Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donegal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Donegal. Pokaż wszystkie posty

Powroty | kosmetyki, które kupuję regularnie :)


Hej!

Wiele razy pisałam Wam, że mam kilka produktów, do których regularnie lub mniej powracam. Sygnalizowałam to zazwyczaj w jakimś poście ze zużyciami albo przy prezentowaniu zakupów. Pomyślałam, że może osobny post prezentujący te kosmetyki by Was zainteresował :)

Od razu zaznaczam, że nie znajdą się tu wszystkie produkty, które lubię kupować więcej niż raz - po prostu nie zawsze kupuję je non stop :) Tak jest na przykład z kremem do rąk Anida - bardzo go lubię, ale obecnie nie mam na stanie, bo używam kilku innych kremów. Inny przykład to tonik Clarins Wake Up Booster i szampon do włosów Equilibra. Jeśli pisałam już o danym kosmetyku na blogu, znajdzie się przy nim link do recenzji lub posty z opisem.



lakier bazowy Bell Bio2 Vitamin Booster - świeta baza, która chroni płytkę przed przebarwieniami i wzmacnia ją. Używam właśnie trzeciej buteleczki i na pewno nie ostatniej :) Jedno opakowanie wystarcza mi na około pół roku, a maluję paznokcie zazwyczaj dwa razy w tygodniu, więc wydajność jest naprawdę duża. Cena to około 12 zł, ja kupuję w drogerii Natura.

zmywacz do paznokci w żelu Donegal - uwielbiam! Nie wiem, ile opakowań już zużyłam ;) Najważniejsze - nie śmierdzi! No i zmywa. Czego chcieć więcej? :)

top coat Seche Vite - skoro już przy paznokciach jestem, to nie mogę nie wspomnieć o SV! Szeroko znany i lubiany, ja się nie wyłamuję ;) Testowałam już wiele topów, m.in Poshe i Sally Hansen Insta Dri, ale to Seche jest moim ulubieńcem i do niego zawsze wracam.



dezodorant w kulce Nivea, wersja Dry Comfort - jak dla mnie najlepszy na rynku drogeryjnych antyperspirantów. Zawsze go mam i często robię zapasy, kiedy jest w przystępnej cenie. Świetnie działa i chroni, jego zapach nie gryzie się z perfumami i ogólnie - kupujcie!

szampon Balea, Mango + Aloe Vera - lubię w kategorii włosowej testować różne rzeczy, takie mam małe hobby ;) Mam jednak wąskie grono produktów, które witam częściej niż raz ;) Właśnie do nich zaliczam ten szampon - wspaniale się pieni, genialnie pachnie [ jak to Balea ;) ], bez najmniejszych oporów zmywa oleje, a przy tym jest delikatny i zostawia włosy miękkie, nie splątane.

płyn micelarny Garnier - ach, jak się cieszę, że go poznałam! Kupiłam ostatnio trzecią butelkę, to chyba o czymś świadczy? Podoba mi się w nim wszystko - od działania, ceny, aż po opakowanie i pojemność :)



regenerujący płyn do higieny intymnej Tołpa - kupiłam przypadkiem w promocji w Hebe i zostałam już przy nim. To już chyba moja czwarta butelka. Wygodne opakowanie ze świetną pompką, wysoka wydajność [ wystarcza mi na 3 miesiące codziennego używania ], naturalny skład - lubię to!

pasta do zębów Himalaya Herbals - wspominam o niej prawie co miesiąc przy okazji posta ze zużyciami. Świetna pasta bez fluoru, na długo odświeża oddech i od wielu miesięcy nie eksperymentuję już w temacie past.

