarz [ w odświeżonej butelce ] kupiłam na Truskawce za 71 zł. Krem do depilacji Veet o zapachu aksamitnej róży skusił mnie na promocji [ kosztował 11 zł? Nie pamiętam dokładnie ] i na pewno się nie zmarnuje, bo często sięgam po przeróżne odwłasiacze ;) Reszta na zdjęciu to glinki marki Cattier, które ostatnio bardzo polubiłam [ kupiłam 2 na targach kosmetycznych i zapragnęłam więcej ] i znalazłam w świetnej cenie [ 4,19 zł / sztuka ! ] w internetowej aptece doz.pl. Już wiem, że będę im wierna, zwłaszcza glince żółtej. Wybrałam właśnie żółtą [ po raz kolejny ], zieloną, czerwoną i białą.


Kiedy płyn micelarny z Biedronki zaczął mnie szczypać w oczy, wiedziałam, że czas rozpocząć poszukiwania jego następcy. L'Oreal się nie sprawdził, sięgnęłam więc po inne. Najpierw kupiłam płyn micelarny z  Bourjois i obecnie to jego używam [ jestem bardzo zadowolona, trafił do ulubieńców maja ], a potem natrafiłam na promocję płynu z Garniera [ 12,99 zł ] i jego także przygarnęłam, czeka na swoją kolej. Postanowiłam wrócić do skutecznego myjadła twarzy i kupiłam oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej Effaclar w ekonomicznej, 400 ml wersji. W aptece zapłaciłam za niego 37 zł. Połączenie żelu z kremem Effaclar Duo zdecydowanie mi służy i moja cera w końcu wychodzi na prostą :) Ostatnia rzecz to żel pod oczy w roll onie ze świetlikiem MaxMedical. Dorzuciłam go z ciekawości do zakupów na doz.pl i nawet polubiłam - delikatny żel chłodzi i budzi oczy rano; kosztował ok 11 zł.


Woda winogronowa Caudalie to mój totalny must have już od wielu miesięcy, więc nic dziwnego, że kolejny raz ją kupiłam. Kosztowała ok 40 zł. Odżywcza pomadka peelingująca Sylveco to mój hit, polecam każdemu! Była, of kors, w ulubieńcach maja ;) Kupiłam ją w sklepie internetowym Bańka Mydlana [ Cocaron, dzięki za polecenie! ] i nie żałuję żadnej z ośmiu złotówek, które na nią wydałam. Suchy szampon Shaumy to konieczność - potrzebowałam czegoś na już, a że w moim mieście nie mam Batiste, kupiłam sprawdzony już i lubiany szampon z Shaumy [ lubię go za działanie i świeży zapach ]. Serum do stóp Evree zachęciło mnie ceną [ ok. 6 zł w Naturze ] i nazwą - nastawiałam się na super skoncentrowany i błyskawicznie działający kosmetyk. Dostałam przeciętny krem, ale zużyję, bo moje stopy ostatnio piją wszystko, co im dam ;) Ziajowy Jaśmin w kremie przeciw zmarszczkom pod oczy i na powieki to odkrycie maja - fajny, treściwy i odżywczy krem pod oczy na noc za 10 zł. Dwufazowy koncentrat rewitalizujący do twarzy  Annemarie Borlind to zachcianka, zamówiona również w Bańce Mydlanej, mam nadzieję, że się sprawdzi. Cena to 27 zł, o ile dobrze pamiętam.


