Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revlon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Revlon. Pokaż wszystkie posty

Jestem mistrzynią promocji ! | zakupy kosmetyczne maja

Hej, hej! :)

Jak co miesiąc, pokażę Wam moje zakupy kosmetyczne. W zeszłym miesiącu zakupy w większości były przemyślane i zaplanowane, a szczęśliwie złożyło się tak, że i te niezaplanowane są udane. Nie żałuję ani jednego zakupu i wiem, że każdy kosmetyk wykorzystam. Cieszy mnie to :) Z zakupowej listy udało mi się wykreślić wszystkie pozycje oprócz jednej, ponieważ nie mogłam w żadnym sklepie internetowym znaleźć próbek rekonstruktora do włosów z JMO. Może kiedyś. 

Tymczasem zapraszam Was na zdjęciową prezentację moich nowych skarbów :) W maju udało mi się dorwać wiele kosmetyków w świetnych cenach, płacąc za nie naprawdę niewiele w porównaniu do standardowych cen.

A, od razu uprzedzam, że w czerwcu to dopiero będzie się działo! Planuję odwiedzić Warszawę, a co za tym idzie - konkretnie roztrwonić majątek ;)


John Masters Organics Rosemary & Peppermint Detangler, odżywka do włosów z rozmarynem i miętą to zakup pod wpływem chwili [ czytaj: promocji ]i zainteresowania marką. W dziennej promocji na Truskawce kosztowała 40,50 zł  [ normalna cena to 68 zł ]. Szampon Joico K -PAK do włosów zniszczonych to również skutek śledzenia promocji na Truskawce - zapłaciłam za niego 29,50 zł, nieźle, prawda? Regularna cena szamponu to 57 zł. Bardzo go polubiłam i z miłą chęcią powrócę do używania :) Miesiąc bez nowego zakupu z Caudalie miesiącem straconym! Żartuję, rzecz jasna, ale i w maju nie obyło się bez odwiedzenia ulubionej apteki. Uczestniczyłam po raz kolejny w dermokonsultacjach marki i kupiłam zapach, który "chodził za mną" już od dawna - Caudalie, The des Vignes. Kosztował ok 100 zł. Zachwycił mnie tak bardzo, że wylądował od razu w ulubieńcach maja.


Clarins, Daily Energizer Wake - Up Booster to poranny tonik, w którym zakochałam się dzięki Megdil i wiedziałam, że kupię go na nowo. Recenzowałam już to cudo na początku roku. Obecny egzemplarz [ w odświeżonej butelce ] kupiłam na Truskawce za 71 zł. Krem do depilacji Veet o zapachu aksamitnej róży skusił mnie na promocji [ kosztował 11 zł? Nie pamiętam dokładnie ] i na pewno się nie zmarnuje, bo często sięgam po przeróżne odwłasiacze ;) Reszta na zdjęciu to glinki marki Cattier, które ostatnio bardzo polubiłam [ kupiłam 2 na targach kosmetycznych i zapragnęłam więcej ] i znalazłam w świetnej cenie [ 4,19 zł / sztuka ! ] w internetowej aptece doz.pl. Już wiem, że będę im wierna, zwłaszcza glince żółtej. Wybrałam właśnie żółtą [ po raz kolejny ], zieloną, czerwoną i białą.


Kiedy płyn micelarny z Biedronki zaczął mnie szczypać w oczy, wiedziałam, że czas rozpocząć poszukiwania jego następcy. L'Oreal się nie sprawdził, sięgnęłam więc po inne. Najpierw kupiłam płyn micelarny z  Bourjois i obecnie to jego używam [ jestem bardzo zadowolona, trafił do ulubieńców maja ], a potem natrafiłam na promocję płynu z Garniera [ 12,99 zł ] i jego także przygarnęłam, czeka na swoją kolej. Postanowiłam wrócić do skutecznego myjadła twarzy i kupiłam oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej Effaclar w ekonomicznej, 400 ml wersji. W aptece zapłaciłam za niego 37 zł. Połączenie żelu z kremem Effaclar Duo zdecydowanie mi służy i moja cera w końcu wychodzi na prostą :) Ostatnia rzecz to żel pod oczy w roll onie ze świetlikiem MaxMedical. Dorzuciłam go z ciekawości do zakupów na doz.pl i nawet polubiłam - delikatny żel chłodzi i budzi oczy rano; kosztował ok 11 zł.


