Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receptury Babuszki Agafii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Receptury Babuszki Agafii. Pokaż wszystkie posty

Zużycia czerwcowe

Witajcie :)

Już nawet nie będę próbowała tłumaczyć tego opóźnienia blogowego - po prostu życie czasem bardzo niespodziewanie weryfikuje nasze plany. Z racji tego, że przez ostatnie kilka tygodni podjęłam dodatkowe role społeczne i mam na głowie 100% domowo rodzinnych obowiązków, doba drastycznie mi się skurczyła i nawet na sen nie mam więcej niż 5 godzin dziennie, a co dopiero na bloga ;) Wygospodarowałam jednak wczoraj trochę czasu przed północą i oto przychodzę do Was z kosmetycznymi śmieciami czerwca.



Rosyjski duet włosowy - szampon i odżywka na kwiatowym propolisie to moje sprawdzone włosowe kosmetyki. Na pewno jeszcze kiedyś do nich wrócę, jak to już bywało. Szampon Balea mango + aloes to mój święty graal, mam jeszcze w zapasie 3 opakowania [ dzięki Agata! ♥ ]. Suchy Batiste to również ulubieniec od dawna, ente opakowanie. Odżywka Petal Fresh świetnie się sprawdziła, była recenzja, polecam :)


Żel do mycia twarzy Effaclar służył mi codziennie przez, uwaga - 13 miesięcy! Świetny, wieloletni już ulubieniec, jeden z najwydajniejszych produktów, jakich używałam, bardzo dobry do mieszanej i tłustej cery. Cetaphil średnio się u mnie spisywał i w końcu przeterminował, nie żałuję. Żel Clarins służył mi przy podróżach, był bardzo przyjemny i skutecznie oczyszczał cerę. Peeling do ust Bomb Cosmetics był okej, ale dość sztucznie pachniał i ogólnie wolę Sylveco ;)


Kulka Nivea to coś, bez czego nie ma zużyć. Różany żel por prysznic Lirene był świetny, planuję powrót. Żel antybakteryjny BBW - uwielbiam, na pewno zaopatrzę się w kolejne duże opakowanie, żeby uzupełniać te torebkowe.Grejfrutowe masło TBS - kocham za zapach i lekką, ale nawilżającą konsystencję. No i żel do higieny intymnej Tołpa - kolejny ulubieniec, który regularnie pojawia się w łazience.


Wyrzutki i próbki - paleta Sleek Ultra Matts - lubiłam ją bardzo, ale ostatnio cienie zaczęły się mocno osypywać, czas się rozstać. Ogryzek cielistej kredki Max Factor - już planuję ponowny zakup. Płatki pod oczy Sesderma - cudo! ♥ Polecam wyjęte z lodówki, nic lepiej nie ożywia oczu po niewystarczającej ilości snu. Pasta do zębów Blanx okazała się fajna, kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Olejek do demakijażu MAC był okej, ale porównywalny do innych, tańszych olejków. 

To już wszystko, teraz trzymajcie kciuki, żebym w miarę szybko ogarnęła lipcowe zużycia ;)

Czerwcowe zakupy | lepiej późno niż wcale ;)

Witajcie! :)

Tak, mija połowa lipca, a ja o czerwcowych zakupach, dobrze widzicie ;) Wyznaję jednak zasadę jak w tytule posta, wiecie - co się odwlecze itd ;) W czerwcu wpadło mi w ręce dość sporo pielęgnacji, czyli to, co tygryski lubią najbardziej :) Zapraszam do oglądania :)


Na początku czerwca w Naturze była promocja na odżywki do włosów i dwie powyższe kupiłam za niecałe 6 zł. Garnier Ultra Doux z aloesem to porażka, którą już Wam opisywałam, a Shauma Moc Keratyny jeszcze czeka na swoją kolej. Olejek do włosów Sesa zagościł u mnie, bo od dawna miałam ochotę na indyjski olejek, a ten udało mi się kupić w całkiem okazyjnej cenie, chyba 20 zł. Używam go już od czerwca na skórę głowy, ale muszę uprzedzić, że zapach jest mocny i bardzo długo utrzymuje się na włosach.