woda winogronowa Caudalie - kto czytał choć dwa wpisy na moim blogu, wie, że jestem wielką fanką Caudalie. Ich oferta prawie w całości mi pasuje, lubię testować nowości i kupować ich kosmetyki. Woda winogronowa to moje małe wielkie odkrycie i jest stale obecna w mojej pielęgnacji twarzy. Teraz wyłamałam się i spróbowałam Uriage, ale jak widzicie na zdjęciu - już mam puszkę Caudalie :)



róż do policzków Astor - prawdziwe cudko. Poznałam go dzięki Agacie Smarującej  i właśnie dotarłam do denka drugiego już od niej opakowania. Delikatny, ale widoczny, ja używam go jako bronzera i spisuje się cudnie, utrzymuje cały dzień i jedyne, czego mogłabym chcieć, to dożywotni zapas ;)

perfumy Calvin Klein, Eternity - ulubiony zapach od nie pamiętam kiedy. Wracam regularnie i za każdym razem kocham tak samo :) Widać to zresztą po zużyciu - wejdźcie na zalinkowany wpis, tam jest pełna buteleczka, a było to dokładnie 3 miesiące temu ;)

podkład Chanel, Vitalumiere Aqua - to podkład, który magicznie upiększa cerę. Nie zakrywa zbyt dobrze niedoskonałości, ale po nałożeniu go na twarz skóra wygląda po prostu na zdrową, wyrównaną kolorystycznie i bardzo wypoczętą. Cieszę się, że do niego wróciłam.

emulsja matująca z filtrem, Vichy - mam na swoim koncie już kilka tubek tej emulsji. Bardzo dobrze się sprawdza jako baza pod makijaż, co ciężko powiedzieć o większości filtrów. Matowienie jest widoczne, za co kolejny plus. Wydajność i ochrona też są ważne. Polecam gorąco :)

wzmacniający olejek do włosów, Ikarov - oczywiście jestem rasową sierotą i zapomniałam umieścić go na zdjęciu, wybaczcie! To fantastyczna mieszanka olejowa, którą co drugi dzień aplikuję na skórę głowy w celu wzmocnienia włosów [ znów zmagam się z okresowym wypadaniem ] i przyspieszenia porostu. Zapraszam do przeczytania posta, który o nim naskrobałam prawie rok temu, bo nieskromnie powiem, że jestem z niego dumna i wydaje mi się całkiem rzeczowy i konkretny ;)



Te kilkanaście przedstawionych kosmetyków to nie cała gromadka, którą kupuję więcej niż raz, może jeszcze kiedyś napiszę o pozostałych, co Wy na to?

Myślę, że nie jestem jedyną osobą, która pozostaje wierna świetnie działającym kosmetykom, podzielcie się więc swoimi w komentarzach, chętnie poczytam i może znajdę kolejny kosmetyk wart wracania? :)

Empties #21 | Tyle stracić!

Hej, hej! :)

Przyznaję, późno pojawia się ten wpis ze zużyciami. Po prostu tyle tego nazbierałam w sierpniu, że na samą myśl o opisywaniu przechodziły mnie ciarki ;) Ale zmobilizowałam się, przysiadłam i oto jestem wraz z postem o tym, z czym się pożegnałam w sierpniu. Przygotujcie się, jest tego niemało ;)


Tym razem zacznę nie od włosowych produktów, ale od wyrzutków. Przetrzebiłam kolorówkę dość mocno [ a i tak zostało mi jej tyle, że mogłabym pół rodziny obdarować ;) ] i wytypowałam rzeczy do wyrzucenia. Są tu moje ulubione swego czasu lakiery z Sephory [ jeszcze w starej szacie graficznej ] i inne buteleczki z emaliami, wszystkie zgluciałe i niezdatne do użytku. Są próbki podkładów, beznadziejny tusz do rzęs z Bourjois, stare cienie do powiek i pierwszy w życiu zużyty do samego końca róż do policzków z Astora, prezent od Agaty Smarującej :)


Tutaj ciąg dalszy czystek, tym razem próbkowych ;) Zużyłam kilka odlewek podkładów [  żaden mnie nie zachwycił ], jakieś kremy do twarzy i balsam do ust z Tołpy. Był fajny, polubiłam go mimo nie do końca odpowiadającego mi zapachu, ale musiałam wyrzucić prawie pół opakowania, bo skończył mu się termin przydatności [ tylko 3 miesiące ]. Saszetki z John Masters Organics z miodowo hibiskusowym rekonstruktorem są świetne i mam kolejne w zapasie, moje włosy są mi za to wdzięczne ^^


