Empties #9

Dobry wieczór! :)

W ten piękny dzień przychodzę do Was z moimi zużyciami listopadowymi. Nie zanosiło się na wiele, jednak kiedy zabrałam się za porządki w kolorówce, głównie w lakierach do paznokci - uzbierała się całkiem spora gromadka :)


  • Balea Brazil Mango - żel pod prysznic o energetyzującym zapachu i kolorze. Jak to żele Balei - było miło, pachnąco, dość wydajnie.
  • BingoSpa, szampon kolagenowy, który przez prawie rok dzielnie czyścił moje pędzle, bo na włosach mi nie podpasował. Bardzo męczył mnie już jego sztuczny zapach, więc cieszę się, że wędruje na wycieczkę na śmietnik :)
  • Palmer's, balsam nawilżający do ciała - całkiem fajny balsam, który dobrze sprawdzał się na mojej skórze, niestety opakowanie było problemowe - jak widzicie na zdjęciu, musiałam je przeciąć. Nie, nie nożyczkami - nożem! ;) Pisałam o nim TUTAJ


  • Parachute, olej kokosowy - używałam do peelingów i balsamów do ciała w kostce, świetnie się sprawdził. Podoba mi się logo :)
  • Zara Woman, woda perfumowana Floral - świetny zapach, który pasuje do każdej pory roku, lubię się w nim :) Nie wykluczam powrotu, ale nie od razu :) Występował w ulubieńcach marca, TUTAJ :)
  • Nivea, Dry Comfort, dezodorant w kulce - ulubiony, jak co miesiąc :)


  • Lierac, płyn micelarny do demakijażu, jeszcze z jakiegoś Glossy. Używałam go na wyjazdach, bo miał małą, poręczną pojemność - fajnie zmywał, nie podrażniał oczu.
  • L'Oreal UV Perfect, filtr SPF 50 - bardzo dobry i tani krem z filtrem. Świetnie się u mnie sprawdzał pod makijaż, był wydajny. Pisałam o nim TUTAJ.
  • Batiste Cherry, suchy szampon - też miniatura z Glossy, stacjonowała w domu rodzinnym. Zapach zupełnie nie przypadł mi do gustu, na pewno nie kupię tej wersji.
  • Sensodyne, pasta do zębów. Pasta, jak pasta ;)


  • Tony Moly, Dear Me Cotton BB Cream - świetny azjatycki krem BB, który spisywał się na mojej buzi niezależnie od jej stanu, ładnie krył i miał idealny dla mnie kolor. Na pewno do niego wrócę, zwłaszcza, że cenę ma bardzo przystępną :)
  • Manhattan, Soft Compact Powder - puder w kamieniu, który całkiem nieźle się u mnie spisywał przez ostatnie miesiące, teraz jednak jest odrobinę za ciemny, no i kupiłam Blot Powder z MAC'a ;)
  • Collection 2000, Lasting Perfection - słynny korektor z Anglii, który miałam dzięki przyjaciółce Zuzi [:*]. Używałam go przez długie miesiące, na pewno dłużej niż pół roku - wydajny, idealnie kryjący, trzyma się cały dzień - super!
  • miniatura Benefit The're Real - dodatek do którejś brytyjskiej gazety [ dostanej za pośrednictwem wspomnianej wyżej Zuzi ], musiał odleżeć ok 2 miesięcy, zanim mogłam go używać. Maskara całkiem nieźle sprawdzała się na moich rzęsach, jednak nie kupię pełnowymiarowej, bo nie dość, że cena duża, to jeszcze miałabym kolejne 2 miesiące na nią czekać? Nieeee ;)
  • NYC, eyeliner w pisaku - kupiony jako dodatek do jakiegoś zamówienia za ok 3 zł. Od początku był jakby wyschnięty...
  • Essence, żel do skórek - jakiś relikt w kosmetyczce ;)


  • Isana, balsam do ust Wanilia i Mentol - dziadowski produkt, na który żaliłam się Wam wczoraj - TUTAJ
  • Olejek eteryczny mandarynkowy - dodawałam do własnych peelingów, świetny był :)
  • Figs&Rouge, balsam do ust - też pozostałość po Glossy, nie mogłam znieść zapachu i konsystencji....
  • Johnson's Baby, płyn do mycia ciała i włosów - zużyłam do pędzli :)


  • Wyrzutkowe lakiery, którym już nawet rozcieńczalnik nie pomagał. Z lewej całkiem fajna baza z Revlonu, która dobrze spisywała się przez kilka miesięcy, pod koniec oczywiście zgluciała ;)


  • Kolejna porcja lakierów wyrzutków, wśród nich felerny Bourjois, przed którym Was chwilę temu ostrzegałam TUTAJ.


