Empties #3, czyli wyniki półtoramiesięcznego zużywania

Hej :)
Dziś podsumowanie moich zużyć. Ostatni taki wpis zrobiłam tuż przed przeprowadzką do nowego mieszkania, 15.04. Dziś mija więc równo półtora miesiąca od tamtej daty.
Myślę, że przez tak długi czas mogłam zużyć trochę więcej, ale niestety ze względu na moje przeskakiwanie od kosmetyku do kosmetyku [ mam 3 otwarte żele pod prysznic na raz ;) ] nie wyszło to za dobrze ;)
Do kosza wędruje 27 kosmetyków i 7 próbek.


1. Szampon Receptury Babuszki Agafii na łopianowym propolisie - świetny, wielki [ 600 ml ! ] produkt, który pomógł mi w walce z wypadającymi włosami, o reszcie jego zalet pisałam 2 dni temu TUTAJ

2. Balsam Receptury BabuszkiAgafii na kwiatowym propolisie - gapa ze mnie, zapomniałam go ustawić do zdjęcia ;) genialna odżywka do włosów o boskim zapachu kwiatów, ot już moja druga butla i na pewno nie ostatnia. Zachwycałam się nim TUTAJ

3. Szampon Garnier Ultra Doux z serii Sekrety Prowansji z morelą i olejkiem migdałowym - zużyłam pół butelki do mycia włosów, pozostałą połowę do mycia pędzli. Szampon jak na drogeryjny z SLSami był całkiem ok, miał śliczny, świeży zapach i dużą pojemność [ 400 ml ]. 

4. Green Pharmacy olejek łopianowy ze skrzypem polnym, przeciw wypadaniu włosów. Świetny produkt, bardzo wydajny, starczył na miesiąc codziennego używania, zahamował wypadanie włosów, zawdzięczam mu mnóstwo baby hair ^^, które pokazywałam TUTAJ


5. Olej kokosowy KTC, 500 ml. Zużywałam ten olej przez kilka dobrych miesięcy - na początku do olejowania włosów, potem zaczęłam go dodawać do własnoręcznie robionych peelingów. Męczyła mnie ta duża pojemność, bo niestety olej był bezzapachowy :( Teraz używam oleju kokosowego z zapachem i coś czuję, że to będzie wielka miłość ;)

6 + 7. Odżywka lniana do włosów Farmona Herbal Care. Moja ukochana odżywka, lekka, świetnie działa, ma ładny zapach i niską cenę, więcej o niej pisałąm TUTAJ

8. Spray nabłyszczający do włosów Klorane. Porażka, nie robił kompletnie nic na plus, obciążał włosy, psikałam nim włosy na noc, przynajmniej łądnie pachniał. Bardzo nie chciał się skurczybyk skończyć ;) Żaliłam się na niego TUTAJ


9. Kremowa emulsja do higieny intymnej rumiankowa Farmona Herbal Care - bardzo fajny, delikatny produkt o ładnym zapachu rumianku. Bardzo wydajny, funkcjonalne opakowanie z pompką.

10. Stymulujący piling do ciała Home Spa z Pat&Rub - miniaturka 50 ml z jakiegoś Glossyboxa, bardzo fajny peeling, mocny zdierak, zostawia na skórze film, tak że nie potrzeba już się balsamować po jego użyciu. Wystarczył mi na 3 użycia.

11. Dezodorant Rexona w sztyfcie - zwyklaczek, dobrze chronił, jednak wolę kulki Nivea.


12. Płyn micelarny do demakijażu i tonizacji twarzy i oczu Be Beauty - świetny produkt, każdemu znany, pisałąm o nim więcej TUTAJ. W zapasie mam już 7 butelek :)

13. Łagodny  żel oczyszczający do skóry tłustej lub trądzikowej Avene - świetny, bardzo wydajny żel do mycia twarzy, znakomicie oczyszczał, ładnie pachniał. Jeśli znów znajdę go na promocji [ za 300 ml zapłąciłam ok 28 zł ], chętnie wrócę.

14. Hydrolat z zielonej herbaty NatyrVitChem - bardzo fajny, hydrolat, nadawał się do tonizowania twarzy albo spryskania jej w ciągu dnia. Lubię zapach zielonej herbaty, ale ten tutaj był zbyt mocny, taki trochę chemiczny, więc nie powrócę.



