Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Roche Posay. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą La Roche Posay. Pokaż wszystkie posty

Zużycia czerwcowe

Witajcie :)

Już nawet nie będę próbowała tłumaczyć tego opóźnienia blogowego - po prostu życie czasem bardzo niespodziewanie weryfikuje nasze plany. Z racji tego, że przez ostatnie kilka tygodni podjęłam dodatkowe role społeczne i mam na głowie 100% domowo rodzinnych obowiązków, doba drastycznie mi się skurczyła i nawet na sen nie mam więcej niż 5 godzin dziennie, a co dopiero na bloga ;) Wygospodarowałam jednak wczoraj trochę czasu przed północą i oto przychodzę do Was z kosmetycznymi śmieciami czerwca.



Rosyjski duet włosowy - szampon i odżywka na kwiatowym propolisie to moje sprawdzone włosowe kosmetyki. Na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę, jak to już bywało. Szampon Balea mango + aloes to mój święty graal, mam jeszcze w zapasie 3 opakowania [ dzięki Agata! ♥ ]. Suchy Batiste to również ulubieniec od dawna, ente opakowanie. Odżywka Petal Fresh świetnie się sprawdziła, była recenzja, polecam :)


Żel do mycia twarzy Effaclar służył mi codziennie przez, uwaga - 13 miesięcy! Świetny, wieloletni już ulubieniec, jeden z najwydajniejszych produktów, jakich używałam, bardzo dobry do mieszanej i tłustej cery. Cetaphil średnio się u mnie spisywał i w końcu przeterminował, nie żałuję. Żel Clarins służył mi przy podróżach, był bardzo przyjemny i skutecznie oczyszczał cerę. Peeling do ust Bomb Cosmetics był okej, ale dość sztucznie pachniał i ogólnie wolę Sylveco ;)


Kulka Nivea to coś, bez czego nie ma zużyć. Różany żel por prysznic Lirene był świetny, planuję powrót. Żel antybakteryjny BBW - uwielbiam, na pewno zaopatrzę się w kolejne duże opakowanie, żeby uzupełniać te torebkowe.Grejfrutowe masło TBS - kocham za zapach i lekką, ale nawilżającą konsystencję. No i żel do higieny intymnej Tołpa - kolejny ulubieniec, który regularnie pojawia się w łazience.


Wyrzutki i próbki - paleta Sleek Ultra Matts - lubiłam ją bardzo, ale ostatnio cienie zaczęły się mocno osypywać, czas się rozstać. Ogryzek cielistej kredki Max Factor - już planuję ponowny zakup. Płatki pod oczy Sesderma - cudo! ♥ Polecam wyjęte z lodówki, nic lepiej nie ożywia oczu po niewystarczającej ilości snu. Pasta do zębów Blanx okazała się fajna, kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Olejek do demakijażu MAC był okej, ale porównywalny do innych, tańszych olejków. 

To już wszystko, teraz trzymajcie kciuki, żebym w miarę szybko ogarnęła lipcowe zużycia ;)

Styczeń miesiącem zużywania próbek - moje wyniki :)

Dzień dobry! :)

Balbina Ogryzek na swoim FB na początku stycznia ogłosiła go miesiącem zużywania próbek, a potem Esek przypomniała o tym w poście prezentującym swoje próbki [ widziałyście, jakie cuda miała zachomikowane? ^^ ]. 



No i tak sobie pomyślałam, że mam i ja tych próbek zdecydowanie za wiele i fajnie byłoby się choć kilku pozbyć. To nie tak, że dotąd nie tykałam próbek, ale nigdy nie miałam aż takiej mobilizacji ku temu :) 
No i okazało się, że w styczniu zużyłam 62 próbki
Imponujący wynik, prawda?!  

Niestety, nie obyło się w tym próbkoszaleństwie bez ofiar - przez to, że prawie codziennie zmieniałam krem od twarzy, cera się w pewnym momencie zbuntowała i wspięła na wyżyny niedoskonałości :( Przez jakiś tydzień było bardzo źle i ciężko było mi to załagodzić i zakryć, ale konsekwentnie nakładam na noc kilka warstw Cetaphilu nawilżającego i powoli zaczyna się to uspokajać, mam nadzieję, że za niedługo dojdę do ładu z moją twarzą :) Zaopatrzyłam się też kilka dni temu w Effaclar Duo +, bo zaczynam tracić cierpliwość ;)

No to teraz zapraszam na prezentację. Nie będę opisywała każdej jednej, napiszę Wam tylko, które z nich zwróciły moją uwagę najbardziej :)


Z tego zdjęcia zachwycił mnie oczyszczający szampon Molton Brown, to naprawdę wyższa półka włosowa, niestety również cenowo ;) Nawilżacz z Kiehl's był luksusową wersją zwykłego Cetaphilu i świetnie nawilżał. Małe pudełeczko z Sephory kryło próbkę podkładu Estee Lauder Double Wear. Zakochałam się od pierwszego użycia, a teraz mogę cieszyć się pełnowymiarowym opakowaniem dzięki kochanemu Pączkowi ♥


Azjatyckie kremy BB sprawdziły się u mnie wyśmienicie, obydwa trzymały się cały dzień, a odcień był idealny :) Za to Clinique i Yves Rocher były tak ciemne i marchewkowe, że aż żal.


W kategorii serum moją uwagę zwróciło jedynie to z witaminą C od John Masters Organics i kiedyś na pewno je sobie sprawię - lekkie, natychmiast się wchłaniało, wygładzało i koiło skórę.


Kremów do twarzy zużyłam bardzo dużo, na moje nieszczęście, bo teraz nie mogę jednoznacznie stwierdzić, który z nich mi zrobił krzywdę ;) Podobał mi się jednak bardzo nocny krem AA Revita Intensa i na pewno go kupię, bo świetnie relaksował i nawilżał, cera rano była wypoczęta i miękka. Kremy z Rituals również są godne uwagi, a dyniowy nawilżacz z Organique to permanentne chciejstwo, już sama nie wiem, ile próbek zużyłam ;)


Effaclar to Effaclar, od maja zeszłego roku używam wielkiej, 400 ml butli, nie muszę więc chyba więcej pisać? ;) Kremy pod oczy były przeciętne, cieszę się, że miałam próbkę tego z YR, bo w końcu pewnie bym go kupiła i nie byłabym zadowolona.