Ostatnia kolorówka, bo jej jak zwykle najmniej ;) Nie oparłam się promocjom i na początku miesiąca zakupiłam w Rosmannie dwa lakiery do paznokci: Revlon Parfumerie w odcieniu China Flower, Sally Hansen, 420 Pacific Blue oraz pomadkę w kredce Color Boost z Bourjois w odcieniu 01 Red Sunrise [ pokazywałam ją na ustach na Instagramie ]. Zapłaciłam kolejno: 10,20 zł, 7,64 zł i 14,27 zł. Na promocji w Naturze postawiłam na jedną markę i do domu przyniosłam topper Catrice 50 Glitterazzi, 45 Kitsh Me If You Can i kredkę do brwi Eye Brow Stylist w odcieniu 020 Date With Ash - ton. Każdy produkt Catrice kosztował około 7 zł, nie pamiętam dokładnie, a zgubiłam paragon ;)

To już wszystkie zakupy, jakie poczyniłam w minionym miesiącu. Dużo, mało? Nieważne, dla mnie w sam raz :)


Dajcie znać, czy znacie moje nowości? 
Recenzowałyście któryś produkt u siebie? 
Z chęcią poczytam Wasze opinie!

Łazienka pęka w szwach! | zakupy kosmetyczne kwietnia

Witajcie czwartkowo! :)

Kwiecień upłynął w blogowym świecie pod znakiem wielkich promocji, okazji i dzikiego szału. Były targi kosmetyczne, no i nie było chyba drogerii, która nie zaproponowałaby na coś przynajmniej -40% ;) Przez to pewnie plany zakupowe większości z nas legły w gruzach, albo choć trochę się posypały, jak moje. Cóż, życie ;)

Jak zawsze, przeważa w moich nowościach pielęgnacja, kolorówki jest mniej. Niektóre rzeczy [ jak zobaczycie na pierwszym zdjęciu ;) ] kupiłam na zapas, inne z potrzeby [ dezodorant, półprodukty do peelingu, itp. ].


Żele pod prysznic... Myślę, że moje aktualne zapasy żeli wystarczą co najmniej na rok ;) Przyznaję, to moje małe uzależnienie. Do wesołej gromadki dołączyły w kwietniu: rokitnikowy żel pod prysznic Planeta Organica [ 360 ml! ], żel Luksja grejfrut + granat [ 375 ml, boski zapach i cena 3,99 zł :D ] oraz nowość na rynku - żel Le Petit Marseiliais o zapachu mandarynki i limonki.


Zmywacz do paznokci ważna rzecz, w ten nawilżający od Sally Hansen zaopatrzyłam się na targach kosmetycznych na początku miesiąca.Kupiłam też wtedy dwa malutkie kremy do rąk z OPI, ale zapomniałam o nich przy robieniu zdjęć, możecie je zobaczyć w mojej relacji z targów :) W małej drogerii znalazłam duży asortyment Mariona i wzięłam Spray regenerujący włosy z octem z malin oraz dwie podwójne saszetki zabiegu laminowania [ pół już zużyłam ]. Spray na razie mnie nie zachwycił, ale dam mu jeszcze szansę.


Tutaj trochę kolorówki. Z Bourjois na pierwszej promocji w Rossmanie zgarnęłam puder Healthy Balance w odcieniu 52 Vanille oraz korektor Healthy Mix w odcieniu 52 Medium Radiance. Puder wciąż czeka na swoją kolej, ale korektor już stał się moim ulubieńcem. Za obydwa produkty w promocji zapłaciłam około 21 zł, więc było warto :) Aloe Sun BB Cream z firmy Skin Food zdążyłam już poznać dzięki próbkom, więc wiedziałam, że będzie to udany zakup. Krem spisuje się świetnie, nie ma różowych ani żółtych tonów, a przy tym nie wygląda trupio na twarzy, dopasowuje się do odcienia skóry. Jest lekki, ale zadowalająco kryje. Kupiłam, jak zwykle, na ebay'u za około 30 zł. Kolejny produkt ze Skin Food'a to olejek do demakijażu Black Sugar Cleansing Oil o ślicznym, cytrynowo słodkim zapachu, również z ebay'a.