15. Mydło do mycia dłoni grefjfut i mandarynka Anatomicals - zwykłe mydło do rąk, dość gęste, ale o BOSKIM zapachu prawdziwego grejfruta i mandaryny :D Mam jeszcze jedno takie w kuchni i będzie smutno, jak się skończy ;)

16. Odżywczy krem do rąk suchych i zniszczonych Bioderma - kupiłam w aptece za ok 10 zł na promocji, byłam ciekawa, jak się sprawdzi Biodermowy krem do rąk. Niestety ma bardzo rzadką konsystencję i dość długo się wchłania. Męczyłam go od zimy, nie pomagał na przesuszone łapki.

17. 2x5 balsam do paznokci Herba Studio - świetny produkt, pomógł mi z przesuszonymi skórkami, wcierałam go na noc i rano było pięknie :) Teraz używam do tego celu olejku jojoba.


18. Chusteczki do twarzy Alouette - kupiłam, zużyłam, bez zbędnych zachwytów, ot chusteczki ;)

19. Tusz do rzęs Get Big Lashes Essence - czytałam wiele pozytywnych opinii, więc go kupiłam, ok pół roku temu. Odłożyłam do wyschnięcia, niestety nie pomogło i niemiłosiernie sklejał mi rzęsy...

20. Pomadka ochronna Neutrogena - bardzo fajny produkt, niesamowicie wydajny, miałąm go od grudnia. Świetnie dbała o usta.

21. Nawilżone chusteczki oczyszczające z aloesem Alterra - moje ulubione ostatnio, rano zastępują mi tonik. Tanie, skuteczne, delikatne dla skóry, bo bez alkoholu :) Opisałam je TUTAJ



22. Zmywacz do paznokci Essence - ulubiony ostatnio, wszystko zmywa, wydajny, czyli to, czego oczekuję od zmywacza :D

23. Quick Dry Topcoat Essence - byle co, wcale nie przyspieszał wysychania, pozbywam się go, bo zalegał mi w pudełku z lakierami.Odkąd poznałam SV i Poshe, już nie patrzę nawet na drogeryjnie przyspieszacze ;)

24. Express Drying Oil Sephora - to samo, co powyżej, z tą różnicą, że był tłusty i brudziłam palcami wszystko wokoło po aplikacji.

25. Hard as Nails Sally Hansen - używałam daaawno temu, już przeterminowany, zresztą nie działął za dobrze, więc do widzenia ;)

26. Foundation II Nail Tek - moja ulubiona baza pod lakier, chroni paznokcie i zapobiega rozdwajaniu. Ten egzemplarz już zasechł pod koniec.

27. Seche Vite - znanu każdem przyspieszacz, końcówka tak zaschła, że prawie skamieniała ;) Zamieniłam na Poshe, któy mniej śmierdzi i jestem zadowolona :) 


Kilka próbek. Lubię tak testować kosmetyki, czesem udaje mi się znaleźć coś fajnego, co nabywam w pełnym wymiarze. Tym razem spodobał mi się krem Siarkowa Moc od Barwy i już mam pełnowymiarowy słoiczek. Aloe Sun BB Cream od Skin Fooda po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę kupić pełne opakowanie, natomiast krem Oeparol pod oczy jest za rzadki i jego nie kupię. Reszta to przeciętniaczki.

A jak tam Wasze zużycia?
Miałyście coś z przedstawionych przeze mnie? :)



NOTD: cekinowo, czyli Colorama 652 Moss + Essence Mr & Mrs Glitter

Hej :)
Dziś na luźno pokaz tego, co mam aktualnie na paznokciach :)

Niestety mam bardzo krótkie paznokcie, bo nie doszła do mnie odżywka, którą zamawiałam na allegro 2 razy - najpierw u sprzedawcy, który okazał się oszustem i zablokował konto po kilku dniach, a potem u dobrego sprzedawcy, ale paczką ekonomiczną, która oczywiście nie doszła [ teraz pewnie jakaś pani na poczcie ma ładne paznokcie dzięki mojej odżywce... ] i wobec tych perypetii moje paznokcie znów zaczęły się rozwarstwiać i łamać, stąd dzisiejsza długość...

Koniec żali, czas na pokaz :)
Połączyłam militarną zieleń od Coloramy z glitterem Essence ułożonym w pionowy wzorem na środku płytki. Proste, a wygląda całkiem całkiem :)



Na paznokciach mam 2 warstwy Coloramy 652 Moss, ułożone cekinki i warstwę wysuszacza Poshe. Całość dzielnie trzyma się na moich łapkach już 3 dzień :)




Linię prostą z cekinków stworzyłam za pomocą sondy, na denko od Pringles'ów [ potrzeba matką wynalazku ;) ] ciapałam glitter i wydobywałam cekinki.



