Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzel do makijażu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzel do makijażu. Pokaż wszystkie posty

Ulubieńcy na bogato ! | KWIECIEŃ '15

Dobry wieczór bardzo!

Czas na przedstawienie gromadki kosmetyków, które mnie zaskoczyły i zyskały awans do grona ulubieńców. W kwietniu sporo takich się znalazło [ naliczyłam 9 różnych! ] w mojej łazience i kosmetyczce, dlatego też cieszę się, że mogę je Wam zaprezentować :)


Emulsja micelarna do mycia twarzy, Anida - kupiłam ją kilka miesięcy temu, w promocyjnej cenie 6,99 zł. Używam od marca i jestem niesamowicie zadowolona - z jej delikatności, konsystencji i wydajności [ zostało mi jeszcze 1/3 opakowania ]. Normalnie emulsja kosztuje niecałe 10 zł więc jest produktem bardzo przystępnym, ma krótki i delikatny skład, nadaje się do każdego typu cery. Bez problemu znajdziecie ją w aptekach DOZ, stacjonarnie i internetowo.

Nawilżająca odżywka do włosów Citrus + Aloe, Petal Fresh Organics - o odżywce już pisałam niedawno, to bardzo dobra naturalna kuracja dla włosów. Ujarzmiała w kwietniu moje włosy najczęściej, zostawiając je gładkimi i błyszczącymi.

Sephora, Gentle Exfoliating Cleansing Balm - to masło do demakijażu kupiłam na jednej z wyprzedaży w perfumerii, o ile dobrze pamiętam, kosztowało 25 złotych. Okazało się super przyjemnym produktem do demakijażu! Naprawdę mnie zaskoczyło. Jest delikatne i kremowe, a przy tym pachnie jak kosmetyki Caudalie z linii Vinosource. Niestety już go nie produkują, pytałam w kilku Sephorach :(

Crushed Cabernet Scrub, Caudalie - peeling, do którego nie byłam na początku przekonana. Po pierwszym użyciu określiłam go jako niewydajny. Potem poczytałam o nim w sieci i okazało się, że każdy chwalił to, jak niewiele go potrzeba do peelingu całego ciała - dało mi to do myślenia i następnym razem spróbowałam z mniejszymi ilościami - bingo! Rzeczywiście peeling najlepiej radzi sobie, jeśli jest nakładany w małych ilościach. Magicznie wygładza skórę, zostawiając ją miękką o gładką na długi czas. Zapach jest dość specyficzny, lekko cierpki, ale ja bardzo go polubiłam.

Deep Recovery Nihgt Cream, Rituals - to prezent świąteczny od Irenki Jeszcze nigdy nie miałam lepszego kremu na noc. Ten z Rituals jest tak bogaty i regenerujący [ przy tym konsystencja jest całkiem lekka i wcale nie tłusta! ], że moja skóra rano wygląda, jakbym spała przez 24h! Koloryt jest wyrównany, cera mocno nawilżona i sprężysta, wygładzona. Uwielbiam! Jedyny minus to niższa niż moje założenia wydajność, po dwóch miesiącach jestem już w połowie opakowania.

puder do twarzy Prep + Prime, MAC - polubiłam sypańce i dobrze mi z tym :D Ten jest bardzo dobry, świetnie utrwala na długi czas makijaż, nawet ten nałożony na dość tłusty filtr przeciwsłoneczny [ przetestowane! ], nie bieli i u mnie nie robi płaskiego matu. Duża pojemność mi odpowiada, nie mogę mu nic zarzucić :)

róż do policzków Cream Puff, 20 Lavish Mauve, Max Factor - odkrycie różowe roku! Jestem zakochana po uszy w tym kolorze i odkąd go kupiłam, wszystkie inne poszły w odstawkę. Wbrew nazwie, róż jest wypiekany, nie kremowy. Jest piękną mozaiką [ ? ] połączonych chaotycznie kolorów z lekkim połyskiem, który pozwala zrezygnować z rozświetlacza. Nienaganna trwałość i genialny kolor sprawiają, że się z nim nie rozstaję, zużycie jest już widoczne.