Rituals, Sakura Scrub - mogłabym chyba mieć każdy produkt z tej firmy i byłabym zachwycona, wiecie? Różany olejek z Barwy też był milutki, kiedyś go sobie sprawię.


No i masełka do ciała. Z tej czwórki najbardziej do gustu przypadło mi masło Rituals [ to było do przewidzenia ;) ] i będę chciała je sobie sprawić w przyszłości, przyjemne również było masełko z Nuxe, bo ogólnie lubię tę serię :) Pinacolada z Perfecty miała ładny zapach, ale niestety w składzie prym wiedzie parafina, nie jest to więc opcja dla mnie...

To już koniec. Dużo tego zużyłam, ale bardzo się cieszę, szuflada z próbkami trochę odetchnęła, a ja razem z nią ;) Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się zredukować liczbę próbek do absolutnego minimum, trzymajcie za to kciuki!


A jak jest u Was ze zużywaniem próbek?

Empties #20 | Śmieci co niemiara! :)

Hej, hej! :)

Uwierzycie, że to już dwudziesty post ze zużytymi kosmetykami na blogu? Tak, tak, to oznacza dwadzieścia miesięcy blogowania, nieźle :)
Lipiec jaki był, każdy widział, u mnie oznaczał dużo pracy i zmęczenia, ale były też i miłe momenty i chwile wytchnienia, kiedy miałam czas na zużywanie rozpoczętych buteleczek i słoiczków. Oto efekty :) :


EcoSpa, olej z pestek moreli - zużyłam w całości do olejowania włosów i w tej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Po całonocnym seansie z tym olejem włosy były odżywione i mocne. Miał delikatny zapach, nie do końca przyjemny, ale w niczym nie umniejsza to jego właściwościom :)

Balsam myjący do włosów z betuliną - po zużyciu całej butelki wciąż mam mieszane uczucia... Z jednej strony balsam bardzo dobrze mył włosy, radził sobie z olejami i mocno oczyszczał włosy i skórę głowy, ale z drugiej plątał kosmyki i zostawiał na nich wyczuwalną warstewkę [ nie było to oblepienie, coś jak taka warstwa ochronna, nie wpływało źle na wygląd włosów po wysuszeniu ] i był niewydajny [ tak lejącej konsystencji nie widziałam dotąd w żadnym szamponie... ]. Włosy po nim wyglądały dobrze, były odbite od nasady, ale nie wiem, czy ten efekt wart jest "zabawy" z balsamem...

Aloesowa odżywka do włosów Garnier Ultra Doux - jednym słowem:  porażka. Pisałam już o tym niewypale, kto chce, niech poczyta :)

Planeta Organica, marokański balsam do wlosów - dobra, średniogęsta konsystencja, mocny perfumowany zapach, który zostaje na włosach, wydajna [ 15/16? użyć na moich włosach za łopatki ], zmiękcza włosy, są potem sypkie i błyszczące, długo zachowują świeżość. Nie obciąża włosów przy nasadzie, bo nakładałam od samego czubka głowy ;) Fajna odżywka do codziennego stosowania, możliwe, że kiedyś do niej powrócę.



Le Petit Marseiliais, żel pod prysznic mandarynka i limonka - przyjemny żel, bardzo dobrze się pienił i rzeczywiście miał świetny zapach, możliwe, że wypróbuję inne wersje zapachowe :)

L'Occitane, różany żel pod prysznic - dostałam w Warszawie od Eska Floreska i uwielbiałam! Zapach różany genialnie oddany, żel mały, ale wydajny, cudo :)

Tołpa, Dermo Intima, regenerujący płyn do higieny intymnej - ulubieniec, to już druga butelka, którą zużyłam. Szalenie wydajny, jedno opakowanie [ 195 ml ] wystarcza mi na 3 miesiące codziennego używania. Ma mocny ziołowy zapach, który na początku mi przeszkadzał, teraz go polubiłam. Na pewno jeszcze wrócę.

Bath & Body Works, pianki do mycia rąk o zapachu Sweet Pea i Sea Island Cotton - obydwie pachniały świetnie i bardzo dobrze myły dłonie, jedynie wydajność i cena nie zachęcają do ponownych zakupów ;) Buteleczek nie wyrzucam, wleję do nich jakiś żel pod prysznic i rozcieńczę z wodą, będę miała pianki DIY :)


Caudalie, maska nawilżająca do twarzy - świetna, kojąca maska, która nadaje się do każdej cery oraz w okolice oczu, niedawno ją recenzowałam.

Effaclar Duo + - nowa wersja mojego kiedyś ukochanego kremu. Spisywał się dobrze, tak jak zapamiętałam, ale chyba moja cera się zmieniła na przestrzeni tych kilku lat, bo pod koniec tubki miałam wrażenie, że już się przyzwyczaiła do działania kremu. Nie kupiłam więc kolejnej tubki, ale kiedyś może to zrobię.

Caudalie, woda winogronowa - cóż tu rzec? Jestem od niej uzależniona i tyle! ;)

Caudalie, pienka oczyszczająca do twarzy - kolejny produkt, z którym z żalem się rozstałam. Pianka dzielnie służyła mi [ uwaga! ] ponad pół roku! Otwarłam ją jeszcze w grudniu zeszłego roku! Przez ten czas nie zmieniła swojego wspaniałego działania, zapachu i konsystencji. Obecnie mam inną piankę, ale do tej na pewno powrócę zaraz po wykończeniu tej innej, bo jednak nie ma porównania ;)

Caudalie, maska oczyszczająca do twarzy - mój hit i ukochaniec. Wszystkie zachwyty są dostępne do poczytania na blogu :)

Caudalie, Vinosource, krem pod oczy - lekki krem, który świetnie się spisuje pod makijaż, nie podrażnia oczu i świetnie nawilża delikatną skórę. Używałam go co rano przez prawie 5 miesięcy. Szerszą opinię znajdziecie na blogu :)


Pharmaceris, balsam do ciała z SPF 50 - pozostałość po poprzednim lecie, zapodział się gdzieś w szufladzie ;)

Essence, zmywacz do paznokci - swego czasu mój wielki ulubieniec, ale teraz niestety mocno wysusza mi paznokcie, więc powrotu nie planuję... Szkoda :(

Himalaya Herbals, Sparkly White, pasta do zębów - ulubiona i niezmienna :)

Holika Holika, Baby Silk Foot - skarpetki nawilżające dostane od Eska Floreska :* Ciekawy produkt, gdyby działał lepiej, kupowałabym regularnie ;) Niestety, nawilżenie utrzymuje się tylko przez jeden dzień.