Gąbka Calypso znakomicie sprawdza się do zmywania z twarzy maseczek i peelingów, zawsze mam jedną pod ręką :) Ulubionego żelowego zmywacza do paznokci z Donegala chyba nie muszę nikomu przedstawiać? Podobnie jak z kulką Nivea? ;)
Ten fioletowy pisaczek był odżywką do paznokci z Czterech Pór Roku i prezentem urodzinowym od Agni z Kosmetycznie i życiowo. Fajnie spisywała się ta oliwka i polubiłam wygodne opakowanie z pędzelkiem. Maseczka do twarzy Van Der Hoog Romantic Roses od Kasi Śmietasi była f a n t a s t y c z n a ! Duża saszetka wystarczyła mi na 4 aromatyczne użycia :) Zapach ślicznych, wcale nie chemicznych róż, świetne działanie oczyszczające i uspokajające sprawiły, że najchętniej używałabym maseczki codziennie. Niestety, nie mam jej więcej, ale myślę, że poproszę Kasię o pomoc w zakupie i będę się nią mogła w przyszłości jeszcze cieszyć :)


Płyn micelarny Garnier to ulubieniec micelarny ostatnich tygodni - bardzo go polubiłam i planuję kolejne butelki :) Pisałam o nim w ostatnich ulubieńcach. Serum Caudalie Vinosource nie było złe, ale bardzo przeciętne - zawiodłam się na nim, ale opisywałam to w osobnej recenzji, widziałyście? Ziaja, jaśmin w kremie to polecenie Egri.Hempe, za które dziękuję! Bardzo fajny krem pod oczy, bogaty i gęsty, fajnie nawilżał, nie podrażniał okolic oczu, a dzięki niskiej cenie [ ok. 10 zł, śmiesznie, nie? ] nie miałam skrupułów przed używaniem tak, jak lubię - czyli napaćkaniem grubej warstwy na noc ^^ Pomadka ochronna Alverde - dostałam ją już całe wieki temu od Anne Mademoiselle i bardzo lubiłam - towarzyszyła mi przez wiele miesięcy w torebce. Rokitnikowy krem do rąk Planeta Organica spisywał się bardzo dobrze - nawilżał dłonie na długo i wystarczyło naprawdę niewiele, żeby pokryć całe dłonie. Aplikację umilał ładny zapach :)


Balea, żel pod prysznic Carambloa Lambada - polubiłam, jak wszystkie żele Balea, bo krzywdy nie robią :) Ten jednak miał dość słaby zapach i nie grzeszył wydajnością, nie kupię ponownie. Zresztą to limitka, więc i tak nie kupię ;) Żel do higieny intymnej Soraya był średni - nie podszedł mi zapach i wydajność. Facelle - wiadomo, w łazience musi być :) Używam do włosów i zgodnie z przeznaczeniem. A krem mocznikowy Pilarix świetnie sprawdzał się do stóp, w związku z tym był nawet w jednych ulubieńcach [ o, tu. ], a ja kupiłam nowe, większe opakowanie :)


Dwie farby do włosów Garnier. Kupiłam, bo raz na kilka miesięcy mam ochotę odświeżyć sobie kolor na głowie, taki mam kaprys ;) No i wyszło czarne ;) Już się spłukało, ale na początku byłam mocno zła. Potem zaczęłam dostawać komplementy nt ciemnych włosów, wszyscy nagle mówili, że mi one urosły, że ładne, zdrowe itd ;) No i teraz zastanawiam się nad utrzymywaniem ciemnego koloru. Batiste w wersji Tropical - lubię go, jak zresztą większość wariantów tych szamponów. Przydatne i zawsze muszę mieć pod ręką :)


Planeta Organica, rokitnikowa odżywka do włosów - bardzo fajny produkt, moje włosy polubiły tę lekką odżywkę. Niby lekka, ale fajnie ujarzmiała puszące się włosy, nawilżała odpowiednio po oczyszczającym szamponie i nadawała się do olejowania na odżywkę. Tani, wydajny produkt. Joico, szampon do włosów K- PAK. Poświęciłam mu już kiedyś osobny post, to moja druga butelka. Szampon świetnie myje, zostawia włosy wygładzone i jakby grubsze. Na pewno jeszcze kiedyś do niego wrócę :) No i na koniec ulubieniec włosowy wszech czasów - Equilibra, aloesowy szampon. Kocham go i to już moja któraś z kolei butelka. Będę go kupować aż do śmierci [ no chyba, że go wycofają... tfu, tfu - przez lewe ramię! ].