Woda winogronowa Caudalie to mój totalny must have już od wielu miesięcy, więc nic dziwnego, że kolejny raz ją kupiłam. Kosztowała ok 40 zł. Odżywcza pomadka peelingująca Sylveco to mój hit, polecam każdemu! Była, of kors, w ulubieńcach maja ;) Kupiłam ją w sklepie internetowym Bańka Mydlana [ Cocaron, dzięki za polecenie! ] i nie żałuję żadnej z ośmiu złotówek, które na nią wydałam. Suchy szampon Shaumy to konieczność - potrzebowałam czegoś na już, a że w moim mieście nie mam Batiste, kupiłam sprawdzony już i lubiany szampon z Shaumy [ lubię go za działanie i świeży zapach ]. Serum do stóp Evree zachęciło mnie ceną [ ok. 6 zł w Naturze ] i nazwą - nastawiałam się na super skoncentrowany i błyskawicznie działający kosmetyk. Dostałam przeciętny krem, ale zużyję, bo moje stopy ostatnio piją wszystko, co im dam ;) Ziajowy Jaśmin w kremie przeciw zmarszczkom pod oczy i na powieki to odkrycie maja - fajny, treściwy i odżywczy krem pod oczy na noc za 10 zł. Dwufazowy koncentrat rewitalizujący do twarzy  Annemarie Borlind to zachcianka, zamówiona również w Bańce Mydlanej, mam nadzieję, że się sprawdzi. Cena to 27 zł, o ile dobrze pamiętam.


Ostatnia kolorówka, bo jej jak zwykle najmniej ;) Nie oparłam się promocjom i na początku miesiąca zakupiłam w Rosmannie dwa lakiery do paznokci: Revlon Parfumerie w odcieniu China Flower, Sally Hansen, 420 Pacific Blue oraz pomadkę w kredce Color Boost z Bourjois w odcieniu 01 Red Sunrise [ pokazywałam ją na ustach na Instagramie ]. Zapłaciłam kolejno: 10,20 zł, 7,64 zł i 14,27 zł. Na promocji w Naturze postawiłam na jedną markę i do domu przyniosłam topper Catrice 50 Glitterazzi, 45 Kitsh Me If You Can i kredkę do brwi Eye Brow Stylist w odcieniu 020 Date With Ash - ton. Każdy produkt Catrice kosztował około 7 zł, nie pamiętam dokładnie, a zgubiłam paragon ;)

To już wszystkie zakupy, jakie poczyniłam w minionym miesiącu. Dużo, mało? Nieważne, dla mnie w sam raz :)


Dajcie znać, czy znacie moje nowości? 
Recenzowałyście któryś produkt u siebie? 
Z chęcią poczytam Wasze opinie!

Ulubieńcy | MARZEC + KWIECIEŃ

Witajcie weekendowo! :)

Ostatnio mnie trochę tu mniej, musicie mi wybaczyć. Niestety zmagam się już od tygodnia z bólem wyrastającej krzywo ósemki i przez to [ również przez środki przeciwbólowe ] chodzę non stop nieprzytomna i przymulona... W poniedziałek mam już wizytę u dentysty, mam nadzieję, że coś zaradzi! 
A tymczasem przychodzę do Was z postem o ulubieńcach kosmetycznych minionych dwóch miesięcy. Marzec nie obfitował w ulubione produkty, ale za to kwiecień to nadrobił ;) Razem jest tutaj przed Wami 10 kosmetyków, które spodobały mi się na tyle, żeby używać ich regularnie i nadać miano ulubionych. 


Pierwsza trójka to pielęgnacja. 
Peeling do ciała Lumene  z serii Arctic Spa przypadł mi do gustu, bo jest dobrym zdzierakiem, powiedziałabym, że o średnim poziomie ścierania martwego naskórka. W sam raz do częstego użytkowania. Ma bardzo dużo malutkich drobinek, co przekłada się na skuteczność oraz miły, kwiatowy [ podobno piwonia ] zapach.

OPI Avojuice, balsam do rąk i ciała. Ten na zdjęciu ma zapach mango, posiadam również wersję z kwiatem hibiskusa [ pokazywałam je w poście o zakupach z targów kosmetycznych, klik ], ale została w pracy i tym samym nie załapała się na sesję ;) Balsamy są świetne pod względem zapachów - te utrzymują się długo i są naprawdę ładne. Dodatkowo dłonie są po aplikacji widocznie odżywione - gładkie i miękkie, a tłustej warstwy tu nie uświadczysz. Nie podoba mi się jedynie cena, za jedną, 30ml buteleczkę zapłaciłam na targach 9 zł, już w promocji.

