Rozdanie z Różanym Peelingiem Cukrowym :)

Dobry wieczór :)

Właśnie wróciłam z zabiegu usuwania problematycznej ósemki i trochę umieram. Było długo, krwawo i wcale niełatwo, bo przecież takie rzeczy nie u mnie. Musiałam mieć podwinięte korzenie zęba i inne cuda, a 4 zastrzyki ze znieczuleniem ledwo dały radę... Znieczulenie właśnie mi schodzi, więc piszę szybko i uciekam cierpieć z antybiotykiem do łóżka. Jedyna fajna rzecz, to ta, że mój długi weekend dzięki L4 potrwa aż do środy, oby bez cierpienia... Łączcie się ze mną w bulu i nadzieji!;)

Ale nie przyszłam tu, żeby się żalić [ no dobra, trochę też ;) ]. Przyszłam, żeby powiedzieć Wam o rozdaniu, które od dziś trwa na blogu. Post rozdaniowy opublikowałam w środku dnia i pewnie część z Was mogła go nie zauważyć. Także zapraszam - wystarczy kliknąć w obrazek :) Do zgarnięcia jest zrobione przeze mnie Różany Peeling Cukrowy.

Różany Peeling Cukrowy jest mieszanką cukru białego, oleju kokosowego, oleju z pestek moreli, masła shea, wosku pszczelego, oleju z dzikiej róży, aromatu różanego, kilku kropel suchego olejku Nuxe i suszu z róży i lawendy. Mieszanka pachnie fantastycznie i doskonale umila czas pod prysznicem :) 


Trzymajcie się!

Wygraj Różany Peeling Cukrowy ! :)

Witajcie serdecznie! :)

Pomyślałam sobie, że przy okazji robienia peelingów dla przyjaciół, zrobię także jeden dla Was. Tak też się stało i dziś przychodzę z rozdaniem :) Peeling różany to coś, na co miałam wielką ochotę. Siedział mi w głowie od kilku tygodni, aż w końcu zmobilizowałam się i zamówiłam wszystkie brakujące półprodukty. Z wyniku jestem bardzo zadowolona, mam nadzieję, że jedna z Was również się ucieszy :)



Różany Peeling Cukrowy jest mieszanką cukru białego, oleju kokosowego, oleju z pestek moreli, masła shea, wosku pszczelego, oleju z dzikiej róży, aromatu różanego, kilku kropel suchego olejku Nuxe i suszu z róży i lawendy. Mieszanka pachnie fantastycznie i doskonale umila czas pod prysznicem :) 

Mam nadzieję, że przypadnie do gustu jednej z Was! Rozdanie trwa tydzień, bo peeling jest w 100% naturalny :)

Wystarczy zgłosić się do rozdania i liczyć na swoje szczęście, bo Zwyciężczyni zostanie wybrana losowo. Zasady, jak zwykle, są bardzo proste :)


Co zrobić?

Obowiązkowo:
- być publicznym obserwatorem
- dodać mój blog do blogrolla

Dodatkowo można:
- zamieścić na swoim blogu baner [ pierwsze zdjęcie ] + 1 szansa
- polubić magdęnawakacjach na FB [ odnośnik do strony jest u góry paska bocznego ] +1 szansa
- być moją Gadułą + 1 szansa



GadułyAgata Smaruje(26) Aneta Starosta(33) Aswertyna(16)BogusiaM(15) Czarna Ines(17) Esy, floresy, fantasmagorie(18) Fabryczna(19)Hexxana(16) INFINITY BLOG(16) Planetka(19) Pączek w pudrze(18)Rudaaaaa(15) Sekrety Naszego Piękna(16) ciaach(28) cocaron(16) justynka ma kota...(15) robaczeeek(20) simply_a_woman(18) tajka(16)usmiechnieteoczy(20)


Regulamin rozdania:
1. W rozdaniu mogą brać udział tylko publiczni obserwatorzy bloga, którzy mają mój blog w blogrollu.
2. Nagroda to  własnoręcznie zrobiony peeling cukrowy, 250 ml, widoczny na zdjęciu.
3. Rozdanie trwa od 30.04.2014 do 6.05.2014, do północy.
4. Wyniki rozdania zostaną ogłoszone najpóźniej 8.05.2014
5. Po ogłoszeniu wyników, czekam na mail z adresem wysyłki od zwycięzcy przez 1 dzień.
6. Nagrodę wysyłam na własny koszt listem poleconym na terenie Polski.
7. Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992r. o grach i zakładach wzajemnych [Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.]




Wzór zgłoszenia:

Obserwuję jako:
Dodałam do blogrolla : .... [ adres bloga ]
____________

Dodałam baner: TAK + link / NIE
Polubiłam na FB jako: ....
Jestem Gadułą: TAK / NIE




Pozostaje mi już tylko życzyć Wam powodzenia! :)

Wielkanocne paznokcie | OPI, Suzy's Hungary Again!

Cześć!

Ja wiem, że większość z Was to średnio obchodzi, ale muszę gdzieś wylać swoje żale, a gdzie lepiej, jak nie na własnym blogu? ;) Byłam wczoraj wieczorem u dentysty. Wszystko świetnie, gabinet piękny, pan doktor miły, zabawny i wszystko robi bezboleśnie. Zła wiadomość jest taka, że poprzedni dentysta spartaczył mi wszystkie zęby i w zasadzie tylko 3 są zdrowe, reszta do kompleksowego leczenia. Mam też zwyrodnienie stawu szczękowego, yay! No i moja nieszczęsna ósemka - musi być usunięta przez chirurga szczękowego. Auć :(

Póki temat jeszcze nie przeterminowany, pokażę Wam , co miałam na paznokciach w Święta Wielkanocne, chcecie? :) W planach miałam pastelową żółć, ale w ostatniej chwili zmieniłam decyzję i sięgnęłam po koralowy róż z kapką neonu.




