Pokazywanie postów oznaczonych etykietą China Glaze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą China Glaze. Pokaż wszystkie posty

Wrzos na jachcie | China Glaze, Too Yacht To Handle + Colour Alike, Lilianka

Witajcie listopadowo! :)

Lubię raz na jakiś czas [ niestety za rzadko ] oderwać się od codzienności i przyjechać do Rodziców. Teraz właśnie siedzę w swoim pokoju w domu rodzinnym i piszę do Was. Fajnie jest od czasu do czasu przespać się w swoim starym łóżku [ matko, jakie ono wąskie! ;) ], zjeść obiad Mamuni [ dziś były schabowe^^ ] i wybrać się na długi spacer po okolicy z Tatą, posprzeczać z Bratem [ tradycja ], a potem oglądnąć razem odcinek Teleexpresu [ też tradycja ]. Dość świętozmarłowej dygresji [ swoją drogą zbyt radosnej jak na okoliczności pobyty w domu ;) ], przejdźmy do właściwego powodu postu!


Przed Wami dwa lakiery, które całkiem niedawno wpadły w moje ręce. Jeden dostany, drugi kupiony na wyprzedaży blogowej. Zestawiłam te dwa lakiery w kompozycji bynajmniej nie jesiennej, ale kto mi zabroni? ;) Mam nadzieję, że się Wam to wszystko spodoba, bo przyszalałam jeszcze z naklejkami wodnymi ;)


China Glaze w odcieniu Too Yacht To Handle kupiłam za 5 zł na blogowej wyprzedaży - niezła gratka, prawda? Ten mocno nasycony [ aparat trochę zjadł mi kolor :( ] miętusek pochodzi z letniej kolekcji 2013 i jest naprawdę piękny! Spokojnie wystarczyły mi dwie warstwy do pełnego krycia.


Lilianka z Colour Alike to mój pierwszy lakier tej firmy i przywędrował do mnie od przemiłej Dagmary z Infinity Blog, znacie, rzecz jasna? :> Lilianka jest z kolekcji Trele Pastele i jest jaśniutkim fioletem, który w słońcu skrzy się holograficznymi drobinkami. Przypomina mi kolorem wrzos, stąd też ten wrzos w tytule posta ;) Dwie warstwy dają radę, choć trzeba uważać, bo lakier jest dość lejący.


Połączenie tych dwóch lakierów wpadło mi do głowy jakoś tak niespodziewanie, ale wyjątkowo zgrane duo stworzyły, postanowiłam więc to uwiecznić i opisać dla potomności ;) Do głowy strzeliło mi też, żeby zaakcentować wrzosik czymś jeszcze i tak oto sięgnęłam po wodne naklejki, których użycie już jakiś czas temu wytłumaczyła mi sąsiadka i paznokciowa blogerka - Agnieszka ;) Mi się podoba!


Co sądzicie o takim połączeniu?
Pochwalcie się, co u Was na paznokciach aktualnie!

Miłego wieczoru!!!

China Glaze - What A Pansy :)

Dzień dobry! :)

Ostatnio wiele lakierów przybyło do mojej kolekcji [ chciałam napisać skromnej, ale cóż - już jej taką nazwać nie mogę ;) ], dając wiele "malowniczych" perspektyw na przyszłość ;) Kilka tygodni temu, kiedy robiłam zamówienie na maskę do włosów Bomb Cosmetics w Minti Shopie, kliknęłam w ich zakładkę z lakierami [ głupia ja! ]. Tam od razu uśmiechnął się do mnie ten egzemplarz - China Glaze w kolorze What A Pansy. Nazwa ciekawa, kolor nieoczywisty [ nie mam takiego ] , przystępna cena [ 16 zł ] i fruuuu -> lakier zamówiony ;)


What A Pansy pochodzi z tegorocznej wiosennej kolekcji lakierów China Glaze. Mam wrażenie, że z całej kolekcji jest najbardziej wyrazistym kolorem, pozostałe wydają mi się dość powtarzalne [ okej, no może jeszcze At Vase Value jest wart uwagi ;) ]. 