Ziaja, 25+ krem nawilżający matujący. Długo czekał w szufladzie z zapasami na swój debiut. Używam go od początku kwietnia i jestem bardzo zadowolona - nawilża twarz wystarczająco, ma ładny zapach, szybko się wchłania, doskonale się sprawdza pod makijaż, nie podrażnia skóry i nie powoduje wysypu. Dodatkowo jest całkiem wydajny [ szacuję, że słoiczek z 50 ml kremu zużyję w ok 3 miesiące ], co przy cenie około 10 zł tworzy bardzo kuszący kosmetyk :)


Sleek, paletka Oh So Special. Prezent od kochanej Gosi z bloga Esy, Floresy, Fantasmagorie. Idealnie dobrana kolorystycznie paletka, która odkąd ją otrzymałam, codziennie uczestniczy w makijażu. Lubię w niej to, że są cienie podstawowe [ 2 cieliste kolory, taupe i czerń - wszystkie matowe ] i bardziej szalone [ pudrowy róż i brzoskwinia oraz kilka brokatów ] - dzięki temu można nią wykonać cały makijaż :) Mam w niej już 2 ukochane odcienie. Esku - dziękuję :*

Zoya, Pixie Dust, Carter. Pisakowy lakier do paznokci. Piękny, trwały, zaskakujący. Zachwycam się nim nieprzerwanie od dnia zakupu! ♥

Catrice, Multicolour Blush, C01 Punk Up The Royals. Róż do policzków z limitowanej edycji Catrice - Rocking Royals. Bardzo mocny róż [ bardziej nasycony niż na zdjęciu ], składający się z dwóch odcieni - bordowej czerwieni i fuksjowego fioletu, które po zmieszaniu wyglądają cudnie na policzku. Oczywiście umiar w aplikacji jest tu najważniejszy i nieocenionym pomocnikiem w tej kwestii jest Blush Brush z RT. Róż gościł na mojej twarzy przez większą część ostatnich dwóch miesięcy.

Orly, Pure Porcelain. Lakier, który wisiał na mojej liście już wiele miesięcy. Dorwałam go na targach kosmetycznych za 26 zł i nie żałuję ani jednej złotówki. Jest niesamowicie elegancki, super trwały, a dodatkowo daje efekt czystych dłoni [ określenie via egri.hempe :) ]. Uwielbiam!


Revlon, podkład ColorStay. Mój jest w odcieniu 150 Buff, do cery mieszanej i tłustej. Podkład, po który sięgałam ostatnio najczęściej. Najlepiej ze wszystkich tuszował moją kapryśną cerę i jej fochy, i utrzymywał się najdłużej. Już niewiele pozostało go w buteleczce. Lubię go za bardzo dobre krycie i idealnie dopasowany kolor.

Equilibra, olejek nabłyszczający do włosów. Używam go od końca grudnia [ widzicie zużycie?! ] po każdym myciu włosów, czyli co dwa dni, jako zabezpieczenie końcówek. Świetnie się spisuje - lekko nabłyszcza włosy i chroni końcówki przed zniszczeniami. Ma ładny, świeży aloesowy zapach i jest niesamowicie wydajny, aplikator również jest przydatny. Wystarczy jedna pompka.

Bell, Bio2 Vitamin Booster. Odżywka, której używam jako bazy pod lakier do paznokci. Super wydajna, mam ją już od  4 miesięcy, a jeszcze 1/3 buteleczki mi została. Ma być wzmacniającym serum do słabych paznokci i tak właśnie jest, a co najważniejsze, przedłuża trwałość lakieru na moich paznokciach :) Bardzo dobrze utwardza płytkę i dzięki niej mogę zapuścić dłuższe paznokcie niż do tej pory. Polecam, bo i cena jest przystępna, około 12 zł. Swoją odżywkę kupiłam w Naturze.


To już wszyscy moi ulubieńcy marca i kwietnia. Produkty, które towarzyszą mi od kilku już miesięcy, ale także nowości, które przebojem wdarły się w mój kosmetyczny świat. 

Znacie którąś pozycję z mojej ulubionej dziesiątki?
Jacy są Wasi ulubieńcy ostatniego okresu? :)

Zielono mi ! Revlon 571 Posh na paznokciach :)

Hej hej! :)

Kiedy ostatnio prezentowałam Wam zieleń na paznokciach [ Golden Rose Rich Color 112 ], spotkałam się w komentarzach z Waszymi głosami, że smutna ta zieleń, że nie Wasz odcień, że wolicie żywsze zielenie. No to macie żywszą zieleń! 
Mówisz, masz! :)


571 Posh to trawiasta zieleń. Tylko takie skojarzenie przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na ten lakier ;) Kolor jest żywy, w żadnym wypadku nie depresyjny ;) Myślę, że z dodatkiem czerwonego koloru tu i ówdzie, z powodzeniem mógłby uczestniczyć w nadchodzącej Wigilii :)