Co sądzicie?

Receptury Babuszki Agafii : Szampon Nº3 Na Łopianowym Propolisie + Balsam Nº4 Na Kwiatowym Propolisie = włosowy duet idealny :]

Cześć :)

Kończę właśnie 2 duże butle włosowych rosyjskich specyfików i ich działanie spodobało mi się tak bardzo, że postanowiłam je Wam przybliżyć - może komuś pomoże to w wyborze?



Receptury Babuszki Agafii Szampon Nº3 Na Łopianowym Propolisie – Przeciw wypadaniu

Rosyjski szampon przeciwko wypadaniu gościł w mojej łazience pierwszy raz. Wcześniej używałam szamponu regenerującego na brzozowym propolisie oraz wzmacniającego na cedrowym.


Szampon na łopianowym propolisie, tak samo jak jego poprzednicy, sprawdził się u mnie bardzo dobrze.
Zamknięty w dużej, ale poręcznej, 600 ml butli z praktycznym dozownikiem typu press, służył mi dzielnie do codziennego mycia przez prawie 1,5 miesiąca. Może się wydawać, że niedługo, ale ja szamponu sobie nigdy nie żałuję, a i do zmywania masek / olei używam go więcej lub myję włosy szamponem 2 razy, tak więc jestem bardzo zadowolona z jego wydajności.

Szampon nr 3 na łopianowym propolisie ma za zadanie zahamować wypadanie włosów i zregenerować je. Spełnia te zadania bardzo dobrze, ilość gubionych przeze mnie włosów zdecydowanie się zmniejszyła. Owszem, ma na to wpływ także odżywka pokrzywowa, którą wcieram codziennie w skórę głowy, tabletki Calcium Panthotenicum, które zażywam 2 x dziennia i zmiana diety na lżejszą, ale ja wierzę w kompleksowe działanie :)
Zawiera bardzo dużo świetnych składników aktywnych, m.in.: wosk pszczeli, miód, olej łopiany, żywicę sosny, olej z kminku, szałwii, mydlnicę lekarską.

Szampon doskonale radzi sobie z olejami, kakaowym kremem Isana, olejkiem łopianowym Green Pharmacy i środkami do stylizacji [ spray Klorane, Macadamia Healing Oil, krem wygładzający Joico ]. Bardzo dobrze się pieni, nie potrzeba wiele, żeby umyć całą głowę.
Konsystencję ma troszkę rzadszą niż zwykłe szampony, ale to normalne, bo nie ma w nim żadnej chemii, same ekstrakty i woda, czyli bardzo bezpiecznie. Zapach ziołowo - słodki, bardzo przyjemny :)

Już po pierwszym użyciu można zauważyć różnicę. Ja przed tym łopianowym szamponem myłam włosy lekkim szamponem, ale z SLSami i inną chemią – kiedy użyłam tego szamponu Babuszki Agafii, po pierwszym myciu już zauważyłam różnicę w stanie i wyglądzie włosów – były bardziej sypkie, nie matowe, zyskały na gładkości i w dotyku były takie bardziej mięsiste :)

Skład: Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Lappa Seed Oil, Saponaria Officinalis Root Extract, Mel, Althaea Officinalis Root Extract, Salvia Officinalis Oil, Carum Carvi Oil, Salix Alba, Bud Tar, Magnesium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Cocamide DEA, Glycol Distearate, Lauryl Glucoside, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid,  Panthenol, Niacinamide, Citric Acid.



Receptury Babuszki Agafii Balsam Nº4 Na Kwiatowym Propolisie – Puszystość

Balsam do włosów na kwiatowym propolisie mam już po raz drugi. Moim zdaniem jest najlepszy z całej serii, choć nie używałam każdej pozycji [ miałam tylko balsam na propolisie brzozowym ]. Nic a nic nie przebije zapachu i działania tego balsamu !
Opakowanie jest takie samo, jak w przypadku szamponu – różnią się tylko etykietą, więc nie będę się powtarzać ;)


Konsystencja balsamu jest dość rzadka, nie jest to typ odżywki, którą siłą trzeba wyciskać z opakowania – balsam jest lejący i niestety wpływa to na jego wydajność, która nie jest zachwycająca. Balsamu używałam zamiennie z odżywką lnianą od Farmony, ale i tak nie służył mi on tak długo, jak szampon na łopianowym propolisie. Mimo to jestem oddaną fanką balsamu i na pewno do niego powrócę :)

Zawiera organiczny wosk kwiatowy, werbenę, miód wielokwiatowy, olej z rumianku, żywicę sosny.