Kolor na żywo jest bardziej fioletowy, niż wychodzi to na zdjęciach, nie umiałam tego dobrze uchwycić. Maluje się nim bardzo komfortowo, kryje równiutko po dwóch warstwach. Pędzelek, choć cienki, nie przysparza żadnych problemów, dobrze się nim manewruje i nabiera odpowiednią ilość lakieru.


Bardzo podobają mi się moje dłonie w takim nietypowym kolorze. Wbrew pozorom świetnie pasuje do większości ubrań, więc nie ma obaw o niedopasowanie ;) Trwałość lakieru w połączeniu z Seche Vite jest bardzo dobra, u mnie lakier bez uszczerbku wytrzymuje 5 dni, potem zmieniam kolor, bo z reguły mi się nudzi ;)


Jak się Wam podoba ten bławatkowy kolor?
Macie podobne odcienie? :)

Mam nowe! | Lakiery do paznokci :)

Cześć!

Dumałam ostatnio nad pokazywaniem Wam moich zakupów. Stało się dla mnie męczące zbieranie tego wszystkiego co miesiąc i opisywanie. O ile posty ze zużyciami darzę dużą sympatią, to te zakupowe jakoś mnie ostatnio nie cieszą... Wydaje mi się, że to przez ich formułę - sprawozdanie zakupowe z każdej jednej rzeczy. Postanowiłam to zmienić, bo przecież pisanie ma być dla mnie przyjemnością, prawda? :) Od teraz pokazywać Wam będę to, co nowego do mnie przybyło, nie trzymając się jakichś sztywnych ram czasowych, okej? Czasem pokażę Wam jakieś zamówienie, czasem daną kategorię produktów, może też zakupy z całego miesiąca, ale nie decyduję o tym z góry. Taka forma pokazywania zakupów będzie lżejsza i bardziej przyswajalna, nie sądzicie?

I tak oto dziś przed Wami zbiorczo to, co zasiliło przez ostatnich kilka tygodni moje już niemałe zbiory lakierowe. Są tu w zasadzie same kolory, z których mocno się cieszę, oduczyłam się już bowiem na szczęście kompulsywnego kupowania lakierów bo są: A. tanie B. mają ładny kolor, może się przydać C. jest promocja. Dzięki temu mam wrażenie, że zbiorek staje się bardziej mój i z przyjemnością sięgam po wiele kolorów, które nie gubią się już w gąszczu lakierów przypadkowych ;) Wpadki wciąż się zdarzają, ale już na mniejszą skalę ;)


W ostatnim czasie upolowałam kilka świetnych buteleczek na wyprzedaży blogowej [ Chinki za 5 zł, Orly za 8 zł ^^ ], dzięki pomocy kochanej Agni mam dwa lakiery Zoya więcej, coś tam sama upolowałam w drogeriach, a przepiękną gromadkę otrzymałam od Dagmary z Infinity Blog, Essiaka w intrygującym kolorze od Magdy z Unappreciated Blog, oraz cuda od Karo, u której wygrałam swoje pierwsze lakiery Chanel [ hasztag jaramsięjakflotastannisa! ], w co zresztą dalej nie wierzę ;)

Po takim wstępie [ kto go przeczytał, niech zostawi * w komentarzu! ;) ] zapraszam Was do zdjęciowej prezentacji moich nowych lokatorów. Jestem ciekawa, czy znacie te odcienie!
Z góry uprzedzam, że nie wszystkie kolory udało mi się wiernie na zdjęciach oddać, a próbowałam długo...


Kobo, Lilac. Ten odcień kupiłam już dość dawno, w promocji, za 3.99 zł. Śliczna chmurkowa niebieskość, prezentowałam ją już na blogu, widziałyście?

China Glaze, What A Pansy. Przeglądałam sklep MintiShop i jakoś tak ten egzemplarz wpadł mi w oko ;) Kosztował 16 zł, więc cena całkiem przystępna. 

Zoya, Geneviev i Louise. Te dwie pięknotki przyjechały do mnie z targów warszawskich, a pośredniczką w zakupach była Agni. Kosztowały 28,50 zł / sztuka.


China Glaze, Too Yacht To Handle. Kupiony niedawno na blogowej wyprzedaży za 5 zł.