Pozostając we włosowych tematach, zaopatrzyłam się poprzez Atelier Bernady w Krakowie w sprawdzone już przeze mnie szampon i balsam do włosów na kwiatowym propolisie z Receptur Babuszki Agafii. Mają boskie zapachy i świetnie działają, no i wielka pojemność za małą cenę to ich zdecydowane atuty :) Za każdą z 600 ml butli zapłaciłam około 15 zł [ nie pamiętam dokładnie ]. Następnie saszetki z miodowo hibiskusowym rekonstruktorem John Masters Organics. Cudo, którego zapragnęłam po recenzji Megdil. Kupiłam sobie kilkanaście saszetek [ każda po 10 ml ] po 1,90 zł w internetowym sklepie Naturnika, bo wyszło mnie to zdecydowanie taniej niż pełnowymiarowe opakowanie [ które kosztuje około 120 zł ]. Używam i jestem zachwycona ♥


Teraz czas na łupy z The Body Shop. Podczas pobytu w Warszawie, wraz z Eskiem i Agatą wesoło brykałyśmy po Złotych Tarasach, czego skutki możecie teraz podziwiać ;) Nie mogłam nie kupić znanego mi już [ dzięki Agacie, btw ;) ] cudownego brzoskwiniowego żelu pod prysznic Vineyard Peach [ 15 zł z 25 zł ] i nie skusić się na apetycznie pachnący żel Passionfruit [ 12,50 zł z 25 zł ]. Marakuja okazała się na tyle cudowna, że nie mogłam odmówić sobie masła do ciała z tego samego wariantu zapachowego [ 39 zł z 69 zł ]. Mniam!


Ciąg dalszy warszawskich zakupów, czyli Bath & Body Works. Pierwszy raz byłam w tym sklepie, fajne przeżycie, mnóstwo zapachów i podobał mi się patent z umywalką, przy której możemy wypróbować pianki do rąk. Wybrałam dość dużo rzeczy, ale u mnie została tylko część, bo resztę rozdałam rodzinie i przyjaciołom :) Od lewej - pianki do mycia rąk Sweet Pea i Sea Island Cotton [ każda po 14,50 zł z 29 zł ], duży żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea [ 29zł, bez promocji, ale i tak się opłacał, bo ma 225 ml  ], mgiełka do ciała o zapachu Sweet Pea [ 37 zł z 69 zł ] oraz dwa małe żele antybekteryjne - Sweet Pea i Sweet Tangerines [ każdy po 7,99 zł ] . Chyba już się zorientowałyście, który zapach podbił moje serce? ;)


Tu też Warszawa i spontaniczne wejście do Superpharmu [ Bo Esy chciała Essie - to wszystko przez Nią! ;) ], które zaowocowało kupnem świetnego kremu do rąk z Nuxe o zapachu słynnego suchego olejku firmy [ 29,99 zł ], żelu pod prysznic [ 14,99 zł - w takiej cenie miałam go nie wziąć?! ] i ulubionej emulsji matującej z filtrem SPF 50 z Vichy [ w promocji za 44,24 zł z 58,99 zł ].


Zmywacz z Essence [ tak, już pusty ;) kosztował 6 zł ], który był moim ulubieńcem, jednak zauważyłam, że ta butelka przesuszała mi paznokcie i płytka zaczęła się rozdwajać, więc już do niego nie wrócę. Seche Vite to mój must have, zamawiam na allegro, można go tam znaleźć za kilkanaście złotych :) Coby SV smutno w kopercie nie było, za 5 zł dorzuciłam róż z Astora w odcieniu 008 Brown Berry- świetny, zimny kolor, którego używam czasem jako bronzera.