Mowa o lakierze z firmy OPI o wdzięcznej nazwie Suzi's Hungary Again! Niby pastelowy, ale jednak rzucający się w oczy, bo ma w sobie coś z neonu. Niby różowy, ale skłania się w stronę koralu. Niby kremowy, a ma w sobie mini mini srebrny shimmerek, który czasami się uwidacznia. 



Lakier udało mi się kupić na blogowej wyprzedaży u Aalimki wraz z innymi miniaturami z zeszłorocznej wiosennej kolekcji Euro Centrale [ Can't Find My Czechbook i You're Such A Budapest ], z czego bardzo się cieszę, bo długo chciałam dorwać te kolory. Mała dygresja - szkoda, że na miniaturach OPI nie ma nazw!







Suzi jest bardzo łatwa w aplikacji, wystarczą dwie grubsze warstwy do pełnego krycia, nie smuży i nie rozlewa się na skórki. Mały pędzelek z miniaturowej buteleczki nie jest idealny przy nakładaniu lakieru, ale taki już urok mini wersji, wystarczy się przyzwyczaić. Z topem SV całość wysycha szybko. Suzi utrzymuje się na moich paznokciach do 4 dni, dłużej nie próbowałam, bo miałam ochotę na zmiany ;)



Jak się Wam podoba ten koralowy róż od OPI?
Ja bardzo go polubiłam !

P.S. Zaprzaszam Was też na mój Instagram - i ja zaczęłam się w to bawić :) @magdanawakacjach

Magda na ... Instagramie!

Witajcie wieczorową porą :)

Dziś na szybko, słów kilka - pod wpływem mojej nierodzonej siostry Cattie [ cmok! ] zdecydowałam się założyć Instagram. Okazało się, że teraz i na Blackberry można tę aplikację zainstalować, co za niespodzianka ;)

Tak więc TUTAJ możecie do mnie zaglądnąć! Zapraszam :)


Jeśli i Ty masz Instagram, zostaw link w komentarzu - chętnie Cię odwiedzę :)

Miłej nocy!

Ulubieńcy | MARZEC + KWIECIEŃ

Witajcie weekendowo! :)

Ostatnio mnie trochę tu mniej, musicie mi wybaczyć. Niestety zmagam się już od tygodnia z bólem wyrastającej krzywo ósemki i przez to [ również przez środki przeciwbólowe ] chodzę non stop nieprzytomna i przymulona... W poniedziałek mam już wizytę u dentysty, mam nadzieję, że coś zaradzi! 
A tymczasem przychodzę do Was z postem o ulubieńcach kosmetycznych minionych dwóch miesięcy. Marzec nie obfitował w ulubione produkty, ale za to kwiecień to nadrobił ;) Razem jest tutaj przed Wami 10 kosmetyków, które spodobały mi się na tyle, żeby używać ich regularnie i nadać miano ulubionych. 


Pierwsza trójka to pielęgnacja. 
Peeling do ciała Lumene  z serii Arctic Spa przypadł mi do gustu, bo jest dobrym zdzierakiem, powiedziałabym, że o średnim poziomie ścierania martwego naskórka. W sam raz do częstego użytkowania. Ma bardzo dużo malutkich drobinek, co przekłada się na skuteczność oraz miły, kwiatowy [ podobno piwonia ] zapach.

OPI Avojuice, balsam do rąk i ciała. Ten na zdjęciu ma zapach mango, posiadam również wersję z kwiatem hibiskusa [ pokazywałam je w poście o zakupach z targów kosmetycznych, klik ], ale została w pracy i tym samym nie załapała się na sesję ;) Balsamy są świetne pod względem zapachów - te utrzymują się długo i są naprawdę ładne. Dodatkowo dłonie są po aplikacji widocznie odżywione - gładkie i miękkie, a tłustej warstwy tu nie uświadczysz. Nie podoba mi się jedynie cena, za jedną, 30ml buteleczkę zapłaciłam na targach 9 zł, już w promocji.

Ziaja, 25+ krem nawilżający matujący. Długo czekał w szufladzie z zapasami na swój debiut. Używam go od początku kwietnia i jestem bardzo zadowolona - nawilża twarz wystarczająco, ma ładny zapach, szybko się wchłania, doskonale się sprawdza pod makijaż, nie podrażnia skóry i nie powoduje wysypu. Dodatkowo jest całkiem wydajny [ szacuję, że słoiczek z 50 ml kremu zużyję w ok 3 miesiące ], co przy cenie około 10 zł tworzy bardzo kuszący kosmetyk :)


Sleek, paletka Oh So Special. Prezent od kochanej Gosi z bloga Esy, Floresy, Fantasmagorie. Idealnie dobrana kolorystycznie paletka, która odkąd ją otrzymałam, codziennie uczestniczy w makijażu. Lubię w niej to, że są cienie podstawowe [ 2 cieliste kolory, taupe i czerń - wszystkie matowe ] i bardziej szalone [ pudrowy róż i brzoskwinia oraz kilka brokatów ] - dzięki temu można nią wykonać cały makijaż :) Mam w niej już 2 ukochane odcienie. Esku - dziękuję :*

Zoya, Pixie Dust, Carter. Pisakowy lakier do paznokci. Piękny, trwały, zaskakujący. Zachwycam się nim nieprzerwanie od dnia zakupu! ♥

Catrice, Multicolour Blush, C01 Punk Up The Royals. Róż do policzków z limitowanej edycji Catrice - Rocking Royals. Bardzo mocny róż [ bardziej nasycony niż na zdjęciu ], składający się z dwóch odcieni - bordowej czerwieni i fuksjowego fioletu, które po zmieszaniu wyglądają cudnie na policzku. Oczywiście umiar w aplikacji jest tu najważniejszy i nieocenionym pomocnikiem w tej kwestii jest Blush Brush z RT. Róż gościł na mojej twarzy przez większą część ostatnich dwóch miesięcy.