Savina, Purple Pansy. Ta sama blogowa wyprzedaż, 3 zł. Lakier jest o tyle ciekawy, że ma matowe wykończenie. Pokazywałam je na Instagramie, potem wrzuciłam  również zdjęcie z Seche Vite, widziałyście?

Orly, Teal Unreal. Marzyłam o nim, odkąd zobaczyłam zdjęcia promocyjne zeszłorocznej kolekcji jesiennej ;) Kosztował 8 zł [ serio! :))) ]

China Glaze, Concrete Catwalk. Ciemna szarość, idealna na pochmurne dni i nastrój ;) 5 zł, również ta sama wyprzedaż.


Wibo, WOW Sand, nr 4. Prezent od Dagmary, jeszcze czeka na swoje pierwsze malowanie, ale w buteleczce wygląda świetnie :)

Colour Alike, Lilianka. Kolejny egzemplarz od Dagmary, wrzosowe holo. Piękne!

Essie, Big Spender. Bardzo ładny różowo fioletowy odcień, który chodził mi jakiś czas po głowie. Dostałam go od Magdy :)

Depend, nr 036. Prezent od Dolly Cocossino. Fajna, strażacka czerwień :)



Chanel, Vertigo i Vendetta. Moje pierwsze lakiery z tej firmy, wygrane w rozdaniu u Karo. Kolory są fantastyczne i wielowymiarowe, już nie mogę się doczekać pierwszego malowania. Tylko który wybrać?! :)

OPI, miniatura. Niestety, malutkie buteleczki nie są przez firmę oznaczane, więc nie mam pojęcia, co to za kolor. Niemniej jest pięknym nudziaczkiem ;) To dodatek do nagrody, również od kochanej Karo :)

p2. Quick Dry. Psikacz do suszenia paznokci. Miałam kiedyś daaaawno coś podobnego, jestem ciekawa, jak się ten sprawdzi. Kolejny paznokciowy dodatek od Karo :)))

__________________________________________________________

To już wszystkie lakierowe nowości ostatnich tygodni. 
Jest tego całkiem sporo, przyznaję. 
Ale cóż, dla mnie malowanie paznokci jest odprężające, 
więc muszę mieć czym malować, prawda? :D

Znacie te kolory?
Pochwalcie się, co zasiliło ostatnio Wasze lakierowe zbiory!

Kosmetyczny nieurodzaj ;) | zakupy z sierpnia

Witajcie! :)

W sierpniu jakoś tak się stało, że niewiele kosmetyków przybyło mi do kolekcji, sama nie wiem, dlaczego tak się stało - może to brak czasu na porządne zakupy, albo po prostu brak potrzeby? Sama nie wiem ;) Kilka rzeczy jednak wpadło w moje ręce i chciałam je Wam dziś pokazać. Zakupowy bilans sierpnia jest ujemny - zużyłam więcej kosmetyków niż kupiłam, nieźle, co? ^^


Zacznę chyba od najciekawszych nowości, oczywiście pielęgnacyjnych,bo takie u mnie co miesiąc, jak wiecie, przeważają. Jak tylko usłyszałam o peelingujących piankach pod prysznic od Organique, wiedziałam, że na jakąś się skuszę. Padło na peelingującą piankę o zapachu mrożonej herbaty. Za piankę zapłaciłam w sklepie firmowym 34,90 zł.
Następną nowością jest miodowa maska do włosów Bomb Cosmetics, którą zapragnęłam po recenzji Pączka w pudrze. Maska ma prześliczne opakowanie i mam nadzieję, że sprawdzi się na moich włosach. Na razie czeka na swoją kolej. Kosztowała trzydzieściparę złotych w Minti Shopie.



Zmywacz do paznokci rzecz ważna, kupiłam więc kolejne opakowanie lubianego przeze mnie zmywacza w żelu o zapachu mango z firmy Donegal. Jest delikatny, skutecznie zmywa i nie śmierdzi tak bardzo, jak reszta. Postanowiłam zafarbować włosy [ robię to raz na kilka miesięcy, zazwyczaj co pół roku ] i kupiłam dwie farby z Garnier w kolorze 4 Brąz . Wyszły czarne i byłam trochę zła, ale teraz już się wypłukały i wyglądają znośnie. Przyznam, że zastanawiam się nad ciemniejszymi włosami teraz, bo po farbowaniu dostałam bardzo dużo komplementów! :)