To już wszystkie moje czerwcowe kosmetyczne nowości, jestem z nich zadowolona, głównie z warszawskich łupów :) 

EDIT: Fail, zapomniałam o moim najpiękniejszym nabytku! Chodzi o szminkę z MAC w odcieniu Brave, na którą namówiły mnie dziewczyny w Warszawie! Po prostu mam ją zawsze w torebce i używam codziennie, same rozumiecie ;)

Wpadło Wam coś w oko? 
Znacie te kosmetyki?

Receptury Babuszki Agafii: Drożdżowa maska do włosów

Cześć ! :)

Drożdżową maskę do włosów kupiłam, bo blogi obudziły we mnie chęć jej posiadania. Też tak macie? Ja zawsze! Ach, te blogi ;) Naczytałam się o cudownym zapachu, jeszcze lepszym działaniu – no musiałam mieć i ja :)

Dodatkowo, bardzo mile wspominam inne specyfiki spod szyldu Babuszki Agafii:


Szampon na łopianowy propolisie i Balsam na kwiatowym propolisie - KLIK.


Maskę Babuszki Agafii nabyłam stacjonarnie w sklepie z kosmetykami naturalnymi, rosyjskimi i indyjskimi w rodzinnym mieście. Ceny wiadomo – zawyżone, dlatego za mój egzemplarz maski wyłożyłam 22,50 zł. Dużo, w internetach można znaleźć ją już za kilkanaście złotych.

Drożdżowa maska do włosów Babuszki Agafii ma 300 ml, jest zamknięta w słoiczku utrzymanym w takim retro zielarskim klimacie, moim zdaniem całkiem fajnie to wszystko się prezentuje. Po odkręceniu słoiczka jest jeszcze takie ochronne wieczko. Na opakowaniu mamy mnóstwo informacji pa ruski – fajnie było sobie trochę podukać dla przypomnienia, w kocu pół roku studiowania rosjoznawstwa za mną ;) Na szczęście jest też naklejka od polskiego dystrybutora, na której widnieją po polsku wszystkie ważne informacje, poczytajcie sobie na zdjęciu. 


Konsystencję ma bardzo rzadką, lżejszą od niejednej odżywki – zdziwiło mnie to, w końcu nazwali produkt maską, wydawało mi się, że to oznacza treściwszą zawartość ;) Zapach jest świetny, jak migdałowe ciasteczka. Gdybym była Eskiem, Floreskiem – na pewno podjęłabym próbę zjedzenia maski ;)


Skład jest, jak w większości rosyjskich kosmetyków, bardzo przyjemny. Bardzo wysoko w składzie są drożdże piwne, sok z brzozy, ekstrakt z mocznicy lekarskiej, znajdziemy też oleje zimnotłoczone.

Skład: Aqua with infusions of: Yeast Extract, Betula Alba Juice; enriched by extracts: Inula Helenium Extract, Arctostaphylos Uva Ursi Extract, Silybum Marianum Extract, Cetrionium Chloride, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Guar Gum; cold pressed oils: Triticum Vulgare Germ Oil, Ribes Aureum Seed Oil, Pinus Siberica Cone Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Ascorbic Acid, Panthenol, Glucosamine, Citric Acid, Parfum, Benzoic Acid, Sorbic Acid.


Maskę nakładam od końca października. Użyłam jej już 12 razy, myślę, że reszta w słoiczku wystarczy jeszcze na 2/3 użycia. Mniej więcej co 4 dni po umyciu włosów nakładam maskę na skórę głowy, wmasowuję ją przez chwilę i zostawiam na około pół godziny, potem spłukuję letnią wodą. Zakładałam, że maska okaże się bardziej wydajna, jednak za zasługą bardzo lejącej konsystencji tak nie jest :(


Niestety, maska nie pobudziła wzrostu moich włosów, nie zauważyłam też zmniejszenia ich wypadania, a szkoda. Raz nałożyłam maskę na całe włosy, z ciekawości, okazało się, że dość obciążyła mi włosy i po kilku godzinach od mycia zaczęły się zbierać w nieestetyczne strąki. U mnie sprawdza się jedynie aplikacja na skórze głowy. To, co zauważyłam, to mocne nawilżenie skóry głowy – nie odczuwam żadnego swędzenia, które czasem mi się tam zdarza. Maska bardzo dobrze działa na moje włosy u nasady – są trochę odbite w górę i ładnie się błyszczą, są miękkie. Dodatkowo zauważyłam też, że maska fajnie radzi sobie z ujarzmianiem niesfornych baby hair – są ładnie przygładzone i nie odstają każdy w inną stronę. 



