Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seche Vite. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Seche Vite. Pokaż wszystkie posty

Znowu z poślizgiem - zużycia kwietnia :)

Hej!

Jak w tytule - dziś będą spóźnione zużycia. Coś ostatnio opornie przychodzi mi opisywanie skończonych opakowań, nie wiem dlaczego ;) W końcu jednak nastąpiła akcja mobilizacja i oto przed Wami moje kwietniowe śmieci kosmetyczne - enjoy!


Szampon rozmarynowo melisowy Balea spisywał się świetnie - polubiłam jego zapach [ wiecie, że mam obsesję na punkcie rozmarynu ^^ ] i działanie. Bardzo dobrze oczyszczał włosy, nie plącząc ich i nie wysuszając, nadawał się do zmywania olejów. Chętnie powtórzę ten zakup, jak przekopię się przez zapasy [ standardowa śpiewka blogerów - chomików ^^ ]. O szamponie z Timotei nie powiem nic konstruktywnego, bo używałam go jedynie do mycia pędzli - dawał radę. Kremik do rąk OPI Avojuice o zapachu kwiatów hibiskusa to mój ulubiony z tej serii - zapach jest obłędny. Kremy nadają się do torebki, bo są bardzo poręczne i małe, przyjemnie wygładzają skórę i szybko się wchłaniają - lubię je! Płatki oczyszczające do twarzy Tami były porażką, opisywałam je w osobnym poście. Peeling do twarzy Balea żegnam, bo nastał już jego czas, nie zdążyłam zużyć go do końca. Mechaniczne peelingi rzadko teraz są u mnie obecne [ wolę enzymatyczne, zresztą Clarisonic używany regularnie redukuje potrzebę peelingowania praktycznie do zera ;) ], niemniej był dobrym, mocnym zdzierakiem z maleńkimi drobinkami i jeśli szukacie dobrego peelingu, polecam!



Kulka Nivea, as always. Żel pod prysznic Balea Paradise Beach pachniał bardzo ładnie i ogólnie nie wyróżniał się niczym szczególnym spośród innych żeli marki, oprócz tego, że miał fajowy mocno różowy kolor, który sprawiał mi przyjemność pod prysznicem. Jagodowe mydło do rąk Babuszki Agafii w dużym opakowaniu sprawdzało się poprawnie, ale raczej nie wrócę - wolę mydła w płynie z Biedronki. Masło do ciała różane Barwa było takim kosmetycznym cukiereczkiem. Miałam je na liście chciejstw z dawien dawna i Aga podarowała mi je na Gwiazdkę. Zapach róż jest intensywny i długo utrzymuje się na skórze, a samo masło przyjemnie nawilża i zmiękcza skórę. Ma gęstą konsystencję, ale nie sprawia problemów przy smarowaniu, szybko się wchłania - spotkanie do powtórzenia!  Peeling do ciała Organic Shop Mango był genialny [ w ogóle bardzo lubię peelingi z tej serii - są tanie, smakowicie pachną i odpowiednio zdzierają ] dzięki idealnie odzwierciedlonemu zapachowi dojrzałego mango i działaniu. Jedyne, co mogę mu zarzucić, to że barwi jasne lakiery do paznokci [ dziwne, wiem, ale zauważyłam to na miętowej Zoya z wiosennej kolekcji - myślałam, że to lakier jest felerny, a okazało się, że peeling, który ma mocno żółty kolor, bawi lakier, nawet pokryty Seche Vite - takie kwiatki ;) ]


Odżywka do paznokci Bell Bio2 Vitamin Booster to już któreś z kolei opakowanie, bardzo polubiłam tę bazę pod lakier. Tołpa, regenerujący płyn do higieny intymnej to kolejny stały bywalec w mojej łazience. Podobnie jest z kolejnymi trzema kosmetykami: Seche Vite, zmywaczem do paznokci Donegal i perfumami Calvina Kleina Eternity - to moje niezawodne i sprawdzone produkty :) Zmywacz do paznokci w płatkach był w porządku, ale bez większych ochów i achów, zdecydowanie wolę tradycyjną formę ;) Kremik do rąk z TBS nawilżał słabo, ale zapach wynagradzał wszystko.