Regenerujący płyn do higieny intymnej Tołpa to mój ulubieniec. Kończę właśnie przeciętny płyn z Białego Jelenia i zaopatrzyłam się w znany i lubiany produkt, bo był na promocji w Hebe. Nie dość, że dobrze działa, to jeszcze jest wydajny - to lubię :)Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z Bielendy kupiłam pod wpływem impulsu - od kilku tygodni znów maluję rzęsy tuszem i potrzebowałam czegoś, co skutecznie ten tusz z moich rzęs usunie [ akurat micel z Garniera mi się skończył ], padło więc na ten płyn. Jest okej, ale trzeba się namachać, żeby wszystko dobrze zmyć.  Z kategorii zachcianek - krem do rąk Crabtree&Evelyn o zapachu miodu i kwiatu brzoskwini. Wypatrzyłam go w TkMaxxie za 24 zł [ normalna cena to 73 zł ] i przygarnęłam bez zastanowienia :)


Krem do ciała Dove to nieprzemyślany zakup w Hebe. Był na promocji za kilkanaście złotych, spodobał mi się duży, okrągły słoik, a że nigdy nie próbowałam pielęgnacji z Dove - wzięłam :) Oczekiwałam czegoś bogatszego, ale na ostatnie ciepłe dni ten krem jest w sam raz. Bardzo ładnie pachnie i żałuję, że zapach nie zostaje ze mną na dłużej. Perfumy CK Eternity to temat, który chyba ostatnio wałkuję w prawie każdym poście, wybaczcie ;) Dziś już ostatni raz ;) Udało mi się upolować na Truskawce 100 ml w świetnej cenie - 87 zł. Wzięłam i teraz na nowo jestem zakochana - stara miłość nie rdzewieje! :)


Czas na kolorówkę! Jak zawsze najskromniej, ale i tak nie wiem, kiedy [ i czy w ogóle ] ja to wszystko zużyję ;) Nie miałam czasu jechać do Krakowa i przedłużyć rzęs, jak to robiłam przez ostatnie miesiące, wpadłam więc na genialny pomysł kupienia tuszu do rzęs ;) Tak, też byłam zdziwiona, że żadnego nie miałam w zapasach! Padło na tusz Maybelline Rocket Volum' Express. Zakupu żałuję - tusz jest beznadziejny. Prawie nie unosi rzęs, objętości nie widzę, raczej sklejenie i oblepienie... Teraz, po prawie 4 tygodniach codziennego używania jest lepiej, tusz zasechł trochę i lepiej się nim operuje, jednak wciąż nie jest dobrze... Pomadka w kredce Celia Lips on Top o numerku 1 to spontaniczny zakup w krakowskim Firlicie. Kosztowała nieco ponad 11 zł i jestem z niej bardzo zadowolona. Chubby Stick od Clinique to to nie jest, żeby nie było, ale bardzo fajnie wygląda na ustach - wybrałam neutralny, blady brzoskwinioróż i dobrze się w nim czuję. Pomadka trwała nie jest, ale dobrze mieć ją w torebce - nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się nam trochę koloru :) Ostatnie nabytki to dwa lakiery - w TkMaxxie wypatrzyłam Models Own w odcieniu Thunder and Lightening [ 14,99 zł ], a China Glaze w odcieniu What a Pansy kupiłam w Minti Shopie [ 16 zł ].

To są wszystkie moje zakupy z sierpnia, prawda, że niewiele? :)
Jak Wam poszło? Poszalałyście, czy byłyście raczej ostrożne?
Piszcie!

Mali poprawiacze humoru | TkMaxx, MintiShop, Buczek i Cinema City :)

Witajcie niedzielnie :)

Dziś będzie chaotyczny post, z góry uprzedzam, żeby nie było ;) Co miesiąc w życiu kobiety nastaje taki czas, kiedy ma ochotę urwać wszystkim naokoło głowy i z uśmiechem patrzyć, jak biegają odbijając się od ścian. Żadna ze mnie sadystka, po prostu mówię, jak jest ;) Jako, że kobiety to zaradne bestie, mają wiele sposobów na załagodzenie sytuacji. Mi pomaga jedzenie [ o dziwo, mam bardziej chętkę na mięso, ale i słodyczom nie odmówię ;) ] oraz zakupy. Taką właśnie terapię stosuję od ostatnich kilku dni.