Orly, Pure Porcelain. Lakier, który wisiał na mojej liście już wiele miesięcy. Dorwałam go na targach kosmetycznych za 26 zł i nie żałuję ani jednej złotówki. Jest niesamowicie elegancki, super trwały, a dodatkowo daje efekt czystych dłoni [ określenie via egri.hempe :) ]. Uwielbiam!


Revlon, podkład ColorStay. Mój jest w odcieniu 150 Buff, do cery mieszanej i tłustej. Podkład, po który sięgałam ostatnio najczęściej. Najlepiej ze wszystkich tuszował moją kapryśną cerę i jej fochy, i utrzymywał się najdłużej. Już niewiele pozostało go w buteleczce. Lubię go za bardzo dobre krycie i idealnie dopasowany kolor.

Equilibra, olejek nabłyszczający do włosów. Używam go od końca grudnia [ widzicie zużycie?! ] po każdym myciu włosów, czyli co dwa dni, jako zabezpieczenie końcówek. Świetnie się spisuje - lekko nabłyszcza włosy i chroni końcówki przed zniszczeniami. Ma ładny, świeży aloesowy zapach i jest niesamowicie wydajny, aplikator również jest przydatny. Wystarczy jedna pompka.

Bell, Bio2 Vitamin Booster. Odżywka, której używam jako bazy pod lakier do paznokci. Super wydajna, mam ją już od  4 miesięcy, a jeszcze 1/3 buteleczki mi została. Ma być wzmacniającym serum do słabych paznokci i tak właśnie jest, a co najważniejsze, przedłuża trwałość lakieru na moich paznokciach :) Bardzo dobrze utwardza płytkę i dzięki niej mogę zapuścić dłuższe paznokcie niż do tej pory. Polecam, bo i cena jest przystępna, około 12 zł. Swoją odżywkę kupiłam w Naturze.


To już wszyscy moi ulubieńcy marca i kwietnia. Produkty, które towarzyszą mi od kilku już miesięcy, ale także nowości, które przebojem wdarły się w mój kosmetyczny świat. 

Znacie którąś pozycję z mojej ulubionej dziesiątki?
Jacy są Wasi ulubieńcy ostatniego okresu? :)

Joico K-PAK Reconstruct, szampon do włosów

Cześć! :)

O włosy dbam nieprzerwanie od kilkunastu już miesięcy, wciąż próbuję nowych produktów, bo chcę, żeby wyglądały coraz lepiej i dłużej ;) Szampon to niby nic ważnego, wiele osób uważa, że myć włosy można byle czym, a dopiero odżywka jest ważna. Dla mnie tak nie jest i staram się, aby każdy włosowy kosmetyk był dopasowany do moich potrzeb i jak najlepiej działał na kosmyki - od szamponu począwszy. Dlatego też dziś omówię szampon, który bardzo przypadł mi do gustu w tym roku.



Będzie o Joico K-PAK Reconstruct. Szampon ten dostałam na ostatnią Gwiazdkę od Lipstick And Kids. Bardzo się ucieszyłam, bo zawsze produkty Joico były w kręgu moich zainteresowań, a testowałam ich jak dotąd mało. Szampon jest polecany do włosów zniszczonych obróbką termiczną, środkami chemicznymi i szkodliwymi wpływami środowiska. Dla włosów zmęczonych, łamliwych i delikatnychDo codziennego użycia, pierwszy krok procesu odbudowy włosa, unikalna konsystencja kremu, delikatnie myje włosy, uzupełnia ubytki aminokwasów w strukturze włosa, nie zmywa koloru, pH: 4.5 - 5.5. W efekcie wzmocnione włosy stają się elastyczne i błyszczące. Seria K-Pak odżywia włosy i przywraca im naturalną rozciągliwość i siłę. Dzięki niej włosy stają się bardziej sprężyste i podatne na układanie[ wizaż ]

Szampon znajduje się w poręcznej, charakterystycznej dla wszystkich produktów firmy Joico, butelce zamykanej na zatrzaskującą się klapkę - wygodnie, nie trzeba niczego odkręcać, stawiać obok, itd. Podoba mi się także to, że z łatwością można produkt postawić "na głowie". W opakowaniu znajduje się 300 ml, czyli trochę więcej niż standardowa pojemność tego typu produktów. Koszt takiej butelki to około 60 zł.