  • No i próbki, które mimo zużywania wciąż się chyba rozmnażają w szufladzie [ też tak macie? ]. Polubiłam podkład w musie z MF, ale nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania, bo obawiałam się wysypu. Zapach Halloween J. Del Pozo przypadł mi do gustu, ale Narzeczony się od niego dusił, więc niestety nie poznamy się bliżej ;) Duże wrażenie zrobiła na mnie próbka kremu do rąk z The Secret Soap Store z pomarańczą, już zakupiłam pełnowymiarowy krem. U góry kremy wodne z It's Skin - bardzo wydajne próbki - jedna wystarczała mi na 5/6 użyć :) Mam ochotę na wersję z propolisem.

U mnie to tyle w listopadzie, nie było tak źle, jak zakładałam :)
Znacie któryś z tych kosmetyków?
Jak Wasze zużycia?

Bleh... Isana, balsam pielęgnacyjny do ust Wanilia i Mentol

Witajcie po raz drugi dzisiaj :)

Przychodzę do Was niestety z negatywną opinią...  Kupiłam tytułowy balsam Isany w cenie na do widzenia za 3,50 zł, bo szukałam na szybko czegoś nawilżającego do ust, co nie bazowałoby na wszędobylskiej parafinie. 


Na moich ustach parafina nie robi żadnej katastrofy [ na reszcie ciała jest odwrotnie ], no ale wszyscy wiemy, że tworzy na skórze tylko ochronną warstewkę, nie pielęgnując jej w ogóle. Balsam miał w miarę fajny skład, bez parafiny, syntetycznych wosków i konserwantów no i cenę, więc nie wahałam się i zakupiłam go.


Balsam Isana Wanilia i Mentol zamknięty jest w poręcznym, plastikowym, zakręcanym słoiczku o pojemności 10 ml. W środku znajduje się żółte masełko o delikatnym, mentolowym zapachu. Wanilii nie wyczuwam. Balsam jest dość twardy, więc trzeba kilka razy go aplikować na usta, żeby nałożyć pożądaną ilość. Wydaje mi się, że byłby bardzo wydajny, bo przez dwa tygodnie używania produktu powstało tylko małe wgłębienie.


Co do działania, to przez pierwsze kilka aplikacji byłam zadowolona, bo fajnie nawilżał moje usta. Potem niestety zaczęły mi się bardzo przesuszać, zwalałam to na zatkany nos [ alergie + przeziębienie = kombo idealne... ], przez który byłam zmuszona oddychać buzią i zimną temperaturę. Kiedy jednak odstawiłam balsam na kilka dni, usta wyglądały o niebo lepiej, mimo że nie dbałam o nie szczególnie. Otóż okazało się, że olej rycynowy, który znajduje się na pierwszym miejscu w składzie balsamu Isana, często używany może spowodować przesuszenie się skóry. Tak też właśnie się stało w moim przypadku... Byłam ciekawa, dlaczego w takim razie olej rycynowy często i gęsto ląduje w szminkach i pomadkach ochronnych i udało mi się trafić na informację, że olej rycynowy jest jednym z najbardziej błyszczących olejów roślinnych - to wiele wyjaśnia, prawda? :)


No cóż, od balsamu do ust spodziewałabym się wszystkiego, oprócz przesuszenia, więc ten egzemplarz już pożegnałam, na jego miejsce wczoraj kupiłam Nuxe, Reve de Miel i już po dwóch aplikacjach jestem totalnie zakochana i rozumiem wszystkie zachwyty. 
Dobrze, że Rosmann wycofał te Isanowe balsamy, ale gdybyście go jeszcze gdzieś spotkały - omijajcie z daleka! :)


Napiszcie, czy używałyście tego balsamu?
Jak pielęgnujecie swoje usta w jesieni i zimie?

P.S. Jeszcze tylko kilka godzin do końca rozdania z Caudalie - informacje w pasku bocznym :)