Lakierowo całkiem skromnie, przygarnęłam tylko Orly w wymarzonym odcieniu Pure Porcelain oraz OPI w kolorze My Boyfriend Scales Walls. Dodatkowo na spróbowanie wzięłam miniaturki top coat'u i Rapidry z OPI. Wszystko na wspomnianych już targach :)


Rokitnikowy krem do rąk Planeta Organica kupiłam w komplecie z pokazanym wyżej żelem pod prysznic - bardzo spodobał mi się ten zapach :) W EcoSpa uzupełniłam zapasy, kupiłam również różany susz do peelingów. A dezodorant Nivea Dry Comfort to już standard ;)


No i ostatnie już zdjęcie. W tylnym rzędzie nabytki targowe ze stoiska Cattier - W tubce maseczka z glinki zielonej z rozmarynem i miętą, a w pudełeczkach glinka żółta i różówa. Żółtą już kończę i jestem zachwycona jej działaniem, na pewno napiszę więcej :)
W pierwszym rzędzie olejki z EcoSpa. Zdecydowałam się na wspaniale pachnący olejek różany [ drogie było to maleństwo 5 ml! ], i trzy oleje o pojemnościach 50 ml: jojoba, awokado [ obecnie w użyciu do włosów i twarzy - bardzo dobrze się spisuje ] oraz z pestek moreli. W EcoSpa zamówiłam również pojemniki na peelingi, ale nie mam już żadnego, żeby Wam pokazać ;)

To już wszystkie kosmetyczne grzechy, które popełniłam w kwietniu ;) 

Znacie te produkty?
A jak u Was? Dałyście się ponieść fali promocji? :)

Empties #11

Cześć! :)

Muszę przyznać, że ostatnimi czasy zużywanie idzie mi bardzo dobrze, czego dowodem jest dzisiejszy post. Lubię zbierać puste opakowanie, potem po zrobieniu zdjęć mam niezłą satysfakcję, kiedy to wszystko wyrzucam do kosza ;) A wiecie co jest najfajniejsze w styczniowym denku? Że śmiało mogę powiedzieć, że zużyłam więcej niż kupiłam :D Dla przypomnienia - styczniowy post zakupowy.