Próbek też kilka pożegnałam. Ta opaska z osiołkiem to było opakowanie z mydełka z Mydlarni Franciszka, które dostałam od Taty na Dzień Kobiet - było świetne, delikatne i kremowe, również pędzle świetnie myło. Polubiłam krem pod oczy Shiseido Ibuki, saszetka wystarczyła mi na 2 tygodnie używania. Na pewno też kupię w przyszłości serum Vinoperfect z Caudalie - ostatnio go nie było w mojej aptece.

To już wszystkie zużycia kwietniowe, cieszę się, że udało mi się z nimi uporać! :)

Powroty | kosmetyki, które kupuję regularnie :)


Hej!

Wiele razy pisałam Wam, że mam kilka produktów, do których regularnie lub mniej powracam. Sygnalizowałam to zazwyczaj w jakimś poście ze zużyciami albo przy prezentowaniu zakupów. Pomyślałam, że może osobny post prezentujący te kosmetyki by Was zainteresował :)

Od razu zaznaczam, że nie znajdą się tu wszystkie produkty, które lubię kupować więcej niż raz - po prostu nie zawsze kupuję je non stop :) Tak jest na przykład z kremem do rąk Anida - bardzo go lubię, ale obecnie nie mam na stanie, bo używam kilku innych kremów. Inny przykład to tonik Clarins Wake Up Booster i szampon do włosów Equilibra. Jeśli pisałam już o danym kosmetyku na blogu, znajdzie się przy nim link do recenzji lub posty z opisem.



lakier bazowy Bell Bio2 Vitamin Booster - świeta baza, która chroni płytkę przed przebarwieniami i wzmacnia ją. Używam właśnie trzeciej buteleczki i na pewno nie ostatniej :) Jedno opakowanie wystarcza mi na około pół roku, a maluję paznokcie zazwyczaj dwa razy w tygodniu, więc wydajność jest naprawdę duża. Cena to około 12 zł, ja kupuję w drogerii Natura.

zmywacz do paznokci w żelu Donegal - uwielbiam! Nie wiem, ile opakowań już zużyłam ;) Najważniejsze - nie śmierdzi! No i zmywa. Czego chcieć więcej? :)

top coat Seche Vite - skoro już przy paznokciach jestem, to nie mogę nie wspomnieć o SV! Szeroko znany i lubiany, ja się nie wyłamuję ;) Testowałam już wiele topów, m.in Poshe i Sally Hansen Insta Dri, ale to Seche jest moim ulubieńcem i do niego zawsze wracam.



dezodorant w kulce Nivea, wersja Dry Comfort - jak dla mnie najlepszy na rynku drogeryjnych antyperspirantów. Zawsze go mam i często robię zapasy, kiedy jest w przystępnej cenie. Świetnie działa i chroni, jego zapach nie gryzie się z perfumami i ogólnie - kupujcie!

szampon Balea, Mango + Aloe Vera - lubię w kategorii włosowej testować różne rzeczy, takie mam małe hobby ;) Mam jednak wąskie grono produktów, które witam częściej niż raz ;) Właśnie do nich zaliczam ten szampon - wspaniale się pieni, genialnie pachnie [ jak to Balea ;) ], bez najmniejszych oporów zmywa oleje, a przy tym jest delikatny i zostawia włosy miękkie, nie splątane.

