Hej, hej! :)
Uwierzycie, że to już dwudziesty post ze zużytymi kosmetykami na blogu? Tak, tak, to oznacza dwadzieścia miesięcy blogowania, nieźle :)
Lipiec jaki był, każdy widział, u mnie oznaczał dużo pracy i zmęczenia, ale były też i miłe momenty i chwile wytchnienia, kiedy miałam czas na zużywanie rozpoczętych buteleczek i słoiczków. Oto efekty :) :
EcoSpa, olej z pestek moreli - zużyłam w całości do olejowania włosów i w tej roli sprawdzał się bardzo dobrze. Po całonocnym seansie z tym olejem włosy były odżywione i mocne. Miał delikatny zapach, nie do końca przyjemny, ale w niczym nie umniejsza to jego właściwościom :)
Balsam myjący do włosów z betuliną - po zużyciu całej butelki wciąż mam mieszane uczucia... Z jednej strony balsam bardzo dobrze mył włosy, radził sobie z olejami i mocno oczyszczał włosy i skórę głowy, ale z drugiej plątał kosmyki i zostawiał na nich wyczuwalną warstewkę [ nie było to oblepienie, coś jak taka warstwa ochronna, nie wpływało źle na wygląd włosów po wysuszeniu ] i był niewydajny [ tak lejącej konsystencji nie widziałam dotąd w żadnym szamponie... ]. Włosy po nim wyglądały dobrze, były odbite od nasady, ale nie wiem, czy ten efekt wart jest "zabawy" z balsamem...
Aloesowa odżywka do włosów Garnier Ultra Doux - jednym słowem: porażka. Pisałam już o tym niewypale, kto chce, niech poczyta :)
Planeta Organica, marokański balsam do wlosów - dobra, średniogęsta konsystencja, mocny perfumowany zapach, który zostaje na włosach, wydajna [ 15/16? użyć na moich włosach za łopatki ], zmiękcza włosy, są potem sypkie i błyszczące, długo zachowują świeżość. Nie obciąża włosów przy nasadzie, bo nakładałam od samego czubka głowy ;) Fajna odżywka do codziennego stosowania, możliwe, że kiedyś do niej powrócę.
Le Petit Marseiliais, żel pod prysznic mandarynka i limonka - przyjemny żel, bardzo dobrze się pienił i rzeczywiście miał świetny zapach, możliwe, że wypróbuję inne wersje zapachowe :)
L'Occitane, różany żel pod prysznic - dostałam w Warszawie od Eska Floreska i uwielbiałam! Zapach różany genialnie oddany, żel mały, ale wydajny, cudo :)
Tołpa, Dermo Intima, regenerujący płyn do higieny intymnej - ulubieniec, to już druga butelka, którą zużyłam. Szalenie wydajny, jedno opakowanie [ 195 ml ] wystarcza mi na 3 miesiące codziennego używania. Ma mocny ziołowy zapach, który na początku mi przeszkadzał, teraz go polubiłam. Na pewno jeszcze wrócę.
Bath & Body Works, pianki do mycia rąk o zapachu Sweet Pea i Sea Island Cotton - obydwie pachniały świetnie i bardzo dobrze myły dłonie, jedynie wydajność i cena nie zachęcają do ponownych zakupów ;) Buteleczek nie wyrzucam, wleję do nich jakiś żel pod prysznic i rozcieńczę z wodą, będę miała pianki DIY :)
Caudalie, maska nawilżająca do twarzy - świetna, kojąca maska, która nadaje się do każdej cery oraz w okolice oczu, niedawno ją recenzowałam.
Effaclar Duo + - nowa wersja mojego kiedyś ukochanego kremu. Spisywał się dobrze, tak jak zapamiętałam, ale chyba moja cera się zmieniła na przestrzeni tych kilku lat, bo pod koniec tubki miałam wrażenie, że już się przyzwyczaiła do działania kremu. Nie kupiłam więc kolejnej tubki, ale kiedyś może to zrobię.