Żałuję, że maska nie pomogła mi z wypadaniem włosów, bo bardzo na to liczyłam. Niemniej polubiłam ją za zapach i ujarzmianie moich mini włosków – jeśli gdzieś przy jakiejś okazji znajdę ją w atrakcyjnej cenie, nie wykluczam powrotu :)


Miałyście do czynienia z drożdżową maską od Babuszki Agafii?
Jak Wasze wrażenia?





P.S. Dotarła do mnie w ekspresowym tempie przesyłka od Anne Mademoiselle - wygrałam u niej lakier Essie Watermelon. 
Anne i Jej Dobre Serduszko dorzucili mi jeszcze kilka super prezentów, spójrzcie same! ♥♥♥ A jak pięknie zapakowane!



P.S. 2 Dziś piątek trzynastego! Zdarzyło się Wam coś pechowego? Ja miałam nieprzyjemną wizytę u lekarza, więc chyba mogę to podciągnąć pod pechowość tego dnia ;)

Empties #3, czyli wyniki półtoramiesięcznego zużywania

Hej :)
Dziś podsumowanie moich zużyć. Ostatni taki wpis zrobiłam tuż przed przeprowadzką do nowego mieszkania, 15.04. Dziś mija więc równo półtora miesiąca od tamtej daty.
Myślę, że przez tak długi czas mogłam zużyć trochę więcej, ale niestety ze względu na moje przeskakiwanie od kosmetyku do kosmetyku [ mam 3 otwarte żele pod prysznic na raz ;) ] nie wyszło to za dobrze ;)
Do kosza wędruje 27 kosmetyków i 7 próbek.


1. Szampon Receptury Babuszki Agafii na łopianowym propolisie - świetny, wielki [ 600 ml ! ] produkt, który pomógł mi w walce z wypadającymi włosami, o reszcie jego zalet pisałam 2 dni temu TUTAJ

2. Balsam Receptury BabuszkiAgafii na kwiatowym propolisie - gapa ze mnie, zapomniałam go ustawić do zdjęcia ;) genialna odżywka do włosów o boskim zapachu kwiatów, ot już moja druga butla i na pewno nie ostatnia. Zachwycałam się nim TUTAJ

3. Szampon Garnier Ultra Doux z serii Sekrety Prowansji z morelą i olejkiem migdałowym - zużyłam pół butelki do mycia włosów, pozostałą połowę do mycia pędzli. Szampon jak na drogeryjny z SLSami był całkiem ok, miał śliczny, świeży zapach i dużą pojemność [ 400 ml ]. 

4. Green Pharmacy olejek łopianowy ze skrzypem polnym, przeciw wypadaniu włosów. Świetny produkt, bardzo wydajny, starczył na miesiąc codziennego używania, zahamował wypadanie włosów, zawdzięczam mu mnóstwo baby hair ^^, które pokazywałam TUTAJ


5. Olej kokosowy KTC, 500 ml. Zużywałam ten olej przez kilka dobrych miesięcy - na początku do olejowania włosów, potem zaczęłam go dodawać do własnoręcznie robionych peelingów. Męczyła mnie ta duża pojemność, bo niestety olej był bezzapachowy :( Teraz używam oleju kokosowego z zapachem i coś czuję, że to będzie wielka miłość ;)

6 + 7. Odżywka lniana do włosów Farmona Herbal Care. Moja ukochana odżywka, lekka, świetnie działa, ma ładny zapach i niską cenę, więcej o niej pisałąm TUTAJ

8. Spray nabłyszczający do włosów Klorane. Porażka, nie robił kompletnie nic na plus, obciążał włosy, psikałam nim włosy na noc, przynajmniej łądnie pachniał. Bardzo nie chciał się skurczybyk skończyć ;) Żaliłam się na niego TUTAJ


9. Kremowa emulsja do higieny intymnej rumiankowa Farmona Herbal Care - bardzo fajny, delikatny produkt o ładnym zapachu rumianku. Bardzo wydajny, funkcjonalne opakowanie z pompką.