Najpierw było kompulsywne zamówienie z Minti Shop'u. Trwała promocja na Bomb Cosmetics, więc bez zastanowienia kliknęłam miodową maskę do włosów, którą zachwalała Pączek w pudrze. Na razie tylko niuchnęłam, ale już nie mogę się doczekać używania :) 


Żeby masce smutno w paczce nie było, kliknęłam też lakier China Glaze w odcieniu, którego brakowało w moim zbiorku. Fajna, bezproblemowa fioleto - niebieskość [ a może na odwrót? ] już podbiła moje serce, zresztą chwaliłam się na Instagramie :)


Narzeczony, wprawiony od kilku lat w ujarzmianiu comiesięcznej rozjuszonej bestii   poprawianiu humoru swojej cudownej Narzeczonej, ogłosił niedzielną wyprawę do kina. Jako, że chciał jeszcze kupić buty, dostępne jedynie w Deichmannie w Bonarce, tam skierowaliśmy nasze auto. Nie powiem, ucieszyłam się [ wiadomka - TkMaxx :D ], widząc już buszowanie po dziale kosmetycznym TkMaxx'a ^^ Buty kupił, poszedł je zanieść do auta i dał mi 10 minut na kosmetyki, wyznaczając spotkanie pod Cinema City. Powiedzmy, że zdążyłam ;) 


Dział kosmetyczny w bonarkowskim TkMaxxie był dość ogołocony i świecił pustkami oraz chamsko pootwieranymi i pokruszonymi produktami [ to akurat normalka, niestety... ], ale udało mi się wygrzebać w 100% zapakowane i bardzo ciekawe dobra :D Kiedy zobaczyłam lakiery Models Own, bardzo się ucieszyłam! Zgarnęłam odcień " Thunder and Lightening ", który pięknie do mnie migotał z półki. 



Potem przeglądałam mazidła do ciała i w moje ręce wpadł krem z firmy Crabtree & Evelyn, miodowo - brzoskwiniowy. O firmie słyszałam wiele dobrego i miałam chętkę na ich kremy do rąk, ale ceny i dostępność nie zachęcały, a tu niespodzianka :)


Zahaczyłam też o Buczka, krakowską piekarnio - cukiernię [ jedną z moich ulubionych, tuż po tej na Sławkowskiej ] i kupiłam ulubione rurki z kakao ♥ Jeśli jesteście z Krakowa i ich nie znacie - biegiem do Buczka! ;)


Narzeczony zarządził gofry [ ja oczywiście z polewą czekoladową! ], więc rozpusty był ciąg dalszy ;) Potem kino. Wybraliśmy film Lucy, który z wyświetlanych jako jedyny zapowiadał się w miarę do oglądnięcia. Ciekawy, ale było dużo niedoróbek, zresztą historia też znana, po prostu odpowiednio przerobiona. Niemniej Scarlett Johansson i Morgan Freeman całkiem dobrze zagrali, a ścieżka dźwiękowa była świetna, właśnie za nią grzebię w sieci :) 

Lubicie takie posty, w zasadzie o niczym? Dajcie znać w komentarzach!
No i piszcie, jak Wy radzicie sobie, kiedy budzi się w Was bestia ;)

Arbuz w lawie, czyli róż na całej linii! | Essie, Watermelon + China Glaze, Hot Lava Love

Cześć! :)


Dziś będzie post z dwoma lakierami do paznokci, które o dziwo, nie doczekały się jeszcze premiery na blogu, a nosiłam je już kilka razy. Dziś więc nadrabiam to niedopatrzenie, prezentując je w duecie. Nie byle jakim, bo różowym! :) Jako, że róż jest dobry na wszystko - enjoy! 


Watermelon przywędrował do mnie z rozdania u Anne - Mademoiselle, a Hot Lava Love od Extension Beauty. Dziewczynom raz jeszcze bardzo dziękuję, bo bez podarunków od nich nie wpadłabym na takie fajne połączenie :)


Watermelon to piękny okaz Essie - kolor jest totalnie kremowy, nasycenie koloru jest maksymalne i energetyczne, ale jeszcze nie jaskrawe, choć kolor daje po oczach :) Ten mocny, soczysty róż idealnie ożywia nasze dłonie bez względu na porę roku czy ubiór. Świetnie wygląda również w wersji matowej - sprawdziłam! Kryje równomiernie po 2 warstwach, nie smuży, nie bąbelkuje - ideał.