płyn micelarny Garnier - ach, jak się cieszę, że go poznałam! Kupiłam ostatnio trzecią butelkę, to chyba o czymś świadczy? Podoba mi się w nim wszystko - od działania, ceny, aż po opakowanie i pojemność :)



regenerujący płyn do higieny intymnej Tołpa - kupiłam przypadkiem w promocji w Hebe i zostałam już przy nim. To już chyba moja czwarta butelka. Wygodne opakowanie ze świetną pompką, wysoka wydajność [ wystarcza mi na 3 miesiące codziennego używania ], naturalny skład - lubię to!

pasta do zębów Himalaya Herbals - wspominam o niej prawie co miesiąc przy okazji posta ze zużyciami. Świetna pasta bez fluoru, na długo odświeża oddech i od wielu miesięcy nie eksperymentuję już w temacie past.

woda winogronowa Caudalie - kto czytał choć dwa wpisy na moim blogu, wie, że jestem wielką fanką Caudalie. Ich oferta prawie w całości mi pasuje, lubię testować nowości i kupować ich kosmetyki. Woda winogronowa to moje małe wielkie odkrycie i jest stale obecna w mojej pielęgnacji twarzy. Teraz wyłamałam się i spróbowałam Uriage, ale jak widzicie na zdjęciu - już mam puszkę Caudalie :)



róż do policzków Astor - prawdziwe cudko. Poznałam go dzięki Agacie Smarującej  i właśnie dotarłam do denka drugiego już od niej opakowania. Delikatny, ale widoczny, ja używam go jako bronzera i spisuje się cudnie, utrzymuje cały dzień i jedyne, czego mogłabym chcieć, to dożywotni zapas ;)

perfumy Calvin Klein, Eternity - ulubiony zapach od nie pamiętam kiedy. Wracam regularnie i za każdym razem kocham tak samo :) Widać to zresztą po zużyciu - wejdźcie na zalinkowany wpis, tam jest pełna buteleczka, a było to dokładnie 3 miesiące temu ;)

podkład Chanel, Vitalumiere Aqua - to podkład, który magicznie upiększa cerę. Nie zakrywa zbyt dobrze niedoskonałości, ale po nałożeniu go na twarz skóra wygląda po prostu na zdrową, wyrównaną kolorystycznie i bardzo wypoczętą. Cieszę się, że do niego wróciłam.

emulsja matująca z filtrem, Vichy - mam na swoim koncie już kilka tubek tej emulsji. Bardzo dobrze się sprawdza jako baza pod makijaż, co ciężko powiedzieć o większości filtrów. Matowienie jest widoczne, za co kolejny plus. Wydajność i ochrona też są ważne. Polecam gorąco :)

wzmacniający olejek do włosów, Ikarov - oczywiście jestem rasową sierotą i zapomniałam umieścić go na zdjęciu, wybaczcie! To fantastyczna mieszanka olejowa, którą co drugi dzień aplikuję na skórę głowy w celu wzmocnienia włosów [ znów zmagam się z okresowym wypadaniem ] i przyspieszenia porostu. Zapraszam do przeczytania posta, który o nim naskrobałam prawie rok temu, bo nieskromnie powiem, że jestem z niego dumna i wydaje mi się całkiem rzeczowy i konkretny ;)



Te kilkanaście przedstawionych kosmetyków to nie cała gromadka, którą kupuję więcej niż raz, może jeszcze kiedyś napiszę o pozostałych, co Wy na to?

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która pozostaje wierna świetnie działającym kosmetykom, podzielcie się więc swoimi w komentarzach, chętnie poczytam i może znajdę kolejny kosmetyk wart wracania? :)

Empties #20 | Śmieci co niemiara! :)

Hej, hej! :)

Uwierzycie, że to już dwudziesty post ze zużytymi kosmetykami na blogu? Tak, tak, to oznacza dwadzieścia miesięcy blogowania, nieźle :)
Lipiec jaki był, każdy widział, u mnie oznaczał dużo pracy i zmęczenia, ale były też i miłe momenty i chwile wytchnienia, kiedy miałam czas na zużywanie rozpoczętych buteleczek i słoiczków. Oto efekty :) :