Rillo, emulsja zapobiegająca nadmiernej potliwości - ciekawy produkt, rzeczywiście hamował pocenie się [ w te upały było ciężko ;) ], nie podrażniał skóry pod pachami. Dziwi mnie tylko krótka data ważności od otwarcia [ 2 miesiące ], bo nie da się w tym czasie zużyć całości. Ja wyrzucam ok 1/3 opakowania.


Dior, Dior Addict Lipstick w odcieniu 414 Casual Gold - szminka, którą miałam około 3 lat. W zasadzie bardziej nabłyszczający balsam niż szminka, bo koloru dawała niewiele - ot, delikatny nudziak z jeszcze delikatniejszym złotym pyłkiem. Na ustach prezentowała się bardzo ładnie i naturalnie, nie wysuszała ust, wręcz odwrotnie :)

MAC, Blot Powder - moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Serio! Ledwo skończyłam Blota i sięgnęłam po inny puder [ Bourjois, Healthy Mix ], już zatęskniłam za Blotem i jego niewidocznością na twarzy, drobniutkim zmieleniem i transparentnością. Planuję powrót!

Seche Vite - ulubiony top do paznokci, do którego w kółko wracam [ mam już of kors następną buteleczkę w użyciu! ], a dzięki Seche Restore mogę zużyć do ostatniej kropli :)


JMO, honey & hibiscur hair reconstructor - świetny produkt, który głęboko odżywia i wygładza włosy - jestem nim zachwycona i w użyciu mam kolejne saszetki! :)

Bath & Body Works, żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea - fajny, ale miałam wrażenie, że mało wydajny. Niemniej zapach uwielbiam i cieszę się, że kupiłam duże opakowanie tego żelu - teraz mogę do woli uzupełniać to kieszonkowe opakowanie :)

Bania Agafii, białą glinka myjąca do włosów i ciała - zużyłam w całości do włosów, glinka fantastycznie oczyściła włosy na długości i u nasady, cieszę się, że mam drugie opakowanie w szufladzie :)

Reszta to próbki, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia i cieszę się, że się ich pozbywam ;)

Uffffff, w końcu! Ten post to istny tasiemiec! W trakcie pisania musiałam sobie zrobić przerwę na obiad i potem na lodowy deser ;)



Piszcie szybko w komentarzach, czy znacie któreś z tych kosmetyków i jak tam Wasze denko lipcowe! :)

Ulubione w czerwcu :)

Cześć! :)

Czerwiec był miesiącem kosmetycznego zadowolenia. Oprócz felernej aloesowej odżywki do włosów z Garnier Ultra Doux nie miałam żadnych zawodów pielęgnacyjnych i makijażowych, wręcz odwrotnie - na nowo polubiłam kilka kosmetyków, które po krótszej lub dłuższej nieobecności powróciły do mojej łazienki i odkryłam kilka zupełnie wcześniej nieznanych, a godnych uwagi, produktów :) Te, które zyskały moje największe uznanie w czerwcu, zobaczycie w dzisiejszym poście :)

Z niekosmetycznych ulubieńców jest jedna rzecz, a w zasadzie wydarzenie - wyjazd do Warszawy! Magiczne spotkanie z Eskiem, Floreskiem i Smarującą Agatą na długo zapadnie mi w pamięć! ♥


La Roche Posay, Effaclar, żel do mycia twarzy. Postanowiłam do niego wrócić po latach używania i to był świetny pomysł! W duecie z kremem do twarzy Effaclar Duo moja cera już prawie wróciła do siebie po straszliwej przygodzie z Redermikiem R :) Żel świetnie oczyszcza, ściąga pory i ujarzmia tłuste partie mojej mieszanej skóry. Dodatkowo jest niesamowicie wydajny - to, co widzicie na zdjęciu, to zużycie z prawie półtora miesiąca! :)

Mgiełka do ciała z Bath & Body Works o zapachu Sweet Pea. Podobno najlepiej sprzedający się zapach marki. Ja się nie dziwię, jest świetny - świeży, energetyzujący i bardzo pozytywny :) Psikam się nim co rano, odkąd wróciłam z Warszawy! Kupiłam w sklepie firmowym za 37 złotych.

Vichy, Capital Soleil, emulsja matująca z SPF 50. Dwa słowa - ukochany filtr! Sprawdza się fenomenalnie, nie bieli, nie zostawia tłustej warstwy, rzeczywiście matuje, a moje skóra go kocha :) Recenzowałam go już w zeszłym roku, wtedy używałam wersji SPF 30. Obecny egzemplarz kupiłam w SuperPharm w promocji za 44,24 zł.

Nuxe, Reve de Miel, krem do rąk. W Warszawie moja skóra, zwłaszcza dłoni, bardzo źle zareagowała na tamtejszą wodę - dłonie zaczęły mi się nieestetycznie łuszczyć :( Z pomocą przyszła mi Agata, która użyczyła mi kremu do rąk z Nuxe. Użyłam raz i przepadłam, jako, że jestem zwolenniczką zapachu suchego olejku firmy, a krem do rąk jest z tej samej linii i pachnie i d e n t y c z n i e ! :) Szczęśliwym trafem był na promocji w SuperPharm'ie [ 29,90 zł ] i kupiłam go bez wahania. Krem świetnie nawilża, wystarczy odrobina i nie pozostawia tłustej warstwy. Lof, lof!