Jak już pisałam w poście z zakupami sierpnia, zużyłam więcej niż kupiłam. Cieszy mnie to, bo jest szansa, że uda mi się uszczuplić zapasy i pozbyć nawyku chomikowania wszystkiego w hurtowych ilościach ;)

Jak Wam poszło ze zużyciami?
Pochwalcie się!

Kosmetyczny nieurodzaj ;) | zakupy z sierpnia

Witajcie! :)

W sierpniu jakoś tak się stało, że niewiele kosmetyków przybyło mi do kolekcji, sama nie wiem, dlaczego tak się stało - może to brak czasu na porządne zakupy, albo po prostu brak potrzeby? Sama nie wiem ;) Kilka rzeczy jednak wpadło w moje ręce i chciałam je Wam dziś pokazać. Zakupowy bilans sierpnia jest ujemny - zużyłam więcej kosmetyków niż kupiłam, nieźle, co? ^^


Zacznę chyba od najciekawszych nowości, oczywiście pielęgnacyjnych,bo takie u mnie co miesiąc, jak wiecie, przeważają. Jak tylko usłyszałam o peelingujących piankach pod prysznic od Organique, wiedziałam, że na jakąś się skuszę. Padło na peelingującą piankę o zapachu mrożonej herbaty. Za piankę zapłaciłam w sklepie firmowym 34,90 zł.
Następną nowością jest miodowa maska do włosów Bomb Cosmetics, którą zapragnęłam po recenzji Pączka w pudrze. Maska ma prześliczne opakowanie i mam nadzieję, że sprawdzi się na moich włosach. Na razie czeka na swoją kolej. Kosztowała trzydzieściparę złotych w Minti Shopie.



Zmywacz do paznokci rzecz ważna, kupiłam więc kolejne opakowanie lubianego przeze mnie zmywacza w żelu o zapachu mango z firmy Donegal. Jest delikatny, skutecznie zmywa i nie śmierdzi tak bardzo, jak reszta. Postanowiłam zafarbować włosy [ robię to raz na kilka miesięcy, zazwyczaj co pół roku ] i kupiłam dwie farby z Garnier w kolorze 4 Brąz . Wyszły czarne i byłam trochę zła, ale teraz już się wypłukały i wyglądają znośnie. Przyznam, że zastanawiam się nad ciemniejszymi włosami teraz, bo po farbowaniu dostałam bardzo dużo komplementów! :)


Regenerujący płyn do higieny intymnej Tołpa to mój ulubieniec. Kończę właśnie przeciętny płyn z Białego Jelenia i zaopatrzyłam się w znany i lubiany produkt, bo był na promocji w Hebe. Nie dość, że dobrze działa, to jeszcze jest wydajny - to lubię :)Dwufazowy płyn do demakijażu oczu z Bielendy kupiłam pod wpływem impulsu - od kilku tygodni znów maluję rzęsy tuszem i potrzebowałam czegoś, co skutecznie ten tusz z moich rzęs usunie [ akurat micel z Garniera mi się skończył ], padło więc na ten płyn. Jest okej, ale trzeba się namachać, żeby wszystko dobrze zmyć.  Z kategorii zachcianek - krem do rąk Crabtree&Evelyn o zapachu miodu i kwiatu brzoskwini. Wypatrzyłam go w TkMaxxie za 24 zł [ normalna cena to 73 zł ] i przygarnęłam bez zastanowienia :)


Krem do ciała Dove to nieprzemyślany zakup w Hebe. Był na promocji za kilkanaście złotych, spodobał mi się duży, okrągły słoik, a że nigdy nie próbowałam pielęgnacji z Dove - wzięłam :) Oczekiwałam czegoś bogatszego, ale na ostatnie ciepłe dni ten krem jest w sam raz. Bardzo ładnie pachnie i żałuję, że zapach nie zostaje ze mną na dłużej. Perfumy CK Eternity to temat, który chyba ostatnio wałkuję w prawie każdym poście, wybaczcie ;) Dziś już ostatni raz ;) Udało mi się upolować na Truskawce 100 ml w świetnej cenie - 87 zł. Wzięłam i teraz na nowo jestem zakochana - stara miłość nie rdzewieje! :)