10. Stymulujący piling do ciała Home Spa z Pat&Rub - miniaturka 50 ml z jakiegoś Glossyboxa, bardzo fajny peeling, mocny zdierak, zostawia na skórze film, tak że nie potrzeba już się balsamować po jego użyciu. Wystarczył mi na 3 użycia.

11. Dezodorant Rexona w sztyfcie - zwyklaczek, dobrze chronił, jednak wolę kulki Nivea.


12. Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu Be Beauty - świetny produkt, każdemu znany, pisałąm o nim więcej TUTAJ. W zapasie mam już 7 butelek :)

13. Łagodny  żel oczyszczający do skóry tłustej lub trądzikowej Avene - świetny, bardzo wydajny żel do mycia twarzy, znakomicie oczyszczał, ładnie pachniał. Jeśli znów znajdę go na promocji [ za 300 ml zapłąciłam ok 28 zł ], chętnie wrócę.

14. Hydrolat z zielonej herbaty NatyrVitChem - bardzo fajny, hydrolat, nadawał się do tonizowania twarzy albo spryskania jej w ciągu dnia. Lubię zapach zielonej herbaty, ale ten tutaj był zbyt mocny, taki trochę chemiczny, więc nie powrócę.



15. Mydło do mycia dłoni grefjfut i mandarynka Anatomicals - zwykłe mydło do rąk, dość gęste, ale o BOSKIM zapachu prawdziwego grejfruta i mandaryny :D Mam jeszcze jedno takie w kuchni i będzie smutno, jak się skończy ;)

16. Odżywczy krem do rąk suchych i zniszczonych Bioderma - kupiłam w aptece za ok 10 zł na promocji, byłam ciekawa, jak się sprawdzi Biodermowy krem do rąk. Niestety ma bardzo rzadką konsystencję i dość długo się wchłania. Męczyłam go od zimy, nie pomagał na przesuszone łapki.

17. 2x5 balsam do paznokci Herba Studio - świetny produkt, pomógł mi z przesuszonymi skórkami, wcierałam go na noc i rano było pięknie :) Teraz używam do tego celu olejku jojoba.


18. Chusteczki do twarzy Alouette - kupiłam, zużyłam, bez zbędnych zachwytów, ot chusteczki ;)

19. Tusz do rzęs Get Big Lashes Essence - czytałam wiele pozytywnych opinii, więc go kupiłam, ok pół roku temu. Odłożyłam do wyschnięcia, niestety nie pomogło i niemiłosiernie sklejał mi rzęsy...

20. Pomadka ochronna Neutrogena - bardzo fajny produkt, niesamowicie wydajny, miałąm go od grudnia. Świetnie dbała o usta.

21. Nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem Alterra - moje ulubione ostatnio, rano zastępują mi tonik. Tanie, skuteczne, delikatne dla skóry, bo bez alkoholu :) Opisałam je TUTAJ



22. Zmywacz do paznokci Essence - ulubiony ostatnio, wszystko zmywa, wydajny, czyli to, czego oczekuję od zmywacza :D

23. Quick Dry Topcoat Essence - byle co, wcale nie przyspieszał wysychania, pozbywam się go, bo zalegał mi w pudełku z lakierami.Odkąd poznałam SV i Poshe, już nie patrzę nawet na drogeryjnie przyspieszacze ;)

24. Express Drying Oil Sephora - to samo, co powyżej, z tą różnicą, że był tłusty i brudziłam palcami wszystko wokoło po aplikacji.