  • Baikal Herbals, szampon do włosów - RECENZJA
  • John Masters Organics, Citrus & Neroli Detangler - RECENZJA
  • Barwa Ziołowa, szampon pokrzywowy - miałam go grubo ponad pół roku, używałam raz na 2 tygodnie do oczyszczenia włosów.
  • Caudalie, delikatny szampon, miniatura 30 ml - miniatura, która wystarczyła na 2 użycia, ale spodobała mi się na tyle, że planuję zakup pełnowymiarowego opakowania
  • Arboria, szampon, miniatura 40 ml - byle jaki produkt, zużyłam do mycia pędzli, ale nawet do tego się nie sprawdził, bo brzydki zapach został na pędzlach do kolejnego mycia...
  • Luksja, Care Pro Soften, Shower Milk - całkiem przyjemny produkt pod prysznic, który nie wysuszał skóry i miał ładny zapach
  • Super Playboy, żel pod prysznic - dostałam go w ramach żartu od przyjaciółki, zużyłam jako mydło do rąk - ładny zapach, fajnie się pienił, nie wysuszał rąk
  • Fa, mydło do rąk grejfrutowe - miało obłędny zapach, prawie jak grejfrut z TBS, polecam :)
  • Alverde, Relax Pfelgeol, Wildrose - olejek z Alverde służył mi do wszystkiego: do twarzy, włosów, ciała, jako dodatek do peelingów i nawilżacz do skórek. Miał świetny zapach, który utrzymywał się na skórze, z przyjemnością do niego wrócę, zwłaszcza, że mam buteleczkę w zapasie ;)
  • Nivea, Dry Comfort - ulubiony :)
  • Soap&Glory, Smoothie Star Body Milk - odlewka od Kasi - bardzo fajny nawilżacz o ciekawym zapachu. Jeśli byłby łatwo dostępny, pewnie skusiłabym się na duże opakowanie, ale nie podbił mojego sera na tyle, żeby walczyć z ciężką dostępnością ;)
  • Soap&Glory, Clean, Girls - żel pod prysznic, który jak dla mnie nie wyróżniał się niczym szczególnym ;)
  • LUSH, Father Christmas, kula do kąpieli - RECENZJA
  • Caudalie, woda winogronowa - RECENZJA
  • Clarins, Daily Energizer Wake Up Booster - RECENZJA
  • Caudalie, mleczko do demakijażu - RECENZJA
  • Babydream, żel do kąpieli - używałam do mycia twarzy i byłam zadowolona, może w przyszłości kupię pełnowymiarowe opakowanie
  • L'Orient, Savon Noir z różą damasceńską - RECENZJA
  • Caudalie, Vinosource, S.O.S Morning Eye Rescue - RECENZJA
  • LUSH, Buche de Noel - całkiem spora odsypka czyścika od Kasi, wystarczyła mi na prawie 2 tygodnie codziennego, wieczornego używania. Bardzo spodobało mi się takie oczyszczanie buzi, zapach tej wersji był niesamowicie smakowity [ gdybym była Eskiem, pewnie spróbowałabym konsumpcji! ;) ]
  • Himalaya Herbals, Sparkly White, pasta do zębów - była w ulubieńcach grudnia i stycznia, bardzo fajna pasta bez fluoru, po której uczucie odświeżenia w ustach utrzymuje się dłużej.
  • Sally Hansen, Instant Cuticle Remover, preparat do usuwania skórek - świetny, mam już w użyciu kolejne opakowanie. To wystarczyło mi na rok i dwa miesiące, a używałam go średnio 2 razy w tygodniu.
  • Donegal, zmywacz do paznokci w żelu - ostatnio mój ulubiony, to już kolejna wykończona butelka, następna w użyciu
  • Sephora, róż do policzków 08 Rose Petal - mój pierwszy róż do policzków, niestety przy końcówce pękł, a ja nie lubię bawić się z sypkimi kosmetykami ;)
  • Dior, DiorSkin Nude 20 - duża próbka podkładu, po której mam ochotę na więcej i mam nadzieję, że kiedyś kupię ten podkład
  • Dermo Pharma, hydrożelowe płatki pod oczy - bardzo fajne płatki, skóra rzeczywiście była potem odprężona i nawilżona
  • Pozostałe próbki to płatki oczyszczające na nos Purederm, które rzeczywiście działają, dyniowy krem nawilżający z Organique, który świetnie działa, ale odstrasza ceną i pół maseczki Tołpy, reszta niewarta uwagi ;)
  • Z tych próbek zachwycił mnie krem BB Tony Moly Expert BB Cream  na pewno go kupię, spodobała mi się też maseczka Tony Moly Tomatox i krem do rąk Lavery, bo miał cudny pomarańczowy zapach.

To już wszystkie moje zużycia. Znacie te produkty?
Jak Wam poszło zużywanie w zeszłym miesiącu? :)


Zakupowo !

Cześć :)

Moje zbiory kosmetyczne zasiliło przez ostatnie tygodnie trochę ciekawych rzeczy. Zdecydowanie górę nad rozsądkiem wzięła chęć nagradzania samej siebie, no ale sorry - w końcu pracę magisterską broni się raz w życiu! ;) 

Standardowo, najwięcej jest pielęgnacji.


Batiste do ciemnych włosów [ 14 zł w Hebe ] chodził mi po głowie już długo, a decyzję o jego zakupie przyspieszył fakt, że poprzednia wersja - XXL Volume się u mnie nie sprawdziła [ wystawiłam ją w zakładce z wymianką, może ktoś jest zainteresowany :) ]. Uzupełnienie szamponów Equilibrii na promocji w Ziko - wybrałam też wersję do wypadających włosów, już w użyciu [ każdy ok. 12 zł ].Tubkę szamponu Caudalie dostałam jako gratis na dermokonsultacjach marki. Olejek do twarzy z Avonu [ 15 zł? ] sprezentowała mi Mama, ale ze względu na zawartość parafiny będę używać na włosy. 