Radosna zieleń od Revlona jest całkowicie kremowa - zero drobinek, shimmerów i innych udziwnień, czyli tak, jak lubię najbardziej :) Dość spora buteleczka zawiera 14,7 ml dość lejącego się lakieru z cienkim pędzelkiem w zestawie. Kupiłam go na promocji w Hebe za 9,99 zł :)


Do pełnego krycia, bez prześwitów, potrzebne są 2 warstwy lakieru. Dzięki dość lejącej konsystencji i cienkiemu pędzelkowi bardzo łatwo operuje się soczystą zielenią przy skórkach. Choć z reguły jestem fanką szerokich pędzelków, potrafię też docenić zalety tych wąskich :)


Całość pokryłam moim ostatnim nabytkiem, topem Seche Vite, do którego powracam z wielką radością - ach, ten połysk..... :)



Jak się Wam podoba taka energetyzująca, trawiasta zieleń? :)
Co planujecie mieć na paznokciach w Święta?

Nowości ostatnich tygodni :)

Hej hej! :)


Dziś będzie o moich zdobyczach i darach losu ostatnich tygodni. Promocje czyhały na nas z każdej strony, nie sposób było nie ulec ;) Udało mi się zrealizować prawie całą listopadową listę zakupową, jestem z tego bardzo zadowolona :) Tak a propos  - grudniowa, nawet już w części zrealizowana, wisi w pasku bocznym bloga :)

Na sam początek pielęgnacja:


Krem do rąk The Secret Soap Store Pomarańcza to zakup dzięki próbce, którą znalazłam w Mikołajkowej paczce od Naomi. Bardzo spodobał mi się świąteczny zapach suszonych pomarańczy, krem już w użyciu, kosztował 20 zł. Cetaphil krem intensywnie nawilżający kupiłam do kuracji kremem z retinolem, kosztował 30 zł. Nuxe, Reve de Miel to kultowe już masełko w słoiczku, jest ze mną dopiero kilka dni, ale już rozumiem jego fenomen :) Koszt to 37 zł.


Corine de Farme tonik odświeżający to zakup z Hebe, Hexx polecała mi tonik oczyszczający, ale ja się musiałam pomylić i kupić ten ;) Przyjdzie i na niego pora, kosztował ok 13 zł. Żel pod prysznic Luksji to mała zachciewajka - spodobała mi się próbka kiedyś i kupiłam go, kiedy był na promocji w Naturze za ok 5 zł. It's Skin VC Effector krem wodny był na mojej liście od długiego czasu, w końcu zdecydowałam się na zamówienie. Używam już od prawie dwóch tygodni, jestem bardzo zadowolona. Koszt to ok 35 zł na ebay'u.


Standardowo, uzupełnienie zapasów Caudalie - kupiłam tonik, a piankę dostałam gratis. Niestety nie było w aptece większych butelek, przygarnęłam więc te 100 ml. Koszt toniku to 36 zł. Żel pod prysznic z YR to zachcianka, o pięknym, naprawdę wiernie oddanym zapachu granatu - ok 9 zł.


Lakiery! :) Część już widzieliście, tutaj zebrałam je razem. Golden Rose Rich Color o numerkach 103 [ prezentowałam go już - tutaj ], 112 i 111, każdy po 5,90 zł. Z tyłu top i baza w jednym z Revlonu - dość nietrafiony produkt, ale od biedy może służyć jako baza, kupiony na promocji -40% w Hebe, za 12 zł. Rimmel 440 Sun Downer, kupiony pod wpływem Hexx i jej prezentacji, szaraczek 188 z Wibo [ był bazą do zgłoszenia konkursowego do Hexx - tutaj ]. Ostatnie dwa lakiery to łupy z wyprzedaży blogowej: mini Orly Faint of Heart [ 5 zł ] i China Glaze Foie Gras [ 10 zł ].


Kolorówka: od góry maskary: na -40% w Rosmannie zdobyłam w końcu Pump Up z Lovely [ o dziwo, trafiłam na nieotwierany egzemplarz! :D ], a w Firlicie na Floriańskiej w Krakowie upolowałam ulubioną wersję 2000 Calories od Max Factora, z podkręconą szczoteczką [ 17,99 zł ]. Korektor z Maybelline to Affinitone, poniżej Perfect Match z L'Oreal, oba kupione w Hebe na -40%, za około 14 i 19 zł. Naszła mnie ochota na robienie kresek eyelinerem w pisaku, sięgnęłam więc po SuperLiner z L'Oreal, również w Hebe, kosztował ok 20 zł na promocji :) Na koniec: pomadka matowa w płynie z NYX - łup z nowej krakowskiej Galerii Bronowice - piękny, ale chyba wybrałam za jasny kolor... Kosztowała 29 zł.