Hot Lava Love to kolor, z którym mamy trudną relację. Ten lakier z firmy China Glaze to czerwień z pogranicza różu z pierdyliardem opalizujących na różowo drobinkek. Raczej nie moja bajka,ale jakimś dziwnym trafem spodobał mi się i chciałam go oswoić. Najpierw nałożyłam go solo. Kryje prawie w 100% po 3 warstwach. Solo jakoś do mnie nie przemawiał, było mi na dłoniach za pstrokato i bogato ;) Zmyłam, potem zrobiłam do niego kolejne podejście, ale znów nie czułam się komfortowo. Wpadłam na pomysł zmatowienia gagatka. Efekt, jaki uzyskałam, był dość ciekawy, jednak wciąż miałam jakieś obiekcje. Dopiero jako dodatek lakier w pełni mi się spodobał i właśnie w taki sposób będę go wykorzystywać :)


W tym połączeniu bardzo podoba mi się to, że lakiery są prawie identyczne, jednak różnicę da się zauważyć, zwłaszcza w mocniejszym świetle. Pod słońce palec serdeczny pięknie migocze, a efekt nie jest tandetny czy przesadzony. Połysk, który na wszystkich palcach był dla mnie zbyt nachalny, tutaj staje się delikatny i zróznoważony przez kremowość reszty :) 


Na koniec wstawię Wam jeszcze zdjęcie z mojej komórki, która dziwnym trafem lepiej od aparatu oddaje rzeczywiste kolory... Udało mi się ładnie uchwycić kontrast i podobieństwo tych dwóch lakierów :) Wybaczcie poranione palce.


Napiszcie mi koniecznie, jak się Wam podoba takie połączenie! :)
Miłego dnia! :)))

Bure paznokcie z lakierami Essie, OPI i China Glaze :)

Cześć! :)

Miałam dziś bardzo męczący dzień, załatwiałam kilka ważnych spraw w Krakowie, a potem załapałam się jeszcze na agresywny shopping ze wspaniałą i niestrudzoną Mamą Narzeczonego. Agresywny, ale skuteczny! Chcecie post z moimi niekosmetycznymi zakupami? :) Dajcie znać w komentarzach, a tymczasem mam dla Was lakiery.

Rzadko ostatnio pojawiają się notki lakierowe, sama nie wiem, dlaczego. Paznokcie mam permanentnie pomalowane, nie lubię chodzić bez lakieru. Postaram się częściej pokazywać Wam kolory z mojej kolekcji, bo mam jeszcze wiele godnych uwagi, które jeszcze nie doczekały się blogowego światła ;) Dzisiejszy wpis dedykuję Iwetto, która prosiła [ już daaaawno, ale wiecie - co się odwlecze, to nie uciecze ^^ ] o porównanie Smokin Hot z Foie Gras.


Dziś będzie porównanie moich ulubionych burych lakierów - tych, po które najczęściej ostatnio sięgam. To nie wszystkie błotniaczki, które mam w zbiorach, uprzedzam pytania ;)
Na powyższym zdjęciu, kolejno od lewej: OPI Over The Taupe, Essie Don't Sweater It, Essie Smokin Hot, China Glaze Foie Gras.

Zdjęcia były robione 3 dnia po pomalowaniu.


Tutaj zdjęcie z fleszem.


Tutaj zdjęcie w świetle dziennym


Wszystkie pokazywane lakiery cechuje bardzo dobre krycie i 2 warstwy wystarczą w zupełności do uzyskania równomiernego krycia i koloru. Ja jedynie mam inną taktykę przy Over The Taupe - nakładam 3 bardzo cieniutkie warstwy, bo zauważyłam, że wtedy uzyskuję bardziej równomierne krycie i jakby głębszy kolor. Wszystkie wysychają syzbko, ale ja i tak zawsze pomagam im Seche Vite, dla dodania dodatkowego połysku i przedłużenia trwałości.


