SYNCHROLINE | THIOSPOT ultra | krem do twarzy z filtrem SPF 50+

Cześć :)

Dzisiaj będzie o ochronie przeciwsłonecznej. Jest ona dla mnie bardzo ważna, z racji tego, że jestem bladziochem z mnóstwem pieprzyków i piegów, na które muszę uważać [ dzięki, Tato! ]. Nie opalam się w ogóle, zawsze na dłuższą słoneczną ekspozycję reaguję czerwoną, spaloną skórą, która potem się łuszczy, o brązowej opaleniźnie mogę pomarzyć ;) Ale nie ma tego złego, nie lubię leżeć plackiem na słońcu ;) Niemniej muszę odpowiednio zabezpieczać skórę codziennie, w tym też skórę twarzy. Tutaj jeszcze z innych względów - przede wszystkim, żeby ograniczyć starzenie się skóry i być zawsze piękną i młodą [ hłe, hłe, mówiłam Wam, że znalazłam u siebie w czerwcu aż 5 siwych włosów? Memento mori..... ], a także zapobiegać przebarwieniom. Od czerwca stosuję przepisany przez dermatolog krem na trądzik [ Epiduo, na pewno kojarzycie ] i przy nim obowiązkowa jest mocna ochrona przeciwsłoneczna. W związku z powyższym, bohater dzisiejszego posta idealnie wpasowuje się w moje letnie potrzeby :)


Mowa o kremie z filtrem Synchroline. Ach, zanim przejdę do właściwej recenzji - kosmetyk ten pochodzi ze współpracy z marką, czyli #dostaneniekupione. Zdecydowałam się na współpracę, bo oferta marki mnie interesuje, a kontakt z firmą od początku był na poziomie [ żadnego walenia na Ty, szeregu wymagań na dzieńdobry ]. Ale bez bulwersu proszę, opinia jest jak najbardziej niezawisła :)

Krem przychodzi zapakowany w kartonik, wszystko jest na nim ładnie opisane. W środku poręczna, smukła tubka, wygodny aplikator, a opakowanie na tyle miękkie, że nie ma problemu z wyciśnięciem produktu. Wadą jest jednak to, że praktycznie nie da się postawić tubki na zakrętce, bo jest lekko półokrągła. 

Krem ma lekką, ale treściwą konsystencję i wyraźny, biały kolor. W porównaniu z innymi filtrami, których już używałam, dość mocno bieli i pozostawia uczucie lepkości. Bielenie zanika po kilku minutach od nałożenia, lepkość też się zmniejsza. W sumie nawet nie mogę się przyczepić do tego delikatnego klejenia się, bo zauważyłam, że lepiej aplikuje mi się podkład mineralny na taką skórę. 


W kwestiach makijażowych, bo to przecież ważne - krem naprawdę mocno się świeci i to niestety nie znika po odczekaniu chwili, a nawet dwóch. Zazwyczaj przed nałożeniem podkładu, "osuszam" jeszcze twarz bibułkami matującymi i dopiero wtedy aplikuję podkład. Wtedy świecenie się trochę ogranicza, ale wciąż przebłyskuje. Po podkładzie mineralnym i pudrze prep+prime z MACa jest dobrze, nic się już nie świeci. Niestety  po jakichś 5 godzinach konieczne jest przypudrowanie twarzy. Skąd wiem, że to wina tego kremu? Sprawdziłam, kilka razy używając innego filtra - problem nie pojawił się. Nie przeszkadza mi to bardzo, bo jestem przyzwyczajona do poprawek, ale warto o tym wspomnieć. No i przez to świecenie nie zdecydowałabym się chodzić wyłącznie z filtrem na twarzy w dni bez makijażu.

Krem nakładam na uprzednio nawilżoną serum [ obecnie Caudalie z serii Polyphenol C15, to już moje drugie opakowanie, kocham tę serię ♥ ] skórę. Zrezygnowałam z kremu na dzień, zresztą mojej skórze tego wcale nie brakuje, bo czuję, że serum + filtr to wystarczająca dawka pielęgnacji na rano.  