Czas na kolorówkę! Jak zawsze najskromniej, ale i tak nie wiem, kiedy [ i czy w ogóle ] ja to wszystko zużyję ;) Nie miałam czasu jechać do Krakowa i przedłużyć rzęs, jak to robiłam przez ostatnie miesiące, wpadłam więc na genialny pomysł kupienia tuszu do rzęs ;) Tak, też byłam zdziwiona, że żadnego nie miałam w zapasach! Padło na tusz Maybelline Rocket Volum' Express. Zakupu żałuję - tusz jest beznadziejny. Prawie nie unosi rzęs, objętości nie widzę, raczej sklejenie i oblepienie... Teraz, po prawie 4 tygodniach codziennego używania jest lepiej, tusz zasechł trochę i lepiej się nim operuje, jednak wciąż nie jest dobrze... Pomadka w kredce Celia Lips on Top o numerku 1 to spontaniczny zakup w krakowskim Firlicie. Kosztowała nieco ponad 11 zł i jestem z niej bardzo zadowolona. Chubby Stick od Clinique to to nie jest, żeby nie było, ale bardzo fajnie wygląda na ustach - wybrałam neutralny, blady brzoskwinioróż i dobrze się w nim czuję. Pomadka trwała nie jest, ale dobrze mieć ją w torebce - nigdy nie wiadomo, kiedy przyda się nam trochę koloru :) Ostatnie nabytki to dwa lakiery - w TkMaxxie wypatrzyłam Models Own w odcieniu Thunder and Lightening [ 14,99 zł ], a China Glaze w odcieniu What a Pansy kupiłam w Minti Shopie [ 16 zł ].

To są wszystkie moje zakupy z sierpnia, prawda, że niewiele? :)
Jak Wam poszło? Poszalałyście, czy byłyście raczej ostrożne?
Piszcie!

Kosmetyczne nowości świąteczne i okołoświąteczne :)

Cześć! :)

Witajcie po krótkiej, świątecznej przerwie :) Ostatnie dni upłynęły nam bardzo miło, rodzinnie, jedzeniowo i prezentowo. Wczoraj wróciliśmy już razem do domu, rozlokowaliśmy jedzenie, rozpakowaliśmy rzeczy i możemy wracać do codzienności :) Niestety, wczoraj wieczorem dostałam straszliwej migreny, w pewnym momencie aż płakałam z bólu. Narzeczony w panice chciał wzywać pogotowie, ale przeczekałam to. Dziś już czuję się lepiej, ale wciąż czuję takie ogólne osłabienie... Sama nie wiem, skąd tak nagle mnie dopadło... 

Z powodu braku sił, zamiast recenzji pokażę dziś Wam kosmetyczne nowości, które przywędrowały do mnie w ramach Świąt i nie tylko :)


Prezent, w którym maczałam palce ;) Babcia nie wiedziała, co mi kupić, więc Jej pomogłam :) Divine Oil Caudalie jest mój! ♥ W zestawie mam jeszcze miniaturkę peelingu Divine Scrub i balsamu brązującego Divine Legs. Bardzo się cieszę z tego zestawu, bo na pełnowymiarowy olejek miałam ochotę już od długiego czasu.


Mama do prezentu dorzuciła mi zestaw miniatur z LRP, który kiedyś dostała przy zakupach i mały żel pod prysznic z Biodermy


Hojna i kochana Lipstick And Kids jeszcze przed Świętami podarowała mi szampon Baikal Herbals Objętość i Siła, a pod choinką znalazłam od Niej szampon Joico K - PAK Reconstruct i olejek K - PAK Color Therapy. Szampon z Joico już raz użyłam i jestem zachwycona - moje włosy stały się po nim jakby grubsze :) 