25. Hard as Nails Sally Hansen - używałam daaawno temu, już przeterminowany, zresztą nie działął za dobrze, więc do widzenia ;)

26. Foundation II Nail Tek - moja ulubiona baza pod lakier, chroni paznokcie i zapobiega rozdwajaniu. Ten egzemplarz już zasechł pod koniec.

27. Seche Vite - znanu każdem przyspieszacz, końcówka tak zaschła, że prawie skamieniała ;) Zamieniłam na Poshe, któy mniej śmierdzi i jestem zadowolona :) 


Kilka próbek. Lubię tak testować kosmetyki, czesem udaje mi się znaleźć coś fajnego, co nabywam w pełnym wymiarze. Tym razem spodobał mi się krem Siarkowa Moc od Barwy i już mam pełnowymiarowy słoiczek. Aloe Sun BB Cream od Skin Fooda po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę kupić pełne opakowanie, natomiast krem Oeparol pod oczy jest za rzadki i jego nie kupię. Reszta to przeciętniaczki.

A jak tam Wasze zużycia?
Miałyście coś z przedstawionych przeze mnie? :)



Receptury Babuszki Agafii : Szampon Nº3 Na Łopianowym Propolisie + Balsam Nº4 Na Kwiatowym Propolisie = włosowy duet idealny :]

Cześć :)

Kończę właśnie 2 duże butle włosowych rosyjskich specyfików i ich działanie spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam je Wam przybliżyć - może komuś pomoże to w wyborze?



Receptury Babuszki Agafii Szampon Nº3 Na Łopianowym Propolisie – Przeciw wypadaniu

Rosyjski szampon przeciwko wypadaniu gościł w mojej łazience pierwszy raz. Wcześniej używałam szamponu regenerującego na brzozowym propolisie oraz wzmacniającego na cedrowym.


Szampon na łopianowym propolisie, tak samo jak jego poprzednicy, sprawdził się u mnie bardzo dobrze.
Zamknięty w dużej, ale poręcznej, 600 ml butli z praktycznym dozownikiem typu press, służył mi dzielnie do codziennego mycia przez prawie 1,5 miesiąca. Może się wydawać, że niedługo, ale ja szamponu sobie nigdy nie żałuję, a i do zmywania masek / olei używam go więcej lub myję włosy szamponem 2 razy, tak więc jestem bardzo zadowolona z jego wydajności.

Szampon nr 3 na łopianowym propolisie ma za zadanie zahamować wypadanie włosów i zregenerować je. Spełnia te zadania bardzo dobrze, ilość gubionych przeze mnie włosów zdecydowanie się zmniejszyła. Owszem, ma na to wpływ także odżywka pokrzywowa, którą wcieram codziennie w skórę głowy, tabletki Calcium Panthotenicum, które zażywam 2 x dziennia i zmiana diety na lżejszą, ale ja wierzę w kompleksowe działanie :)
Zawiera bardzo dużo świetnych składników aktywnych, m.in.: wosk pszczeli, miód, olej łopiany, żywicę sosny, olej z kminku, szałwii, mydlnicę lekarską.

Szampon doskonale radzi sobie z olejami, kakaowym kremem Isana, olejkiem łopianowym Green Pharmacy i środkami do stylizacji [ spray Klorane, Macadamia Healing Oil, krem wygładzający Joico ]. Bardzo dobrze się pieni, nie potrzeba wiele, żeby umyć całą głowę.
Konsystencję ma troszkę rzadszą niż zwykłe szampony, ale to normalne, bo nie ma w nim żadnej chemii, same ekstrakty i woda, czyli bardzo bezpiecznie. Zapach ziołowo - słodki, bardzo przyjemny :)

Już po pierwszym użyciu można zauważyć różnicę. Ja przed tym łopianowym szamponem myłam włosy lekkim szamponem, ale z SLSami i inną chemią – kiedy użyłam tego szamponu Babuszki Agafii, po pierwszym myciu już zauważyłam różnicę w stanie i wyglądzie włosów – były bardziej sypkie, nie matowe, zyskały na gładkości i w dotyku były takie bardziej mięsiste :)

Skład: Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Lappa Seed Oil, Saponaria Officinalis Root Extract, Mel, Althaea Officinalis Root Extract, Salvia Officinalis Oil, Carum Carvi Oil, Salix Alba, Bud Tar, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Glycol Distearate, Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid,  Panthenol, Niacinamide, Citric Acid.