EcoSpa, olej z pestek moreli - zużyłam w całości do olejowania włosów i w tej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Po całonocnym seansie z tym olejem włosy były odżywione i mocne. Miał delikatny zapach, nie do końca przyjemny, ale w niczym nie umniejsza to jego właściwościom :)

Balsam myjący do włosów z betuliną - po zużyciu całej butelki wciąż mam mieszane uczucia... Z jednej strony balsam bardzo dobrze mył włosy, radził sobie z olejami i mocno oczyszczał włosy i skórę głowy, ale z drugiej plątał kosmyki i zostawiał na nich wyczuwalną warstewkę [ nie było to oblepienie, coś jak taka warstwa ochronna, nie wpływało źle na wygląd włosów po wysuszeniu ] i był niewydajny [ tak lejącej konsystencji nie widziałam dotąd w żadnym szamponie... ]. Włosy po nim wyglądały dobrze, były odbite od nasady, ale nie wiem, czy ten efekt wart jest "zabawy" z balsamem...

Aloesowa odżywka do włosów Garnier Ultra Doux - jednym słowem:  porażka. Pisałam już o tym niewypale, kto chce, niech poczyta :)

Planeta Organica, marokański balsam do wlosów - dobra, średniogęsta konsystencja, mocny perfumowany zapach, który zostaje na włosach, wydajna [ 15/16? użyć na moich włosach za łopatki ], zmiękcza włosy, są potem sypkie i błyszczące, długo zachowują świeżość. Nie obciąża włosów przy nasadzie, bo nakładałam od samego czubka głowy ;) Fajna odżywka do codziennego stosowania, możliwe, że kiedyś do niej powrócę.



Le Petit Marseiliais, żel pod prysznic mandarynka i limonka - przyjemny żel, bardzo dobrze się pienił i rzeczywiście miał świetny zapach, możliwe, że wypróbuję inne wersje zapachowe :)

L'Occitane, różany żel pod prysznic - dostałam w Warszawie od Eska Floreska i uwielbiałam! Zapach różany genialnie oddany, żel mały, ale wydajny, cudo :)

Tołpa, Dermo Intima, regenerujący płyn do higieny intymnej - ulubieniec, to już druga butelka, którą zużyłam. Szalenie wydajny, jedno opakowanie [ 195 ml ] wystarcza mi na 3 miesiące codziennego używania. Ma mocny ziołowy zapach, który na początku mi przeszkadzał, teraz go polubiłam. Na pewno jeszcze wrócę.

Bath & Body Works, pianki do mycia rąk o zapachu Sweet Pea i Sea Island Cotton - obydwie pachniały świetnie i bardzo dobrze myły dłonie, jedynie wydajność i cena nie zachęcają do ponownych zakupów ;) Buteleczek nie wyrzucam, wleję do nich jakiś żel pod prysznic i rozcieńczę z wodą, będę miała pianki DIY :)


Caudalie, maska nawilżająca do twarzy - świetna, kojąca maska, która nadaje się do każdej cery oraz w okolice oczu, niedawno ją recenzowałam.

Effaclar Duo + - nowa wersja mojego kiedyś ukochanego kremu. Spisywał się dobrze, tak jak zapamiętałam, ale chyba moja cera się zmieniła na przestrzeni tych kilku lat, bo pod koniec tubki miałam wrażenie, że już się przyzwyczaiła do działania kremu. Nie kupiłam więc kolejnej tubki, ale kiedyś może to zrobię.

