Dzień dobry! :)
Dziś chciałabym przedstawić Wam kosmetyczną gromadkę, która zdecydowanie umilała mi najkrótszy miesiąc roku - luty :) Produktów tych w większości używam dłużej niż miesiąc, ale to w ostatnich tygodniach wybiły się na pierwszy plan i trafiły do grona ulubieńców.
Babydream, oliwka pielęgnacyjna dla niemowląt, 250 ml / 6,49 zł - oliwkę kupiłam jeszcze w zeszłym roku, bo miałam ochotę na taki produkt do pielęgnacji ciała, a tej jeszcze nie próbowałam. Spisuje się świetnie i znakomicie nawilża ciało, moim zdaniem można ją spokojnie porównać do oliwki Hipp, która jest dwa razy droższa ;) Zapach jest również bardzo przyjemny, ostatnio nawet Narzeczony powiedział, że mu się podoba - wyobraźcie sobie moje zdziwienie! On zazwyczaj nie reaguje na zapachy, chyba, że coś go uczula, albo wybitnie śmierdzi [ kozieradka ;) ]. Oliwka jest wydajna i zapewnia nawilżnie na długi czas, czego chcieć więcej? :) A, no i nie ma parafiny!
MAC, Blot Powder, 12 g / 100 zł - puder, który kupiłam sobie z okazji obrony magisterki pod koniec października. Od tamtej pory używam go do każdego makijażu, prawie codziennie, a prześwitujące denko jest obecnie wielkości dwudziestogroszówki, nieźle, prawda? :) Puder mnie zachwyca, to zdecydowanie najlepszy tego typu produkt, jaki dotąd miałam - matuje na długo, nie tworzy pudrowej warstwy na skórze, jest praktycznie niewidoczny, ale swoje robi. Naprawdę rzadko wymaga poprawek w ciągu dnia, ostatnio nawet nie zabieram go z domu ;) Wydajny, nie bieli, matuje wystarczająco, ale nie płasko, świetnie utrwala też korektor pod oczami i bazę pod cienie do powiek. Dla mnie ideał :)
The Body Shop, Vineyard Peach Shower Gel, 250 ml / 19,90 zł - ten wspaniały żel dostałam od Agatki na Mikołajki :) Z tego, co udało mi się wyśledzić, pochodzi w limitowanej edycji, a szkoda... Zapach jest nieziemski! Podczas pierwszego prysznica czułam się, jakbym przejeżdżała po ciele kawałkiem soczystej, dojrzałej brzoskwini! Za każdym razem, kiedy używam tego żelu, podświadomie czekam, aż będę miała lepkie od owocowego soku ręce, serio! Jest boski i rozstanie będzie trudne... Poza niezaprzeczalnymi walorami zapachowymi jest zwykłym żelem - nie wysusza skóry, świetnie się pieni, na plus też wysoka wydajność.
Bobbi Brown, Blotting Papers, 100 sztuk / 29 zł - nigdy nie byłam fanką bibułek matujących, ale kiedyś w rozmowie z Megdil zainteresowałam się tymi. Potem je kupiłam, bo cena nie odstraszała ;) Na początku podchodziłam do nich trochę sceptycznie, ale potem rzeczywiście je polubiłam. Świetnie sprawdzają się w ciągu dnia, kiedy nie chcemy nakładać kolejnej warstwy pudru, ale ja mam na nie inny sposób. Otóż używam jednej bibułki na strefę T przed nałożeniem podkładu, a już po wchłonięciu się kremu. W ten sposób makijaż utrzymuje się zdecydowanie dłużej i zazwyczaj nie wymaga poprawek w ciągu dnia :) Bardzo przydatny gadżet.
Inglot, cień do powiek MATTE 358, 13 zł - ten cień długo miałam na chciejliście. Kiedy kompletowałam sobie paletkę 3 cieni z Inglota, ponad rok temu, znalazł się w niej właśnie on. Przy przeprowadzce paletkę zgubiłam, byłam przekonana, że została w starym mieszkaniu :( Szczęśliwie na początku roku odnalazłam ją i zakochałam się w tym kolorze - idealny do podkreślenia załamania, jak i całej powieki w dni, kiedy nie mamy ochoty na wymyślny makijaż. Ostatnio sięgam po niego codziennie.
Zoya, Rue, 43 zł / 15 ml - mój pierwszy lakier Zoya i na pewno nie ostatni. Idealny nudziakowy odcień, który w zależności od światła zmienia swoje oblicze. Jestem w nim totalnie zadurzona i odkąd kupiłam go na początku lutego, nosiłam go już 3 razy, a to naprawdę rzadka rzecz u mnie ;) Gdyby nie ceny z kosmosu, na pewno przygarnęłabym więcej kolorów ;)
Nuxe, Reve de Miel, balsam do ust, 37 zł / 15 g - kupiony jeszcze w grudniu, od tamtej pory codziennie ratuje moje usta nocą :) Szaleńczo wydajny, pięknie pachnący, ratujący usta nawet podczas choroby, kiedy wysychały na wiór w 30 minut. Wart każdej złotówki. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem, to przestańcie, tylko biegnijcie do apteki ;) Fakt, jest drogi, ale ja używam go już od prawie 4 miesięcy, a jeszcze nie zużyłam nawet połowy. Ideał :)
Znacie moich ulubieńców?
Co podbiło Wasze serca w lutym?
Jeśli pisałyście u siebie o tym, wklejcie linka!