Balsam ma za zadanie ujarzmić włosy, sprawić, że staną się gładkie, posłuszne i zyskają na objętości. Rzeczywiście świetnie „ogarnia” moje włosy, które mają tendencje do puszenia się – włosy są gładkie, odżywione, nawilżone, ślicznie się błyszczą i po rozczesaniu tworzą taką gładką płaszczyznę – wiecie, o co mi chodzi ;) Zapach balsamu jest nieziemski – kwiatowy do granic możliwości :D nie jest nachalny i prawie go nie czuć na włosach po zmyciu, ale świetnie umila moje 3 minuty z odżywką :)

Balsam na kwiatowym propolisie zupełnie nie obciąża włosów, można nałożyć na włosy dowolną ilość. Ja nigdy sobie nie żałuję i nie ma problemu – włosy wciąż wyglądają pięknie :) Można go trzymać na włosach tylko chwilkę albo nawet kilkadziesiąt minut – w każdym przypadku efekty są zauważalne i piękne :)

Skład: Aqua with infusions of: Pinus Palustris Wood Tar, Beeswax, Pollen Extract, Anthemis Nobilis Flower Oil, Rosa Centifolia Flower, Pollen Extract, Humulus Lupulus (Hops) Cone Tar, Mel, Jasminum Officinale Flower Wax, Spiraea Ulmaria Oil, Verbena Officinalis Oil,  Propolis Extract Milk, Cetearyl Alcohol, Cetyl Ether, Behentrimonium Chloride, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.

Podsumowując, szampon na łopianowym propolisie + balsam na kwiatowym propolisie:
  • duża pojemność – 600 ml
  • naturalny skład
  • szampon zmniejsza wypadanie włosów
  • funkcyjny dozownik
  • genialny świeży zapach balsamu
  • nie plączą włosów
  • nie obciążają włosów
  • świetnie pielęgnują, nawilżają, wygładzają i nabłyszczają włosy
  • zdecydowanie warte swojej ceny [ od 16 zł ]





W duecie spisały się świetnie, dawno nie miałam włosów w tak dobrej kondycji.Jak każdy kosmetyk z tej serii, zarówno balsam, jak i szampon nie zawierają SLSów, parabenów i silikonów. Wszystkie kosmetyki mają po 600 ml, co bardzo lubię, bo doprawdy nie rozumiem, dlaczego zazwyczaj odżywki są mniejsze od szamponów?





Miałyście jakiś produkt z tej serii?

Moje kosmetyczne kąciki w nowym mieszkaniu #2 : łazienka

Hej :)

Niedawno pisałam Wam o mojej organizacji kosmetyków kolorowych i "toaletki" --> KLIK, a dziś chciałabym Wam przedstawić łazienkowy chaos :)
Chaos dlatego, że kosmetyki są i pod prysznicem i na umywalce, i w szufladach umywalki, i na pralce i koło pralki ;)

Najpierw to, co mam pod prysznicem:


Na półeczce prysznicowej są od lewej: żel do golenia nóg z Avonu - jeden z niewielu produktów tej firmy, które bardzo lubię, żel + oliwka z bawełny pod prysznic z Lirene [ KLIK ], żel pod pryszniz z Balei Fiji Passionfruit o boskim zapachu soku multiwitamina :) Z tyłu żel i szampon mojej Połówki i gąbka.


Na dole, na brzegu brodzika od lewej: szampon i odżywka kokosowe z Balei, ukochana odżywka lniana Farmona Herbal Care [ KLIK ], żel do higieny intymnej Facelle, pumeks i golarka i szampon na łopianowym propolisie od Babuszki Agafii, obok niego świetny balsam do włosów na kwiatowym propolisie też od Babuszki :)


Umywalka prezentuje się tak, ma 2  pojemne szuflady i dużo miejsca do ustawiania kosmetyków na brzegach :)


Po lewej sronie umywalki jest krem do rąk z Anidy, ulubiona wersja z woskiem pszczelim i olejem makadamia, obom dozownik do mydła w płynie, nić dentystyczna i kubeczek ze sczoteczkami i pastą :)


Po prawej stronie kranu już tylko moje rzeczy :D: micel z Biodermy, żel krem łagodzący do mycia twarzy z Biedronki, filtr Vichy Capital Soleil 30 SPF i w słoiczku hojna próbka Skin Food Salmon Dark Circle Concealer 1 od przyjaciólki Zuzi. W kubeczku z Zary Home mieszkają kremy do twarzy, obecnie to: LRP Effaclar Duo, Siquens krem przeciwko niedoskonałościom, Tołpa krem nawilżający [ stosuję na szyję, bo twarz mi podrażnił... ], roll on pod oczy z Yes to Blueberries, żel pod oczy aloes świetlik z Flos Leku i krem pod oczy na noc z Palmers'a [ KLIK ]. Obok wiszą płatki.