Essie w odcieniu Watermelon, który wygrałam już kilka miesięcy temu u Anne Mademoiselle, zdecydowanie umilał mi czas w czerwcu. To żywy, mocny i naprawdę wakacyjny odcień! Miałam go na paznokciach w kończącym się miesiącu dwa razy, a dziś wieczorem planuję nałożyć kolejny :)

Lefrosch, Pilarix mini, krem mocznikowy. Cudo! Krem dostałam podczas bocheńskiego spotkania blogerek i prawdę powiedziawszy, nie wiedziałam, jak go ugryźć ;) Ale potem poczytałam ulotkę i doszłam do wniosku, że skoro jest do suchych partii ciała, w tym stóp, to może tam go spróbuję? I to był strzał w dziesiątkę, bo po kilku aplikacjach moja słoniowa skóra na stopach zaczęła przypominać ludzką :D Nie jest idealnie i pewnie nigdy nie będzie, ale ten krem zrobił więcej, niż niejeden drogi specyfik do stóp. Z pewnością będę do niego wracać :)

L'Oreal, Mythic Oil. To wspaniały olejek do włosów, który podarowała mi jakiś miesiąc temu Lipstick And Kids. Stosuję go na mokre, osuszone ręcznikiem włosy. Aplikuję pompkę na końce [ od ucha w dół ] i czasem drugą pompkę na grzywkę i górne partie włosów. Nie przetłuszcza, nie strąkuje włosów. Wygładza je pięknie, baby hair mniej odstają, włosy są mięciutkie, same się układają tak, jak lubię, a dodatkowym bonusem jest przyspieszenie wysychania! Nakładam Mythic Oil na włosy i chodzę z nim kilkanaście minut zanim zacznę suszyć suszarką i do tego czasu włosy mam już prawie wyschnięte, a to niezły wyczyn, bo moje włosy same schną do dwóch godzin! :) Jestem zachwycona i na razie nie przewiduję zmian w tym obszarze ;)

MAC, pomadka w odcieniu Brave. Namówiły mnie na nią w Warszawie Dziewczyny [ Agata i Esek ] i nie żałuję! Uwielbiam ją szaleńczo i zawsze przy sobie [ na sobie, w sensie -  na ustach, też! ] noszę! Genialny odcień, w którym czuję się świetnie ♥


Ulubieńcy czerwca bardzo pielęgnacyjni, ale w sumie w makijażu niewiele się ostatnio zmienia, wciąż używam tych samych produktów. Jak jest u Was?
Podzielcie się ze mną swoimi ulubieńcami w komentarzach!

Jestem mistrzynią promocji ! | zakupy kosmetyczne maja

Hej, hej! :)

Jak co miesiąc, pokażę Wam moje zakupy kosmetyczne. W zeszłym miesiącu zakupy w większości były przemyślane i zaplanowane, a szczęśliwie złożyło się tak, że i te niezaplanowane są udane. Nie żałuję ani jednego zakupu i wiem, że każdy kosmetyk wykorzystam. Cieszy mnie to :) Z zakupowej listy udało mi się wykreślić wszystkie pozycje oprócz jednej, ponieważ nie mogłam w żadnym sklepie internetowym znaleźć próbek rekonstruktora do włosów z JMO. Może kiedyś. 

Tymczasem zapraszam Was na zdjęciową prezentację moich nowych skarbów :) W maju udało mi się dorwać wiele kosmetyków w świetnych cenach, płacąc za nie naprawdę niewiele w porównaniu do standardowych cen.

A, od razu uprzedzam, że w czerwcu to dopiero będzie się działo! Planuję odwiedzić Warszawę, a co za tym idzie - konkretnie roztrwonić majątek ;)


John Masters Organics Rosemary & Peppermint Detangler, odżywka do włosów z rozmarynem i miętą to zakup pod wpływem chwili [ czytaj: promocji ]i zainteresowania marką. W dziennej promocji na Truskawce kosztowała 40,50 zł  [ normalna cena to 68 zł ]. Szampon Joico K -PAK do włosów zniszczonych to również skutek śledzenia promocji na Truskawce - zapłaciłam za niego 29,50 zł, nieźle, prawda? Regularna cena szamponu to 57 zł. Bardzo go polubiłam i z miłą chęcią powrócę do używania :) Miesiąc bez nowego zakupu z Caudalie miesiącem straconym! Żartuję, rzecz jasna, ale i w maju nie obyło się bez odwiedzenia ulubionej apteki. Uczestniczyłam po raz kolejny w dermokonsultacjach marki i kupiłam zapach, który "chodził za mną" już od dawna - Caudalie, The des Vignes. Kosztował ok 100 zł. Zachwycił mnie tak bardzo, że wylądował od razu w ulubieńcach maja.


Clarins, Daily Energizer Wake - Up Booster to poranny tonik, w którym zakochałam się dzięki Megdil i wiedziałam, że kupię go na nowo. Recenzowałam już to cudo na początku roku. Obecny egzemplarz [ w odświeżonej butelce ] kupiłam na Truskawce za 71 zł. Krem do depilacji Veet o zapachu aksamitnej róży skusił mnie na promocji [ kosztował 11 zł? Nie pamiętam dokładnie ] i na pewno się nie zmarnuje, bo często sięgam po przeróżne odwłasiacze ;) Reszta na zdjęciu to glinki marki Cattier, które ostatnio bardzo polubiłam [ kupiłam 2 na targach kosmetycznych i zapragnęłam więcej ] i znalazłam w świetnej cenie [ 4,19 zł / sztuka ! ] w internetowej aptece doz.pl. Już wiem, że będę im wierna, zwłaszcza glince żółtej. Wybrałam właśnie żółtą [ po raz kolejny ], zieloną, czerwoną i białą.