Jadąc do domu na Święta, zapomniałam oczywiście suchego szamponu, więc zaopatrzyłam się w moją ulubioną ostatnio wersję Batiste do ciemnych włosów. Olejek nabłyszczający do włosów z Equilibrii był na mojej liście już od jakiegoś czasu, kupiłam go w promocji na eZiko za ok 16 zł :) Postanowiłam odświeżyć sobie kolor na włosach, więc z pomocą przyjaciółki Zuzi [ :* ] nabyłam farbę z L'Oreal w odcieniu 5.03 Świetlisty Brąz i jestem bardzo zadowolona [ kolor wyszedł ciemniejszy niż miałam, ale nie czarny i ma ładny połysk :) ]


Olejek do demakijażu kupiłam po tym, jak Lipstick And Kids uświadomiła mnie, że micel i żel do twarzy nie są w stanie całkowicie usunąć silikonów z produktów do makijażu. Wybrałam Missha Flower Bouquet Cherry Blossom Fresh Cleansing Oil. Używam do od połowy grudnia i bardzo polubiłam - jest wydajny, świetnie zmywa makijaż. Zestaw miniatur Lierac  Premium kupiłam w Hebe [ w opakowaniu brakuje saszetki suchego olejku Lierac, bo już go zużyłam ;) ]. Mały żel do mycia niemowląt z Babydream kupiłam z myślą o myciu twarzy - najpierw chciałam wypróbować produkt, stąd 50 ml opakowanie.


Skończyła mi się baza pod lakiery do paznokci, sięgnęłam więc po wzmacniające serum do osłabionych paznokci od Bell - dziś będzie pierwsze użycie :) Olejki mandarynkowy i pomarańczowy kupiłam w przyjemnej cenie, będą służyły do peelingów. Pastę do zębów Himalaya Herbals Sparkly White kupiłam po przeczytaniu wpisu u Króliczka Doświadczalnego nt szkodliwości fluoru w pastach do zębów - polecam!. Ta pasta nie ma fluoru i można ją dostać w drogeriach Natura.


Mydło w płynie Fa kupiłam ze względu na promocję i zapach - grejfrutowy. Rzeczywiście pachnie ślicznie, prawie jak żel pod prysznic grejfrutowy z TBS :) Jeśli lubicie prawdziwy zapach tego owocu, polecam Wam zaopatrzyć się w to mydełko :) Oliwka do ciała Babydream ma przyjazny skład bez parafiny i fajnie nawilża ciało po prysznicu. Zmywacz do paznokci w żelu z Donegal bardzo lubię, to już moje 3 opakowanie. Odżywcze serum do paznokci z Biowaxu przygarnęłam, zamieniając punktu z karty Lifestyle w Superpharm, ale nie jestem zadowolona  - denerwuje mnie aplikator.

To już moje wszystkie kosmetyczne nowości [ niekosmetycznych nie pokazuję, żeby Was nie zanudzić ;) ] z ostatniego czasu, nie planuję już konkretnych zakupów, chociaż nie wykluczam, że na coś się skuszę, w końcu w Sephorze mamy - 25% na kolorówkę, a w Superpharm - 40 % :) 

Piszcie, jakie u Was kosmetyczne nowinki się pojawiły?
Zainteresowało Was coś z moich nowości?

Empties #8

Witajcie :)

Dziś postraszę Was pustymi opakowaniami! :)
Co miesiąc mam naprawdę niezłą frajdę, kiedy zaglądam do pudła ze zużyciami i fotografuję wykończone produkty. Mam wtedy wrażenie, że jest jakaś płynność w moich kosmetycznych zapasach i pomimo tego, że wciąż kupuję, coś także wyrzucam ;)


1. Equilibra, szampon aloesowy - włosowy ulubieniec, już zaopatrzyłam się w kolejne opakowania :) KLIK
2. Facelle - jeden z podstawowych produktów w mojej łazience, służy wg celu i do włosów
3. Facelle w piance - nowość, oczywiście musiałam spróbować, nie byłabym sobą ;) Jestem na nie, męczyło mnie wielokrotne naciskanie pompki, żeby wydobyć odpowiednią ilość produktu. Do mycia twarzy powinien być fajny, ale ja go do tego nie używam.
4. Be Beauty, płyn micelarny. Standardowo już ;) KLIK