Caudalie, woda winogronowa - cóż tu rzec? Jestem od niej uzależniona i tyle! ;)

Caudalie, pienka oczyszczająca do twarzy - kolejny produkt, z którym z żalem się rozstałam. Pianka dzielnie służyła mi [ uwaga! ] ponad pół roku! Otwarłam ją jeszcze w grudniu zeszłego roku! Przez ten czas nie zmieniła swojego wspaniałego działania, zapachu i konsystencji. Obecnie mam inną piankę, ale do tej na pewno powrócę zaraz po wykończeniu tej innej, bo jednak nie ma porównania ;)

Caudalie, maska oczyszczająca do twarzy - mój hit i ukochaniec. Wszystkie zachwyty są dostępne do poczytania na blogu :)

Caudalie, Vinosource, krem pod oczy - lekki krem, który świetnie się spisuje pod makijaż, nie podrażnia oczu i świetnie nawilża delikatną skórę. Używałam go co rano przez prawie 5 miesięcy. Szerszą opinię znajdziecie na blogu :)


Pharmaceris, balsam do ciała z SPF 50 - pozostałość po poprzednim lecie, zapodział się gdzieś w szufladzie ;)

Essence, zmywacz do paznokci - swego czasu mój wielki ulubieniec, ale teraz niestety mocno wysusza mi paznokcie, więc powrotu nie planuję... Szkoda :(

Himalaya Herbals, Sparkly White, pasta do zębów - ulubiona i niezmienna :)

Holika Holika, Baby Silk Foot - skarpetki nawilżające dostane od Eska Floreska :* Ciekawy produkt, gdyby działał lepiej, kupowałabym regularnie ;) Niestety, nawilżenie utrzymuje się tylko przez jeden dzień.

Rillo, emulsja zapobiegająca nadmiernej potliwości - ciekawy produkt, rzeczywiście hamował pocenie się [ w te upały było ciężko ;) ], nie podrażniał skóry pod pachami. Dziwi mnie tylko krótka data ważności od otwarcia [ 2 miesiące ], bo nie da się w tym czasie zużyć całości. Ja wyrzucam ok 1/3 opakowania.


Dior, Dior Addict Lipstick w odcieniu 414 Casual Gold - szminka, którą miałam około 3 lat. W zasadzie bardziej nabłyszczający balsam niż szminka, bo koloru dawała niewiele - ot, delikatny nudziak z jeszcze delikatniejszym złotym pyłkiem. Na ustach prezentowała się bardzo ładnie i naturalnie, nie wysuszała ust, wręcz odwrotnie :)

MAC, Blot Powder - moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Serio! Ledwo skończyłam Blota i sięgnęłam po inny puder [ Bourjois, Healthy Mix ], już zatęskniłam za Blotem i jego niewidocznością na twarzy, drobniutkim zmieleniem i transparentnością. Planuję powrót!

Seche Vite - ulubiony top do paznokci, do którego w kółko wracam [ mam już of kors następną buteleczkę w użyciu! ], a dzięki Seche Restore mogę zużyć do ostatniej kropli :)


JMO, honey & hibiscur hair reconstructor - świetny produkt, który głęboko odżywia i wygładza włosy - jestem nim zachwycona i w użyciu mam kolejne saszetki! :)

Bath & Body Works, żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea - fajny, ale miałam wrażenie, że mało wydajny. Niemniej zapach uwielbiam i cieszę się, że kupiłam duże opakowanie tego żelu - teraz mogę do woli uzupełniać to kieszonkowe opakowanie :)

Bania Agafii, białą glinka myjąca do włosów i ciała - zużyłam w całości do włosów, glinka fantastycznie oczyściła włosy na długości i u nasady, cieszę się, że mam drugie opakowanie w szufladzie :)

Reszta to próbki, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia i cieszę się, że się ich pozbywam ;)

Uffffff, w końcu! Ten post to istny tasiemiec! W trakcie pisania musiałam sobie zrobić przerwę na obiad i potem na lodowy deser ;)



Piszcie szybko w komentarzach, czy znacie któreś z tych kosmetyków i jak tam Wasze denko lipcowe! :)

Czerwcowe zakupy | lepiej późno niż wcale ;)

Witajcie! :)