Koło umywalki prowizoryczna półeczka przyssawka, a w niej dezodorant Nivea stress protect, ukochana Oilmedica [ KLIK ],  bublowaty spray do włosów Klorane [ KLIK ] , który nie chce się skończyć, odżywka pokrzywowa Anna, a za nimi chusteczki aloesowe z Alterry.


Część napralkowa prezentuje się tak. Widać moją sfatygowaną szczotkę do włosów z Sephory.
W pudełeczkach po kremach Bandi trzymam płyn do płukania i jakieś drobne rzeczy.


Jedno z pudełeczek służy za mieszkanie dla kremu lnianego do stóp z Farmony Herbal Care, dezodorantu do stóp z Avonu, maseczki, podkładu, prefum i etui na okulary.


Na przyssawkowej półeczce nad pralką trzymam suchego Batiste o genialnym kokosowym zapachu, żel antycellulitowy Tołpy, krem prostujący Joico, dwa żele pod prysznic od Anatomicals - mango i genialny różano - jaśminowy [ KLIK ].


Ostatnie miejsce to szuflada pod umywalką.
Tam znajdują się wszelkiego rodzaju zapasy i to, co nie zmieściło się na umywalce ;)
Są tam maski do włosów, żele pod prysznic, masła do ciała, zapasowe kremy do rąk, toniki, półprodukty, glinka, błoto z Morza Martwego, kosmetyczki z nimi produktami na wyjazdy, szampony, rybki GAL, półprodukty, gumki do włosów.

Jak się Wam podoba moja łazienkowa organizacja?
Jak Wy przechowujecie swoje kosmetyki? :)

Miłego wieczoru!

Słów kilka o ambitnych planach oszczędnościowych, które nie wypaliły, czyli majowe nowości ;)

Cześć :)
Czy Wy też zawsze macie tak, że jak sobie obiecujecie oszczędzanie / zakaz kupowania n-tej rzeczy kosmetycznej, to nagle z nieba sypią się okazje, przeceny i same once in a lifetime opportunities? ;)

No więc ja tam sobie pod koniec kwietnia obiecałam, że już całkiem nic nie potrzebuję i co wyszło? Oto, co wyszło - najpierw w sklepie Annacosmetik z niemiekckimi kosmetykami była darmowa przesyłka na początku maja, potem Rossmann ogłosił - 40% na kolorówkę i pielęgnację twarzy, a dosłownie w ostatni weekend była darmowa wysyłka w sklepie ladymakeup... Dodatkowo byłam w rodzinnym mieście, gdzie jest Hebe i jeszcze dowiedziałam się, że wycofują micela z Biedronki. I jak tu żyć? ;)
Oczywiście jeszcze był Dzień Mamy, który okazał się niezłym pretekstem dla pierwszej wizyty w Rossmanie, w końcu Mamie się należy ładny makijażowy prezent, prawda? Kolejną okazją są moje imieniny, ktore obchodzić będę 29 maja, więc już dziś zrobiłam sobie małe prezenty podczas drugiej wizyty w Rossmanie ;) Kilka z poniższych kosmetyków jest moimi prezentami imienimowymi od Rodziców :)

A oto moje twarde dowody na pustkę w portfelu :


- żel pod prysznic Balea Fiji Passionfruit , 6.50 zł
- żel pod prysznic Balea Brazil Mango, 6.50 zł
- balsam do ciała Balea Brazil Mango, 8.50 zł
- żel do higieny intymnej Facelle, 4.49 zł


- szampon do włosów aloesowy Equilibra, 12.30 zł
- szampon do włosów Balea kokos + tiare, 6.50 zł
- odżywka do włosów Balea kokos + tiare, 6.50 zł
- maska do włosów Kallos Keratin, 9.99 zł [ PREZENT OD MAMY ]