Kiedy płyn micelarny z Biedronki zaczął mnie szczypać w oczy, wiedziałam, że czas rozpocząć poszukiwania jego następcy. L'Oreal się nie sprawdził, sięgnęłam więc po inne. Najpierw kupiłam płyn micelarny z  Bourjois i obecnie to jego używam [ jestem bardzo zadowolona, trafił do ulubieńców maja ], a potem natrafiłam na promocję płynu z Garniera [ 12,99 zł ] i jego także przygarnęłam, czeka na swoją kolej. Postanowiłam wrócić do skutecznego myjadła twarzy i kupiłam oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej Effaclar w ekonomicznej, 400 ml wersji. W aptece zapłaciłam za niego 37 zł. Połączenie żelu z kremem Effaclar Duo zdecydowanie mi służy i moja cera w końcu wychodzi na prostą :) Ostatnia rzecz to żel pod oczy w roll onie ze świetlikiem MaxMedical. Dorzuciłam go z ciekawości do zakupów na doz.pl i nawet polubiłam - delikatny żel chłodzi i budzi oczy rano; kosztował ok 11 zł.


Woda winogronowa Caudalie to mój totalny must have już od wielu miesięcy, więc nic dziwnego, że kolejny raz ją kupiłam. Kosztowała ok 40 zł. Odżywcza pomadka peelingująca Sylveco to mój hit, polecam każdemu! Była, of kors, w ulubieńcach maja ;) Kupiłam ją w sklepie internetowym Bańka Mydlana [ Cocaron, dzięki za polecenie! ] i nie żałuję żadnej z ośmiu złotówek, które na nią wydałam. Suchy szampon Shaumy to konieczność - potrzebowałam czegoś na już, a że w moim mieście nie mam Batiste, kupiłam sprawdzony już i lubiany szampon z Shaumy [ lubię go za działanie i świeży zapach ]. Serum do stóp Evree zachęciło mnie ceną [ ok. 6 zł w Naturze ] i nazwą - nastawiałam się na super skoncentrowany i błyskawicznie działający kosmetyk. Dostałam przeciętny krem, ale zużyję, bo moje stopy ostatnio piją wszystko, co im dam ;) Ziajowy Jaśmin w kremie przeciw zmarszczkom pod oczy i na powieki to odkrycie maja - fajny, treściwy i odżywczy krem pod oczy na noc za 10 zł. Dwufazowy koncentrat rewitalizujący do twarzy  Annemarie Borlind to zachcianka, zamówiona również w Bańce Mydlanej, mam nadzieję, że się sprawdzi. Cena to 27 zł, o ile dobrze pamiętam.


Ostatnia kolorówka, bo jej jak zwykle najmniej ;) Nie oparłam się promocjom i na początku miesiąca zakupiłam w Rosmannie dwa lakiery do paznokci: Revlon Parfumerie w odcieniu China Flower, Sally Hansen, 420 Pacific Blue oraz pomadkę w kredce Color Boost z Bourjois w odcieniu 01 Red Sunrise [ pokazywałam ją na ustach na Instagramie ]. Zapłaciłam kolejno: 10,20 zł, 7,64 zł i 14,27 zł. Na promocji w Naturze postawiłam na jedną markę i do domu przyniosłam topper Catrice 50 Glitterazzi, 45 Kitsh Me If You Can i kredkę do brwi Eye Brow Stylist w odcieniu 020 Date With Ash - ton. Każdy produkt Catrice kosztował około 7 zł, nie pamiętam dokładnie, a zgubiłam paragon ;)

To już wszystkie zakupy, jakie poczyniłam w minionym miesiącu. Dużo, mało? Nieważne, dla mnie w sam raz :)


Dajcie znać, czy znacie moje nowości? 
Recenzowałyście któryś produkt u siebie? 
Z chęcią poczytam Wasze opinie!

Ulubieńcy | MAJ '14

Dobry wieczór wszystkim :)

Końcem każdego miesiąca nastaje czas podsumowań, nie zabraknie ich i u mnie. Zacznę od przedstawienia Wam kosmetycznych ulubieńców kończącego się już maja.


Siódemka ostatnio patronuje moim postom [ pamiętacie siedmiu wspaniałych z kategorii usta? ], ale o ile w poprzednim poście była to liczba zamierzona, tak dziś zadecydował o niej przypadek ;) 

Pierwszym ulubieńcem jest płyn micelarny z Bourjois, po który w maju sięgnęłam pierwszy raz. Micel pozytywnie mnie zaskoczył, wyśmienicie się sprawuje i zmywa z twarzy wszystko, nie podrażniając skóry i nie pieniąc się na niej. Woda toaletowa Caudalie w wariancie The des Vignes [ białe piżmo + neroli + imbir ] całkowicie podbiła moje serce i używam jej codziennie od dnia zakupu. Zapach jest mocny i świeży, nawet Narzeczonemu się podoba [ a to nie lada wyzwanie! ] Aloe Sun BB Cream od Skin Food towarzyszył mi przez cały maj - świetny odcień, wystarczające krycie, ładny zapach i filtr SPF 20 PA+ składają się na bardzo dobry produkt i nie żałuję, że po zużyciu kilku próbek skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie :) Effaclar Duo + to powrót po latach. Produkt tak skuteczny, jakim go zapamiętałam, zauważalnie poprawia stan mojej cery. Nie widzę różnic w działaniu przy tym nowym, podobno ulepszonym składzie, więc bez obaw. Teraz zaskoczenie miesiąca: Ziaja, jaśmin w kremie, krem pod oczy 50+ [ bynajmniej nie SPF ;) ]. Krem poleciła mi Egri.Hempe i z ciekawości kupiłam go, nie było mi żal, bo to tylko 10 zł. Stosuję go grubą warstwą na noc i jestem bardzo zadowolona - dobrze nawilża, jest treściwy i nie podrażnia oczu. Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco szturmem wdarła się w moją pielęgnację ust i szybko z niej nie zrezygnuję - dzięki niej mogę nosić mocne kolory na ustach bez zamartwiania się o ich wygląd. Na koniec powtórka [ serio, nie zrobiłam tego celowo! ] z rozrywki, czyli produkt, który pojawił się w poprzednich ulubieńcach - to chyba o czymś świadczy? Mowa o różu do policzków Catrice z edycji limitowanej Rocking Royals, w którym po prostu świetnie się czuję :)

Znacie moich ulubieńców? 
Coś zachęciło Was do bliższego poznania? 
A może u Was któryś z mojej siódemki się nie sprawdził? 
Napiszcie w komentarzach! :)

Redermic R - dziękuję !