Tak, mija połowa lipca, a ja o czerwcowych zakupach, dobrze widzicie ;) Wyznaję jednak zasadę jak w tytule posta, wiecie - co się odwlecze itd ;) W czerwcu wpadło mi w ręce dość sporo pielęgnacji, czyli to, co tygryski lubią najbardziej :) Zapraszam do oglądania :)


Na początku czerwca w Naturze była promocja na odżywki do włosów i dwie powyższe kupiłam za niecałe 6 zł. Garnier Ultra Doux z aloesem to porażka, którą już Wam opisywałam, a Shauma Moc Keratyny jeszcze czeka na swoją kolej. Olejek do włosów Sesa zagościł u mnie, bo od dawna miałam ochotę na indyjski olejek, a ten udało mi się kupić w całkiem okazyjnej cenie, chyba 20 zł. Używam go już od czerwca na skórę głowy, ale muszę uprzedzić, że zapach jest mocny i bardzo długo utrzymuje się na włosach.


Pozostając we włosowych tematach, zaopatrzyłam się poprzez Atelier Bernady w Krakowie w sprawdzone już przeze mnie szampon i balsam do włosów na kwiatowym propolisie z Receptur Babuszki Agafii. Mają boskie zapachy i świetnie działają, no i wielka pojemność za małą cenę to ich zdecydowane atuty :) Za każdą z 600 ml butli zapłaciłam około 15 zł [ nie pamiętam dokładnie ]. Następnie saszetki z miodowo hibiskusowym rekonstruktorem John Masters Organics. Cudo, którego zapragnęłam po recenzji Megdil. Kupiłam sobie kilkanaście saszetek [ każda po 10 ml ] po 1,90 zł w internetowym sklepie Naturnika, bo wyszło mnie to zdecydowanie taniej niż pełnowymiarowe opakowanie [ które kosztuje około 120 zł ]. Używam i jestem zachwycona ♥


Teraz czas na łupy z The Body Shop. Podczas pobytu w Warszawie, wraz z Eskiem i Agatą wesoło brykałyśmy po Złotych Tarasach, czego skutki możecie teraz podziwiać ;) Nie mogłam nie kupić znanego mi już [ dzięki Agacie, btw ;) ] cudownego brzoskwiniowego żelu pod prysznic Vineyard Peach [ 15 zł z 25 zł ] i nie skusić się na apetycznie pachnący żel Passionfruit [ 12,50 zł z 25 zł ]. Marakuja okazała się na tyle cudowna, że nie mogłam odmówić sobie masła do ciała z tego samego wariantu zapachowego [ 39 zł z 69 zł ]. Mniam!


Ciąg dalszy warszawskich zakupów, czyli Bath & Body Works. Pierwszy raz byłam w tym sklepie, fajne przeżycie, mnóstwo zapachów i podobał mi się patent z umywalką, przy której możemy wypróbować pianki do rąk. Wybrałam dość dużo rzeczy, ale u mnie została tylko część, bo resztę rozdałam rodzinie i przyjaciołom :) Od lewej - pianki do mycia rąk Sweet Pea i Sea Island Cotton [ każda po 14,50 zł z 29 zł ], duży żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea [ 29zł, bez promocji, ale i tak się opłacał, bo ma 225 ml  ], mgiełka do ciała o zapachu Sweet Pea [ 37 zł z 69 zł ] oraz dwa małe żele antybekteryjne - Sweet Pea i Sweet Tangerines [ każdy po 7,99 zł ] . Chyba już się zorientowałyście, który zapach podbił moje serce? ;)


Tu też Warszawa i spontaniczne wejście do Superpharmu [ Bo Esy chciała Essie - to wszystko przez Nią! ;) ], które zaowocowało kupnem świetnego kremu do rąk z Nuxe o zapachu słynnego suchego olejku firmy [ 29,99 zł ], żelu pod prysznic [ 14,99 zł - w takiej cenie miałam go nie wziąć?! ] i ulubionej emulsji matującej z filtrem SPF 50 z Vichy [ w promocji za 44,24 zł z 58,99 zł ].