Caudalie, woda winogronowa - cóż tu rzec? Jestem od niej uzależniona i tyle! ;)
Caudalie, pienka oczyszczająca do twarzy - kolejny produkt, z którym z żalem się rozstałam. Pianka dzielnie służyła mi [ uwaga! ] ponad pół roku! Otwarłam ją jeszcze w grudniu zeszłego roku! Przez ten czas nie zmieniła swojego wspaniałego działania, zapachu i konsystencji. Obecnie mam inną piankę, ale do tej na pewno powrócę zaraz po wykończeniu tej innej, bo jednak nie ma porównania ;)
Caudalie, maska oczyszczająca do twarzy - mój hit i ukochaniec. Wszystkie zachwyty są dostępne do poczytania na blogu :)
Caudalie, Vinosource, krem pod oczy - lekki krem, który świetnie się spisuje pod makijaż, nie podrażnia oczu i świetnie nawilża delikatną skórę. Używałam go co rano przez prawie 5 miesięcy. Szerszą opinię znajdziecie na blogu :)
Pharmaceris, balsam do ciała z SPF 50 - pozostałość po poprzednim lecie, zapodział się gdzieś w szufladzie ;)
Essence, zmywacz do paznokci - swego czasu mój wielki ulubieniec, ale teraz niestety mocno wysusza mi paznokcie, więc powrotu nie planuję... Szkoda :(
Himalaya Herbals, Sparkly White, pasta do zębów - ulubiona i niezmienna :)
Holika Holika, Baby Silk Foot - skarpetki nawilżające dostane od Eska Floreska :* Ciekawy produkt, gdyby działał lepiej, kupowałabym regularnie ;) Niestety, nawilżenie utrzymuje się tylko przez jeden dzień.
Rillo, emulsja zapobiegająca nadmiernej potliwości - ciekawy produkt, rzeczywiście hamował pocenie się [ w te upały było ciężko ;) ], nie podrażniał skóry pod pachami. Dziwi mnie tylko krótka data ważności od otwarcia [ 2 miesiące ], bo nie da się w tym czasie zużyć całości. Ja wyrzucam ok 1/3 opakowania.
Dior, Dior Addict Lipstick w odcieniu 414 Casual Gold - szminka, którą miałam około 3 lat. W zasadzie bardziej nabłyszczający balsam niż szminka, bo koloru dawała niewiele - ot, delikatny nudziak z jeszcze delikatniejszym złotym pyłkiem. Na ustach prezentowała się bardzo ładnie i naturalnie, nie wysuszała ust, wręcz odwrotnie :)
MAC, Blot Powder - moje życie już nigdy nie będzie takie samo. Serio! Ledwo skończyłam Blota i sięgnęłam po inny puder [ Bourjois, Healthy Mix ], już zatęskniłam za Blotem i jego niewidocznością na twarzy, drobniutkim zmieleniem i transparentnością. Planuję powrót!
Seche Vite - ulubiony top do paznokci, do którego w kółko wracam [ mam już of kors następną buteleczkę w użyciu! ], a dzięki Seche Restore mogę zużyć do ostatniej kropli :)
JMO, honey & hibiscur hair reconstructor - świetny produkt, który głęboko odżywia i wygładza włosy - jestem nim zachwycona i w użyciu mam kolejne saszetki! :)
Bath & Body Works, żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea - fajny, ale miałam wrażenie, że mało wydajny. Niemniej zapach uwielbiam i cieszę się, że kupiłam duże opakowanie tego żelu - teraz mogę do woli uzupełniać to kieszonkowe opakowanie :)
Bania Agafii, białą glinka myjąca do włosów i ciała - zużyłam w całości do włosów, glinka fantastycznie oczyściła włosy na długości i u nasady, cieszę się, że mam drugie opakowanie w szufladzie :)
Reszta to próbki, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia i cieszę się, że się ich pozbywam ;)
Uffffff, w końcu! Ten post to istny tasiemiec! W trakcie pisania musiałam sobie zrobić przerwę na obiad i potem na lodowy deser ;)
Bath & Body Works, żel antybakteryjny o zapachu Sweet Pea - fajny, ale miałam wrażenie, że mało wydajny. Niemniej zapach uwielbiam i cieszę się, że kupiłam duże opakowanie tego żelu - teraz mogę do woli uzupełniać to kieszonkowe opakowanie :)
Bania Agafii, białą glinka myjąca do włosów i ciała - zużyłam w całości do włosów, glinka fantastycznie oczyściła włosy na długości i u nasady, cieszę się, że mam drugie opakowanie w szufladzie :)
Reszta to próbki, które nie zrobiły na mnie większego wrażenia i cieszę się, że się ich pozbywam ;)
Uffffff, w końcu! Ten post to istny tasiemiec! W trakcie pisania musiałam sobie zrobić przerwę na obiad i potem na lodowy deser ;)
Piszcie szybko w komentarzach, czy znacie któreś z tych kosmetyków i jak tam Wasze denko lipcowe! :)