 

Róż z nowej limitowanej kolekcji Rocking Royals Catrice kusił mnie już na zdjęciach promocyjnych, na żywo wyglądał zupełnie inaczej, ale i tak mi się spodobał. Jest mega mocno napigmentowany, trzeba szalenie z nim uważać ;) Kosztował 17,99 zł. Podkład z MF Facefinity był planowanym zakupem na promocji -40% w Hebe [ 36 zł ], zeszłej jesieni bardzo go polubiłam i postanowiłam, że znów się spotkamy :) Najbardziej dumna jestem z zakupu wody toaletowej Davidoff Cool Water Wave - udało mi się skorzystać z promocji w Superpharmie -50% na wybrane przecenione zapachy i wyszłam z tym, płacąc za niego 60 zł [ pierwotna cena to 247 zł :D ]. Podoba mi się w niej wszystko od zapachu po ombre buteleczkę :) I nawet Narzeczony nie ma na nią alergii - win win ;)


Na koniec jeszcze wspaniałe dary pielęgnacyjne, na które chętkę miałam już od długiego czasu :) Wszystkie są od Lipstic and Kids i cieszą mnie niesamowicie! Redermic R już od miesiąca ląduje na mojej twarzy, reszta czeka jeszcze na debiut. Malwinko - dziękuję raz jeszcze! :*** Przy okazji zapraszam Was serdecznie do Lipstick and Kids - świetny, nowy blog młodej i pięknej [ zazdrość! ] Mamy - na temat, z humorem i pełen ciekawostek :)

Jak się Wam podobają moje zdobycze?
Co u Was pojawiło się nowego?
:))


P.S. Jutro wyniki rozdania z Caudalie - ja już znam Zwyciężczynię :D
P.S. 2 Czekam jeszcze na dostarczenie ostatnich rzeczy z Dnia Darmowej Dostawy i pochwalę się Wam, co zamówiłam, chcecie?

Nowości w mojej kosmetyczce :)

Cześć :) 

W ostatnim czasie kilka nowych kosmetycznych kąsków wpadło do mojej kosmetyczki. Pora na ich debiut na blogu :) Jak może zauważyłyście, zrezygnowałam z serii podsumowań zakupowych na blogu, ostała się jedynie lista zakupowa na dany miesiąc, którą znajdziece w bocznym pasku. Dla mnie wygodniej jest publikować notki o nowościach w dowolnym czasie, nie czuję się wtedy jak na spowiedzi ;)


Makijażowo przybyło mi kilka ciekawych rzeczy, starałam się nie kupować produktów, które już mam i nie dublować kolorów - udało się :) Baza pod cienie Lumene była na mojej liście zakupowej już od dłuższego czasu, w końcu zlokalizowałam u siebie w mieście hurtownię kosmetyczną, która jest nieźle zaopatrzona w asortyment tej marki - są aż 2 szafy kolorówkowe i mnóstwo pielęgnacji, czuję, że jeszcze tam wrócę ;) Baza kosztowała 28 zł. 
Następnym zakupem jest Essie, który dołączył do lakierowej gromadki kilka dni temu, kiedy odwiedziłam pierwsze krakowskie Hebe na Floriańskiej - lakiery marki były w promocji za 19,99 zł, wybrałam odcień Smokin Hot, który widniał na mojej chciejliście już prawie rok ;) Polowałam na Blanc, ale niestety tego odcienia już nie było. 
Róż do policzków Barry M w odcieniu BL2 to wynik udanej wymianki, pokazywałam Wam go już w poście o moich różach do policzków. Z tej samej wymianki pochodzi kuleczka Hakuro H80. 2 pomadki Wibo Eliksir są wygraną w rozdaniu u Lacquer Maniacs, już polubiłam te kolory. Jeden z nich, nudziaka o numerku 05, pokazywałam Wam w jesiennym makijażu - o, tutaj
Last but not least, Revlon Colorstay Mineral Finishing Powder w odcieniu 010 Brighten to zachcianka kupiona pod wpływem Basi z kanału callmeblondie [ jeśli jeszcze nie znacie tej sympatycznej blondynki, pędźcie i oglądajcie - warto! ].


Basia wspominała o tym rozświetlaczu w swoich filmikach, świetnie wygląda u niej na twarzy. Zguglałam i przepadłam ;) To wypiekany rozświetlacz, który przepięknie wygląda na kościach policzkowych. W sieci wyczytałam również, że jest porównywany do Mineralize Skinfinish z MAC'a, chyba do odcienia Lightscapade. Kosztował 24,99 zł.