Caudalie - woda winogronowa dla Was [ rozdanie trwa - info w pasku bocznym :) ] i maseczka oczyszczająca do twarzy [ kolejno 39 i 76 zł ] to moje zakupy podczas dermokonsultacji marki, a pełnowymiarowa maska nawilżająca i mleczko do demakijażu to gratisy od miłej pani konsultantki :)


Tonik do twarzy Caudalie to kolejny zakup w ramach dermokonsultacji, a stojący obok eliksir Eau de Beaute to następny z licznych [ tak, to jeszcze nie koniec ;) ] gratisów :). Miniaturki marki REN pochodzą z brytyjskiego Elle, mam je za pośrednictwem mojej nieocenionej przyjaciółki Zuzi [ :* ], która dzielnie znosiła moje wywody kosmetyczne i realizowała marzenia o niedostępnych u nas produktach :)


Nawilżający balsam do ciała Palmer's kupiłam na promocji w Ziko za 14 zł, jestem ciekawa, jak się spisze. Aloesowy balsam Vaseline i masełko Nip + Fab [ zakochałam się w zapachu ! ] dotarły do mnie również dzięki Zuzi :) Pełnowymiarowy żel pod prysznic Caudalie Zeste de Vigne to też prezent od konsultantki marki ;)


Tutaj już półproduktowo. Nierafinowane masło shea to jedna z lepszych inwestycji ostatnimi czasy - za 200 g zapłaciłam tylko 21,90 zł, gdzie np w Mydlarni Franciszka ta sama pojemność kosztuje 84 zł... Wosk pszczeli w formie zabawnych łezek [ ok. 18 zł ], olej winogronowy [ ok. 10 zł ] i olejek cytrynowy [ ok. 12 zł ] to rzeczy z EcoSpa. Wszystkie te półprodukty [ + olej kokosowy, który jeszcze nie doszedł - ach Poczta Polska... ] kupiłam z jednym przeznaczeniem - będę robić balsamy do ciała w kostce :D Pierwsze próby już za mną i jestem zadowolona :D


Śmiechowy ten wosk, nie? ;)


Kolorówka! :D Czy jest na sali ktoś, kto nie skusił się na promocję Essie na e - zebra? ;) Tak myślałam ;) No to ja mam 3 lakiery, w Lights jestem już kompletnie zakochana, Head Mistress jeszcze potestuję, żeby jej całkiem nie skreślać, a Don't Sweater It czeka w kolejce ;) Ulubiony preparat do skórek SH tez dorzuciłam, bo kosztował grosze - jakieś 8 zł.


No i najważniejsze - moja główna nagroda za mgr - puder z MAC'a. To mój pierwszy produkt firmy i już jestem zachwycona - wystarczy, że się przypudruję rano, a do wieczora mam idealnie matową buzię :D Blot Powder kosztował mnie 100 zł, na początku miałam wyrzuty sumienia, ale po pierwszym użyciu o nich zapomniałam ;) Puder z Elf'a Tone Correcting Powder i pralinka z ukrytym błyszczykiem to prezent pod Zuzi [ dziękuję Kochana raz jeszcze! :* ]. 


W ramach zasady " Brace yourselves, winter's coming " jeszcze na początku października nabyłam w C&A misiową czapkę, w której, o dziwo, nie wyglądam jak debil, a ostatnio rękawiczki w Tesco za zawrotną cenę 14 zł za 2 pary ;)



Na koniec jeszcze kulisy sesji zdjęciowej do powyższego posta, z dedykacją dla Eska, z którą mamy dziwną zależność jarania się nawzajem własnymi psami  ;) Tak, mój pies łazi po parapetach! ;)



Jak się Wam podobają moje nowości?
Znacie te produkty? 

Co ciekawego Wam wpadło w łapki? :)


P.S. Co sądzicie o większych zdjęciach w tym poście? Tak czy nie?