Dziękuję za super przystępną cenę 129 złotych.
Dziękuję za 3 miesiące męczarni co trzeci dzień.
Dziękuję za brzydki, chemiczny zapach.
Dziękuję za pozostawienie mojej twarzy w kompletnej ruinie, z której nie mogę jej podnieść po 2 miesiącach od odstawienia. 



Dziękuję, że nie dajesz o sobie zapomnieć po tak długim czasie.
Dziękuję za zaczerwienienia i podrażnienia występujące losowo podczas kuracji.
Dziękuję za to, że byłeś u mnie bombą z opóźnionym zapłonem.
Dziękuję za każdą podskórną gulę na linii żuchwy - niektóre są ze mną do dziś!



Dziękuję za to, że spełniłeś jedynie cząsteczkę zapewnień producenta. Zresztą, kogo to obchodzi, jak działałeś? Ważne, że to robiłeś!
Dziękuję za to, że magicznie sprawiłeś, że każdy podkład warzy mi się na twarzy, o tym właśnie marzyłam na wiosnę!
Dziękuję za przebarwienie na prawym policzku, które pojawiło się pomimo rygorystycznego stosowania filtrów [ SPF 50 ]
I na koniec dziękuję sobie za wytrwałość, bez której nie osiągnęłabym powyższych spektakularnych efektów kuracji!



A tak na serio - jak to było z tym Redermikiem R?
Niestety, właśnie tak, jak piszę - beznadziejnie! Z zaparciem używałam go przez 5 miesięcy, bez większych widocznych efektów. Owszem, zauważyłam spłycenie zmarchy między brwiami, ale po odstawieniu kremu wszystko wróciło do normy, czyli zmarcha jak była, tak i jest. To, co podobało mi się w Redermicu R, to fakt, że jakby wyciągał zaskórniki [ zwłaszcza te na nosie ] bliżej powierzchni skóry i kiedy stosowałam plastry na nos, działały one bardziej skutecznie. Niestety i ten efekt zniknął po odstawieniu kremu. Czyli efektów długofalowych brak. To znaczy tych pozytywnych, bo negatywne się świetnie utrzymują, na moje nieszczęście...



Ja Redermiku R nie polecam, zupełnie nie sprawdził się na mojej cerze. 
Miałyście do czynienia z tym gagatkiem?




Kosmetyczne nowości świąteczne i okołoświąteczne :)

Cześć! :)

Witajcie po krótkiej, świątecznej przerwie :) Ostatnie dni upłynęły nam bardzo miło, rodzinnie, jedzeniowo i prezentowo. Wczoraj wróciliśmy już razem do domu, rozlokowaliśmy jedzenie, rozpakowaliśmy rzeczy i możemy wracać do codzienności :) Niestety, wczoraj wieczorem dostałam straszliwej migreny, w pewnym momencie aż płakałam z bólu. Narzeczony w panice chciał wzywać pogotowie, ale przeczekałam to. Dziś już czuję się lepiej, ale wciąż czuję takie ogólne osłabienie... Sama nie wiem, skąd tak nagle mnie dopadło... 

Z powodu braku sił, zamiast recenzji pokażę dziś Wam kosmetyczne nowości, które przywędrowały do mnie w ramach Świąt i nie tylko :)


Prezent, w którym maczałam palce ;) Babcia nie wiedziała, co mi kupić, więc Jej pomogłam :) Divine Oil Caudalie jest mój! ♥ W zestawie mam jeszcze miniaturkę peelingu Divine Scrub i balsamu brązującego Divine Legs. Bardzo się cieszę z tego zestawu, bo na pełnowymiarowy olejek miałam ochotę już od długiego czasu.


Mama do prezentu dorzuciła mi zestaw miniatur z LRP, który kiedyś dostała przy zakupach i mały żel pod prysznic z Biodermy


Hojna i kochana Lipstick And Kids jeszcze przed Świętami podarowała mi szampon Baikal Herbals Objętość i Siła, a pod choinką znalazłam od Niej szampon Joico K - PAK Reconstruct i olejek K - PAK Color Therapy. Szampon z Joico już raz użyłam i jestem zachwycona - moje włosy stały się po nim jakby grubsze :) 


Jadąc do domu na Święta, zapomniałam oczywiście suchego szamponu, więc zaopatrzyłam się w moją ulubioną ostatnio wersję Batiste do ciemnych włosów. Olejek nabłyszczający do włosów z Equilibrii był na mojej liście już od jakiegoś czasu, kupiłam go w promocji na eZiko za ok 16 zł :) Postanowiłam odświeżyć sobie kolor na włosach, więc z pomocą przyjaciółki Zuzi [ :* ] nabyłam farbę z L'Oreal w odcieniu 5.03 Świetlisty Brąz i jestem bardzo zadowolona [ kolor wyszedł ciemniejszy niż miałam, ale nie czarny i ma ładny połysk :) ]


Olejek do demakijażu kupiłam po tym, jak Lipstick And Kids uświadomiła mnie, że micel i żel do twarzy nie są w stanie całkowicie usunąć silikonów z produktów do makijażu. Wybrałam Missha Flower Bouquet Cherry Blossom Fresh Cleansing Oil. Używam do od połowy grudnia i bardzo polubiłam - jest wydajny, świetnie zmywa makijaż. Zestaw miniatur Lierac  Premium kupiłam w Hebe [ w opakowaniu brakuje saszetki suchego olejku Lierac, bo już go zużyłam ;) ]. Mały żel do mycia niemowląt z Babydream kupiłam z myślą o myciu twarzy - najpierw chciałam wypróbować produkt, stąd 50 ml opakowanie.


Skończyła mi się baza pod lakiery do paznokci, sięgnęłam więc po wzmacniające serum do osłabionych paznokci od Bell - dziś będzie pierwsze użycie :) Olejki mandarynkowy i pomarańczowy kupiłam w przyjemnej cenie, będą służyły do peelingów. Pastę do zębów Himalaya Herbals Sparkly White kupiłam po przeczytaniu wpisu u Króliczka Doświadczalnego nt szkodliwości fluoru w pastach do zębów - polecam!. Ta pasta nie ma fluoru i można ją dostać w drogeriach Natura.