- płyn micelarny do demakijażu Be Beauty, 7 szt. [ na zdjęciu tylko 4 ], 4.40 zł
- krem do stóp siemię lniane Farmona Herbal Care, 3.99 zł
- matująca emulsja ochronna  do twarzy z filtrem Vichy Capital Soleil SPF 30, 26.40 zł
- lakier do paznokci Joko Indigo, 9.99 zł
- lakier do paznokci Deborah Shine Tech, 9.99 zł [ PREZENT OD MAMY ]
- maseczka do twarzy ślimakowa [chyba się boję tego użyć ;)], 4.99 zł


- żel ze świetlikiem i herbatą Flos Lek, 4.79 zł
- krem pod oczy Contour des Yeux Prodigieux Nuxe, 46.40 zł
- krem pod oczy z algami morskimi Ava, ok 7 zł


- krem antybakteryjny matujący Siakowa Moc Barwa, ok 10 zł  [ PREZENT OD MAMY ]
- chusteczki oczyszczające z aloesem Alterra, 1.99 zł
- krem do twarzy na noc Isana Med, 5.09 zł
- zestaw próbek Nuxe [ żel myjący, suchy olejek i balsam do ciała ], dołączone do kremu pod oczy, gratis.


- preparat do demakijażu oczu Rival de Loop, 2.99 zł
- pianka do mycia twarzy Synergen, 5.99 zł
- dezodorant Nivea, 7.99 zł
- gąbka Konjac, 8.99 zł


- tusz do rzęs Clump Defy, ok 32 zł
- szminka Rimmel Kate 16, ok 10 zł [ PREZENT OD MAMY ]
- lakier do paznokci Bourjois 0 Amande Defile, ok 19 zł
- puder do twarzy Manhattan, ok 12 zł
- tusz do rzęs + róż do powiek Bourjois, zestaw, ok 35 zł [ PREZENT OD MAMY, miała jeszcze zachomikowany ten zestaw od Gwiazdki, wtedy był w promocji w Hebe ;) ]

Brak na zdjęciach:
- pędzel Hakuro H13 [ nie doszedł jeszcze ]
- pędzel Hakuro H50S [ nie doszedł jeszcze ]
- 2 x Calcium Panthotenicum
- odzywka utwardzająca do paznokci z Miss Sporty


A jak tam Wasz silna wola w maju? Też poległa? ;)

Błoto z Morza Martwego, czyli jak się ocierpieć, żeby się upiększyć :)

Cześć:)
Dziś chciałam Wam przedstawić błoto z Morza Martwego.

Specyfik ten kupiłam w sklepie Natura Dla Piękna z półproduktami, za ok 8 zł, jeśli dobrze pamiętam.




Ze strony sklepu [ podkreśliłam to, co najważniejsze ] :

 Błoto z Morza Martwego jest mieszanką pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego, jak także składników organicznych, występujących wzdłuż linii brzegowej. Połączenie obu tych elementów -  pierwiastków i minerałów występujących w wodzie Morza Martwego oraz substancji organicznych - powoduje powstanie niepowtarzalnego środka terapeutyczno-kosmetycznego.
 Błoto jest nieocenione w kosmetyce, wiedzą o tym wszyscy, którzy je stosowali w naturalnej postaci. Przede wszystkim błoto z Morza Martwego stosuje się w problemach z trądzikiem i wypryskami skórnymi, łuszczycą, alotopowym zapaleniem skóry, bielactwem, w chorobach reumatycznych (ciepłe i gorące okłady na stawy ), w problemach krążenia (błoto znacząco poprawia krążenie krwi). Stosuje się je w formie maseczek i okładów błotnych.
Sugerujemy, aby czas pierwszych nałożeń był stosunkowo krótki (2-3 minuty) po to, aby zaobserwować zachowanie się skóry. Pieczenie i zaczerwienienie są reakcją normalną. Z błota nie należy jednak korzystać w przypadku, gdyby pojawiło się bardzo silne pieczenie, bardzo silne zaczerwienienie, szczególnie występujące wraz z opuchlizną. Są to rzadkie przypadki, ale jeśli się pojawią - należy bezwzględnie zrezygnować z dalszego stosowania błota.