5. Yves Rocher, żel pod prysznic Retropical - miły w użytku produkt o ładnym, świeżym zapachu. Było nam razem przyjemnie pod prysznicem ;)
6. Anida, krem do rąk z woskiem pszczelim i olejem makadamia - ulubiony krem, mam go zawsze w domu, ostatnio w samym salonie naliczyłam 3 rozpoczęte tubki ;) To chyba o czymś świadczy? :) KLIK
7. Marks& Spencer, mydło do rąk różane - zapach miało śliczny, ale wszystko inne bez szału, ot mydło w płynie. Bardzo szybko się skończyło - 200 ml wystarczyło na niecałe 2 tygodnie.
8. Nivea, antyperspirant w kulce Fresh Natural - nie było mojej ulubionej wersji Dry Comfort, wzięłam więc tę. Nigdy więcej ;) Pachniała męsko, ale brzydko i bardzo się ucieszyłam, kiedy się skończyła.


9. Donegal, zmywacz do paznokci w żelu - moje odkrycie sprzed 2 miesięcy. Świetny zmywacz, który nie śmierdzi, czuć nawet to reklamowane mango. Musiałam nauczyć się go obsługiwać - trzeba chwilkę przytrzymać palec na waciku ze zmywaczem. Zmywa wszystko, jest wydajny i zdecydowanie uprzyjemnia proces zmywania lakieru. Kolejna butelka już w użyciu :)
10. Iwostin, woda termalna. Męczyłam te 50 ml chyba przez pół roku. Używałam do zwilżania glinki na twarzy. Woda wręcz pluła mocno kroplami, aplikacja była nieprzyjemna. Nigdy więcej... Bye bye, Iwostin!
11. Klorane, szampon na bazie wosku z magnolii. Próbka 100 ml wystarczyła na kilka użyć, nie był zbyt wydajny. Dobrze się pienił, nie zauważyłam nic specjalnego.
12. La Roche Posay, fizjologiczna pianka do mycia twarzy. Kupiona za grosze na allegro, służyła mi do porannego oczyszczania twarzy. Dobrze myła, ale nie była zbyt wydajna i nie podobał mi się zapach. Wróciłam już do mojej ulubionej pianki Caudalie.


 Biotherm Biosource, tonik do twarzy. Próbka 30 ml. Bez rewelacji, miał alkoholowy zapach.
13. Baza kremowa ze sklepu z półproduktami - dostałam ją kiedyś jako gratis do zakupów, nie wiedziałam, co to i zużyłam do peelingu ;)
14. Chanel, Vitalumiere Aqua, podkład o magicznych właściwościach, było mi autentycznie smutno, kiedy się skończył :( KLIK
15. Decubal, krem pod oczy. Zwykły nawilżacz, nic szczególnego. KLIK


Tutaj próbki - maska oczyszczająca Caudalie, w której się totalnie zakochałam po tej próbce i pełnowymiarowe opakowanie jest już u mnie, krem do rąk Caudalie, który genialnie sprawdza się w pielęgnacji skórek, też mam już pełnowymiarowe opakowanie. Ostatnia próbka to ujędrniający żel pod oczy z JMO - dzięki Megdil, która wiedziała, że rozważam zakup, mogłam wypróbować ten żel, niestety nie przypadł mi do gustu.Próbka 1 ml wystarczyła mi na 4 dni używania rano i wieczorem. Bardzo szybko się wchłaniał, odczuwałam potrzebę nałożenia jeszcze czegoś, nieprzyjemnie ściągał skórę wokół oczu, na pewno się na niego nie zdecyduję.


Próbki z It's Skin - kremy wodne. Bardzo miło używało mi się tych kremów, używałam ich jako serum po toniku, jedna saszetka wystarczała na 5 dni porannego stosowania. Zdecydowałam  już, że jedno z nich zagości w mojej łazience za niedługo :) Próbka serum nawilżającego z Lieraca też była niczego sobie, ale produkt był dość wodnisty, więc raczej nie zdecyduję się na zakup.


Ostatnia garść próbek, z tej gromadki nic mnie szczególnie nie zaskoczyło. Shiseido to były płatki pod oczy nasączone retinolem, użyłam ich w wieczór przed obroną, skóra wokół oczy była przyjemnie nawilżona :) 



Uff, to już wszystko. Choć nie ma tego tak dużo, jak poprzednio, ja jestem zadowolona :)
Jak Wam poszło w tym miesiącu?