Szampon Joico K-PAK Reconstruct jest gęsty, kremowy i ma biały kolor. Pachnie bardzo zachęcająco, luksusowo, a ta miła, słodka woń towarzyszy mi przez cały proces mycia włosów i utrzymuje się na włosach również potem, jeśli nie użyję odżywki / maski o wyraźniejszym zapachu. Wystarczy dosłownie odrobina, żeby z łatwością wymyć całe włosy [ moje są półdługie, sięgają już łopatek ]. W dni, kiedy olejuję włosy, myję je następnie dwa razy szamponem, ale kiedy tego nie robię, jedno umycie jest w zupełności wystarczające, aby dokładnie oczyścić włosy. Warto również wspomnieć o świetnej wydajności szamponu Joico - używam go zamiennie z innym od stycznia tego roku, a on wciąż jest i mi służy. Biorąc pod uwagę, że włosy myję co 2 dzień, jest to naprawdę dobry wynik.

Szampon obficie się pieni na zwilżonych włosach, piana jest gęsta i puchata, ma prawie konsystencję ubitych jaj [ wiem, że słabe porównanie, ale naprawdę tak jest - piana mocno trzyma się włosów, nie spływa i jest zbita ;) ], świetnie oczyszcza włosy, także z olejów. Po spłukaniu szamponu, na wciąż mokrych włosach, wyraźnie da się wyczuć, że są one jakby grubsze, wypełnione, jest ich po prostu więcej. Pierwszy raz spotkałam się z takim efektem, na początku byłam mocno zdziwiona i myślałam, że szampon oblepił / obciążył mi włosy, ale tak nie było. Włosy po wysuszeniu są świeże, sypkie i lśniące [ oczywiście po każdym myciu używam także odżywki, więc to nie zasługa samego szamponu ] i rzeczywiście grubsze, jakby szampon je dogłębnie odżywił


Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamide Mea, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Peg-3 Distearate, Disodium Laureth Sulfosuccinate, Sodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cocoamphoacetate, Hydrolyzed Keratin, Cocodimonium Hedroxypropyl Hydrolized Keratin, Hydrolyzed Keratin Pg-Propyl Methylsilanediol, Thioctic Acid, Psidium Guajava Fruit Extract, Sodium Ascorbyl Phosphate, Tocopheryl Acetate, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Aleurites Moluccana Seed Oil, Glycolipidis, Allantoin, Aloe Barbadensis Leaf Jiuce, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Benzophenone-4, Hyaluronic Acid, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Disodium Edta, Glycerin, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Tricetylmonium Chloride, Trisodium Sulfosuccinate, C11-15 Pareth - 7, Trideceth-6, Propoxytetramethyl Piperdinyl Dimethicone, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Methylparaben, Benzyl Salicylate, Citronellol, Limonene, Hydroxycitronellal, Buthylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl-3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Parfum.

Po dłuższym używaniu [ to już prawie 4 miesiące ] mogę stwierdzić z całą pewnością, że moje włosy są bardziej mięsiste, elastyczne i milsze w dotyku dzięki temu szamponowi. Bardzo go polubiłam i ubolewam nad tym, że w butelce zostało go już tylko na kilka użyć. Z całą pewnością będę na niego polować w jakiejś okazyjnej cenie, czasem na Truskawce pojawiają się produkty Joico w bardzo przystępnych cenach :)



Używałyście szamponu do włosów Joico K-PAK Reconstruct?
A może znacie inne szampony, które mają podobne działanie? :)

Oto Foto #5 | świątecznie

Cześć! :)

Na wstępie przepraszam, że dziś nie post z serii "Pobiegłam z rana do Rosmanna i wykupiłam wszystkie podkłady ", wiem, że jesteście zawiedzione :( Jeśli jednak odczuwacie deficyt, zapraszam na fanpejdż fejsbukowy - tam dla zainteresowanych rosmannowe co nieco do oglądnięcia ;)


Mam dla Was kolejną porcję zdjęć. Wiem, że dopiero co pokazywałam Wam post z serii Oto Foto, ale przez te kilka dni wolnego miałam wiele okazji do uwieczniania rzeczywistości. Tym samym, żeby znów nie narobić zaległości zdjęciowych, przedstawiam Wam ostatni czas według zdjęć telefonicznych :)

Dużo tu zieleni i wiosny, bo ta zadomowiła się już na dobre [ taką mam nadzieję! ;) ]. W pierwszy dzień Świąt pojechaliśmy z Narzeczonym do moich Dziadków za Nowy Sącz, gdzie przez kilka godzin wypoczęliśmy jak nigdy przez ostatnie tygodnie - jednak zieleń i świeże powietrze robią swoje! Narzeczony uczył się od Brata strzelać z łuku - zabawa była niezła ;)

Miłego oglądania :)


1. Orly, Pure Porcelain - moja najnowsza miłość ♥
2. A Ty, ile różowych szminek posiadasz? ;)
3. Świąteczny prawie no - make up ;)
4. I znów porcelana!


Oto, co pewnego dnia zastałam na podłodze po powrocie do domu - Kebs kucharz! ;)


1. Rozmarynowe love!
2. Naturalne paluszki Lubelli - cuda dziwy ;)
3. Szafirki u Babci
4. Obrazek z Angory ;)


1. Taka zieleń w moim mieście :)
2. Wąchanie zieleni
3. Na tapczanie leży leń!
4. Leń udaje, że się budzi ;)


1. Wielkanocna rozpusta!
2. Kontrola jakości
3. świąteczny lakier
4. Święta na trzeźwo? No way ;)


1. Czyste niebo!
2. Anioł
3. Uwielbiam to miejsce!
4. Na huśtawce łapałam pierwsze promienie wiosennego słońca :)


1. Kawałek ciasta. Pójdzie w cycki!
2. Zapasy na zimę
3. Słonecznie
4. Patrzcie, kto nam towarzyszył w leśnym spacerze! :)


1. Pierwsze w sezonie strzelanie z łuku
2. Strzelec w oddali ;)
3. Tarcza
4. Stokrotki :)

To już wszystko :) 
Jak minęły Wasze Święta?
Mam nadzieję, że naładowałyście się pozytywną energią na najbliższe dni! :)

Redermic R - dziękuję !