pędzel do różu, Real Techniques - nie sposób o nim nie wspomnieć przy okazji różu z MF. Tylko ten pędzel idealnie radzi sobie z nakładaniem tego różu w zadowalający mnie sposób. Lubię go, bo nie da się nim zrobić na policzkach plam, równomiernie rozprowadza produkt i pięknie go blenduje. Dostałam go na urodziny dwa lata temu od przyjaciółki i wciąż jest w idealnym stanie [ na zdjęciu nieumyty, ale cóż, nie jestem Perfekcyjną Panią Domu ;) ].

lakiery do paznokcie, Essie - nie chodzi tu o konkretne kolory [ na zdjęciu Maximillian Strasse Her, Head Mistress, Big Spender ], ale o markę. Ostatnio wciąż sięgałam po lakiery Essie, odpowiadały mi pod względem kolorów, komfortu nakładania i trwałości. Lubię tę markę! Chyba czas na nowe kolory, ostatnio Merino Cool wpadł mi w oko ;)

Nie ukrywam, że nazbierałam tego pokaźną ilość, ale cieszę się, że trafiłam na tyle wartych wspomnienia kosmetyków :) Przy tym w kwietniu nie miałam żadnego rozczarowania kosmetycznego, bilans jest więc bardzo zadowalający ^^ 


Napiszcie, co Wam umilało kwiecień, może coś nam się pokrywa?

Ulubieńcy sierpnia :)

Hej hej! :)

Wiem, wiem, że spóźniona jestem z tymi ulubieńcami ;) W zasadzie miałam ich sobie nawet odpuścić, ale doszłam do wniosku, że polubiłam się z naprawdę fajnymi kosmetykami, więc warto je Wam przedstawić.


1. L'Orient, Savon Noir  z różą damasceńską - moje odkrycie! Znakomicie oczyszcza skórę, zmniejsza pory i poprawia koloryt. Czarne mydło na pewno będzie stałym bywalcem w mojej łazience! Pisałam o nim więcej tutaj.

2. Maybelline, pomadka Color Whisper w odcieniu Lust For Blush - idealna pomadka na co dzień, o delikatnym kolorze różu, świetnie się rozprowadza na ustach, ma miłą konsystencję i w drugiej połowie sierpnia najczęściej lądowała na ustach :) Pokazywałam Wam ją w akcji tutaj.

3. Lirene, tonik nawilżająco - oczyszczający - na fali pozytywnych recenzji postanowiłam po ten tonik sięgnąć i ja. Nie zawiodłam się. Ma świetny zapach [ ogórek + coś, czego nie potrafię zidentyfikować ] i działanie - ładnie tonizuje skórę twarzy, nie zostawia lepkiej warstwy, mam wrażenie, że delikatnie nawilża za sprawą aloesu wysoko w składzie. Na pewno będę do niego wracać :)

4. Joursna, pędzel do makijażu - to jajeczko kupiłam na ebay'u za niecałe 10 zł. Zdziwiło mnie swoim całkiem porządnym wykonaniem - ma naprawdę bardzo zbite włoski, mięciutkie w dotyku i u mnie znakomicie sprawdza się do pudrowania obszaru pod oczami i skrzydełek nosa - pędzelek świetnie tam, dzięki swojej wielkości, dociera :) Bardzo udany zakup.

5. Isana Med, żel pod prysznic z olejkiem pomarańczowym - świetny żel o soczystym owocowym zapachu, który znakomicie umila każdy prysznic :) Dobrze się pieni, nie wysusza skóry i jest taniutki. Pisałam o nim więcej tutaj.

6. Carmex, Moisture Plus Pink - koloryzujący balsam do ust dotarł do mnie z fejsbuczkowego rozdania u Eska i bardzo się z tego cieszę, bo sama, po nieudanej przygodzie z Carmexem w tubce, na pewno bym po niego nie sięgnęła. Balsam w sztyfcie jest bardzo cieniutki i smukły, sprawnie się wykręca i aplikuje - nie potrzeba do tego lusterka. Nadaje ustom delikatny kolor i pozostawia przyjemne uczucia jakby chłodzenia. W sierpniu zużyłam pół opakowania, to chyba o czymś świadczy? ;)


Tak przedstawiają się moi ulubieńcy sierpniowy.
Znacie któryś produkt?