Mydło w płynie Fa kupiłam ze względu na promocję i zapach - grejfrutowy. Rzeczywiście pachnie ślicznie, prawie jak żel pod prysznic grejfrutowy z TBS :) Jeśli lubicie prawdziwy zapach tego owocu, polecam Wam zaopatrzyć się w to mydełko :) Oliwka do ciała Babydream ma przyjazny skład bez parafiny i fajnie nawilża ciało po prysznicu. Zmywacz do paznokci w żelu z Donegal bardzo lubię, to już moje 3 opakowanie. Odżywcze serum do paznokci z Biowaxu przygarnęłam, zamieniając punktu z karty Lifestyle w Superpharm, ale nie jestem zadowolona  - denerwuje mnie aplikator.

To już moje wszystkie kosmetyczne nowości [ niekosmetycznych nie pokazuję, żeby Was nie zanudzić ;) ] z ostatniego czasu, nie planuję już konkretnych zakupów, chociaż nie wykluczam, że na coś się skuszę, w końcu w Sephorze mamy - 25% na kolorówkę, a w Superpharm - 40 % :) 

Piszcie, jakie u Was kosmetyczne nowinki się pojawiły?
Zainteresowało Was coś z moich nowości?

Nowości ostatnich tygodni :)

Hej hej! :)


Dziś będzie o moich zdobyczach i darach losu ostatnich tygodni. Promocje czyhały na nas z każdej strony, nie sposób było nie ulec ;) Udało mi się zrealizować prawie całą listopadową listę zakupową, jestem z tego bardzo zadowolona :) Tak a propos  - grudniowa, nawet już w części zrealizowana, wisi w pasku bocznym bloga :)

Na sam początek pielęgnacja:


Krem do rąk The Secret Soap Store Pomarańcza to zakup dzięki próbce, którą znalazłam w Mikołajkowej paczce od Naomi. Bardzo spodobał mi się świąteczny zapach suszonych pomarańczy, krem już w użyciu, kosztował 20 zł. Cetaphil krem intensywnie nawilżający kupiłam do kuracji kremem z retinolem, kosztował 30 zł. Nuxe, Reve de Miel to kultowe już masełko w słoiczku, jest ze mną dopiero kilka dni, ale już rozumiem jego fenomen :) Koszt to 37 zł.


Corine de Farme tonik odświeżający to zakup z Hebe, Hexx polecała mi tonik oczyszczający, ale ja się musiałam pomylić i kupić ten ;) Przyjdzie i na niego pora, kosztował ok 13 zł. Żel pod prysznic Luksji to mała zachciewajka - spodobała mi się próbka kiedyś i kupiłam go, kiedy był na promocji w Naturze za ok 5 zł. It's Skin VC Effector krem wodny był na mojej liście od długiego czasu, w końcu zdecydowałam się na zamówienie. Używam już od prawie dwóch tygodni, jestem bardzo zadowolona. Koszt to ok 35 zł na ebay'u.


Standardowo, uzupełnienie zapasów Caudalie - kupiłam tonik, a piankę dostałam gratis. Niestety nie było w aptece większych butelek, przygarnęłam więc te 100 ml. Koszt toniku to 36 zł. Żel pod prysznic z YR to zachcianka, o pięknym, naprawdę wiernie oddanym zapachu granatu - ok 9 zł.


Lakiery! :) Część już widzieliście, tutaj zebrałam je razem. Golden Rose Rich Color o numerkach 103 [ prezentowałam go już - tutaj ], 112 i 111, każdy po 5,90 zł. Z tyłu top i baza w jednym z Revlonu - dość nietrafiony produkt, ale od biedy może służyć jako baza, kupiony na promocji -40% w Hebe, za 12 zł. Rimmel 440 Sun Downer, kupiony pod wpływem Hexx i jej prezentacji, szaraczek 188 z Wibo [ był bazą do zgłoszenia konkursowego do Hexx - tutaj ]. Ostatnie dwa lakiery to łupy z wyprzedaży blogowej: mini Orly Faint of Heart [ 5 zł ] i China Glaze Foie Gras [ 10 zł ].


Kolorówka: od góry maskary: na -40% w Rosmannie zdobyłam w końcu Pump Up z Lovely [ o dziwo, trafiłam na nieotwierany egzemplarz! :D ], a w Firlicie na Floriańskiej w Krakowie upolowałam ulubioną wersję 2000 Calories od Max Factora, z podkręconą szczoteczką [ 17,99 zł ]. Korektor z Maybelline to Affinitone, poniżej Perfect Match z L'Oreal, oba kupione w Hebe na -40%, za około 14 i 19 zł. Naszła mnie ochota na robienie kresek eyelinerem w pisaku, sięgnęłam więc po SuperLiner z L'Oreal, również w Hebe, kosztował ok 20 zł na promocji :) Na koniec: pomadka matowa w płynie z NYX - łup z nowej krakowskiej Galerii Bronowice - piękny, ale chyba wybrałam za jasny kolor... Kosztowała 29 zł.

 

Róż z nowej limitowanej kolekcji Rocking Royals Catrice kusił mnie już na zdjęciach promocyjnych, na żywo wyglądał zupełnie inaczej, ale i tak mi się spodobał. Jest mega mocno napigmentowany, trzeba szalenie z nim uważać ;) Kosztował 17,99 zł. Podkład z MF Facefinity był planowanym zakupem na promocji -40% w Hebe [ 36 zł ], zeszłej jesieni bardzo go polubiłam i postanowiłam, że znów się spotkamy :) Najbardziej dumna jestem z zakupu wody toaletowej Davidoff Cool Water Wave - udało mi się skorzystać z promocji w Superpharmie -50% na wybrane przecenione zapachy i wyszłam z tym, płacąc za niego 60 zł [ pierwotna cena to 247 zł :D ]. Podoba mi się w niej wszystko od zapachu po ombre buteleczkę :) I nawet Narzeczony nie ma na nią alergii - win win ;)


Na koniec jeszcze wspaniałe dary pielęgnacyjne, na które chętkę miałam już od długiego czasu :) Wszystkie są od Lipstic and Kids i cieszą mnie niesamowicie! Redermic R już od miesiąca ląduje na mojej twarzy, reszta czeka jeszcze na debiut. Malwinko - dziękuję raz jeszcze! :*** Przy okazji zapraszam Was serdecznie do Lipstick and Kids - świetny, nowy blog młodej i pięknej [ zazdrość! ] Mamy - na temat, z humorem i pełen ciekawostek :)

Jak się Wam podobają moje zdobycze?
Co u Was pojawiło się nowego?
:))


P.S. Jutro wyniki rozdania z Caudalie - ja już znam Zwyciężczynię :D
P.S. 2 Czekam jeszcze na dostarczenie ostatnich rzeczy z Dnia Darmowej Dostawy i pochwalę się Wam, co zamówiłam, chcecie?