Dziękuję za super przystępną cenę 129 złotych.
Dziękuję za 3 miesiące męczarni co trzeci dzień.
Dziękuję za brzydki, chemiczny zapach.
Dziękuję za pozostawienie mojej twarzy w kompletnej ruinie, z której nie mogę jej podnieść po 2 miesiącach od odstawienia. 



Dziękuję, że nie dajesz o sobie zapomnieć po tak długim czasie.
Dziękuję za zaczerwienienia i podrażnienia występujące losowo podczas kuracji.
Dziękuję za to, że byłeś u mnie bombą z opóźnionym zapłonem.
Dziękuję za każdą podskórną gulę na linii żuchwy - niektóre są ze mną do dziś!



Dziękuję za to, że spełniłeś jedynie cząsteczkę zapewnień producenta. Zresztą, kogo to obchodzi, jak działałeś? Ważne, że to robiłeś!
Dziękuję za to, że magicznie sprawiłeś, że każdy podkład warzy mi się na twarzy, o tym właśnie marzyłam na wiosnę!
Dziękuję za przebarwienie na prawym policzku, które pojawiło się pomimo rygorystycznego stosowania filtrów [ SPF 50 ]
I na koniec dziękuję sobie za wytrwałość, bez której nie osiągnęłabym powyższych spektakularnych efektów kuracji!



A tak na serio - jak to było z tym Redermikiem R?
Niestety, właśnie tak, jak piszę - beznadziejnie! Z zaparciem używałam go przez 5 miesięcy, bez większych widocznych efektów. Owszem, zauważyłam spłycenie zmarchy między brwiami, ale po odstawieniu kremu wszystko wróciło do normy, czyli zmarcha jak była, tak i jest. To, co podobało mi się w Redermicu R, to fakt, że jakby wyciągał zaskórniki [ zwłaszcza te na nosie ] bliżej powierzchni skóry i kiedy stosowałam plastry na nos, działały one bardziej skutecznie. Niestety i ten efekt zniknął po odstawieniu kremu. Czyli efektów długofalowych brak. To znaczy tych pozytywnych, bo negatywne się świetnie utrzymują, na moje nieszczęście...



Ja Redermiku R nie polecam, zupełnie nie sprawdził się na mojej cerze. 
Miałyście do czynienia z tym gagatkiem?




Chodźcie i patrzcie - nowa Magda!

Witajcie wieczorową porą!

W zasadzie to nie wiem, co się dzieje dzisiejszego popołudnia wokół mnie i na zewnątrz, bo siedzę wpatrzona w ekran laptopa. Czemu, zapytacie? [ w sumie to nie zapytacie, bo jak tylko weszliście przed chwilą na bloga, to zauważyliście ;) ] Otóż mam nowy szablon blogowy! Jak już pisałam na Facebook'u, jaram się jak flota Stannisa, a to i tak mało powiedziane!

Nowy szablon zawdzięczam wspaniałej Cat i jej magicznym umiejętnościom graficznym. Kilka dni temu z rozmowy wyniknęło, że mam chęć na zmiany i Cat dobrodusznie zaoferowała swoją pomoc. Wtedy jeszcze nie wiedziała, na co się pisze, bo ja oczywiście miałam ubzduranych wiele głupot i musiała dzielnie po kolei wybijać mi je z głowy ;) Niemniej jednak udało jej się poskromić moje zapędy w barokowy przepych blogowy i zrobić coś wyjątkowego, coś, co wiem, że pasuje do mnie, nawiązuje do poprzedniej kolorystyki bloga i jest po prostu śliczne! Cat jest cudotwórczynią ♥

Nowy szablon jest schludny, czytelny i utrzymany w takiej kolorystyce, która mi odpowiada. Cat wspaniale odgadywała moje wszystkie pomysły zanim zdążyłam o nich napisać i generalnie to rozumiemy się bez słów, naprawdę niepotrzebnie konwersujemy wirtualnie ;) 

Na dniach wprowadzimy [ gwoli ścisłości - Cat wprowadzi, ja tylko będę oglądać i kiwać głową w niemym zachwycie ] kilka malutkich kosmetycznych [ przypadek, gra słów? Nie sądzę ;) ] zmian, ale ogólny wygląd nowej magdynawakacjach już się nie zmieni. 

Dla przypomnienia jeszcze pokażę Wam, jak było dotychczas, przez ponad rok istnienia mojego miejsca w sieci:



Napiszcie mi proszę, co sądzicie o nowej odsłonie bloga? Podoba Wam się? Będziecie  jeszcze do mnie zaglądać? No i of kors, jeśli macie jakieś uwagi / sugestie - piszcie śmiało! 