Receptury Babuszki Agafii Balsam Nº4 Na Kwiatowym Propolisie – Puszystość

Balsam do włosów na kwiatowym propolisie mam już po raz drugi. Moim zdaniem jest najlepszy z całej serii, choć nie używałam każdej pozycji [ miałam tylko balsam na propolisie brzozowym ]. Nic a nic nie przebije zapachu i działania tego balsamu !
Opakowanie jest takie samo, jak w przypadku szamponu – różnią się tylko etykietą, więc nie będę się powtarzać ;)


Konsystencja balsamu jest dość rzadka, nie jest to typ odżywki, którą siłą trzeba wyciskać z opakowania – balsam jest lejący i niestety wpływa to na jego wydajność, która nie jest zachwycająca. Balsamu używałam zamiennie z odżywką lnianą od Farmony, ale i tak nie służył mi on tak długo, jak szampon na łopianowym propolisie. Mimo to jestem oddaną fanką balsamu i na pewno do niego powrócę :)

Zawiera organiczny wosk kwiatowy, werbenę, miód wielokwiatowy, olej z rumianku, żywicę sosny.

Balsam ma za zadanie ujarzmić włosy, sprawić, że staną się gładkie, posłuszne i zyskają na objętości. Rzeczywiście świetnie „ogarnia” moje włosy, które mają tendencje do puszenia się – włosy są gładkie, odżywione, nawilżone, ślicznie się błyszczą i po rozczesaniu tworzą taką gładką płaszczyznę – wiecie, o co mi chodzi ;) Zapach balsamu jest nieziemski – kwiatowy do granic możliwości :D nie jest nachalny i prawie go nie czuć na włosach po zmyciu, ale świetnie umila moje 3 minuty z odżywką :)

Balsam na kwiatowym propolisie zupełnie nie obciąża włosów, można nałożyć na włosy dowolną ilość. Ja nigdy sobie nie żałuję i nie ma problemu – włosy wciąż wyglądają pięknie :) Można go trzymać na włosach tylko chwilkę albo nawet kilkadziesiąt minut – w każdym przypadku efekty są zauważalne i piękne :)

Skład: Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Anthemis Nobilis Flower Oil, Rosa Centifolia Flower, Pollen Extract, Humulus Lupulus (Hops) Cone Tar, Mel, Jasminum Officinale Flower Wax, Spiraea Ulmaria Oil, Verbena Officinalis Oil,  Propolis Extract Milk, Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Podsumowując, szampon na łopianowym propolisie + balsam na kwiatowym propolisie:
  • duża pojemność – 600 ml
  • naturalny skład
  • szampon zmniejsza wypadanie włosów
  • funkcyjny dozownik
  • genialny świeży zapach balsamu
  • nie plączą włosów
  • nie obciążają włosów
  • świetnie pielęgnują, nawilżają, wygładzają i nabłyszczają włosy
  • zdecydowanie warte swojej ceny [ od 16 zł ]





W duecie spisały się świetnie, dawno nie miałam włosów w tak dobrej kondycji.Jak każdy kosmetyk z tej serii, zarówno balsam, jak i szampon nie zawierają SLSów, parabenów i silikonów. Wszystkie kosmetyki mają po 600 ml, co bardzo lubię, bo doprawdy nie rozumiem, dlaczego zazwyczaj odżywki są mniejsze od szamponów?





Miałyście jakiś produkt z tej serii?