Teraz pokiwacie głową z politowaniem - znów Caudalie? Ano tak ;)
Podczas wizyty w aptece po antybiotyki dla Chłopaka doszłam do wniosku, że chcę wypróbować płyn micelarny, zdecydowałam się na małą, 100 ml pojemność za 34,60 zł, a do tego dostałam gratis tonik nawilżający w takim samym rozmiarze. Przy następnej wizycie uzupełniłam brak wody winogronowej, tym razem postawiłam na większą pojemność, 200 ml za 39 zł i dostałam w prezencie krem do rąk. Czy ja już mówiłam, że lubię moją aptekę? ;)
Ostatnii produkt Caudalie to kosmetyk do testowania w ramach HexxBOX'u - dotarł do mnie w ekspresowym tempie. Mowa o kremie pod oczy z linii Vinosource, już nie mogę się doczekać używania! Hexx - :***


Balsam do włosów Mrs. Potters aloes i jedwab to stały bywalec w mojej łazience, ten egzemplarz to zapas, bo nie mogłam go nie wziąć, kiedy kosztował 5 zł [ pojemność 500 ml ]. Płyn micelarny z Biedronki w limitowanej edycji 400 ml za 7,99 zł też dołączył do zakupów, a olejek Alverde z dzikiej róży i rokitnika [ zapach! ♥ ] to ostatni przedmiot ze wspominanej wyżej wymianki :) Olej makadamia długo chodził mi po głowie, przy okazji zamówienia rozświetlacza Revlon i matującego kremu z filtrem SPF 30 L'Oreal wpadł i on do koszyka. Olej kosztował 13 zł za 50 ml, filtr L'Oreal 14,99 zł za 50 ml. 


Ostatni punkt to próbki. Zazwyczaj nie chwalę się próbkami, ale te tutaj bardzo mnie cieszą, stąd też mają swoje 5 minut ;) 3 próbki Caudalie były miłym dodatkiem do kremu pod oczy z HexxBOX'a, 2 przywędrowały z kochanej apteki - idealne na wyjazdy. Próbki z Lumene dostałam przy zakupie bazy pod cienie, bardzo cieszę się, że są u mnie, bo już od dawna polowałam na nie, niestety nigdzie nie mieli ich do zaoferowania... Te kolorowe saszetki po lewej stronie pochodzą ze sklepu Beautikon - mieli akcję na fb, gdzie pierwsze zgłoszone 100 osób otrzymuje pakiet próbek azjatyckich kosmetyków - cieszę się zwłaszcza z kremów wodnych It's skin, bo mam na któryś z nich ochotę w wersji pełnowymiarowej - od dziś testuję je na twarzy :)


Wpadło Wam coś w oko?
Jak tam Wasze zakupy w ostatnim czasie? Pochwalcie się :)

Plan zakupowy na sierpień i początek jego realizacji + głupi ma szczęście ;)

Hej :)
W zeszłym miesiącu po raz pierwszy stworzyłam sobie plan zakupowy i całkiem spodobała mi się ta idea :) Nie spełniłam go w 100% i oczywiście kupiłam trochę spoza listy, niemniej jednak pomogła mi ona w usystematyzowaniu zakupów i bardziej logicznym podejściu do nich .
Teraz powtarzam pomysł, tym razem na sierpień :)


W sierpniu chcę kupić:

1. Olejek łopianowy z olejkiem arganowym Green Pharmacy
2. Tangle Teezer
3. Sensique, cień do powiek Velvet Touch 141 [ mięta ]
4. Rozświetlacz do twarzy w sztyfcie ELF
5. Filtr przeciwsłoneczny do twarzy
6. Tonik Lirene nawilżająco - oczyszczający
7. Eyeliner w pisaku
8. Woda winogronowa Caudalie
9. Wysuszacz do lakieru Sally Hansen Insta Dri
10. Baza pod lakier
11. Szminka Maybelline Color Whisper / Catrice – Ultimate Lip Glow – Lip Colour Intensifier
12. Serum do twarzy Absolute Organic / Stara Mydlarnia


Jak ostatnio, w bocznym pasku będę aktualizować listę zakupową :)

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym już 1 sierpnia nie zaczęła zamawiać rzeczy z listy ;) Tak więc na dzień dzisiejszy mam już zrealizowane kilka pozycji z listy  - oto one:



Tangle Teezer od dłuższego czasu mnie ciekawił i nie żałuję, że go zamówiłam. Jest zdecydowanie lepszy od szczotki z Sephory, za którą dałam prawie 80 zł ;) No i moja wersja nazywa się Black Panther - uroczo ! Olejek łopianowy z Green Pharmacy z olejem arganowym to nowość w asortymencie firmy, odkąd się pojawił, chciałam go wypróbować, znalazłam w Naturze za 4,99 zł na promocji :) Cień Sensique miętowy zachwycił mnie kolorem, niestety nie jest tak napigmentowany, jakbym tego chciała, ale mimo tego nieźle wygląda na powiece. Skończyłam melisowy tonik z Urody i chciałam spróować czegoś nowego - padło a pozycję z mojej chciejlisty - tonik oczyszczająco  - nawilżający Lirene - po kilku użyciach myślę, że się polubimy :) Paznokciowo - zgęstniał mi po ponad pół roku używania Poshe, więc postanowiłam wypróbować inny wysuszacz lakieru - padło na Insta Dri od Sally Hansen. Odżywka Herome również się kończy, więc zamówiłam chwalony w sieci Revlon Post Trauma Nail Treatement, jestem go bardzo ciekawa.

                                                         

Wedle zasady głupi ma zawsze szczęście, udało mi się w ciągu ostatnich tygodni wygrać w rozdaniach na blogach kilka świetnych kosmetycznych perełek. Niesamowicie cieszę się z każdej rzeczy :)


Odżywkę do włosów John Masters Organics cytrus & gorzka pomarańcza miałam w spisie marzeń - to produkt wysokopółkowy i nie oszukujmy się, drogi. Jeszcze nigdy w życiu nie zapłaciłam ponad 80 zł za odżywkę, a ta tyle kosztuje. Więc kiedy zobaczyłam wyniki urodzinowego rozdania u Kasi z bloga O wszystkim co cieszy..., oczom nie mogłam uwierzyć, że to mój nick wyskoczył w maszynie losującej, przydzielając mi tę wspaniałą odżywkę! 
U Łucji z Agulkowego Pola wygrałam lakier do paznokci Benecos w ślicznym kolorze zgaszonego fuksjo - różu. Co ciekawe, lakier nie zawiera kamfory, toluenu i formaldehydu :) Łucja jakby czytała w moich myślach, bo dorzuciła mi jeszcze saszetki herbatek z Pukki, których już dawno chciałam spróbować :)
Atina na swoim blogu zorganizowała rozdanie z różem i cieniem do powiek z nowej limitowanki Essence "Me & My Ice Cream". Udało mi się i tam zostać wylosowaną i lodowe pyszności przywędrowały do mnie wraz z kilkoma próbkami, m.in podkładu mineralnego - jestem go ciekawa! Powiem Wam, że odkąd dostałam ten róż, wszystkie inne poszły w odstawkę - jest na pół kremowy, na pół pudrowy, genialnie się rozprowadza i ma ultra letni kolor - to miłość od pierwszego wejrzenia :)
Nie wiem, czy wiecie, ale Esy, Floresy rozkręca swój fanpejdż na FB i z tej okazji zrobiła tam rozdawnictwo kosmetyczne :D Udało mi się zdobyć Carmex Moisture Plus w pięknym różowym kolorku, a dodatkowo Gosia dorzuciła mi próbki peelingu ryżowego z Bandi - kolejna czytająca w myślach! :)

Dziewczyny - bardzo serdecznie Wam dziękuję za te kosmetyczne piękności :* Będę o Was ciepło myśleć, używając ich!

                                                         

A teraz czas na ostatnie zdjęcie - kulisy sesji zdjęciowej do dzisiejszego posta ;) Bo robienie zdjęć wcale nie jest takie proste, jak się ma chętnego pomocnika ;)



A Wy robicie plany zakupowe?
Wpadło Wam coś w oko?


P.S. Dziś u mnie ma być 42 °C... Jak się trzymacie w upały? :)

Moje zbiory lakierowe #2 : Revlon

Hej hej :)
Dziś chciałam Wam pokazać kolejną część mojej kolekcji lakierowej :) W pierwszym odcinku pokazywałam Wam lakiery NYC. Teraz padło na Revlona. Mam nadzieję, że się Wam spodobają moje lakiery z tej firmy :)
Bardzo lubię lakiery Revlon, głównie za jakość i kolory. Często można je dostać w atrakcyjnych cenach na promocjach m.in w Hebe, za około 10 zł, czyli cenę bardzo przystępną jak za taką pojemnośc i jakość.