Ja idę w radosnych podskokach na spacer z psiakiem, a potem zasiadam przed laptopem i podziwiam nowego bloga cały wieczór! :))))

Romantyczno - wiosenny duet na paznokciach | Nails Inc + Essie

Witajcie ciepło! :)

Już chwilę nie było na blogu żadnego lakierowego posta, dziś więc nadrabiam te zaległości. Muszę się Wam przyznać, że jakoś mi nie idzie ostatnio robienie zdjęć lakierom. Albo za jasne, albo zbyt rozmazane [ ręce mi się trzęsą na starość ^^ ], albo kolor nijak się ma do rzeczywistości. Taki pech mnie ostatnio dotyka, a co za tym idzie i bloga, który traci na ilości lakierowych wpisów :( Staram się jednak jak mogę i z tych starań oto przed Wami romantyczno - wiosenny duet lakierów z Nails Inc oraz Essie :)


A co do tulipanów, które są tłem w dzisiejszym poście, to pozazdrościłam Wam wiosennych i kwiatowych zdjęć i sama połakomiłam się na tulipanki. Plany zdjęciowe miałam ambitne, ale oczywiście rzeczywistość je szybko zweryfikowała i tym samym tulipany na planie zdjęciowym znalazły się dwa razy, a potem zginęły tragicznie w paszczy domowego psiego potwora, zdążywszy uprzednio uschnąć, bo perfekcyjna pani domu zwyczajnie o nich zapomniała ;)

Dzisiejsze połączenie to pastele, każdy z innej parafii. Uroczy majtkowy róż z Nails Inc nosi nazwę  Charing Cross Road, a miętka z Essie to nic innego, jak powszechnie znany i lubiany Mint Candy Apple [ nawiasem mówiąc najpoważniejszy pretendent do wykończenia pierwszej pełnej buteleczki lakierowej w moim życiu ^^ ].


Nails Inc pochodzi z uroczego zestawu miniaturek, który był jedną z wielu dobroci z nagrody w rozdaniu, które wygrałam u Pączka w pudrze. Kolor niby banalny i powtarzalny, ale to on ze wszystkich najbardziej przyciągnął moją uwagę :)

A Essie ma już prawie rok, przywędrował do mnie wraz z Too Too Hot jako pierwsze ever nabytki z tej firmy. Pamiętam to jak dziś - akurat dowiedziałam się, że zdałam potworny egzamin z pedagogiki ogólnej i umówiłam się z Narzeczonym na pizzę w Pizzy Hut w krakowskim Kazimierzu. W galerii przecież jest SuperPharm, więc poszłam się kosmetycznie nagrodzić, była promocja na lakiery Essie, więc doszłam do wniosku - kiedy, jak nie teraz? Nie ma to jak lakier z historią ;)

Obydwa lakiery są totalnie kremowe i równie pastelowe. To, co je jednak odróżnia od typowych pasteli, to brak toporności - konsystencje są naprawdę w sam raz, nic nie smuży, nie bąbelkuje. Róż nałożyłam trzema cieniutkimi warstwami [ teraz już wiem, że 2 grubsze też dałyby radę ], a miętę dwoma. Całość wytrzymała w bardzo dobrym stanie 5 dni, więc do trwałości nie mogę się przyczepić, oczywiście wszystko utrwalone jak zawsze SV.


Polubiłam to połączenie pastelowych barw i wiem, że będę do niego jeszcze wracać. Jak się Wam widzą te pastelowe lakiery?

Co macie teraz na paznokciach, pochwalcie się? :)


P.S. Bardzo się cieszę, że pomimo mojej ograniczonej aktywności, wciąż Was przybywa na blogu oraz FB. Na blogu jest już Was 430, a na FB 80 osób! Ależ się cieszę! Buziaki dla wszystkich - motywujecie mnie wciąż do pisania, dziękuję Wam!!!!! ♥♥♥



A co mi tam, pokażę! | marcowe zakupy kosmetyczne

Dzień dobry! :)

Słowo się rzekło - zakupy na blogu! Marzec był wyjątkowo obfity w kosmetyczne zdobycze. Mnie cieszą, choć było mi trochę wstyd z powodu ich ilości i nie chciałam ich pokazywać, ale z drugiej strony dlaczego mam sobie nie poprawić humoru, a przy okazji zadbać o siebie? ^^ Kupiłam trochę rzeczy z listy zakupowej, trochę spoza, generalnie jestem zadowolona.

Zapraszam do oglądania :)


Filtry do twarzy są u mnie w użyciu cały rok. Teraz potrzebowałam odmiany i sięgnęłam po dwa, które zwróciły moją uwagę: Uriage Bariesun SPF 50+ z promocji z Superpharm oraz Neutrogena Ultra Sheer Dry - Touch Sunblock SPF 45, nad którym myślałam już jakiś czas i kiedy znalazłam za kilkanaście złotych na allegro, nie wahałam się. Olejek myjący z serii Ulga Ziaji kupiłam, bo skończył się mój olejek do demakijażu Missha, a nowy, który zamówiłam, jeszcze nie przyszedł. Używam go już dłuższą chwilę i jest całkiem fajny. Robi co ma robić i dobrze myje twarz.