Co do ochrony, to naprawdę muszę go pochwalić. Jest wysoka i bardzo dobra. Zresztą, jeśli już sięgać po filtry, to od razu po najwyższe - takie jest moje zdanie. Obawiałam się, że przy używaniu Epiduo, które jednak jest bardzo mocnym chemicznym niszczycielem [ wiem, że wiele dziewczyn obawia się używanie tego kremu w lecie, ale moja dermatolog zapewniła mnie, że przy odpowiedniej ochronie przeciwsłonecznej nie ma się czego bać ], na skórze pojawią się przebarwienia albo inne stwory. Krem Synchroline do tego nie dopuścił, do tego wciąż jestem blada jakbym przez ostatnie miesiące w bunkrze siedziała ;) Zresztą od kilku lat nie opalam twarzy, bo uważam za nieekonomiczne posiadanie kilku odcieni podkładów, haha ;)
Co ważne [ bo wiem z autopsji, że z tym przy filtrach jest różnie ], krem nie zapycha, nie powoduje podrażnień i nie wysusza skóry - plus!
Wydajność jest moim zdaniem przeciętna, wiadomo, że kosmetyku z filtrem trzeba jednak nałożyć trochę więcej niż standardowego kremu do twarzy. Krem Synchroline służy mi dzielnie od 27 maja, codziennie, z pojedynczymi wyjątkami. Szacuję, że wystarczy jeszcze na około tydzień używania.

Poniżej kilka informacji producenta o całej linii Thiospot i moim kremie:



Krem przypadł mi do gustu, bardzo dobrze spisuje się na mojej skórze i chroni ją podczas ekspozycji słonecznych. Drobne niedogodności typu świecenie można spokojnie zniwelować, więc jeśli szukacie dobrego filtra na lato, spokojnie możecie sięgnąć po Synchroline [ do znalezienia np w Superpharmach, ostatnio kilka razy widziałam ich produkty w promocji ] :)


A jak jest z Waszą ochroną przeciwsłoneczną?

12 komentarzy:

  1. Wygląda ok, ja wzięłam Ziaję ze względu na cenę i mi wystarcza;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie rzeczy do twarzy z Ziaji lubią uczulać, więc nie zaryzykuję.

      Usuń
  2. Ja wciąż jestem wierna matującem z Vichy spf50 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anya, nie dziwię się, to fantastyczny filtr :)

      Usuń
  3. Ja podobnie jak koleżanka wyżej ślubuję miłość (wierność już niekoniecznie) Vichy SPF 50 do cer tłustych i mieszanych. Z Synchroline miałam sporą próbkę filtra do cery lubiącej się rumienić (Rosacure) i byłam zadowolona – podobało mi się, że jest lejuchem i nawet nawilża. Trądziku nie mam, ale krem sprawdzał się spoczko, tylko trzeba wziąć pod uwagę fakt, że wtedy nie znałam jeszcze Vichy. Kto wie, jak teraz by wypadł Synchroline na tle Vichy-legendy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie sobie dziś zakupiłam matujący Vichy, zatęskniłam za nim :D Porównania jednak nie zrobię, bo Synchroline już wyzionął ducha ;)

      Usuń
  4. Ja w tym roku postawiłam na Bielendę ;) Są chyba trzy kremy do różnych typów cery. Mam nadzieję, że w miarę w porządku się sprawdzi na urlopie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby tak było :)

      Usuń
  5. Ja do twarzy używam kremu z La Roche Posay i sprawdza mi się świetnie juz 3 wakacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie potrafiłabym ciągle tego samego używać chyba ;)

      Usuń
  6. Ja siwe włosy zaczęłam mieć już w wieku 20 lat, a obecnie, niemal 10 lat później w jednym miejscu na głowie mam zawsze małą kępkę takowych.
    Też mam swój ulubiony krem do twarzy na lato - to Lancaster Sun Beauty SPF 50, za 10 - 20 lat mam nadzieję, że będzie widać, że stosowałam solidną ochronę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mnie pocieszyłaś, dzięki :)
      Nigdy nie miałam ochrony przeciwsłonecznej z Lancaster, dobra jest?
      Też wierzę w to, że efekty będą widoczne! :)

      Usuń

Dziękuję za każdy komentarz :)


Proszę o kulturę wypowiedzi, komentarze obraźliwe oraz reklamowe będą usuwane.