Posiadam 7 lakierów Revlon, z czego 3 są miniaturkami. Wszystkie je cechuje bardzo dobre krycie po 2 warstwach, trwałośc koloru, odporność na ścieranie i naprawdę ładne, niebanalne kolory. Każdy Revlon ma dość długi i cienki pędzelek, ale nie utrudnia to malowania, jak w niektórych lakierach, wręcz przeciwnie, można prezycyjnie dotrzeć pędzelkiem wszędzie :)

Swoją przygodę z Revlonkami zaczęłam od kupna setu 3 miniatur. Były w przystępnej cenie, wydaje mi się, że było to coś poniżej 30 zł. Miniatury mają po 7,5 ml, a pełnowymiarowe buteleczki 14,7 ml. Czyli w obydwu przypadkach jest to baaardzo dużo lakieru :)
Zacznijmy oglądać :)


Od lewej: 044 Blue Lagoon - kupiłam go na jakiejś wyprzedaży blogowej za 5 zł - jest to babyblue ze srebrnymi drobinkami glassfleckami, których jednak nie widać na paznokciach. Miniaturka Ruby - mója najukochańsza i ulubiona czerwień - piękniejszej nie ma, nie znalazłam i zapewne już nie znajde. Boski! Miniaturka Gold Coin - czyste złoto - składa się z miniaturowych cząsteczek jakby zmielonego brokatu, używam czasem na jeden palec, ale ogólnie rzadko, bo nie lubię złotek i sreberek ;) Miniaturka Rock Star - piękny ciemny fiolet, który nie wiadomo czemu na zdjęciach wychodzi czasem jak niebieski... Troszkę smuży, ale jest do okiełznania :)







Teraz kolejne 3 Revlonki:


Od lewej: 721 Raven Red - śliczna kremowa czerwień, wpadająca odrobinę już w bordo. Wygląda bardzo elegancko i kobieco. 607 Hazy - szarak, który mnie kompletnie zauroczył i zakochałam się w nim od razu, pokazywałam TU, TU . 571 Posh - żywa, trawiasta zieleń, której długo szukałam na półkach drogeryjnych, aż w końcu trafiłam na tę. Piękna i soczysta.






Jak się Wam podoba moja kolekcja Revlonowa? 
Wpadł Wam któryś kolor w oko? 
Macie jakieś lakiery Revlona? 
Jestem bardzo ciekawa Waszych wrażeń :)


NOTD: L'Oreal Color Riche 109 Cafe St Germain + tuning :)

Witajcie :)
Już mam normalny internet, więc mogę pisać i czytać Wasze blogi do woli :D
W taką deszczową pogodę to chyba najlepszy sposób na spędzanie czasu ;)
Dziś przedstawiam Wam włąśnie taki odpowiedni pogodowo lakier - kawę z mlekiem od L'oreala.



Lakier ma świetny, uniwersalny kolor, który komponuje się z każdym strojem i okolicznością, chociaż ja tam nie mam obiekcji, żeby na jakieś oficjalne lub pracowe sprawy pomalować sobie paznokci na żółto lub różowo ;)





Cafe St Germain, jak wszystkie lakiery z serii Color Riche, znajduje się w małej, 5 ml buteleczce, ma szeroki pędzelek, co ułatwia aplikację, a do pełnego krycia potrzeba 2 warstw. 

Na zdjęciach widać starte końcówki, to dlatego, że zdjęcia robiłam 3 dnia od nałożenia.



4 dnia lakier trochę mi się już znudził i postanowiłam go urozmaicić kolorowym wzorkiem, do któego wykorzystałam zielonego Revlona Posh i Essie MintCandy Apple.




Jak Wam się podoba?

NOTD: szaro i nieburo ;) czyli kolorowe trio lakierowe

Cześć :)
Dziś mam Wam do zaprezentowania paznokcie, które zmalowałam 3 lakierami.
Połączenie jakoś mi się samo nasunęło na myśl i jestem z niego bardzo zadowolona, bo podoba mi się niezmiernie, mam nadzieję, że i Wam przypadnie do gustu:)



Lakiery, jakich użyłam, to: Revlon 607 Hazy, Rimmel 420 Aqua Cool i Essie 99 Mint Candy Apple
Każdego lakiery nałożyłam 3 cieniutkie warstwy, a całość pokryłam topem szybkoschnącym z Poshe, którego brak na zdjęciu. 
Mogłam pomalować paznokcie 2 grubszymi warstwami, ale akurat siedziałam przed laptopem oglądając serial, więc miałam wolną chwilę ;)

Taki mani trzymał się u mnie bez zarzutu przez 4 dni, ostatniego dnia końcówki były lekko pościerane. Wytrzymałby pewnie i 6 dni, jednak po prostu mi się znudził ;)







Jak się Wam podoba takie połączenie kolorystyczne? :)