Suchy szampon Batiste o zapachu orientalnym miałam na uwadze, odkąd tylko dowiedziałam się o tym zapachu. Nie jest jednak taki, jak myślałam - ładny, owszem, ale nie utrzymuje się prawie wcale na włosach. Płyn micelarny z L'Oreal kupiłam, bo wykończyłam już prawie wszystkie micele z Biedronki [ zostało mi pół butelki ] i potrzebowałam odmiany, a zbierał wiele pozytywnych recenzji. Niestety, zawiodłam się i już wiem, że do niego nie wrócę. Źle zmywa makijaż, pieni się na twarzy. Przynajmniej nie piecze w oczy. Dezodorant Nivea w kulce w wersji Dry Comfort to ulubieniec od wielu miesięcy i zawsze do niego wracam - standard :)


Gumki do włosów Invisibobble zamówiłam wraz z przyjaciółką, bo nas zainteresowały. Mają nie wyrywać i nie osłabiać włosów, nie odciskać się na nich, trzymając je przy tym mocno związane cały dzień. Tak właśnie jest i jestem zadowolona z tego zakupu - gumki sprawują się świetnie, choć trochę się rozciągnęły, ale nie wpływa to na ich działanie :) Pomarańczowy peeling do ciała z Organic Shop [ Esku - lepiej trzymaj się od tych peelingów z daleka, bo istnieje realna obawa, że byś je w całości skonsumowała! ] kupiłam w krakowskim Atelier Bernady, gdzie można stacjonarnie dostać rosyjskie specjały kosmetyczne - polecam :) Baza pod makijaż Cats Wink Smooth Primer z Tony Moly [ zawieruszyłam gdzieś pudełko, wybaczcie ;) ]była na mojej liście zakupowej, kosztowała około 30 zł na ebay'u. Na razie jej nie używałam, bo jest silikonowa, a moja skóra i tak już wystarczająco mocno ostatnio wariuje...


Kolorówką obrodziło w marcu, sama nie wiem, jak to się stało ;) Zoya Carter jest boska, oczywiście zachciałam jej, kiedy już nie była dostępna w sklepach internetowych ;) Z pomocą przyszła mi Magda z bloga Unappreciated, która go dla mnie znalazła! Kochana, dziękuję Ci raz jeszcze ♥ Catrice 01 Royal REDding z serii Crushed Crystals spodobał mi się na jakimś blogu i kiedy zobaczyłam go w Naturze, od razu wpadł do koszyka ;) Podobnie było z gołąbkowym lakierem 03 Grey - headed Lovebird z limitowanki Essence. Kamuflaż Catrice [ odcień 010 Ivory ] i rozświetlacz w wysuwanej kredce [ odcień 010 Eye Like! ] od dłuższego czasu chciałam wypróbować, a że była promocja 3 za 2, wzięłam je do kompletu z lakierem do paznokci i wyszło na to, że kamuflaż mam za darmo - lubię takie deale ;)


Ostatnie już nowości to paletka z Inglota wraz z jednym cieniem [ 379 ] to zakup z blogowej wyprzedaży. Chciałam taką paletkę na okrągłe cienie, bo wygrałam trzy wkłady u Anety, a nie miałam dla nich domku. Korektor z linii Pro Longwear MAC był na mojej liście marzeń kosmetycznych. Kupiłam go na początku miesiąca i już chwilę używam. Dobrze się sprawdza, jednak chyba spodziewałam się czegoś lepszego... Nie czuję się zawiedziona, bo pod oczami sprawuje się świetnie, ale myślałam, że lepiej i na dłużej będzie krył niedoskonałości. Na właściwą recenzję i opinię przyjdzie jeszcze czas, może mnie zaskoczy? Szminka MAC w odcieniu Gotta Dash to delikatny oranż - wyhaczyłam ją na wyprzedaży u Eska Floreska. Bardzo ładny kolor, podkreśla jednak suche skórki, więc czekam, aż przejdą mi alergie [ a tym samym zacznę oddychać przez nos, nie wysuszając nadmiernie ust ] i wtedy będę jej używać :)

To już wszystkie moje nowości, nazbierałam tego trochę, przyznaję ;) 
Wpadło Wam coś w oko? :)


P.S. Na koniec jeszcze scenka rodzajowa. Ostatnio źle mi się śpi, pomimo zmęczenia długo nie mogę zasnąć i narzekam na to do Narzeczonego. Po kilku dniach wysłał mi ten obrazek: 


I wszystko jasne ;)

Teraz wybywam na spacer z Piesełkiem i wracamy do szarej, samotnej rzeczywistości [ Pan i Władca nas zostawił - pojechał sobie do Warszawy, a my sierotki siedzimy same w domu ;) ]

Trzymajcie się!

Oto Foto #4

Cześć! :)

Wybrałam z telefonu kilkanaście [ no dobra, kilkadziesiąt ] najciekawszych zdjęć z ostatnich tygodni, które mogą się Wam spodobać. Jest trochę paznokci, jedzenia i Kebaba, czyli dla każdego coś dobrego ;)

Zapraszam! :)


1. Rozmaryn all the way! ♥ W kuchni, w łazience! 
2. Pomarańcze na świeży sok. 
3. Grejfruty na świeży sok. 
4. Popcorn! Mój mały grzech ;) Najlepszy jest ten z Biedronki, robiony w mikrofali przez dokładnie 2 minuty i 40 sekund


1. Potrzeba matką wynalazku ;)
2. Boska Zoya Carter i książka, którą poleciła mi przyjaciółka.
3. Przesyłka od Esy, Floresy :*
4. Wygrana z rozdania u Pączka w pudrze ♥


1. Glanokalosze. Seroiusly, WTF?! ....
2. Romantyczny Kebab wącha zawilce.
3. Haribo ♥
4. Targi kosmetyczne


1. L'Oreal, 109 Cafe St Germain
2. OPI, You're Such A Budapest
3. Ciate 039 Cabaret + brokat W7 oraz śliczny błyszczyk Urban Decay, wygrany u Beauty Addiction :)
4. Kobo, Prague


1. Drugie śniadanko w pracy
2. Wytrawne muffinki
3. Penne carbonara ♥
4. Szarlotka Babci - najlepsza na świecie i koniec kropka.


