Czerwcowy plan makijażowy #3

Hej :)

Mam nadzieję, że weekend minął Wam miło - mi świetnie, ale tym pochwalę się Wam jutro, bo przygotowałam kilka zdjęć z naszego rodzinnego [ my i pies ] wypadu :)
Wczoraj, jak co tydzień, wymieniłam swój zestaw makijażowych kosmetyków.
W tym tygodniu towarzyszyć mi będzie takie oto grono:


Jest tego trochę, bo na ten tydzień wybrałam kilka rzeczy więcej: bazę pod tusz do rzęs, dodatkowy cień do powiek, kredkę do brwi i rozświetlacz. 


Jako podkład przez najbliższy tydzień będzie mi służył krem Dear Me Petite Cotton BB Cream od Tony Moly, który niesamowicie polubiłam, jako korektor posłuży mi wielka odlewka Salmon Dark Circle Concealer Cream 1 od Skin Food'a, którą dostałam od mojej przyjaciólki. Baza pod cienie niezmiennie Cashmere, ale chyba za niedługo ją zmienię, bo przestaje się dobrze nakładać, a puder to nabytek z rossmanowej promocji - Manhattan w odcieniu Sable 2.


Do oczu: Maskara Clump Defy Max Factor, do której dołączyłam bazę pod tusz do rzęs z Delii, w nadziei, że w takim duecie Clump Defy będzie mniej fochował ;) Na dole kredki: freshMinerals w odcieniu Dark Brown, cielisty Max Factor i kredka do brwi [ podcięłam grzywkę i teraz widać brwi - czas je popodkreślać ;) ] Essence 04. Cienie do powiek to: paletka z H&M Pink Nudes, matowy cielisty cień z Inglota, brzoskwiniowy cień z Inglota.


I przybliżenie na cienie. Jak widać, paletka z H&M ma wszystkie cienie z drobinkami, ale przez dość słabą pigmentację nie wyglądają nachalnie na oku :) Matowy cielisty cień z Inglota już dogorywa, ale znając jego wydajność, posłużu mi pewnie jeszcze z miesiąc ;) Brzoskwinka to typowo letni kolor, więc zdecydowałam się do niej wrócić :)


Dodatki: Bronzer Natual Collection w odcieniu Sun Shine, z drobinkami. Nie jest tak pomarańczowy jak na zdjęciu, choć wpada w takie tony, to na twarzy, odpowiednio roztarty, wygląda bardzo ciekawie :)
Rozświetlacz Essence z limitowanki Wild Craft - bez złotych tonów, zimny, czyli taki, jak lubię - idealnie nadaje się na szczyty kości policzkowych. Róż - dołączony do któregoś GB, matowy, mocno napimentowany róż z firmy Kryolan - uwielbiam go :)


Jak się Wam podoba mój zestaw na rozpoczynający się tydzień? :)






P.S. Przypominam też o moim rozdaniu :)
Wystarczy kliknąć w zdjęcie.

Moje zbiory lakierowe #1: NYC

Hej :)
Postanowiłam zapoczątkować na blogu serię o moich lakierach do panzokci :)
Mam ich całkiem pokaźną kolekcję, polubiłam kilka firm i konkretnych kolorów i chciałabym Wam to wszystko pokazać :)

Na pierwszy ogień poszły lakiery z firmy NYC, która niestety nie jest u nas nigdzie dostępna stacjonarnie, a szkoda, bo są to naprawdę świetne lakiery :)

Polecam powiększyć zdjęcia ;)


Mam ich w swoich zbiorach 9 sztuk. Najpierw kupiłam jeden, dodałam go do zakupów w którymś sklepie internetowym, to było już ponad rok temu ;) Zaskoczył mnie trwałością, nasyconym kolorem i łatwością malowania. Jakiś czas później, buszując po internecie, natknęłam się na sklep Krasta, który ma zadziwiająco fajny i duży wybór lakierów w niesamowicie przystępnych cenach --> KLIK
Moje egzemplarze NYC kupiłam tam za 3,75 zł / sztuka [ wiadomość dla osób z Krakowa - zauważyłam, że sklep otworzył punkt odbioru na AGH i przesyłka tam jest darmowa :) ] . Kolejne 2 sztuki nabyłam na jednej z wyprzedaży blogowych :)


Pierwszy kwadracik: lakiery: MoMa - prześliczna kremowa fuksja, u góry Madison Avenue - czerwień z mikro drobinkami, niewodocznymi na paznokciu, Spring Street - kremowa żywa pomarańcz.
Drugi kwadracik: lakiery: East Village - drobinkowy morkoniebieski, bardziej jako top, bo jest pólprzezroczysty na paznokciach, u góry mój pierwszy egzemplarz Fuschia Shock Creme - barbiowy kremowy róż, kryje jak marzenie :) i ostatni Park Ave - mój ulubiony kremowy szarobury taupe'owy kolor, pasuje do wszystkiego i wszędzie :)
Trzeci kwadracik: Bowery Black - iskrzący się szary, wygląda jak płynny metal, u góry Chinatown - iskrzący się bardzo ciemny fiolet i ostatni - Flat Iron Green - kremowy ciemny zielony.

Moimi ulubieńcami są Moma, Spring Street i Park Ave - po te kolory sięgam najchętniej, ale pozostałe są równie fajne. Nawet te z iskrzącymi się drobinkami lubię, mimo że ja nie jestem brokatową ani glitterową panną, to w tych egzemplarzach drobinki są na tyle mocno zmielone i maleńkie, że bardzo podoba mi się uzyskiwany efekt :)

Wszystkie oprócz Madison Avenue i East Village kryją świetnie po 2 warstwach. Wszystkie, tu już bez wyjątku, utrzymują się u mnie z wysuszaczem do 5 dni, co jest bardzo zadowalającą trwałością :) No i przede wszystkim podoba mi się cena - rzadko kiedy możemy dostać tak świetne lakiery w tak niskiej i przystępnej cenie :)


A Wy macie w swoich zbiorach jakieś lakiery z NYC?
A może macie do polecenia jakieś marki stosunkowo nieznane u nas, a warte zainteresowania? Chętnie poczytam!




P.S. Przypominam też o moim rozdaniu :)
Wystarczy kliknąć w zdjęcie.