Post na szybko: małe zakupy w Hebe

Wybrałam się dziś z przyjaciółkami na burgera [ prześwietne są w Beer House na Floriańskiej, Kraków of kors ] i przecząc temu, że jak człowiek pojedzony, ma większą samokontrolę w sklepie, kupiłam sobie potem kilka rzeczy w Hebe.

Akurat potrzebowałam zmywacza i suchego szamponu, pretekst więc miałam dobry, żeby wejść, tym bardziej, że Hebe jest dosłownie obok drzwi do knajpki ;)


Szampon wybrałam standardowo z Batiste, tym razem jakąś nową zapachową wersję, Pani mi zachwalała, to wzięłam. Czaiłam się w sumie na suche szamponu z Aussie, bo nie wiedziałam, że mają, ale ostatecznie zwyciężyło znane :) Płyn do higieny intymnej z Tołpy, mój ulubieniec, teraz w sumie żałuję, że nie wzięłam jeszcze jednego opakowania na zapas, ale promocje są zawsze, więc spoko. Zmywacz Essence ulubiony, chyba najlepszy z tych tanich drogeryjnych, n - te opakowanie.
No i wisienka na torcie, czyli serum pod oczy Be Organic. Czytałam o nim kiedyś u Bogusi i od tamtej pory siedziało mi w głowie. Promocja była całkiem przyjemna, -40% od ceny wyjściowej, nie zastanawiałam się więc zbyt długo. W sumie to wcale ;)


Tutaj ceny dla zainteresowanych, ogólnie całkiem niewielkie, konto nie ucierpiało, jeszcze mam na jedzenie ;)

A jak Wasze zakupy ostatnimi czasy?

Sephora | maska do twarzy na noc Green Tea

Dzień dobry :)

Przyznam szczerze, że blogowanie nie zaprząta mi głowy ostatnio prawie wcale, mam taki okres, że wolę usiąść z dobrą książką [ aktualnie Saga Sigrun Elżbiety Cherezińskiej - wczoraj zarwałam noc przez tę książkę! ], spotkać się z przyjaciółmi, ugotować coś dobrego [ obecny zachwyt: gulasz warzywny z indykiem marynowanym w miodzie i kardamonie z kuskusem ] albo wyjść na dłuższy spacer z psiskiem, niż ślęczeć w domu przed ekranem. To pewnie też dlatego, że w pracy spędzam przyklejona do monitorów [ pracuję na dwóch ;) ] ponad 8 godzin dziennie. Wiecie, korpo mnie wessało. 

Niemniej jednak pomyślałam sobie, że korzystając z sennej atmosfery niedzielnego poranka, wpadnę tutaj i coś napiszę. Znalazłam zdjęcia, które chciałam Wam już dawno pokazać i opisać, zabieram się zatem do roboty :)


To było chyba pod koniec września, kiedy w ramach jakiś zakupów zgarnęłam też i żelową maseczkę nocną do twarzy z marki własnej Sephory. Potem czekała do stycznia, aż sobie o niej przypomnę. Niepotrzebnie... Cena tej wątpliwej przyjemności to 15 zł.


Miałam wcześniej maseczkę w płachcie z tej linii zielonoherbacianej i byłam z niej zadowolona, naprawdę były efekty - zwężone pory, koloryt cery ujednolicony i gładkość. Tego samego spodziewałam się tutaj. Okazało się zupełnie na odwrót, na moje nieszczęście.


Maska spowodowała naprawdę widoczne rozszerzenie porów, zerknijcie na zdjęcia. Ja byłam w szoku, kiedy to rano zobaczyłam w lustrze, bo owszem, moje pory są zatkane i widoczne, ale żeby aż tak?! Dodatkowo, głównie na policzkach, pojawiły się przez noc bolące, zaczerwienione pryszcze. Przez następny tydzień było to wszystko zaognione, nie pomagał Effaclar Duo, tonik z kwasem, ani czyste masło shea, które zazwyczaj koi mi skórę. Dopiero po jakichś 3 tygodniach zaczęło się to wszystko uspokajać i znikać.


Zraziłam się do tych nowych maseczek Sephory, jedynie może pod oczy sobie jakąś jeszcze kupię. Z całą pewnością żelowych już nie tknę i Wam doradzam to samo!
Czasem zresztą niewarto eksperymentować i lepiej zostać przy sprawdzonych kosmetykach - ja teraz już nawet nie zerkam na maseczki w drogeriach, mam swoje glinki i maskę algową :)

Miłej niedzieli!