Jeśli kazałybyście mi wybrać z tej czwórki jeden, ulubiony - nie potrafiłabym! Wszystkie je bardzo często noszę i lubię. Najciemniejszy, Smokin Hot ma największe zużcie, jak dotąd :) Generalnie uważam, że błotniaczki, taupe'y, czy inne bure lakiery są bardzo uniwersalne: pasują do wszystkiego [ od każdej pory roku, po wszelakie stroje ] i świetnie wyglądają zarówno na długich, jak i na krótkich paznokciach.




A który się Wam najbardziej podoba? :)

Zieleni i burych kolorów ciąg dalszy. Duet OPI i China Glaze :)

Cześć :)

Jak zapewne zauważyłyście, ostatnio przeżywam małe zauroczenie zieleniami na paznokciach. Pokazywałam Wam już zgniłego Golden Rose i żywą, trawiastą zieleń od Revlon'u. Dziś nie będę gorsza i pokażę Wam następną zieleń, która jednak, aby Was nie zanudzić, nie jest taka oczywista i wystąpi w akompaniamencie wątróbki. Wątróbki, zapytacie? Ano tak! Chodzi o lakier Foie Gras od China Glaze :) A nieoczywistą zielenią w dzisiejszym manicurze będzie OPI Nein! Nein! Nein! Ok Fine!, który znalazłam w mikołajkowej paczce od Naomi [ Mikołajki z Hexx - moje pudełko ].


Miniaturka z OPI ma 3,75 ml i jest przeurocza [ nawiasem mówiąc - czy Was też zawsze rozczulają takie maciupcie kosmetyki? ;) ]. Niestety, mini OPIki nie posiadają żadnej nazwy na sobie i jedyne, co nam pozostaje, to bawić się w zgadywanie. Mi w zidentyfikowaniu koloru pomogła Kasia Śmietasia, która ma go w swoich zbiorach :) Dziękuję :*

Jak usłyszałam nazwę: Nein! Nein! Nein! Ok Fine! , to momentalnie stanęła mi przed oczami scena z Bękartów Wojny [ mój ukochany film, widziałam go niezliczoną ilość razy! ], kiedy Hitler uderza ręką w stół i krzyczy nein nein nein nein, kojarzycie? :) 
Kolor pochodzi z Germany Collection i jest ciemną szarością podszytą zielenią [ a może na odwrót? ]. Nieoczywisty kolor, bardzo ciemny, ale nie wygląda na czarny, co w nim lubię, bo wiele ciemnych lakierów w zwykłym świetle wygląda na czerń.


Miałam ochotę na jakieś "ożywienie" na dłoniach, stąd wybrałam dwa kolory. Wydaje mi się, że całkiem ładnie się ze sobą komponują - ostatnio bardzo lubię takie barwy!
China Glaze w kolorze Foie Gras miałam na swojej liście, odkąd zobaczyłam go u Malowajki. Udało mi się go upolować na jednej z blogowych wyprzedaży za 10 zł :) Jest to przykurzony brąz z domieszką fioletu - cudo! :) Pochodzi z kolekcji Capitol Colors, inspirowanej Igrzyskami Śmierci.


Wybaczcie mi proszę niedociągnięcia przy skórkach - oczywiście zobaczyłam je dopiero na zdjęciach ;)


Obydwa lakiery świetnie kryją po 2 warstwach. Na zdjęciach jednak widzicie 3 warstwowy manicure. Dlaczego? Ano dlatego, że użyłam bazy Revlon Multi Care Base + Top Coat, która sprawia, że pierwsza warstwa lakieru rozjeżdża się na płytce, robiąc plamy, druga warstwa zachowuje się już troszkę lepiej, ale prześwity wciąż są mocno widoczne, dopiero trzecia warstwa ogarnia całość i jest okej. Bardzo żałuję tego zakupu i wciąż staram się dać szansę tej bazie, jednak jest po prostu do... niczego i musiałam kupić jakąś inną. Jedyne, co mam do powiedzenia o tej bazie, to: Nein! Nein! Nein! ;)


No czyż nie jest uroczy? :)


Jak się Wam podoba połączenie takich lakierów?
Lubicie takie bure kolory na paznokciach? :)