Błoto wygląda jak błoto, cóż za odkrycie ;) Pachnie jak muł. 
Przed użyciem trzeba je wymieszać, bo oddziela się woda. Ja robię to palcem, potem też palcami nakładam błoto na twarz :)
Zmywam małą okrągłą gąbeczką Calypso, bo zmywanie to dość brudny proceder ;)

Poniżej mój dziennik z pierwszych nałożeń błota. Spostrzeżenia zapisywałam od razu, żeby nic mi nie umknęło :)

Próba I: błoto nałożone na 3 minuty, od razu przy nakładaniu skóra na policzkach zaczęła mnie piec, kiedy nałożyłam błoto już na całą twarz, pieczenie nasiliło się i przeszło na całą twarz, kumulując się jednak na policzkach. Czułam jakby miliony igiełek nakłuwających moją skórę w tym samym czasie. Po zmyciu skóra, zwłaszcza na policzkach, była zaogniona i gorąca - przetarłam twarz wacikiem z Biodermą Sensibio i nałożyłam grubą warstwę kremu nawilżającego.

Próba II: po 3 dniowej przerwie od pierwszego nałożenia, zdecydowałam się spróbować jeszcze raz. Nałożyłam błoto na oczyszczoną żelem Avene Cleanance twarz, przy nakładaniu wszystko było w porządku. Po minucie [ dosłownie z zegarkiem w ręku ;) ] zaczęły mnie delikatnie piec policzkii trochę czoło, jednak pieczenie nie nasilało się i nie było ani trochę tak bolesne, jak przy pierwszej aplikacji. Potrzymałam błoto 4 minuty i zmyłam. Skóra nie byłą podrażniona ani zaczerwieniona, powiedziałabym, że wyrównana kolorystycznie i zmatowiona, a pory minimalnie spłycone.

Próba III : po tygodniu od ostatniego nałożenia błota, zaaplikowałam je na twarz cienką warstwą. Po 30 sekundach skóra zaczęła mnie delikatnie mrowić, w 3 minucie policzki zaczęły mnie mocno piec i szczypać, potem czoło również. Trzymałam błoto na twarzy 8 minut, czyli najdłużej do tej pory. Po zmyciu miałam dość mocno zaczerwienioną i wrażliwą skórę na policzkach, w miejscach, gdzie najbardziej szczypało po aplikacji. Skóra była ładnie oczyszczona i zmatowiona. Po zmyciu przetarłam skórę wacikiem z Biodermą Sensibio i nałożyłam olejek z 2 kapsułek Dermogal A+E.


Próba IV: tydzień po ostatnim błoceniu się, nałożyłam je wyłącznie na strefę T i trochę szerzej na brodę. Trzymałam błoto ok 6 minut, bo zaczęło mnie szczypać na czole i chciałam uniknąć podrażnień. Po zmyciu zauważalnie skóra w rejonie nakładania była oczyszczona, a pory na nosie zmiejszone.





Od tamtej pory błoto nakładam już tylko na strefę T i maksymalnie trzymam do 10 minut. 
Ten sposób jest dla mnie najlepszy. Błoto z Morza Martwego nakładane mniej więcej 2 razy w tygodniu zmniejsza moje pory i zostawia skórę fajnie oczyszczoną, ale wciąż zdarzają się wpadki z podrażnieniem twarzy, więc po tym opakowaniu już go nie kupię.

Niemniej jednak polecam Wam, jeśli lubicie próbować takich dziwadeł kosmetycznych ;)

Majowy prysznicoumilacz od Lirene - żel + oliwka z bawełny pod prysznic


Hej :) Czy u Was też pada? :(

Żel z oliwką z bawełny od Lirene jest moim majowym ulubieńcem prysznicowym.
Uwielbiam jego zapach, bawełniana woń świetnie mnie uspokaja i odpręża pod prysznicem.
Wieczorem aż nie mogę się doczekać wskoczenia pod strumień wody i nałożenia go na gąbkę ;)


Kupiłam ten żel za ok 6 zł na promocji w Naturze – zastanawiałam się nad innymi wersjami zapachowymi [ dostępne są jeszcze: z oliwką z ryżu, z oliwką z mango, z oliwką z migdałami ], ale w końcu padło na bawełnę. Myślę, że w przyszłości wypróbuję jeszcze pozostałe wersje :)

Ze strony producenta: Żele z oliwką z serii SHOWER OLIVE intensywnie nawilżają oraz poprawiają kondycję skóry, chroniąc ją przed wysuszeniem. Oliwka zawarta w żelach wzmacnia barierę ochronną naskórka, skutecznie zapobiegając utracie wody i  dodatkowo  pozostawia warstwę ochronną na skórze. Dzięki wyjątkowej formule, bogatej w specjalnie dobrane składniki aktywne, żele Lirene wykazują również działanie zmiękczające. Ich kuszący, przyjemny zapach otula ciało i wprawia we wspaniały nastrój. Optymalnie nawilżona skóra zachwyca swoim zdrowym wyglądem, prawidłowo funkcjonuje oraz lepiej się regeneruje.