Empties #8

Witajcie :)

Dziś postraszę Was pustymi opakowaniami! :)
Co miesiąc mam naprawdę niezłą frajdę, kiedy zaglądam do pudła ze zużyciami i fotografuję wykończone produkty. Mam wtedy wrażenie, że jest jakaś płynność w moich kosmetycznych zapasach i pomimo tego, że wciąż kupuję, coś także wyrzucam ;)


1. Equilibra, szampon aloesowy - włosowy ulubieniec, już zaopatrzyłam się w kolejne opakowania :) KLIK
2. Facelle - jeden z podstawowych produktów w mojej łazience, służy wg celu i do włosów
3. Facelle w piance - nowość, oczywiście musiałam spróbować, nie byłabym sobą ;) Jestem na nie, męczyło mnie wielokrotne naciskanie pompki, żeby wydobyć odpowiednią ilość produktu. Do mycia twarzy powinien być fajny, ale ja go do tego nie używam.
4. Be Beauty, płyn micelarny. Standardowo już ;) KLIK


5. Yves Rocher, żel pod prysznic Retropical - miły w użytku produkt o ładnym, świeżym zapachu. Było nam razem przyjemnie pod prysznicem ;)
6. Anida, krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia - ulubiony krem, mam go zawsze w domu, ostatnio w samym salonie naliczyłam 3 rozpoczęte tubki ;) To chyba o czymś świadczy? :) KLIK
7. Marks& Spencer, mydło do rąk różane - zapach miało śliczny, ale wszystko inne bez szału, ot mydło w płynie. Bardzo szybko się skończyło - 200 ml wystarczyło na niecałe 2 tygodnie.
8. Nivea, antyperspirant w kulce Fresh Natural - nie było mojej ulubionej wersji Dry Comfort, wzięłam więc tę. Nigdy więcej ;) Pachniała męsko, ale brzydko i bardzo się ucieszyłam, kiedy się skończyła.


9. Donegal, zmywacz do paznokci w żelu - moje odkrycie sprzed 2 miesięcy. Świetny zmywacz, który nie śmierdzi, czuć nawet to reklamowane mango. Musiałam nauczyć się go obsługiwać - trzeba chwilkę przytrzymać palec na waciku ze zmywaczem. Zmywa wszystko, jest wydajny i zdecydowanie uprzyjemnia proces zmywania lakieru. Kolejna butelka już w użyciu :)
10. Iwostin, woda termalna. Męczyłam te 50 ml chyba przez pół roku. Używałam do zwilżania glinki na twarzy. Woda wręcz pluła mocno kroplami, aplikacja była nieprzyjemna. Nigdy więcej... Bye bye, Iwostin!
11. Klorane, szampon na bazie wosku z magnolii. Próbka 100 ml wystarczyła na kilka użyć, nie był zbyt wydajny. Dobrze się pienił, nie zauważyłam nic specjalnego.
12. La Roche Posay, fizjologiczna pianka do mycia twarzy. Kupiona za grosze na allegro, służyła mi do porannego oczyszczania twarzy. Dobrze myła, ale nie była zbyt wydajna i nie podobał mi się zapach. Wróciłam już do mojej ulubionej pianki Caudalie.


 Biotherm Biosource, tonik do twarzy. Próbka 30 ml. Bez rewelacji, miał alkoholowy zapach.
13. Baza kremowa ze sklepu z półproduktami - dostałam ją kiedyś jako gratis do zakupów, nie wiedziałam, co to i zużyłam do peelingu ;)
14. Chanel, Vitalumiere Aqua, podkład o magicznych właściwościach, było mi autentycznie smutno, kiedy się skończył :( KLIK
15. Decubal, krem pod oczy. Zwykły nawilżacz, nic szczególnego. KLIK


Tutaj próbki - maska oczyszczająca Caudalie, w której się totalnie zakochałam po tej próbce i pełnowymiarowe opakowanie jest już u mnie, krem do rąk Caudalie, który genialnie sprawdza się w pielęgnacji skórek, też mam już pełnowymiarowe opakowanie. Ostatnia próbka to ujędrniający żel pod oczy z JMO - dzięki Megdil, która wiedziała, że rozważam zakup, mogłam wypróbować ten żel, niestety nie przypadł mi do gustu.Próbka 1 ml wystarczyła mi na 4 dni używania rano i wieczorem. Bardzo szybko się wchłaniał, odczuwałam potrzebę nałożenia jeszcze czegoś, nieprzyjemnie ściągał skórę wokół oczu, na pewno się na niego nie zdecyduję.


Próbki z It's Skin - kremy wodne. Bardzo miło używało mi się tych kremów, używałam ich jako serum po toniku, jedna saszetka wystarczała na 5 dni porannego stosowania. Zdecydowałam  już, że jedno z nich zagości w mojej łazience za niedługo :) Próbka serum nawilżającego z Lieraca też była niczego sobie, ale produkt był dość wodnisty, więc raczej nie zdecyduję się na zakup.


Ostatnia garść próbek, z tej gromadki nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Shiseido to były płatki pod oczy nasączone retinolem, użyłam ich w wieczór przed obroną, skóra wokół oczy była przyjemnie nawilżona :) 



Uff, to już wszystko. Choć nie ma tego tak dużo, jak poprzednio, ja jestem zadowolona :)
Jak Wam poszło w tym miesiącu?