Zmywacz z Essence [ tak, już pusty ;) kosztował 6 zł ], który był moim ulubieńcem, jednak zauważyłam, że ta butelka przesuszała mi paznokcie i płytka zaczęła się rozdwajać, więc już do niego nie wrócę. Seche Vite to mój must have, zamawiam na allegro, można go tam znaleźć za kilkanaście złotych :) Coby SV smutno w kopercie nie było, za 5 zł dorzuciłam róż z Astora w odcieniu 008 Brown Berry- świetny, zimny kolor, którego używam czasem jako bronzera.


To już wszystkie moje czerwcowe kosmetyczne nowości, jestem z nich zadowolona, głównie z warszawskich łupów :) 

EDIT: Fail, zapomniałam o moim najpiękniejszym nabytku! Chodzi o szminkę z MAC w odcieniu Brave, na którą namówiły mnie dziewczyny w Warszawie! Po prostu mam ją zawsze w torebce i używam codziennie, same rozumiecie ;)

Wpadło Wam coś w oko? 
Znacie te kosmetyki?

Moje zdobycze z Dnia Darmowej Dostawy :)

Witajcie serdecznie :)

Chyba wszyscy doskonale wiedzieli, co było 2 grudnia? :) Dzień Darmowej Dostawy - akcja, w której udział wzięło całe mnóstwo sklepów, w tym także tych kosmetycznych [ yay! ]. Miałam i ja zaplanowanych kilka rzeczy, z których kupnem czekałam właśnie na ten dzień. Oto moje zdobycze, w 100% zaplanowane, nie ma nic przypadkowego - jestem z siebie dumna :D


Rękawica kessa ze sklepu Mint, kosztowała 14 zł. Już długo chciałam wypróbować savon noir w połączeniu z kessą, w końcu udało mi się do tego przygotować. Pierwsze użycie już za mną, jestem zachwycona! Zdzierak konkretny z tej niepozornej rękawicy, mówię Wam!

Absolute Organic, serum ochronne do twarzy z mnóstwem świetnych, wyłącznie naturalnych składników. Na serum miałam ochotę, odkąd przeczytałam jego opis u Niecierpka, o tutaj. Od tamtej pory zdążyło zmienić szatę graficzną, ale w końcu jest moje :) Dzięki zniżce od Angel, za serum zapłaciłam 35 zł z groszami, również w sklepie Mint :)

Seche Vite - tego pana chyba nikomu nie trzeba przedstawiać? Tęskniłam za jego ultraszybkim wysychaniem i genialnym połyskiem. Bije na głowę wszystkie inne wysuszacze, które do tej pory stosowałam [ Poshe, Sally Hansen Insta Dri ]. Smrodek przeżyję ;) Jestem przygotowana na jego gęstnienie i mam w zapasach jego oryginalny rozcieńczalnik, więc będziemy razem współpracować przez długie miesiące :) Kupiłam za 24,90 zł w Mintishop.

Ikarow, olejek odżywczo wzmacniający do włosów - również długo widniał na mojej chciejliście. Zachęciła mnie do niego Hexx. Ma dużo ciekawych olejków w składzie [ migdałowy, rozmarynowy, lawendowy, bergamotkowy, ylang - ylang ] i ekstraktów [ z krwawnika, pokrzywy i nasturcji ], jest całkowicie naturalny i należy do zużyć w 3 miesiące od otwarcia! Liczę, że pomoże mi ze wzmożonym wypadaniem włosów i ich osłabieniem. Pierwsze użycia już za nami, trzymajcie kciuki za powodzenie! :) Kupiłam go w Organeo za 30 zł.

A jak tam Wasze zakupy z DDD?
Poczyniłyście jakieś?