Sczerze? To ja w tym żelu pod prysznic oliwki nie widzę ;) Owszem, jest w składzie, ale żel ani nie ma oleistej konsystencji, ani nie zostawia żadnego filmu na skórze po użyciu [ producent pisze o warstwie ochronnej – niestety nie zauważyłam ]. Jak dla mnie to zwykły żel pod prysznic, zresztą ja w tym przypadku nigdy nie wybrzydzam, bo w takich myjadełkach skład jest mi raczej obojętny ;)
Na plus – nie wysusza skóry, co mi się bardzo podoba :)

W składzie ma SLS oczywiście i inne świństwa, ale przy wyborze żelu pod prysznic nie jestem tak rygorystyczna, jak przy wyborze np. kremu do twarzy ;) Tutaj głównym kryterium jest dla mnie cena, zapach i żeby nie wysuszał. W tych kategoriach żel z oliwką bawełnianą od Lirene wypada bardzo dobrze :)



Opakowanie jest standardowe dla Lirene i bardzo poręczne – butelka zamykana na klik, zamykanie jest solidne i bez obaw można żel zabierać ze sobą na wyjazdy. Jest przezroczyste, co bardzo lubię, bo mogę kontrolować ilość produktu, no i można opakowanie postawić na głowie, żeby wszystko, co do ostatniej kropli, wykorzystać :)



Miałyście kiedyś żel z tej serii z oliwkami?
Jeśli nie, to polecam ten z bawełnianą – zapach jest naprawdę uspokajający i świeży, od razu poprawia humor :)

NOTD: L'Oreal Color Riche 109 Cafe St Germain + tuning :)

Witajcie :)
Już mam normalny internet, więc mogę pisać i czytać Wasze blogi do woli :D
W taką deszczową pogodę to chyba najlepszy sposób na spędzanie czasu ;)
Dziś przedstawiam Wam włąśnie taki odpowiedni pogodowo lakier - kawę z mlekiem od L'oreala.



Lakier ma świetny, uniwersalny kolor, który komponuje się z każdym strojem i okolicznością, chociaż ja tam nie mam obiekcji, żeby na jakieś oficjalne lub pracowe sprawy pomalować sobie paznokci na żółto lub różowo ;)





Cafe St Germain, jak wszystkie lakiery z serii Color Riche, znajduje się w małej, 5 ml buteleczce, ma szeroki pędzelek, co ułatwia aplikację, a do pełnego krycia potrzeba 2 warstw. 

Na zdjęciach widać starte końcówki, to dlatego, że zdjęcia robiłam 3 dnia od nałożenia.



4 dnia lakier trochę mi się już znudził i postanowiłam go urozmaicić kolorowym wzorkiem, do któego wykorzystałam zielonego Revlona Posh i Essie MintCandy Apple.




Jak Wam się podoba?

NOTD: Różowo mi, czyli Rimmel 318 Coral Queen

Witajcie :)
Niestety mamy małe problemy z internetem i przez ostatnie kilka dni bardzo rzadko mogę sprawdzać co i jak z blogsferze :( mam nadzieję, że za niedługo wszystko wróci do normy i będę mogła spędzać długie godziny na Waszych blogach, nadrabiając zaległości :)

Przed Wami Koralowa Królowa, czyli wściekły, oczojebny róż z kroplą maliny - Rimmel 318 Coral Queen :)

[ Wybaczcie mi proszę sierść Kebaba na dywanie ;) uznajmy, że jej nie widać ;) ]



Jest to jeden z moich starszych lakierów, ma około 2 lat i wciąż jest w formie :) Do pełnego krycia są potrzebne 2 warstwy, nie smuży, nie rozlewa się, dość szybko schnie, choć ja posiłkuję się zawsze top coatem wysuszającym, teraz jest to Poshe.



Lakier ma 15 ml, więc bardzo dużo, ale myślę, że uda mi się go zużyć, zwłąszcza, że już pół buteleczki za mną :D To chyba jeden z niewielu moich lakierów, które mają aż taki ubytek ;)
Pędzelek szeroki, jak to w tej serii Rimmela, bardzo łatwo się nim maluje.



Ogólnie polecam te lakier, są bardzo fajne jakościowo i mają ciekawe kolory :) Teraz zmieniły szatę graficzną i mają chyba krótszy pędzelek, ale kolory są te same.




Jak się Wam podoba?