1. Dobry humor z rana :)
2. Żółta glinka = efekt Fiony ;)
3. Nowy błyszczyk!
3. Kotki


1. Jaśnie Piesło śpi [ do wszystkich zainteresowanych - proszę zauważyć brak kolczatki!  ]
2. Kilka nowości
3. Bo dietę trzeba uzupełniać!
4. Jaśnie Piesło śpi vol 2


Przetrwałyście? Wiem, że dużo mi się tego nazbierało, postaram się być bardziej systematyczna na przyszłość, żeby nie zasypywać Was taką ilością zdjęć ;)

Co u Was słychać ciekawego? :)

Empties #13.2

Witajcie! :)

Zgodnie z obietnicą, dziś druga część marcowych zużyć kosmetycznych. Przygotujcie się, znów jest tego niemało! ;) Pierwszą część pokazywałam Wam tutaj.


Sally Hansen, wzmacniający zmywacz do paznokci - kupiłam go za 10 zł w cenie na do widzenia w Rosmannie. Całkiem fajny zmywacz, dobrze sobie radził ze wszystkimi lakierami i był duży. Teraz mam kolejny od Sally Hansen, kupiłam na targach. Uważam jednak, że standardowa cena tego zmywacza jest niestety bardzo wysoka...

Nip + Fab, pistacjowe masło do ciała - cudowny produkt, który zniewalał zapachem. Bardzo żałuję, że się skończył :( Myślę, że jeszcze kiedyś będę próbowała go jakoś dorwać. Kto wie, może Nip + Fab wejdzie do Polski? Więcej o nim możecie przeczytać w recenzji.

Vaseline, Aloe Fresh light feeling lotion - lekki balsam do ciała, który przywiozła mi z Anglii przyjaciółka. Fajnie nawilżał, szybko się wchłaniał i miał świeży, delikatnie aloesowy zapach. Lubiłam go używać, kiedy miałam mniej czasu / ochoty na balsamowanie.

Sensique, odtłuszczacz do paznokci - używałam, bo ładnie pachniał winogronami, ale nie zauważyłam jakiejś specjalnej różnicy w trwałości lakieru. Może gdybym nie używała bazy i topu, różnica byłaby do zauważenia? Kto wie ;)


Caudalie, odżywczy balsam do ciała - próbka 30 ml wystarczyła mi na jakieś 3 użycia na całe ciało. Był w porządku, dobrze nawilżał, łątwo się rozprowadzał i wchłaniał, ale zapach nie do końca mi podszedł, więc nie kupię pełnowymiarowego produktu.

Himalaya, Sparkly White, pasta do zębów - ulubiona, kojelna tubka już w użyciu. Polubiłam tę pastę bez fluoru mocno, a w połączeniu ze szczoteczką do zębów Curaprox jest również bardzo wydajna, więc nie mam jej nic do zarzucenia :) Można ją już kupić w każdej większej drogerii - Rosmann, Hebe i Natura.

Olejek arganowy, 30 ml - dostałam go od Eska, Floreska już jakiś czas temu, zużywałam czasem do twarzy, czasem do włosów. Dobry olej, ale ja bardziej wolę makadamię i jojoba oraz masło shea :) Nie zauważyłam działania przeciwstarzeniowego, ale do tego musiałabym używać oleju przez kilka łądnych lat i to codziennie ;)

Próbka perfum Idylle, Guerlain - niestety, nie mój zapach, żle się w nim czułam i był trochę duszący, ale myślę, że moja Mama dobrze by się w nim czuła, bo lubi takie mocne, czasem przytłaczające zapachy.

Purles, multipurpose jelly cleanser - mała próbka żelu do mycia twarzy, wystarczyła mi na kilka dni. Byłam zadowolona, bardzo dobrze oczyszczał twarz.


Lumene, Angry Birds, żel pod prysznic - opakowanie bomba! Zawartość bardzo przeciętna, ot żel pod prysznic, na dodatek o niezbyt porywającym zapachu. Niemniej dziękuję Eskowi za ten żel, bo wściekły ptak każdego dnia mnie rozśmieszał ;)

Nivea, Dry Comfort - dezodorant w kulce, który uwielbiam :)

Bath&Body Works, antybakteryjny żel do rąk Twilight Woods - pachniał niesamowicie, był baaardzo wydajny. Polubiłam się z tymi żelami :) Z chęcią kiedyś napadnę BBW i zaopatrzę się w większą ilość tych żeli!

Kryolan, kółko kamuflaży - było już zdecydowania za stare na używanie i ostatnio leżało przez kilka miesięcy nietknięte, więc to był czas na pożegnanie.

Gąbki konjac i calypso - moje ulubione, używam ich codziennie, teraz wymieniłamna te same, ale nowe egzemplarze :) Konjac idealnie sprawuje się w duecie z pianką Caudalie, a calypso pomaga mi zmyć żel do mycia twarzy z buzi, glinki i inne maseczki.


Kilkanaście próbek, z których zaskoczyła mnie jedynie ta z enzymatycznym peelingiem Organique, chętnie kiedyś się w niego zaopatrzę, bo rzeczywiściw widać różnicę po jego użyciu, a w żaden sposób nie podrażnia skóry. Reszta to przeciętniaki. Podkład Estee Lauder byłby okej, gdyby nie super ciemny odcień ;)


To już wszystkie zużycia z marca, całkiem niezła gromadka mi się zebrała, oby tak dalej ^^


A jak Wam poszło?